-Kosok, do cholery. Powiesz mi dokąd mnie uprowadzasz?!- już prawie syczę na mojego chłopaka ze złości
-Cierpliwości maleńka.Dowiesz się w swoim czasie oki?!- jego bawi moja złość.
-Co do mojej cierpliwości. To uwierz że mało mi jej zostało. No proszę cię powiedz mi noo!!.- Zaczęłam smyrać go za ramię.
-Przestań. Bo dojdzie do wypadku. Opanuj się trochę. Już nie daleko.
-Zatrzymaj się. Niedobrze mi.!- skłamałam go, a gdy się zatrzymał wysiadłam z auta
-Lepiej ci. Możemy jechać?!- podtrzymał mi rękę
-Nigdzie nie jadę. Nie dopóki mi nie powiesz gdzie mnie wieziesz.!- złożyłam ręce i patrzę na jego zdziwioną minę
-Cooo?? Nie wygłupiaj się i wsiadaj.! Nie zachowuj się jak dziecko.!.
-To powiedz mi do cholery dokąd jedziemy. Od 30 minut cię pytam a ty udajesz głuchego. No więc.???
- Ehhh, nie mam siły do ciebie. No dobra. Jedziemy do moich rodziców. Pasuje.! Odpowiedziałem. Szczęśliwa.
-Co?? Oszalałeś. Ja nigdzie nie jadę. Nie po słowach twojej matki. Nie ma mowy.- uniosłam ręce w geście obronnym
-Przestań. Obiecałem że powiem matce o nas i to zrobię. Dziś. Daj już spokój. Wsiadaj.- otworzył mi drzwi
-Nie. Ja nie chcę tam jechać.! Proszę nie zmuszaj mnie...
-Skarbie, nie gadaj głupot. Oni cię polubią. Twoi lubią mnie więc moi cię pokochają. Zobaczysz.!
-Ja naprawdę nie chcę jej stawiać czoła. Ona mnie nie lubi. Ja to wiem i boję się naszej konfrontacji. Nie chcę żeby to się stało już dziś. Błągam cię. Kosa....
-Nie rozumiem jesteś tak silna a boisz się mojej matki?! Niewiarygodne.!- uśmiechnął się.
-Kosa ja się jej nie boję ok?! Ona mnie przeraża.!!! To tyle w tym temacie. Ja nie jadę.
-Ale już nas umówiłem. Roszę cię Nesskuś. Błagam. Zrób to dla mnie. Prrrrroszę.!- i zrobił te swoje oczy
-Nawet nie jestem stosownie ubrana. Twoja matka mnie wyśmieje. W takich ciuchach?! Nie i koniec.!
-Kurwa! Wsiadaj bo się zdenerwuję. Rozumiesz?!- to się zdenerwował i huknął na mnie.
-Kosa?! Nie bulwersuj się. Nie wsiadam bo nigdzie nie jadę.
-Bez dyskusji. Liczę do trzech.! Raz.... Dwa...... Trzy!......- złapał mnie w talii i na chama wsadził do samochodu.
-Nie myśl sobie ja i tak nie idę do twoich rodziców. To nie fair że mi o tym mówisz dopiero teraz. Chcę wracać do domu.!
-Dobra. Zadzwonię i powiem że źle się czuję. Nie jedziemy szczęśliwa.?!
-Nie odzywaj się do mnie.! Ty chciałbyś żeby ktoś stawiał cię w takiej sytuacji. Chyba nie?! Ty nic nie rozumiesz.!- syknęłam i całą drogę patrzyłam w szybę nie odzywając się do niego.
Odwiózł mnie pod sam dom a ja bez żadnych słów pożegnania wysiadłam z auta i udałam się do domu. Ten też w złości odjechał do domu. Stwierdziłam że nie będę siedzieć i smęcić tylko wezmę małego na spacer. Ubrałam go i przykryłam kocykiem po czym w eleganckim wózku wyprowadziłam go z domu. Wyszłam przed furtkę i kogo zobaczyłam. Mój Zbysiek czeka na nas.
-Co ty tu robisz?! Umawialiśmy się?!
-Nie ja tak wpadłm. Muszę pogadać z kimś a wszyscy są nie w sosie. Coś ty Kosokowi zrobiła?!
-Długa historia. Wkurzył mnie.
-Mamy czas. Mogę iść z wami na spacer??- puścił mi oko
-Pewnie zapraszamy. Co nie mały??- spojrzałam na małego i naciągnęłam na niego kocyk
-No więc co Kosa zrobił?!
