Od poznania mojego męża i siatkarza Resovi- Grześka Kosoka minęło 5 lat. Sporo się od tego czasu zmieniło. Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział że w wieku 20 lat wyjdę za mąż i po 5 latach małżeństwa będę szczęśliwa i nie będę żałowała to bym go wyśmiała. A jednak.!. 3 lata temu urodziłam córkę którą Kosa wbrew mojej woli nazwał Antonina. Pamiętam jak jakiś 3 tydzień przed porodem Kosa suszył mi o to głowę:
- No już daj spokój. Błagam cię czemu nie chcesz Antoniny?- Kosa zaczął mnie przekonywać
-Nie słyszysz. ja chcę Nikolę i bez dyskusji.!- warknęłam
-No ale czemu. Podaj jeden argument!- westchnął głęboko
-Bo nie. Ja nosze to dziecko przez 9 miesięcy, ja się z nim męczę i nie śpię po nocach, tak więc i ja wybieram imię.!- wzruszyłam ramionami
-Ale to też moje dziecko.!-krzyknął
-Kosa nie przeginaj. Poza tym Antonina, co to za imię w ogóle?- zrobiłam krzywą minę
-Proszę cię. Następną córkę nazwiemy Nikola. Obiecuję.!- objął mnie mocno
-Jaką następną.? Jeszcze jednej nie urodziłam a ty już o drugiej mówisz.! Ogarnij się.!- puknęłam się w czoło i zakończyłam kłótnię zamykając się w łazience.
Jak się później okazało Kosa w urzędzie i tak postawił na swoim bo mimo moich zaleceń zarejestrował ją jako Antoninę Kosok. Myślałam że go zabiję no ale powoli przekonałam się do tego imienia.
Jeśli chodzi o rodziców to nie widziałam się z nimi od czasu mojego ślubu cywilnego. Trochę to boli ale już przyzwyczaiłam się do tego że mają do mnie żal że jestem szczęśliwa z mężem i córką. Poinformowałam ich o narodzinach Tosi ale nie pojawili się żeby poznać wnuczkę. Młodszego brata nie widziałam od 3 lat. Wcześniej przyprowadzał go Norbert i mieliśmy jakiś kontakt ale teraz kiedy starszy z braci wyjechał do Londynu nie widuję się z żadnym z nich. Z Norbertem rozmawiam przez skeypa i jesteśmy na bieżąco.
Ojca nie chcę znać. Kiedy Norbert powiedział mi dlaczego ten tak nie lubi Grześka stwierdziłam że wolę żeby się do mnie nie odzywał. Jak się okazało ojciec koniecznie chciał żebym wyszła za Mateusza, bo jego ojciec obiecał mojemu że ten zostanie współwłaścicielem jego firmy a co za tym idzie będzie dużo więcej zarabiał. Chciał mnie sprzedać.! Właśnie ta wiadomość spowodowała że ostatnie 2 tygodnie ciąży musiałam spędzić w szpitalu. Kosa co wizyta na mnie krzyczał:
-Tak cię prosiłem żebyś odpoczywała i co.! Czemu o siebie nie dbasz?- zaczął mi prawić morały w szpitalu
-Przecież dbam. Przestań, nic takiego się nie stało.!- westchnęłam
-Taak? To co tu robisz. Do porodu zostało 2 tygodnie. Jak mam cię pilnować jak cały czas mamy treningi albo mecze.?
-Daj spokój. Nic takiego się nie dzieje. Wracaj na trening!- burknęłam
-Błagam cie uważaj. Nie denerwuj się tak. Tu nie chodzi tylko o ciebie.- usiadł obok mnie
-Wiem ale ty też byś się wkurzył gdybyś się dowiedział że ojciec chciał cię sprzedać. To nie średniowiecze do cholery.!- z oczu popłynęły mi łzy
-Jak to sprzedać.? Komu?- zdziwił się
-Długa historia.!- machnęłam ręką
No i tydzień później na świat przyszła nasza maleńka. Kosa nawet o tym nie wiedział bo grał mecz i go nie było. Gdy przyjechał z Bełchatowa i zobaczył że koło mnie leży dziecko popłakał się jak mała dziewczynka.
Rodzicami chrzestnymi zostali Zbyszek i Iwona.
Jeśli chodzi o Iwonę to 4 lata temu urodziła ślicznego chłopczyka. Razem z resztą załogi byliśmy wtedy na meczu kiedy zadzwoniła do mnie z prośbą żeby ją ratować. Razem z Pauliną wybiegłyśmy z hali jak poparzone i od razu zabrałyśmy ją na porodówkę. Krzysiek dojechał jakieś 30 minut później kiedy ta męczyła się już rodząc kolejnego Ignaczaka. Po 4 męczących godzinach wszyscy patrzyliśmy na małego Huberta. Krzysiek nie wypuszczał go z ramion przez jakieś 2 godziny, dopiero kiedy Iwona musiała nakarmić małego oddał jej syna.
