poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 27.

Nowy dzień a ja nadal czuję potworne zmęczenie i frustrację. Prawi w ogóle nie spałam. Cały czas się zastanawiam czy mam się z nim spotkać. Z drugiej strony- Po cholerę mi to?!
Ubrana w czarne rurki, czarne botki na obcasie, brązową skórzana kurtkę i kremowy szalik wyszłam z domu na uczelnię.
Oczywiście wsiadłam w auto i po 4 minutach wchodzę pewnym krokiem przed aulę gdzie mają odbywać się moje dzisiejsze wykłady. Idąc przez hol widzę Zuzę tupiącą nogą i patrzącą na mnie wilkiem.

-Hej Nesska. Jak ty mogłaś?!- zrobiła groźną minę
-Hej Zuzka. Jak mogłam co?!- zdziwiłam się zwyczajnie
-Nie przedstawić mnie Bartmanowi. Takie ciacho. Spotykacie się.!?
-Coo?! Nie spotykamy się. To mój były znajomy. Wczoraj przestaliśmy się widywac. Nie chcę o tym gadać. Mam zaraz wykład. Sory!- wzruszyłam ramionami
-Eyy, przecież wykłady mamy razem. Nie uciekniesz mi. I tak wszystko z ciebie wyciągnę. To jak ma dziewczynę, bez koszulki też jest taki boski....

No i się zaczęło. Zuza przez 3 godziny nawija tylko o Zbyszku.Jaki to on niby boski i wgl.
Mam tego dosyć. Chce mi sie płakać. Jak fajnie że Dziś mamy mało wykładów i kończymy w miarę szybko.
Powiedziałam Zuzie wszystko co  powinna wiedzieć o Zbyszku i chyba mi odpuściła. Cieszy mnie to bardzo bo nie mam ochoty gadać o siatkarzach. Najbardziej boli mnie kiedy pyta mnie o Kosę. Z jednej strony cieszę się że on wraca na święta ale z drugiej wolałabym żeby tam został.
Dzien mija mi na właśnie takich przemyśleniach. Przez to wszystko nie zrobiłam połowy notatek. Chcę tylko wsiąść do auta i wracać do domu. Niestety chyba dziś nie jest mi to dane.
Mama i tata dzwonią bo szukają ratunku. Muszą wyjść a Bartek nie ma z kim zostać. Bez większego problemu jadę do mojego rodzinnego domu by zająć się młodszym bratem. Zajmuje mi to 10 minut ale i tak ratuję rodzicom tyłek.
-Och skarbie, ratujesz nam skórę. Wrócimy w miarę szybko.!- mama zaczęła mnie ściskać w furtce
-Ale tak właściwie to gdzie wy jedziecie?!-  z tego wszystkiego zapomniałam ich spytać wcześniej
-Opowiemy ci wszystko jak wrócimy.! Wszystko co potrzebne spisałam ci na kartce. Dasz radę. Kocham cie skarbie.- dostałam całusa od mamy, a potem pojechali w nieznanym mi kierunku

Weszłam do domu i poczułam zapach ugotowanego obiadu. Jak ja lubię zapach zupy ogórkowej. Zajrzałam do brata i gdy stwierdziłam że narazie mocno śpi, nalałam sobie zupy i zaczęłam pałaszować. Miseczkę wrzuciłam do zmywarki i już miałam włączyć telewizor gdy usłyszałam płacz Bartka w elektronicznej niani.
Pobiegłam na piętro by sprawdzić co się stało. Jak sie okazało małemu wystarczy poprostu zmienić pieluchę. Zaczęłam szukać pampersów ale jak na złość nigdzie nie mogę ich znaleźć.
Kartka od rodziców się przydałą. Okazało się że nowa paczka leży w ich garderobie. Weszłam tam pewnie i nagle do oczu napłynęły mi łzy. W lewym rogu garderoby leży Asseco- mój miś którego dostałam od chłopaków. Do lewej łapki ma przywiązaną koszulke Grześka. Zapomniałam o nim, ale kiedy go zobaczyłam przypomniałam sobie w jaki sposób tutaj trafił. Wyciągam go z garderoby i idę do pokoiku brata. Zmieniam mu pieluszkę i usypiam. Nie zajmuje mi to dużo czasu. Przytulona do Asseco siedzę obok łóżeczka brata i cicho popłakuję.
Jeszcze pół roku temu wszystko było tak dobrze. Miałam najlepszych przyjaciół na świecie i miałam Grześka. Oparta o misia i łóżeczko nawet nie wiem kiedy zasypiam.
Budzi mnie płacz małego. Szybko wstaję i biorę go na ręce. Razem schodzimy do kuchni i podgrzewam mu kaszkę. Jest taki mały ale apetyt to ma wilczy. W zawrotnie szybkim tempie wsuwa całą butelkę i od razu poprawia mu się humor.
Siedzimy razem w salonie i sie bawimy gdy do domu wchodzą rodzice. Okazało sie że babcia miałam wypadek w domu. Co prawda nie groźny ale jednak.
Spędzam z rodzicami jeszcze jakieś kilka godzin na rozmowie i oglądaniu telewizji.
Nie chce mi się wracać do swojego mieszkaniu więc zostaję na noc u rodziców. Na szczęście Norbert wyjechał z kumplami do Warszawy i jego pokój stoi wolny. Wykąpana i najedzona ubieram koszulkę siatkarską która należała kiedyś do Kosy. Wdrapuję się na łóżko brata i otulona zapachem perfum Grześka na koszulce zasypiam.
Gdy się budzę na zegarku jest dopiero 7;15. Dopiero?! Za 15 minut mam pierwszy wykład. Cholera!
W gepardzim tempie zbiegam na parter i bez słowa wsiadam do auta i jadę. Jadę prosto pod WSiZ.