-Bez zapowiedzi chciał poznać mnie z jego rodzicami. Po tym jak miałam spięcie z jego matką.!
-Ii?- zdziwił się że tylko o to poszło.
-I ja nie jestem gotowa ok.!
-Bez urazy ale zachowujesz się jak dziecko. Najpierw chciałaś żeby powiedział matce a jak chciał to zrobić to ty nie. Zastanów się czego ty chcesz ok.
-Przestań tak mówić bo czuje się winna. Głupio wyszło wiem ale co ja mam zrobić że się wystraszyłam. Jego matka jest straszna.- chyba Zbyszek ma rację.
- Wiem miałem okazję ja poznać. Jeśli zależy ci na Kosie to staw temu czoła i jedź do niej. Kosa cię kocha i to się powinno liczyć nie zdanie jego matki.
-Masz rację. Ale jestem głupia. A ty jesteś wbrew pozorom bardzo romantyczny. Dzięki Zbysiu.- dostał nocnego całusa w policzek.
-No wiem taki mój urok. Tylko nikt tego nie docenia.- zaśmiał się
-Ja doceniam. A ty chciałeś pogadać. Co się stało?!
-Już nic. Twój problem otworzył mi oczy. Nie ważne. Już rozwiązałem swój dylemat. Jest ok.- spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem.
-No dobra cieszę się że mój problem ci pomógł.
-No ja też się cieszę.
I tak śmiejąc się i wygłupiając obeszliśmy cały park po czym powolnym krokiem z czekoladowymi lodami w rękach wróciliśmy pod mój dom. Odprowadziłam małego do domu i szybko przebrałam się w brzoskwiniową prostą sukienkę z cienkim paskiem kremowe sandałki i jasna kurtkę jeansową. Zeszłam do salonu gdzie o dziwo dalej siedział Zbyszek.
-Nie pojechałes? Czemu.-zdziwiona wydukałam z siebie.
-Boli cię noga więc moim obowiązkiem jest zawieźć cię do Kosy. I bez sprzeciwu.?!
-A kto się sprzeciwia. Uwielbiam twoje auto. Jest takie duże i wygodne.
-Aha no ok. Dobrze wiedzieć. A teraz chodź już...
Pół godziny później wspinałam się na 4 piętro do mieszkania Kosy. Stanęłam przed drzwiami jego mieszkania i ogarnął mnie strach. Sama nie wiem czemu ale jakoś tak jest. Zadzwoniłam do drzwi i po minucie otworzył mi Kosa ze złą miną.
-Coś się stało że przyszłaś. Myślałem że jesteś zła na mnie.
-Wiem przepraszam. Mogę wejść?!
-Jasne wejdź.-zaprosił mnie ręką
-Zachowałam się jak dziecko. Sama nie wiem czemu ale boję się że twoi rodzice mnie nie zaakceptują. Zależy mi na tobie Kosok i nie chce tego zepsuć.
-Zaskoczyłaś mnie. Chciałem dobrze, chociaż mogłem cię uprzedzić. To było głupie. Sory Nesska. Oboje się wygłupiliśmy. Zapomnijmy o tym.- chwycił w dłonie moją twarz i sprzedał mi soczystego buziaka w usta.
-Lubie się z tobą godzić.!- odwzajemniłam całusa
-Oni zaraz tu będą. W sensie że moi rodzice. Zdenerwowało ich odwołanie obiadu i się martwią.
-Aha... Jeśli jeszcze chcesz nas poznać ze sobą to ja jestem gotowa. I będę o nas walczyła z twoją matka. Decyzja należy do ciebie.!?
-Cieszę się. Napewno cię pokochają. Zobaczysz. Tylko głupi nie widzi twojego uroku.
-Nie słodź Kosa bo się nie opamiętam i skończymy w łóżku.
-Ahaa to to może potem. Teraz chodź do salonu.- chwycił mnie za rękę i poszliśmy usiąść na białej skórzanej sofie w kształcie litery L.
Cieszę się z tego że Grześ traktuje mnie poważnie ale boję się że spanikuję i jego matka mnie przegoni. Te 15 minut czekania mijają bardzo bardzoo powoli. Kosa mnie uspokaja ale cała się trzęsę. Mam jakieś złe przeczucia.
Nagle dzwoni dzwonek do drzwi. Wpadam w lekką panikę. Grzesiek poszedł otworzyć a ja w tym czasie poprawiam sukienkę i włosy. Do salonu pierwszy wchodzi ojciec Grześka. Zaraz za nim pojawia się jego matka. Po kilku sekundach do salonu pewnym krokiem wszedł Kosa. Podszedł do mnie i chwycił moją całą trzęsąca się dłoń.