No i jestem teraz matką chrzestną 4 letniego już chłopca. Ojcem chrzestnym został Grzesiek.
Paulina też spodziewa się dziecka. Jest jakoś w 5 miesiącu ciąży ale nie bardzo wiem co u niej. Oboje ze Zbyszkiem wyjechali do Włoch by ten mógł grać w Modenie. Z tego co z Iwoną z niej wyciągnęłyśmy to prawdopodobnie będą mieli córeczkę. Chłopaki długo mieli do Zbyszka żal o wyjazd ale już im przeszło. Zbyszek jest dla mnie jak brat a poza tym on uwielbia moją Antosię więc się nie gniewam że wolał wyjechać. Grupowo oglądamy wszystkie mecze Zbynia.
Kubiakowie pobrali się jakoś rok po naszym ślubie. Obecnie Michał gra w Jastrzębskim Węglu ale widujemy się przy każdej nadarzającej się okazji. Monika na razie nie myśli o ciąży i dzieciach. Oboje myślą o karierze. Często podrzucamy im małą a oni bardzo ją lubią. Nie chcą mieć swoich dzieci a nas wszystkich to dziwi.
Piotrek " Cichy" Nowakowski dalej szuka swojej drugiej połowy. Chłopaki nie żałują sobie docinek w jego kierunku. Szczerze mówiąc czasami jest mi go szkoda. Nawet bardzo.
Dziś
31 grudnia. Nasza 5 rocznica ślubu. Kosa odstawił małą do dziadków a
mnie zabrał na wycieczkę. Jak się później okazało wynajął on nam domek w
Zakopanem. Taki mały z widokiem na Giewont. Jest piękny i nasz na cały
tydzień.
-Wiem że to mało oryginalne i romantyczne ale...- zaczął się tłumaczyć
-Nic mi nie mów. Tu jest pięknie. Kiedy ty zrozumiesz że nie musisz
kupować mi wycieczki na Hawaje żebym była szczęśliwa. Kocham cię i
możemy siedzieć nawet w rowie albo pod mostem. Ważne żeby razem- mocno
wpiłam się w jego usta
-Jesteś najbardziej niesamowitą osobą jaką znam wiesz?- wytrzeszczył oczy
-Czemu.?- zdziwiłam się
-Bo widzisz jeden twój pocałunek sprawia że nic więcej poza tobą mnie nie obchodzi. A poza tym...- wziął głęboki wdech
-Tyle mówisz, może się zamkniesz i pójdziemy dokładnie obejrzeć sypialnię co?- przerwałam mu
-Tak. To będzie lepsze niż moje wywody.- puścił mi oko i kilka sekund później niósł mnie na rękach do sąsiedniego pokoju.
Nawet
nie wiem kiedy pozbyłam się bluzki. Kosa też dość szybko zdjął z siebie
całą garderobę. Teraz leżę pod jego pachnącym ciałem, palcami
przeczesuję jego przydługie już włosy a on delikatnie caluję moją szyję.
Rękami gładzi moje rozluźnione ciało co wywołuje u mnie dreszcze. Po
chwili jego usta wracają do moich i nasze jezyki toczą ze sobą walkę.
Chociaż nie! To nie walka, to taniec a one są idealnie zsynchronwane.
Nikt nigdy nie całował mnie tak jak mój mąż.
Po chwili obracamy się tak jak że teraz to ja siedzę na nim. Delikatnie
całuję jego klatkę piersiową kierując się ku górze. Nawet nie wiem kiedy
powracam do pozycji leżącej z opierającym się na mnie Grześku a ja
delikatnie głaszczę jego plecy.
Po chwili oboje odpływamy delikatnie i powoli kochając się ze sobą.
Gdy wraca mi świadomość leżymy razem wtuleni w siebie. Kosa bawi się moimi włosami a ja krążę palcem po jego klatce piersiowej.
-Minęło 5 lat a ja z każdym twoim pocałunkiem i z każdą tak spędzoną nocą zakochuję się w tobie coraz bardziej.- westchnął
-Kocham Cię Grześ. Nikogo nigdy nie kochałam tak jak kocham ciebie. Ty i
Tośka jesteście moim życiem i całym światem.- uśmiecham się delikatnie
-Uwielbiam patrzeć jak się tak uśmiechasz. Uwielbiam patrzeć marszczysz
brwi kiedy się martwisz. Całą ciebie uwielbiam mała.- pocałował mnie w
czoło
-Gdyby była z nami Tosia mogłabym tu zostać na zawsze.- mocniej wtulam się w męża
-Kto by pomyślał że jedno przypadkowe spotkanie jest w stanie zmienić resztę życia!?- pokręcił z niedowierzaniem głową
-Co masz na myśli?- spojrzałam na Grześka
-To że gdybym cię wtedy nie spotkał zapłakanej na tym parkingu, nie
zagadałbym do ciebie to teraz nie było by nas, i Tośki a ja nie byłbym
tak cholernie szczęśliwy.- objął mnie mocniej
-Tak czasami jedna osoba jest w stanie zmienić wszystko.