-No hej Nesska. U kogo spałaś>?- Zuza jak zwykle dociekliwa
-Hej. U nikogo. Coo?- zdziwiło minie jej pytanie
-Masz te same ubrania co wczoraj. No i zaspałaś.- poruszyła znacząco brwiami
-Coo? U rodziców spałam. A weź....
-No co? Pytam tylko. A może spałaś u Bartmana coo??- wytrzeszczyła oczy
-Weź sie ogarnij. Nie spałam u żadnego Bartmana. A ty jesteś na niego napalona jak łysa na nowy grzebień. Daj sobie spokój ok?- wkurzyłam się
-Ok. Nie musisz być taka chamska. Tak tylko żartowałam.- sykneła i się odwróciła
-Przepraszam Zuza. Nie chciałam.- ruszyłam ją za ramię
-Whatever.!(czy tak jakoś)- odpowiedziała
-Zuza no.!- wkurzyłam się ale ona zaniemówiła

W przerwie między wykładami stwierdziłam że muszę zadzwonic do Igły. Powinnam przeprosić za moje fochy podczas ich wizyty.

-Halo?!- usłyszałam zdziwiony głos libero
-Krzys. Możemy się spotkać i pogadać?!- użyłam mojego słodkiego głosu
-Oo a po co. Od kiedy chcesz z którymś z nas gadać.?!
-Nie bądź taki. Prooszzzzzę!
-No dobra. O której kończysz wykłady?!- westchnął
-O 16;00. To może w "Kaktusie"- zaproponowałam
-No dobra. Wiem gdzie to jest. Będę. Narazie mała.!- wyczułam jego uśmiech i się rozłączyłam.

Reszta wykładów strasznie się wlekła. Myslałam nawet żeby się zdrzemnąć na chwilę ale nie dało rady.
Z jakże wielką ulgą wyszłam z auli i popędziłam na spotkanie z Igłą.
W restauracji pojawiłam się jako pierwsza. Zmartwiło mnie że może nie przyjdzie ale jak tylko usiadłam przy stoliku zobaczyłam w wejściu jego uśmiechniętą minę:

-Nesska.! Jestem. Możemy rozmawiać.!- udaje nadąsanego
-Krzysztofie. Usiądź.- stwierdziłam że zagram w to samo
-No dobra bez żartów. Co tam nowego?- uśmiechnął się
-Ostatnio zachowałam się dziwnie. Sory za to.
-Ale my się nie gniewamy, tyle że nie powinnas nas olać z powodu Kosoka. To nie fair- nagle spowazniał
-Wiem, ale wy często wyprowadzacie mnie z równowagi którą lubię.- pokazałam koledze język
-To takie dziecinne!- roześmiał się
-Co.!?- zdziwiłam się
-Pokazywanie języka. Jesteś jedyną osobą u której ten nawyk mi się podoba. Nawet moim dzieciom tego zabraniam!- znowu się zaśmiał
-Ja jestem urocza. Może to dlatego!- wzruszyłam ramionami
-No może i tak. hahaa... a co u ciebie tak ogólnie?
-Układa się. Studia byle do przodu i całe życie też byle do przodu- upiłam łyk chwilę wcześniej przyniesionego mi przez kelnerke soku
-To dobrze. Jestes silna... imponująco silna.!
-No chyba tak. A co u was?- uśmiechnęłam się delikatnie
-Tez ok. Często wygrywamy, rzadko przegrywamy z Resovia ale takie jest życie. Szkoda że nasza ekipa się sypie ale nic na to nie poradzimy.!- zmienił wyraz twarzy na pochmurny
Jak to. Przeciez tylko Kosa i Kurek odeszli. To przeciez nie koniec ekipy?- uniosłam jedną brew
-Tak ale Zibi też chce odejść. A Cichy też mysli o wyjeździe za granicę. A Kubiak pewnie ruszy za Zbyszkiem.- wzruszył ramionami
-I ty tak siedzisz i o tym spokojnie mówisz. Coś ci powiem. Konkretnie trzy słowa: Po Moim Trupie!
-Co?!- zdziwił się
-Wstawaj, jedziemy. Trzeba im wypersfadować kilka rzeczy. Już.!- wstałam od stolika
-No dobra.- wstał zapłacił mimo mojego sprzeciwu no bo to ja go zaprosiłam ale ok i udaliśmy się do mieszkania Bartmana i Kubiaka.

-Mogę wiedzieć kto dał ci pozwolenie na opuszczenie ojczystego kraju?!- wpadłam do ich mieszkania i od razu napadłam na Zbyszka
-Co?!- zdziwił się
-No słyszałam że chcesz uciekać za granicę. Co źle ci tu?!- uniosłam brwi
-Nie ale...- zaczął
-Nawet nie kończ. Po pierwsze nigdzie nie jedziesz a po drugie nie możesz mnie tak samej zostawić. Ja tu bez was zgłupieję.!- użyłam mojej broni, wiem że jak udam ofiarę to on zmieni zdanie
-Możemy nie teraz. Zaraz tu będzie cichy. Będziemy oglądać mecz Kosy i Kurka. - westchnął
-Ooo spoko jemu też na wtykam. Co to za głupie pomysły. Tylko mi spróbuj przekroczyć granicę a zobaczysz że źle się to dla ciebie skończy. Dla niego w sumie też.- spoglądam na Zbyszka, potem na Igłe i w jego oczach widze podziw
-No teraz to się ciebie boję.!- Zbyszek uniósł głowę
-I tak ma być.- roześmiałam się i po chwili Zbyszek zapomniał o wyjeździe. Można powiedzieć że ja wybiłam mu ten pomysł z głowy
-Co to za przytulanie.!- do mieszkania wpadł Cichy
-O następny emigrant.!- rzuciłam mu groźne spojrzenie numer 5.
-Coo?!- zdziwił się
-Nie pytaj. A o wyjeździe na Rosję możesz zapomnieć.!- Zbyszek mrugnął mu i on wiedział o co chodzi
-Ok. Spoko. Czaję. Ale mecz już trwa. Oglądamy czy jak?!- Piotrek usiadł na kanapie

Podczas oglądania było jak zawsze... mnóstwo śmiechu. Cichy wędrował razem z piłką po całej kanapie szukając odpowiedniej pozycji, a Michał ze Zbyszkiem przekrzykiwali sędziego. Patrząc na nich uświadomiłam sobie że strasznie za nimi tęskniłam. Igła który siedzi obok chyba czyta mi w myślach bo dotyka mojego ramienia z tekstem " Już niedługo, może nawet jutro wszystko będzie jasne. Wszystko się ułoży."
Trochę mnie to zdziwiło i dało do myslenia ale po krótkiej chwili o tym zapominam. Chłopaki zaczynają się tłuc a ja stwierdziłam że jestem głodna i zamówiłam pizzę. Przyjeżdża jakoś 30 minut później a chłopaki rzucają się na nią z takim krzykiem i radością że cieszę się że zamówiłam 3 sztuki XL.Coś mi mówiło że i oni będą głodni.

Do mieszkania wracam dopiero jakoś koło 22;00.Zaspana i lekko zmęczona wdrapuję się na 5 piętro.(Jak na złość  zepsuła się winda). Otwieram drzwi gdy widzę że w szparze w drzwiach wciśnięta jest jakaś karteczka.Gdy otwieram ona upada na ziemię ale szybko ją podnoszę.
Gdy odczytuję co jest napisane serce przestaje mi bić. To znajome pismo. I te inicjały. To Kosa.! Wrócił!.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Hejooo!! Jak tam po świętach kochani?! Ja objedzona i lekko przeziębiona ale głównie ok.
Dzisiejszy rozdział krótki ale już coraz bliżej do Epilogu więc staram się tak przedłużać bo szkoda mi się z wami rozstawać.;(
Koniec roku... Czy tylko mnie on tak szybko zleciał. Masakra jakaś. Jedna z pozytywnych rzeczy na ten rok: Przeczytanie trylogii Greya. No i oczywiście odnowienie znajomości z Dziecinką. Po krótkiej sprzeczce teraz nie może być lepiej :***

Polecam mojego drugiego blooga:  http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/

Buziaki kochani :***


piątek, 13 grudnia 2013

Rozdział 25.

No i super. Mój wybryk zakończyłam w pobliskiej przychodni. Lekarz nieźle się na mnie wściekł a miny rodziców mówią że niezle się doigrałam. Szczerze, mam to w nosie. Cały czas myślę o wkurzonym Grześku i rozbawionym Zbyszku. Nasłuchałam się jak to ja jestem bezmyślna, i nieodpowiedzialna. A to tylko od lekarza. Rodzice narazie milcza ale czuję że i od nich dostanę niezłe kazanie.
W milczeniu weszłam do domu z zaciśniętymi oczami. Czuję za plecami oddech taty a mama tak trzaska drzwiami że aż u sąsiada slychać.
-Vanessa, co to było?! Czemu jesteś tak nie odpowiedzialna. Mogłaś umrzeć. Dziewczyno cz ty w ogóle myślisz?!- mama w końcu wybuchła
-Mamo ja, przepraszam ale...
-Jakie ale. Nie ma ale.. Ja już nie wiem co my mamy z toba zrobić. Nie wiem może Grzesiek doprowadzi cię w końcu do porządku bo już naprawdę ja nie mam do ciebie siły. - westchnęła nadzwyczajnie głęboko
-Oj daj już spokój. I co by się takiego wielkiego stało. Nie miałabym więcej problemów i juz nikt by sie mnie nie czepiał. Same plusy- syknęłam i pobiegłam do swojego pokoju.

Usiadłam na łóżku i chwyciłam mojego białego samsunga. W sensie że smartfona. Chyba z 5 razy dzwoniłam do Grześka ale głupek obraził się na dobre. Nie wiem co z nim zrobić. Zbyszka też wcięło. Dzwonię do nich ale nie mają ochoty odebrać.
Stwierdziłam że nie bedę czekała na to aż Grzesiek ze mną zerwie, jeśli już tego nie zrobił, tylko z nim pogadam. Wybiegłam z domu w szybkim tempie i wsiadłam w auto. Do mieszkania Grześka mam jakieś 15 minut drogi. No i jeszcze jakieś 10 minut na korki i światła. Cholerny dzień.!
No zajęło mi to chwilę ale dotarłam pod mieszkanie Kosy. Dobijam się i dobijam ale nic z tego nie wynika. Nie otwiera. Minęło 10 minut i zwątpiłam w to że mi otworzy. Stwierdziłam że muszę rozmówić się z Bartmanem. Znowu wsiadłam w auto i w o połowę mniejszym czasie parkuję już pod blokiem jego i Kubiaka. Gdy pukam do drzwi otwiera mi roześmiany Zbyszek