Oboje
wtuleni w siebie zasypiamy. Z uśmiechem na ustach odwiedzam krainę
Morfeusza. Teraz wiem że chcę żeby tak było zawsze. Nigdy nie byłam tak
szczęśliwa. Nie żałuję żadnej podjętej w moim życiu decyzji. Dzięki moim
decyzjom mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Nie zamieniłabym tego co
mam na nic innego na świecie.
***Koniec***
No i tak. To jest już koniec.... Chciałam bardzo podziękować za to że czytaliście i przeżywaliście tą historię razem ze mną.
Zaczynam nowego bloga który również będzie o siatkarzach na którego gorąco już teraz zapraszam: http://idealny-sposob-na-zycie.blogspot.com/
Jeszcze raz gorąco dziękuję że byliście ze mną :*** Buziaki!!
wtorek, 4 lutego 2014
sobota, 1 lutego 2014
Rozdział 33.
Przez następne kilka dni cieszymy się sobą i tak trochę żyjemy we własnym świecie. Kosa chodzi na treningi, wiadomo nie ma wyjścia, ja mam wykłady no i nie długo staż ale mimo wszystko zawsze jestem obecna na każdym meczu, w jego koszulce razem z Iwoną, Moniką, Pauliną i innymi partnerkami i rodzinami siatkarzy.
Jakoś 2 tygodnie po naszym ślubie Zbyszek w końcu się odważył i poprosił o rękę Paulinę. Co dziwne mimo tego że znają się niecałe 3 miesiące zgodziła się. Teraz wszyscy szykujemy się do kolejnego ślubu.
Kubiak chyba też coś knuje względem Moniki ale na razie nic nie wiadomo.
Rodzice dalej się nie odzywają. Szczerze teraz mam to w nosie. Mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół i chociaż trochę brakuje mi naszych rozmów i rodzeństwa jakoś daję radę. Mija może 2 tygodnie kiedy to odzywa się do mnie brat i umawiamy się na spotkanie. Uparł się że przyjdzie do naszego mieszkania więc czekam na niego niecierpliwie.
Zjawia się punktualnie z młodym na ręku. Widok młodszego brata niezwykle mnie cieszy i wpuszczam chłopaków do domu.
-Co cię naszło że się odezwałeś.?- spytałam kiedy usiedliśmy w salonie
-Nieźle sobie tu żyjesz.! Zajebista chata.!- puścił mi oko
-Dla mnie to nie jest ważne. Napijesz się czegoś?- wstałam i udałam się do kuchni otwartej na salon
-Może herbatę. Słuchaj ja się tobie dziwię w wieku 20 lat wyszłaś za mąż. Nigdy to nie było twoim marzeniem.!- podszedł do mnie
-Może i faktycznie tak było ale ja go kocham. Bardziej niż kogokolwiek.- uśmiechnęłam się lekko
-Żeby było jasne, ja nie jestem prze szczęśliwy że za niego wyszłaś ale nic do niego nie mam. Cieszę się że jesteś szczęśliwa.- mocno mnie przytulił
-Norbert ja... dziękuję że chociaż ty się ode mnie nie odwracasz.!- zaśmiałam się
-Tak tyle że mam żal. Żeby nie zaprosić brata na własny ślub. Wstyd.!- pokazał mi język
-Jak to.? Miałeś zaproszenie. Dałam je mamie w dniu naszej kłótni. Nie dała ci?- wytrzeszczyłam oczy
-Nie. Niczego nie dostałem. Widocznie chcieli nas ze sobą skłócić. To chore.! krzyknął
-Na kościelny już dam ci osobliście do rąk własnych.- uśmiechnęłam się
-No tyle że ja tak tego nie zostawię. To że rodzice się na ciebie wypięli to nie znaczy że my też co nie brat.!- podniósł Bartka z podłogi z uśmiechem
-Nie pać Neśka.!- Bartek wyciągnął do mnie ręce
-Mój mały brat.! Fajnie że chociaż wy mnie nie potępiacie.!- mocno wyściskałam braci
Chłopaki wyszli jakoś po 16.00. Norbert pojawił się w domu o 20.00 i gdy dowiedział się o wizycie braci autentycznie się ucieszył. Norbert obiecał że jeszcze wpadnie a Kosa też stwierdził że to dobrze że mój brat nie chce go zabić za to co kiedyś mi zrobił.
Dokładnie 14 lutego nadchodzi dzień ślubu Bartmana z Pauliną. Wszyscy razem zbieramy się pod salą urzędu stanu cywilnego gdzie ma odbyć się ślub. Ja i Michał jako świadkowie, Ignaczakowie i wielu innych ludzi.
Pojawia się także nieproszony gość. Marlena była dziewczyna Zbyszka postanowiła że też wpadnie.
-Zbyszek, pogadajmy.!- bez większych wstępów podeszła do atakującego.