-Cześć Nesskunia! Jak tam wejdź!- odblokował mi wejście do mieszkania
-Moge wiedzieć po jaką cholerę mu powiedziałeś??- krzyknęłam
-Komu i co?!- udaje głupka
-Kosie o naszym wspólnym spaniu w moim łóżku.! Po co to było?!
-Aaaa, no bo widzisz pytał gdzie spałem to mu powiedziałem. A co źle zrobiłem?!- roześmiał się znowu
-Nie udawaj głupszego niż jesteś. On mnie zostawił przez twoje paplanie głupot.!- usiadłam na sofie
-Nesska. Przejdzie mu. Zobaczysz.!- puścił mi oko
-Zbyszek. Cholera jasna.! Ja go kocham idioto. Jak mogłeś. Wiedziałeś jak to się skończy. Jesteś moim przyjacielem. Przyjaciele nie robią sobie takich rzeczy. Nie chcę cię więcej widzieć.- wybuchłam i po moim monologu wybiegłam z ich mieszkania
Zapłakana wsiadłam do samochodu. Nie ruszam z miejsca. Nie mam ani sił ani ochoty. Oparłam głowę na rękach spartych na kierownicy i patrzę przed siebie. Nagle nie wiem czy mam omamy z płaczu czy tylko mi się zdaje. Grzesiek wchodzi w klatkę Zbyszka i Michała. Od razu wysiadam z auta i prawie biegnę za nim. Gdy go doganiam ten jest już w mieszkaniu siatkarzy.
-Ty skurwielu. Wiedziałeś że mi na niej zależy?! Po co to zrobiłeś. Musiałes ją zaliczać.? Możesz mieć każdą ale nie. Ty musiałeś ją.!- usłyszałam za drzwiami
-Grzesiek. Opanuj się.! To tylko panienka. Będzie inna. Nie przejmuj się.!- Zbyszek krzyczał do Grześka
-Ja ją kochałem.! Ty nie znasz tego uczucia. Nigdy go nie poznasz, bo bawisz się dziewczynami. Kurwa.! Jesteś skończony. Już się nie przyjaźnimy.!- i w tym momencie wbiegłam
-Co tu robisz?!- Zbyszek wytrzeszczył oczy na mój widok
-Do ciebie przyszła Romeo.! Noo bajeruj ją.!- Grzesiek zaśmiał się szyderczo
-Niee! Przyszłam ci powiedzieć że z nim nie spałam.Przysięgam na wszystko. Na moich rodziców, na Bartka. Na wszystko co dla mnie ważne. Musisz mi uwierzyć.- wyszeptałam
-Wzruszające.!- wtrącił Zibi
-Zamknij się.! Po co go kłamiesz. Byłam trzeźwa. Sam wiesz że nie piłam. Nigdy bym cię nie zraniła. Kocham cię czy ty to rozumiesz?! Jak mogę ci to udowodnić.- rozpłakałam się
-Nieee! Ja nie chcę brać udziału w tej szopce.!- Grzesiek ruszył w stronę wyjścia.
-Zaczekaj. Jeśli ma ci to dać pewność że cię kocham to nawet dziś mogę za ciebie wyjść. Noie wiem zrobić co tylko chcesz byle byś mi uwierzył.
-Co ty mówisz. Jesteś pewna tego co mówisz.?- zatrzymał się
-Możemy iść do kościoła. Przysiągnę ci tam że mówię prawdę.! Nigdy cię nie okłamałam. I teraz też mówię prawdę.- podeszłam do Kosy
-Jaa, cholera Zbyszek. Spójrz mi w oczy i powiedz że ją przeleciałeś.- Kosa podszedł szybkim krokiem do Bartmana
-Jaa. No dobra. Nic nie było. Ok?!- Zbyszek wzniósł ramiona jakby wiedział że Kosa zaraz go uderzy
-To po co mówiłeś... nie stary przesadziłeś.! Nie chcę cię znać. Chodź Vanessa. Wychodzimy.!- chwicił moją rękę i oboje wyszliśmy z mieszkania chłopaków.
Wsiedliśmy do mojego auta a ja poprawiam makijaż. Kosa dziwnie mi się przygląda i czuję jego wzrok na całym moim ciele. Siedzimy tak na parkingu  przed blokiem przez jakies 5 minut.
-Sory!- wyszeptał
-Co. Za co mnie przepraszasz??- zdziwiłam się
-Że ci nie zaufałem.! To po pierwsze. A po drugie że tak cię potraktowałem. Cholerny Zbyszek.! Wybacz!- odwrócił się w moją stronę
-Nie mam się o co gniewać. To ja cię powinnam przeprosić. Zachowałam się głupio śpiąc z nim w jednym łóżku. Myślałam że to nasz przyjaciel.! Że on by nas nie skłócił. Sorka Grzesiu.!- po soczystym całusie Odwiozłam Grzesia, w sumie to sam się odwiózł a potem przesiadłam się na miejsce kierowcy i wróciłam do domu.
.....
Od akcji ze Zbyszkiem minął jakiś tydzień. Kosa nie chce o nim rozmawiać i odciął się od wszystkich siatkarzy. Zbyszek go przepraszał chyba z 20 razy już ale on się zwyczajnie zaciął. Nie ma kontaktu z żadnym z ich wspólnych znajomych. Kiedy tylko wspominam o chłopakach to ten się obraża i wychodzi.
Nawet podczas meczy czy treningów ze sobą nie rozmawiają. Zbyszek podob dostał nowy kontrakt i wyjeżdża do klubu do Włoch.
Dziś piątek więc z Kosą wybieramy się do naszego klubu. Zawsze chodziliśmy do niego całą paczką. Ubrana w jaskrawo różową sukienkę bez ramiączek i czarne szpilki czekam na Grześka. Poprawiam makijaż w przed pokoju kiedy mój luby puka do drzwi. Biorę moją torebkę i razem wychodzimy.
Jakoś koło 22 bawimy się już w najlepsze. Grześ świetnie tańczy i nawet ja sobie przy nim radzę. Po 4 przetańczonych piosenkach zechciało mi się pić. Zamówiłam sobie wodę z lodem, czekam na picie kiedy ktoś zaczepia mnie od tyłu.