-A jest o czym. Sory ale nie mam za bardzo czasu.!- wzruszył ramionami
-Jest no bo ty robisz błąd. A poza tym to ja... jestem w ciąży.!- rzuciła a wszystkim opadły szczęki łącznie z panem młodym
-Czemu dopiero teraz mi to mówisz.!- krzyknął w końcu Zbyszek
-Bałam się. Dopiero teraz do mnie dotarło że nie mogę tego ukrywać.!- wzruszyła ramionami
-Serio. A ile już jesteś w tej ciąży co?- wtrąciła Iwona
-To 3 miesiąc. Czemu pytasz?- zdziwiła się i lekko zakłopotała
-Bo o ile mi wiadomo to Zbyszek rozstał się z tobą jakieś 10 miesięcy temu. Coś długo chodzisz w tej ciąży.!- zaczęła się śmiać
-Yyy... to nie jest wasza sprawa.!- Marlenka ewidentnie się zaburaczyła
-Idź stąd. Tylko się gasisz i tyle.- roześmiał się Zbyszek
-Ale.. ale przecież dobrze nam było razem. Dlaczego się żenisz?- złapała Zbyszka za rękę
-Było ale się skończyło. Idź sobie!- Zbyszek wyrwał rękę Marlenie
-Nie mów tak. Przecież ja cie kocham.!- rozpłakała się bidulka
-Nie rób szopki. Weźcie ją wyprowadźcie.!- Zbyszek machnął ręką na Igłę i Grześka
-Sama wyjdę. Ale jestem pewna że jeszcze wrócisz.!- otarła oczy i opuściła
Chwilę później już wszyscy śmiali się z wystąpienia byłej Zbyszka. On sam stwierdził że gdyby nie Iwona to on byłby w stanie uwierzyć w słowa Marleny.
Wesele Zbyszka jest sporo większe od naszego ale to chyba dlatego że on tak strasznie lubi imprezy. Wszyscy bawimy się świetnie do białego rana. Igła przez całe przyjęcie praktycznie nie schodzi z parkietu. Ile razy z nim tańczyłam? Po 8 piosence straciłam rachubę.
Po jakże energicznym kawałku "Ona tańczy dla mnie" przetańczonym tym razem z Cichym padłam obok mojego męża z bólem stóp.
-Kocie. Zwijamy się?!- zrobiłam oczy kota ze shreka do Kosy
-Już przecież dopiero 4.30?- spojrzał na mnie ze zdziwieniem
-Bo mi już odpadają nogi. Te szpilki mnie wykończą?- spojrzałam w dół na moje stopy
-Bo są świetne ale z wygodą już gorzej.- roześmiał się
-Błagam cię. Chyba że mam chodzić boso?- westchnęłam
-Idź w naszym samochodzie jest para twoich czarnych balerin. Kosa chyba wiedział że nie przetrzymasz!- Igła rzucił mi klucze od auta
-Kocham cię wiesz?!- zarzuciłam ręce na szyi Grześka
-No wiem wiem. A ty idź zmienić te buty bo ci faktycznie nogi odpadną.!- roześmiał się i pocałował w usta
-Nie jesteście tu sami co?- oburzył się Igła
-A ty co? Też chcesz buzi?- odkleiłam się od męża
-A dasz mi?- zdziwił się
-Może.!- i delikatnie pocałowałam Krzyśka w policzek po czym pognałam do samochodu
Po zmianie butów na płaskie byłam w pełni sił. A to wirowałam na parkiecie z Kosą, to dziewczynami. Z panem młodym również miałam okazję nie raz zatańczyć.
Wyszło tak że my i Ignaczakowie wyszliśmy jako ostatni z lokalu.Co dziwne Kosok trzyma się w pionie i nie gada od rzeczy. Do mieszkania wchodzimy jakoś przed 7 rano a dopiero wtedy odczuwam zmęczenie. Niestety zła i zmęczona najpierw muszę wyprowadzić Gryzaka a po powrocie dopiero sen.
Kiedy z psem wchodzę do domu mój mąż smacznie sobie śpi. Zrezygnowana idę pod prysznic. Trochę mnie to pobudza i dodaje sił.
Mimo wszystko jednak kładę się obok Kosy i nawet nie wiem kiedy zasypiam.
Budzi mnie dopiero przyjemne uczucie i oddech mojego męża w okolicy szyi.
-Spadaj ja śpię!- warknęłam
-Skarbie. Obudź się co?- przyjemnie całuje moją szyję
-Nie. Jak byś to ty wziął psa na spacer to może bym nad tym myślała- nakryłam się ciaśniej kołdrą
-Nie bądź taka.- zaczął krążyć dłońmi po moim ciele
-Kosa, daj mi spać.!- odsunęłam się od męża
-Kiedy ja nie chcę żebyś ty spała.!- przysunął się do mnie
-Serio?- ja ci pozwalam spać jak jesteś zmęczony.!- odgarnęłam włosy z twarzy
-Maleńka. Tak cię bardzo kocham.!- wpił się w moje usta
-A ty mnie denerwujesz.!- z uśmiechem odwzajemniłam pocałunek
Po długim pobycie w łóżku Kosa stwierdził że oboje weźmiemy psa i idziemy na spacer.