-Cześć Nesska. Co tu sama robisz?!- zobaczyłam roześmianego Kubiaka
-Cześć Michał. A czekam na wodę, a nie jestem sama. Grzesiek zaraz powinien przyjść. A ty co sam się bawisz?!- uśmiechnęłam się szczerze na widok kolegi
-Nie jestem ze Zbyszkiem. Poszedł podrywa jakąś laskę. Dawno się nie widzieliśmy.
-No to fakt. Kosa się obraził. Zreszta sam wiesz. Tęsknię za naszą paczka. Chciałam żeby było jak dawniej ale on nie chce o tym słyszeć.-i w tym momencie podszedł do nas Kosok
-Cześć Michał. Co tu robisz.?- Kosa ewidentnie sili się na bycie miłym
-A no imprezuję. Dawno nie gadaliśmy. Słuchaj wiesz że Zibi się zmywado Włoch?!- Kubiak próbuje trochę udobruchać Kosę
-Co mi do tego. Niech robi co chce. Ja go zatrzymywał nie będę.- wzruszył ramionami
-Nie do cholery Kosa. Ja mu wybaczyłam że próbował nas skłócić ale ty to z deka przesadzasz. Zibi to twój kumpel. Pogadaj z nim chociaż.!- warknęłam w stronę ukochanego
-No cześć ekipa. Dawnośmy razem nie pili.!- na horyzoncie pojawił się Cichy, Kurek, Krzysiek, i Popiwczak.
-Jeszcze o tym pogadamy.!- warknęłam w stronę Kosy i uśmiechnęłam się do znajomych
- Nesska, ale wyglądasz. No tylko cię brać co nie Popiwczak.!- Igła stroi sobie żarty z młodocianego siatkarza
-Tak, masz rację Krzysiek. Szkoda że ty tylko możesz brać swoją żonkę. A właśnie nie powinieneś wracać do domu? Do dzieci?- ten chciał sie mu odgryźć i wszyscy wybuchnęli śmiechem
-Nie nie muszę ok?!. Dziś się bawię z Neskunią.- podszedł i mocno mnie objął
-Tee, te to moja laska ok?!- Kosa sie poirytował
-Wyluzuj stary. Co mnie tez olejesz za żarty jak Zbycha. Weź się ogarnij.- Krzysiek uniósł ręce w geście kapitulacji
-Zbyszek przegiął ok.! Z resztą to nie wasza sprawa.!- Grzesiek się oburzył
-No chyba nasza, bo ty się fochasz a on spiernicza do Włoch.! Nie możecie się dogadać.?- dodał Cichy
-No jakoś nie.!
-Mówiłam Grześkowi żeby wyluzował to nie. Zawziął się głupek.!- dorzuciłam od siebie
-Skoro tak was wkurza że nie odzywam się do Zbyszka to może ja juz sobie pójdę.!- warknął i wybiegł z klubu, dopiero jakieś 10 metrów od wejścia udało mi się go dogonić
-Zaczekaj, Grzesiek!. Mówię do ciebie!- krzyknęłam
-No co?!- burknął
-Czemu się tak zachowujesz? Oni chca dobrze. Ja też. Nie traktuj nas tak!
-Nie przeszkadza ci że on nas chciał poróżnić?
-Nie, przeszło mi. Tobie tez powinno. Kurde, to twój przyjaciel do cholery. Graliście razem i znacie się tyle. Daj już spokój. Zrób coś! Przemyśl to a ja wracam do siatkarzy.
-Jak to wracasz do nich?!- zdziwiły go moje słowa
-Tak.! Wracam! Mam dość twoich fochów. Ochłoń to pogadamy!- odwróciłam się na pięcie i weszłam spowrotem do klubu i resztę wieczoru bawiłam się z ekipą siatkarzy.

Jakoś koło 2 w nocy bawiłam się na całego z Igłą na parkiecie. Lekko wstawiona z błyskiem w oku szalałam z nim w świetle kolorowych świateł. Totalnie zapomniałam o fochu Kosy i wyjeździe Zbyszka. Po dodatkowych 5 trzepanych już całkowicie odleciałam. Nawet nie wiem jak dotarłam do domu. Pamiętam tylko że Kubiaczek pomagał mi wsiąść do taksówki. Potem już urwał mi się film.

Obudziłam się jakoś koło 8;00. Wróciłam długo po północy i ze zmęczenia nawet nie wzięłam prysznica. Poprostu padłam na łóżko. Wzięłam telefon do ręki by sprawdzić czy dzwonił Kosa ale nie. Pomyliłam się. Szybko wskoczyłam pod prysznic a potem zeszłam na śniadanie. W kuchni czuć zapach podgrzewanego mleka i kawy. Wypiłam kubek mocnej kawy i wyszłam na taras. Ułożyłam się na hamaku z książką w ręku a stopą kołysałam wózek z małym w srodku. Bartuś jest bardzo grzeczny odkąd przesypia całe noce.
Zaczytana, nie zwracam uwagi na to co dzieje się wokół mnie. Dopiero dzwonek do furtki doprowadził mnie do rzeczywistości.

-Co ty tu robisz?!- zdziwił mnie widok Bartmana przy furtce
-Pogadać chciałem.! Możemy?!- spojrzał na mnie z iście kamienną miną
-Chodż!- otworzyłam mu furtkę i poszlismy na taras do małego
-Słuchaj. Wiem schrzaniłem naszą znajomość i z tobą i z Kosą...- zaczął
-Wiem. Ja już ci odpuściłam ten żart ale Kosa on..
-Wiem. Nienawidzi mnie. Ja, ja mu tylko zazdrościłem. Cholera czemu ja tak nie mam?? Czemu mi nie mogło się udać z Pauliną, z Aśką, Izą i resztą panienek. I jak cię wczoraj zobaczyłem w klubie tak ładną i roześmianą to się załamałem.
-Co?? Czym się załamałeś. Tym że się śmiałam??- zdziwiłam się
-Nie. Tym że mi się podobasz. I to cholernie. Dlatego wyjeżdżam. Muszę się ogarnąć.!- zakrył dłońmi twarz
-Jaa... Co mam ci powiedzieć?!- zaniemówiłam
-Nic. Chcę tylko żebyś mnie wysłuchała. Kosa cię kocha to widać na 4 kilometry. Jeśli też go kochasz to życzę wam szczęścia. Myślałem że z czasem może i uda ci się pokochać tak mnie ale nie, nie chcę niszczyć tego co razem zbudowaliście. Nie mam odwagi spojrzeć mu w oczy. Brakuje mi go jako kumpla ale może jak wyjadę to ułoże sobie jakoś życie.
-Przykro mi że nie mogę odwzajemnić twoich uczuć. Ja cię kocham Zbyszek.. ale jak brata. Na prawdę nie chcę żebyś wyjeżdżał. - z oczu mimo opory popłynęły mi łzy
-No właśnie. Od razu chcę się pożegnać. Życze wam szczęścia. Mam nadzieję że nie zniszczyłem niczego między wami. Poznanie cię było najlepszą rzeczą przez ten rok. Do zobaczenia, bo ja tu jeszcze wrócę. -uśmiechnął sie przez łzy
-Boszzz.... Zbysiek, życze ci tam powodzenia. Już liczę dni do twojego powrotu.- i potem były już tylko uściski i sporo łez