Zgodziłam się ale niezbyt chciało mi się stroić. Wybrałam czarne jeansy, dłuższy czarny golf, granatowy płaszczyk, czarne śniegowce. Do tego miodowy komin.
Idziemy sobie wesoło przez park rozmawiając na temat wczorajszego wesela Zbynia gdy słyszę znajomy śmiech. Gdy odwracam się w stronę tego dźwięku widzę Igłę leżącego w śniegu a nad nim jego pociechy. Od razu poszliśmy w ich stronę.
-Dobrze się bawisz?- Kosa spojrzał z rozbawieniem na zaśnieżonego libero
-Dzieci weźcie Gryzaka. Pomożemy tacie wstać.- oddałam smycz Sebastianowi
-Co się stało.?- Kosa poniósł Igłę z ziemi
-Iwona była zła że tak wczoraj sobie dałem. Kazała mi wziąć dzieci na spacer a te wymyśliły że zakopią mnie w śniegu bo raz widziały zakopanego kolesia w piasku- westchnął ciężko na co my wybuchliśmy śmiechem
-Nie jest ci zimno!?- pomogłam mu się otrzepać ze śniegu.
-Cholernie ale Iwona poleciała na jakieś zakupy a ja nie mam kluczy!
-Oj ty biedny. Dobra bierz dzieciarnię i chodźcie do nas!- uśmiechnęłam się
-Serio. Dzięki dobrzy ludzie!- Igła autentycznie się ucieszył
Jakieś 10 minut później jesteśmy już w mieszkaniu. Kosa i Igła piją gorącą herbatę z miodem i cytryną a dzieciom zrobiłam gorącą czekoladę. Siedzimy razem w salonie oglądając telewizję, dzieci zajmują się psem. Ogólnie jest miło. Tylko Krzysiek martwi się że Iwona da mu jeszcze popalić. Mnie i Grześka bawi jego strach przed żoną ale jemu do śmiechu nie jest.
-No dobra Igła co jest.- Kosa spytał kolegę klepiąc go po ramieniu
-Iwona. Ostatnio ma straszne wahania nastrojów. I ciągle się czepia. Siedzi tylko w łazience. Nie wytrzymuję już.!- burknął
-Pogadaj z nią może.- uśmiechnęłam się szeroko
-Taak. Jak się odezwę to mnie zabije i wtedy mi ulży.!- złożył ręce na piersi
-To fakt że ostatnio jest jakaś nerwowa. Nie wiem może ma jakieś problemy.!- wzruszyłam ramionami
-Może ty byś z nią pogadała co?- Igła nagle skoczył w moją stronę
-Ja.. Ale czemu ja?- zdziwiłam się
-No bo wy gadacie o wszystkim jak to baby.! Dogadacie się.!- uśmiechnął się szeroko
-No dobra spróbuję.- wzruszyłam ramionami
Jak się później okazało wahania nastrojów Iwony były przyczyną tego iż ponownie zaszła w ciążę. Jak tylko Krzysiek się dowiedział skakał z radości jakby się czegoś naćpał. Ona była mniej rozentuzjazmowana co do kolejnego dziecka ale widząc jak Igła całuje jej brzuch nawet jej miękło serce.Dzieciaki cieszyły się na wieść o nowym rodzeństwie i już teraz się kłóciły czy to będzie braciszek czy siostrzyczka.
Zbyszek w podróż poślubną zabrał Paulinę do Paryża. Niestety tylko na tydzień no bo niestety mecze, treningi itp. Jak tylko się dowiedziałam od razu strzeliłam focha na Kosę że ten olał sprawę i mnie nigdzie nie zabrał. Obiecał że zabierze mnie na wakacje gdzie tylko będę chciała no i to trochę mnie udobruchało.
Razem z dziewczynami jesteśmy na każdym meczu chłopaków siedząc w ich koszulkach tak jak dziś kiedy
to grają z Delectą.
Pierwszy set wygrywa przeciwnik. Chłopaki twierdzą że tak chcieli przy szpanować i to dlatego. Następne 3 sety idą na konto Resoviaków i to oni wygrywają mecz. Kosa od razu po zakończeniu meczu podbiega do mnie i mocno przytula. Przekazuję chłopakom gratulacje od Zbyszka który się bawi w Paryżu. W sms-ie wysyłałam mu relacje z meczu i tak się porozumiewaliśmy.
Zawodnikiem MVP zostaje Krzysio Ignaczak i na cały głos krzyczy że ta nagroda jest dla Iwonki, miłości jego życia. Kosa bierze mnie na barana i znosi z trybun na boisko gdzie pląta się reszta zawodników.