Odprowadziłam Zbyszka do furtki i długo patrzyłam jak odjeżdża. Dopiero kiedy zniknął z horyzontu uświadomiłam sobie że przez co najmniej rok nie usłyszę jego śmiechu i nie zobaczę tego jego błysku w tych ogromnych zielonych oczach. Wróciłam na hamak i zaczęłam czytać. Dopiero wtedy na mysl przyszło mi żeby wysłać sms-a do Kosoka: "Błagam cię pogódź się ze Zbyszkiem. O nic nigdy cię tak nie poproszę jak teraz o to. Nesska". Minęło 10 minut kiedy łaskawie mi odpisał "Nie ma mowy. On już dla mnie nie istnieje. Proś o co chcesz tylko nie o to". Wkurzyłam się. Zbyszek już za 3 dni będzie daleko stąd. I pomyśleć że sama składałam papiery na studia do Włoch. Nagle moje myśli zmieniły tor i jakoś tak się złożyło że od nowa zaczęłam czytać Greya..

Nawet nie wiem kiedy z 10 rano zrobiła się 14;00. Wstałam z hamaku i zobaczyłam w furtce listonosza. Uciszyłam go i odebrałam nasza korespondencję. Jak zwykle mnóstwo ulotek i rachunki. I wielka koperta zaadresowana dla mnie. Weszłam do domu i od razu otworzyłam. Oczy mam wielkie jak spodki a płuca przestają mi pracować. Nie wierzę. Z oczu znowu płyną mi łzy. Jak on może mi to robić. Czemu mi to robi?? Cholera...


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wiem, wiem miał być dużo wcześniej ale jest teraz :p Komplikacji część 2.  A tak wgl czujecie to: ZA 11 DNI ŚWIĘTA?? Ja się cieszę jak mała dziewczynka :))
Ogólnie zbliżamy się do końca historii Nesski i Grześka tylko nie wiem co zrobię jak to skończę. Bo już się troszkę przyzwyczaiłam do ich perypetii...
Jak zwykle zachęcam do czytania i komentowania, gdyż iż to bardzo motywuje :)
Bu$$ka kochani :*** http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/  POLECAM

niedziela, 1 grudnia 2013

Rozdział 24.

-Zbyszek! Wstawaj do cholery. Zbyszek noo!!- krzyknęłam jak tylko się obudziłam
-No co nooo?!- sapnął nie do końca chyba jeszcze trzeźwy
-Zbyszek.! Złaź mi z łóżka. Juuuż!!!!- krzyknęłam
-No ale czemu nooo... Zajebiście wygodne jest?!
-Taak.! I dlatego śpisz bez majtek. Błagam cię ubierz bokserki.!- syknęłam
-Coo?? Ale jak bez majtek.?- Zibi skoczył na równe nogi
-No właśnie. Dziękuję że się ubrałeś- powiedziałam kiedy ten wciągnął majty na tyłek
-Ja nic nie pamiętam! My nic ten teges no nie??
-Nie no co ty.! Ja byłam trzeźwa. Poza tym byłeś tak pijany że chyba nie dał byś rady hahaa- zaśmiałam się
-Nie dał bym rady. Ja zawsze daję radę. Zaraz ci pokaże.!!!- i rzucił się na mnie z łaskotkami
-Ejj!! Przestań.! Proszę. Nie wytrzymam... Błagam cię noo....- zwijałam się ze smiechu pod ciałem ubranego już atakującego i w tym momencie do pokoju wpadła moja mama
-Nesskuś, co zjesz na śniadanie?!- stanęła jak wryta
-Dzień dobry pani.!- Zbyszek od razu mnie puścił
-Dzień dobry. Nie wiedziałam że u nas nocujesz. To co zjecie?!- spytała wyraźnie zaciekawiona obecną sytuacją
-Ja zjem musli, jak zawsze a ty Zbyszek?!- spojrzałam na kolegę
-Ja, ja nie chcę robić kłopotu. Wypiję tylko kawę jeśli można i będę się zmywał.
-Nie no nie puszczę cię bez śniadania. Oszalałeś.?- syknęłam
-Dobrze. W takim razie śniadanie zrobicie sobie sami, ja i ojciec jedziemy z małym do kontroli. Będziemy w domu jakoś koło 14.00. A wy cóż, bawcie się dobrze.-mama uśmiechnęła sie i wyszła.
-Kurde, ale głupia sytuacja.!- Zibi się zawstydził
-Czemu?? Mama cię zna i lubi. Wie że jestem z Grześkiem a my tylko się kolegujemy.! Nie przejmuj się.
-No tak ale jakoś teraz mi z tym głupio.
-Od kiedy ty się taki wstydliwy zrobiłeś coo?!- zaśmiałam się głośno
-Ajj, weż już lepiej chodź coś zjemy bo jeszcze powiem coś głupiego!- pokazał mi język i razem wyszliśmy z mojego pokoju.

Muszę przyznać że Zbyszek robi kapitalne naleśniki. Poprostu pyszne... Przy robieniu śniadania bawiliśmy się świetnie. Co prawda jest teraz mnóstwo sprzątania, no bo cała kuchnia jest w mące, cieście naleśnikowym i bitej śmietanie ale ile było przy tym zabawy...
Zjedliśmy w ślimaczym tempie i szybko wskoczyłam pod prysznic. Wykąpałam się i ubrałam w wyjściowe ubrania, Zbyszek też się wykąpał i razem wyszliśmy z domu.
-Ty mendo, czemu nie opiliśmy jeszcze twojego auta coo??!- rzucił jak tylko zobaczył moje auteczko przed domem
-Aj jakoś nie było okazji. Jak tylko znowu będę mogła pić nie ma problemu, opijemy.- puściłam mu oko i wsiedliśmy do mojej audiki.
-Swoją drogą, to jak ty się teraz czujesz co?
-Dobrze. Klatka piersiowa dalej mnie trochę boli ale da się to przeżyć.
-Może powinnas iśc do lekarza. Nie powinno cię już boleć.- spojrzał na mnie z widoczną troską
-Zbysiek nic mnie nie jest. Mam dość lekarzy okey?!- pokazałam mu język i odwróciłam wzrok na drogę
-No juz dobra. Nic nie mówię. Tylko wiesz...
-Oj no wiem wiem. Nie zachowuj się jak mój ojciec ok?!
-Eyy, twój tata to spoko koleś. Noo!!

Odwiozłam Zbyszka i pojechałam na chwilę na miasto. Przespacerowałam się po galerii handlowej i parku po czym wróciłam do domu. Mama tata i młody już wrócili. W kuchni robił sie pyszny obiad a ja lekko zmęczona padłam na kanapę w salonie. Tata ogląda powtórkę meczu a Norbert słucha muzyki na słuchawkach. Resztę wieczoru spędziłam w towarzystwie rodziców. Kosa się nie odzywa chociaż dzwoniłam do niego 3 razy.  Martwię się o niego ale mu ufam dlatego przestałam zapychać mu skrzynkę.
Zasnęłam jakoś koło 22. Przed pójściem do łóżka dostałam od Kosy sms "wszystko w porządku skarbie". Ucieszyło mnie to że on o mnie pamięta ale oglądanie filmów tak mnie zmęczyło że szybciutko odpłynęłam. Obudził mnie codzienny płacz małego więc szybko wstałam zabrałam go do siebie i z nim leżałam jeszcze przez jakieś 30 minut.
Na śniadanie zjadłam miseczke musli i wypiłam szklankę soku. Dziś spędzam dzień z Kosą więc nastrój mam świetny. Wzięłam prysznic i wsmarowałam w ciało mój ulubiony balsam. Szybko ubrałam dopasowaną sukienkę na ramiączka w indiańskie wzory i balerinki. Włosy upięłam w koczka i nałożyłam lekki makijaż. O 12 pojawił się Grześ. Wsiedliśmy w moje auto, tak dałam mu prowadzić i ruszyliśmy w drogę.
Po dwóch godzinach drogi zmożył mnie sen. Nawet nie wiem kiedy zamknęłam oczy.
-Halo Nesskuś, jesteśmy na miejscu.- Grzesio obudził mnie pocałunkiem
-Oo gdzie jesteśmy?!- rozejrzałam się po wielkim parku i równie dużym domu stojącym obok mojego auta.
-To dom moich dziadków. Wspólny, rodzinny obiad. Wybacz że nic ci nie powiedziałem.- puścił mi oko
-Yy nic się nie stało. Trochę mnie to przeraża ale ok. Dla ciebie wszystko.!
-Grzesio! Wnusiu! Jesteście już. Tak się cieszę.- w drzwiach zobaczyłam uśmiechniętą starszą panią
-Cześć babciu! To jest Vanessa. Moja dziewczyna.- Kosok przyciągnął mnie do siebie
-Bardzo miło mi cię poznać kochanie. Jesteś taką śliczną młodą dziewczyną.
-Dziękuje. Mnie również bardzo miło.- uśmiechnęłam się lekko
-Wejdźcie. Czekamy już tylko na was.- wpuściła nas do salonu gdzie siedziało już 9 osób w tym rodzice Kosy.

Grzesiek przedstawił mnie wszystkim w tym jego siostrze, dwóm kuzynom, i jeszcze kilku osobom. Na początku byłam lekko mówiąc spięta ale okazało się że rodzina Grześka jest naprawdę spoko. Czas naprawdę zleciał sama nie wiem kiedy. Wydaje mi się że nawet jego mama powoli się do mnie przekonuje.
Po zjedzeniu obiadu wszyscy wyszliśmy na taras gdzie ja z Kosą usadowiliśmy się na wygodnym hamaku. Jego rodzina mnie zaakceptowala co jeszcze bardziej poprawiło mi humor.

-No Kosa kiedy się żenisz co?- zaczął jego kuzyn Dawid
-Oj narazie nie to nam w głowie. Poza tym nie potrzebny nam ślub. My tak jesteśmy szczęśliwi.- objął mnie mocno
-Ale wiesz całe życie będziesz kawalerem.? Nesska może chcieć więcej.?- puścił mi oko
-Ja chce iść na studia. To pierwszorzędna sprawa- uśmiechnęłam się szeroko
-Tak. Oo na jaki kierunek- Dawid, kiedyś będzie super policjantem, jest strasznie dociekliwy
-Dziennikarstwo. Chciałam iść na prawo ale nie wyszło.
-Powodzenia. Mam nadzieję że ci się uda. A no właśnie gdzie chcesz studiować?
-W Rzeszowie. Nie chcę nigdzie wyjeżdżać. Tu mam wszystko czego mi trzeba. Znajomych rodzinę no i Grześka.
-No i teraz też nas.!- podeszłą do nas babcia Grześka a ja na jej słowa się zarumieniłam

Reszta wieczoru minęła w bardzo przyjemnej i miłej atmosferze. Nie chciałam wyjeżdżać z domu dziadków Kosy, tam naprawdę czułam się świetnie. Oczywiście padła propozycja żebyśmy u nich zanocowali ale odmówiłam. Obiecałam że jeszcze za niedługo wpadniemy i się pożegnaliśmy. Grześ usiadł na miejscu kierowcy i w dosć szybkim tempie, (nie muszę powtarzać że moje auto to model sportowy) byliśmy prawie w domu. Droga zajęła nam jakieś 2 godziny bo o 21;00 godzinie raczej nie ma korków.

Kiedy tylko dotarłam do domu, od razu poszłam spac. To był męczący ale bardzo miły dzień. Poznałam jego rodzinę. Nie spodziewałam się tego ale jednak on traktuje mnie poważnie. Z uśmiechem na ustach ułożyłam się w łóżku i nie minęło może 5 minut kiedy zasnęłam.