Zaraz po meczu wszyscy idziemy do naszego mieszkania. Dziś jest nasza kolej na przyjęcie świętujących siatkarzy.
Siedzę na boku w kuchni razem z Iwona i rozmawiamy o naszych facetach. Iwona zwierza się jak bardzo jest teraz szczęśliwa a ja głaskając Gryzaka który co chwila do mnie podchodzi tylko się uśmiecham.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No!!! Teraz już został nam Epilog. Pojawi się koło środy.
Smutno tak to zakończyć bo szczerze przywiązałam się do Nesski.
No i wiadomo polecam mojego drugiego blooga www.kochaj-i-nienawidz.blogspot
zapraszam i Buziaki:**********
Jakoś 2 tygodnie po naszym ślubie Zbyszek w końcu się odważył i poprosił o rękę Paulinę. Co dziwne mimo tego że znają się niecałe 3 miesiące zgodziła się. Teraz wszyscy szykujemy się do kolejnego ślubu.
Kubiak chyba też coś knuje względem Moniki ale na razie nic nie wiadomo.
Rodzice dalej się nie odzywają. Szczerze teraz mam to w nosie. Mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół i chociaż trochę brakuje mi naszych rozmów i rodzeństwa jakoś daję radę. Mija może 2 tygodnie kiedy to odzywa się do mnie brat i umawiamy się na spotkanie. Uparł się że przyjdzie do naszego mieszkania więc czekam na niego niecierpliwie.
Zjawia się punktualnie z młodym na ręku. Widok młodszego brata niezwykle mnie cieszy i wpuszczam chłopaków do domu.
-Co cię naszło że się odezwałeś.?- spytałam kiedy usiedliśmy w salonie
-Nieźle sobie tu żyjesz.! Zajebista chata.!- puścił mi oko
-Dla mnie to nie jest ważne. Napijesz się czegoś?- wstałam i udałam się do kuchni otwartej na salon
-Może herbatę. Słuchaj ja się tobie dziwię w wieku 20 lat wyszłaś za mąż. Nigdy to nie było twoim marzeniem.!- podszedł do mnie
-Może i faktycznie tak było ale ja go kocham. Bardziej niż kogokolwiek.- uśmiechnęłam się lekko
-Żeby było jasne, ja nie jestem prze szczęśliwy że za niego wyszłaś ale nic do niego nie mam. Cieszę się że jesteś szczęśliwa.- mocno mnie przytulił
-Norbert ja... dziękuję że chociaż ty się ode mnie nie odwracasz.!- zaśmiałam się
-Tak tyle że mam żal. Żeby nie zaprosić brata na własny ślub. Wstyd.!- pokazał mi język
-Jak to.? Miałeś zaproszenie. Dałam je mamie w dniu naszej kłótni. Nie dała ci?- wytrzeszczyłam oczy
-Nie. Niczego nie dostałem. Widocznie chcieli nas ze sobą skłócić. To chore.! krzyknął
-Na kościelny już dam ci osobliście do rąk własnych.- uśmiechnęłam się
-No tyle że ja tak tego nie zostawię. To że rodzice się na ciebie wypięli to nie znaczy że my też co nie brat.!- podniósł Bartka z podłogi z uśmiechem
-Nie pać Neśka.!- Bartek wyciągnął do mnie ręce
-Mój mały brat.! Fajnie że chociaż wy mnie nie potępiacie.!- mocno wyściskałam braci
Chłopaki wyszli jakoś po 16.00. Norbert pojawił się w domu o 20.00 i gdy dowiedział się o wizycie braci autentycznie się ucieszył. Norbert obiecał że jeszcze wpadnie a Kosa też stwierdził że to dobrze że mój brat nie chce go zabić za to co kiedyś mi zrobił.
Dokładnie 14 lutego nadchodzi dzień ślubu Bartmana z Pauliną. Wszyscy razem zbieramy się pod salą urzędu stanu cywilnego gdzie ma odbyć się ślub. Ja i Michał jako świadkowie, Ignaczakowie i wielu innych ludzi.
Pojawia się także nieproszony gość. Marlena była dziewczyna Zbyszka postanowiła że też wpadnie.
-Zbyszek, pogadajmy.!- bez większych wstępów podeszła do atakującego.
-A jest o czym. Sory ale nie mam za bardzo czasu.!- wzruszył ramionami
-Jest no bo ty robisz błąd. A poza tym to ja... jestem w ciąży.!- rzuciła a wszystkim opadły szczęki łącznie z panem młodym
-Czemu dopiero teraz mi to mówisz.!- krzyknął w końcu Zbyszek
-Bałam się. Dopiero teraz do mnie dotarło że nie mogę tego ukrywać.!- wzruszyła ramionami
-Serio. A ile już jesteś w tej ciąży co?- wtrąciła Iwona
-To 3 miesiąc. Czemu pytasz?- zdziwiła się i lekko zakłopotała
-Bo o ile mi wiadomo to Zbyszek rozstał się z tobą jakieś 10 miesięcy temu. Coś długo chodzisz w tej ciąży.!- zaczęła się śmiać
-Yyy... to nie jest wasza sprawa.!- Marlenka ewidentnie się zaburaczyła
-Idź stąd. Tylko się gasisz i tyle.- roześmiał się Zbyszek
-Ale.. ale przecież dobrze nam było razem. Dlaczego się żenisz?- złapała Zbyszka za rękę
-Było ale się skończyło. Idź sobie!- Zbyszek wyrwał rękę Marlenie
-Nie mów tak. Przecież ja cie kocham.!- rozpłakała się bidulka
-Nie rób szopki. Weźcie ją wyprowadźcie.!- Zbyszek machnął ręką na Igłę i Grześka
-Sama wyjdę. Ale jestem pewna że jeszcze wrócisz.!- otarła oczy i opuściła
Chwilę później już wszyscy śmiali się z wystąpienia byłej Zbyszka. On sam stwierdził że gdyby nie Iwona to on byłby w stanie uwierzyć w słowa Marleny.
Wesele Zbyszka jest sporo większe od naszego ale to chyba dlatego że on tak strasznie lubi imprezy. Wszyscy bawimy się świetnie do białego rana. Igła przez całe przyjęcie praktycznie nie schodzi z parkietu. Ile razy z nim tańczyłam? Po 8 piosence straciłam rachubę.
Po jakże energicznym kawałku "Ona tańczy dla mnie" przetańczonym tym razem z Cichym padłam obok mojego męża z bólem stóp.
-Kocie. Zwijamy się?!- zrobiłam oczy kota ze shreka do Kosy
-Już przecież dopiero 4.30?- spojrzał na mnie ze zdziwieniem
-Bo mi już odpadają nogi. Te szpilki mnie wykończą?- spojrzałam w dół na moje stopy
-Bo są świetne ale z wygodą już gorzej.- roześmiał się
-Błagam cię. Chyba że mam chodzić boso?- westchnęłam
-Idź w naszym samochodzie jest para twoich czarnych balerin. Kosa chyba wiedział że nie przetrzymasz!- Igła rzucił mi klucze od auta
-Kocham cię wiesz?!- zarzuciłam ręce na szyi Grześka
-No wiem wiem. A ty idź zmienić te buty bo ci faktycznie nogi odpadną.!- roześmiał się i pocałował w usta
-Nie jesteście tu sami co?- oburzył się Igła
-A ty co? Też chcesz buzi?- odkleiłam się od męża
-A dasz mi?- zdziwił się
-Może.!- i delikatnie pocałowałam Krzyśka w policzek po czym pognałam do samochodu
Po zmianie butów na płaskie byłam w pełni sił. A to wirowałam na parkiecie z Kosą, to dziewczynami. Z panem młodym również miałam okazję nie raz zatańczyć.
Wyszło tak że my i Ignaczakowie wyszliśmy jako ostatni z lokalu.Co dziwne Kosok trzyma się w pionie i nie gada od rzeczy. Do mieszkania wchodzimy jakoś przed 7 rano a dopiero wtedy odczuwam zmęczenie. Niestety zła i zmęczona najpierw muszę wyprowadzić Gryzaka a po powrocie dopiero sen.
Kiedy z psem wchodzę do domu mój mąż smacznie sobie śpi. Zrezygnowana idę pod prysznic. Trochę mnie to pobudza i dodaje sił.
Mimo wszystko jednak kładę się obok Kosy i nawet nie wiem kiedy zasypiam.
Budzi mnie dopiero przyjemne uczucie i oddech mojego męża w okolicy szyi.
-Spadaj ja śpię!- warknęłam
-Skarbie. Obudź się co?- przyjemnie całuje moją szyję
-Nie. Jak byś to ty wziął psa na spacer to może bym nad tym myślała- nakryłam się ciaśniej kołdrą
-Nie bądź taka.- zaczął krążyć dłońmi po moim ciele
-Kosa, daj mi spać.!- odsunęłam się od męża
-Kiedy ja nie chcę żebyś ty spała.!- przysunął się do mnie
-Serio?- ja ci pozwalam spać jak jesteś zmęczony.!- odgarnęłam włosy z twarzy
-Maleńka. Tak cię bardzo kocham.!- wpił się w moje usta
-A ty mnie denerwujesz.!- z uśmiechem odwzajemniłam pocałunek
Po długim pobycie w łóżku Kosa stwierdził że oboje weźmiemy psa i idziemy na spacer.
Zgodziłam się ale niezbyt chciało mi się stroić. Wybrałam czarne jeansy, dłuższy czarny golf, granatowy płaszczyk, czarne śniegowce. Do tego miodowy komin.
Idziemy sobie wesoło przez park rozmawiając na temat wczorajszego wesela Zbynia gdy słyszę znajomy śmiech. Gdy odwracam się w stronę tego dźwięku widzę Igłę leżącego w śniegu a nad nim jego pociechy. Od razu poszliśmy w ich stronę.