Chcę otworzyć oczy ale nie mogę. Coś jest nie tak. Czuję się mocno skrępowana. Bolą mnie ramiona i kolana. Chcę się poruszyć ale nie mogę. Mam zawiązane oczy. Czuję mocny ból w podbrzuszu. Nie wiem co się dziej. Zaczynam krzyczeć:
-Halo! Pomocy!! Jest tu ktoś? Halo?
-Ćććć...nie krzycz. I tak nikt cię nie usłyszy.- powiedział do mnie znajomy głos
-Odwiąż mi oczy. Kim jesteś.?- syknęłam
-Już.! Ale przecież ty mnie znasz skarbie...- i oślepił mnie blask świecącego się światła
-Mateusz?! Cholera...Co ty robisz? Odwiąż mnie. Już!- krzyknęłam
-Ćććć... musisz być grzeczna. Nie szanujesz się i takie są tego efekty.
-Co proszę. Odwiąż mnie idioto!!- i poczułam na boliczku przeszywający mnie ból
-Nigdy mnie nie przezywaj.!! Twojego obecnego chłopaczka tez tak nazywasz.?
-Odwal się od Kosy. On jest inny. On mnie serio kocha. A teraz mnie wypuść.!- krzyknęłam
-Inny? Hahaaahaaa.. Nie żartuj sobie. On tez tu jest i widzi cię teraz.!- zaśmiał się szyderczo
-Coo? Co mu zrobiłeś.- nagle widzę cień który się zbliża... To Kosa
-Poznaj mojego kolegę.- Mateusz objął go mocno
-Kosa, pomóż mi no nie?! Zrób coś!!
-Eee... niee! Radź sobie sama. Mnie byłaś tylko potrzebna do dobrego seksu.! Trochę jak prostytutka tylko że za darmo.!- prychnął w moją stronę
-Co ty mówisz??. Jak mogłeś? Nienawidze cię.!- wykrzyczałam zduszając szloch

Otwieram oczy. Cholera. To tylko zły sen. Jednak popłakałam się przez sen. Co to było?? Siedze w szoku na łóżku i nie wierzę. Skąd ten sen. Czemu?? Patrzę na telefon i widzę sms od Kosy " Bardzo cię Kocham G.". Usmiecham się jak głupia do telefonu. Wstaję biorę Asseco, mojego ludzich rozmiarów misia od chłopaków i zasypiam przytulona do niego.
Dziś sobie pospałam. Nie usłyszałam płaczu Bartka?? Niemożliwe.! Wstałam ubrałam krótkie czarne szorty i i bluzkę z napisem New York i zeszłam do kuchni. Mama z tatą mają świetne nastroje. Okazało się że Bartuś po raz pierwszy przespał całą noc. Czyli się mi nie zdawało że go nie słyszałam. Dziś założyłam iż sama umyję swój samochód. Tak z nudów. Zjadłam śniadanie, siadłam chwilę na fejsie, i potem wzięłam się za sprzątanie mojej audiki. Zajęło mi to jakieś 3 godziny ale moje auto wygląda fenomenalnie. Jestem z siebie dumna.
Po skończeniu roboty poszłam pod prysznic i stwierdziłam że dziś oddaję się lenistwu. Wykąpana ułożyłam się wygodnie na hamaku na tarasie i z moja ulubioną książką" Nowe oblicze Greya" odpoczywam.
W międzyczasie wpadł Norbert i mama z tata gdzieś wybyli. Jest mi tak wygodnie że niczego więcej mi nie potrzeba. No może gdybym miała jeszcze talerz tych Zbyszkowych naleśników to mogłabym tak spędzić życie. Prawie zasypiam kiedy słyszę trzaskanie drzwi od samochodu. To Kosa i nie wygląda najlepiej:

-Cześć Kocie.! Co tu robisz?!- uśmiechnęłam się
-Czemu mi nie powiedziałaś.? Jak mogłas?
-Ale o czym.? Nie rozumiem??- zrobiłam oczy
-O tym że spałaś ze Zbyszkiem.!- krzyknął
-Coo?! Ja z nim nie spałam. O czym ty bredzisz.!?
-On twierdzi inaczej.! Mówił że spał bez majtek w twoim łóżku!!-dalej na mnie krzyczy
-My tylko spaliśmy na jednym łóżku. Do niczego nie doszło.! Opanuj się!!- też zaczęłam krzyczeć
-A więc się przyznajesz.? Jak mogłaś? Cholera, ja cię przedstawiłem rodzinie a ty...- w oczach ma łzy
-Grześ. Ja z nim nic, nigdy. Przysięgam. - sama prawie płaczę
-Jak mogłem się tak strasznie pomylić.?- odwrócił sie i ruszył w stronę auta
-Grzesiek?! Zaczekaj. Proszę cię.!- krzyczę zapłakana

Pojechał. Cholera. Czemu ten debil mu o tym powiedział. Po co to zrobił. Siedzę i zanosze się płaczem. Dzwonię do Grześka ale on nie odbiera. Wzięłam telefon i stwierdziłam że muszę rozmówić się z Bartmanem:

-Zbyszek.! Po cholerę mu to powiedziałeś? Po co ja się pytam.- krzyknęłam na dzień dobry
-Ale że co niby?- udaje głupka
-O tym że ze mną spałeś, i to bez majtek. Grzesiek się wkurzył. Po co ci to było coo?
-Przepraszam, nie wiedziałem że się tak wkurwi. Fakt prawie mnie pobił no ale...- zaczął
-Jesteś głupi. Rozwaliłeś mi związek z Kosą. Dzięki.- rozłączyłam sie

Mam ochotę siąść i płakać.Ogarnęła mnie totalna nerwica. Nie mogę nad sobą zapanować. Znalazłam na stole na tarasie fajki Norberta Zakosiłam mu jedną i mocno się zaciągnęłam. Zapomniałam że miałam zabieg na płucu i to się źle skończy. Jedyne czego chcę w tym momencie to spokój.. Szkoda tylko że moja próba z papierosem kończy sie palącym bólem w płucach i pluciem krwią....


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Wiem... Nie powinnam tak mieszać. Sory. Z drugiej strony coś dziać się musi a żeby nie było zbyt słodko i nudno to taki obrót sprawy jest dobry. Przepraszam, wiem że miałam dodać wcześniej ale totalna nie moc i załamanie nerwowe. Czytajcie i komentujcie. Zapraszam:)
Buśśka:***