-Dobrze się bawisz?- Kosa spojrzał z rozbawieniem na zaśnieżonego libero
-Dzieci weźcie Gryzaka. Pomożemy tacie wstać.- oddałam smycz Sebastianowi
-Co się stało.?- Kosa poniósł Igłę z ziemi
-Iwona była zła że tak wczoraj sobie dałem. Kazała mi wziąć dzieci na spacer a te wymyśliły że zakopią mnie w śniegu bo raz widziały zakopanego kolesia w piasku- westchnął ciężko na co my wybuchliśmy śmiechem
-Nie jest ci zimno!?- pomogłam mu się otrzepać ze śniegu.
-Cholernie ale Iwona poleciała na jakieś zakupy a ja nie mam kluczy!
-Oj ty biedny. Dobra bierz dzieciarnię i chodźcie do nas!- uśmiechnęłam się
-Serio. Dzięki dobrzy ludzie!- Igła autentycznie się ucieszył
Jakieś 10 minut później jesteśmy już w mieszkaniu. Kosa i Igła piją gorącą herbatę z miodem i cytryną a dzieciom zrobiłam gorącą czekoladę. Siedzimy razem w salonie oglądając telewizję, dzieci zajmują się psem. Ogólnie jest miło. Tylko Krzysiek martwi się że Iwona da mu jeszcze popalić. Mnie i Grześka bawi jego strach przed żoną ale jemu do śmiechu nie jest.
-No dobra Igła co jest.- Kosa spytał kolegę klepiąc go po ramieniu
-Iwona. Ostatnio ma straszne wahania nastrojów. I ciągle się czepia. Siedzi tylko w łazience. Nie wytrzymuję już.!- burknął
-Pogadaj z nią może.- uśmiechnęłam się szeroko
-Taak. Jak się odezwę to mnie zabije i wtedy mi ulży.!- złożył ręce na piersi
-To fakt że ostatnio jest jakaś nerwowa. Nie wiem może ma jakieś problemy.!- wzruszyłam ramionami
-Może ty byś z nią pogadała co?- Igła nagle skoczył w moją stronę
-Ja.. Ale czemu ja?- zdziwiłam się
-No bo wy gadacie o wszystkim jak to baby.! Dogadacie się.!- uśmiechnął się szeroko
-No dobra spróbuję.- wzruszyłam ramionami
Jak się później okazało wahania nastrojów Iwony były przyczyną tego iż ponownie zaszła w ciążę. Jak tylko Krzysiek się dowiedział skakał z radości jakby się czegoś naćpał. Ona była mniej rozentuzjazmowana co do kolejnego dziecka ale widząc jak Igła całuje jej brzuch nawet jej miękło serce.Dzieciaki cieszyły się na wieść o nowym rodzeństwie i już teraz się kłóciły czy to będzie braciszek czy siostrzyczka.
Zbyszek w podróż poślubną zabrał Paulinę do Paryża. Niestety tylko na tydzień no bo niestety mecze, treningi itp. Jak tylko się dowiedziałam od razu strzeliłam focha na Kosę że ten olał sprawę i mnie nigdzie nie zabrał. Obiecał że zabierze mnie na wakacje gdzie tylko będę chciała no i to trochę mnie udobruchało.
Razem z dziewczynami jesteśmy na każdym meczu chłopaków siedząc w ich koszulkach tak jak dziś kiedy
to grają z Delectą.
Pierwszy set wygrywa przeciwnik. Chłopaki twierdzą że tak chcieli przy szpanować i to dlatego. Następne 3 sety idą na konto Resoviaków i to oni wygrywają mecz. Kosa od razu po zakończeniu meczu podbiega do mnie i mocno przytula. Przekazuję chłopakom gratulacje od Zbyszka który się bawi w Paryżu. W sms-ie wysyłałam mu relacje z meczu i tak się porozumiewaliśmy.
Zawodnikiem MVP zostaje Krzysio Ignaczak i na cały głos krzyczy że ta nagroda jest dla Iwonki, miłości jego życia. Kosa bierze mnie na barana i znosi z trybun na boisko gdzie pląta się reszta zawodników.
Zaraz po meczu wszyscy idziemy do naszego mieszkania. Dziś jest nasza kolej na przyjęcie świętujących siatkarzy.
Siedzę na boku w kuchni razem z Iwona i rozmawiamy o naszych facetach. Iwona zwierza się jak bardzo jest teraz szczęśliwa a ja głaskając Gryzaka który co chwila do mnie podchodzi tylko się uśmiecham.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No!!! Teraz już został nam Epilog. Pojawi się koło środy.
Smutno tak to zakończyć bo szczerze przywiązałam się do Nesski.
No i wiadomo polecam mojego drugiego blooga www.kochaj-i-nienawidz.blogspot
zapraszam i Buziaki:**********
Subskrybuj:
Posty (Atom)