-Mamo, tato to jest...- zaczął
-Va.ne.ssa prawda? Poznałyśmy się już. Znajoma Grzesia.
-Tak Vanessa. Pamiętam.- przytaknełam
-Vanessa to nie znajoma. Ona jest moją dziewczyną. Już jakiś czas temu chciałem wam powiedzieć.
-Kłamałes mnie ostatnio.? Zawiodłam się Grzegorz.! I jeszcze ty...- pokazała na mnie palcem
-Mamo przestań. Nie interesuje mnie twoje zdanie na temat Nesski! Jest moją dziewczyna i tego nie zmienisz. Lepiej to zaakceptuj bo ona zajmuje połowę mojego życia.
-Grześ.! Proszę cię zastanów się jeszcze. Ona jest za młoda dla ciebie.
-A ja się nie zgadzam z tobą kochanie.- wtrącił ojciec Kosy
-Andrzej!? Co ty mówisz?!
-Tak. Mi podoba się ta dziewczyna. W jej oczach widzę szczerość a Grześkowi przyda się dziewczyna która trochę go odmłodzi. A poza tym jest śliczna.
-Chyba nie wiesz co mówisz. Grześkowi. Przyda się stabilny związek.
-Przepraszam ale ja sam wiem czego potrzebuje. A w tym momencie jedyne czego potrzebuje to Nesska i siatkówka. I tak jest mi dobrze. A wy się przyzwyczajcie do tego.- Grzesiek wtrącił się do dyskusji rodziców.
-Synu ja jestem po twojej stronie. Rób tak żebyś był szczęśliwy.- ojciec poklepal Kosę po ramieniu.
-Dzięki tato. A ty mamo co mi powiesz?!
-Ja, ja tego nie akceptuje! Moim zadaniem jest ciebie chronić a ona cię skrzywdzi. Zobaczysz?!
-Dlaczego ocenia mnie pani nie znając mnie?! Ja kocham Grzesia. Mam prawie 20 lat. Wiem czego chce a pani nawet nie chce mnie poznać.!- objęłam Grzesia i postanowiłam walczyć
-Dobrze. Dam ci czas ale wiedz że cię obserwuje. Jestem Krystyna.- podała mi dłoń.
-Vanessa. Miło że dała mi pani szansę.- uścisnęłam delikatna dłoń jego matki.
Wszyscy usiedliśmy na sofie po czym atmosfera uległa zmianie. Okazuje się że tata Kosy to czarujący i śmieszny pan. Bardzo się polubiliśmy. Jego matka nadal trzyma mnie na dystans. Posiedzieli jakieś 3 godziny po czym ich pożegnaliśmy. Gdy wyszli wkońcu odetchnełam z ulga. Kosa zamknął drzwi na zamek i spojrzał na mnie swoim śmiesznym wzrokiem. Wiem czego on chce ale postanowiłam uciekać. I tak oto gonił mnie przez pół korytarza bo z moją bolaca nogą daleko nie pobiegnę. Złapał mnie przerzucił przez ramię i zaniósł do sypialni. Stawianie oporu nie miało sensu. Też tego chciałam. Po stawieniu czoła jego matce potrzebuje tego. Chce wiedzieć że on jest cały mój. Napisałam mamie że nie wracam do domu i cały wieczór i noc spędziłam z moim Grzesiem. Było bardzo miło. Obudziłam się z uczuciem nadmiernego gorąca Okazało się że to Grzesiek położył się na mnie. Delikatnie wysunęłam się z pod niego i ubrana w jego granatową koszulę poszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Zerkam na zegarek i widze 8;45. Dość długo spałam. Może to dlatego że w domu dziecko budzi mnie do trzech razy codziennie. Wyjęłam puszkę z kawą i wstawiłam wodę gdy usłyszałam pukanie do drzwii. Ktoś jest bardzo nachalny bo dość energicznie puka. Podeszłam do drzwi i z lekkim zwątpieniem otworzyłam. Po drugiej stronie stoi Zbyszek z oczami wielkimi jak spodki.
-Cześć. Nie wiedziałem że nocujesz u Kosoka. Wiesz co przedwczoraj zostawiłem u niego moją kartę do bankomatu przez przypadek. Mogę ją zabrać?!- wygląda na skrępowanego.
-Jasne wchodź.. Nie musisz mnie pytać to nie moje mieszkanie. Ogólnie to sory za mój strój ale...Poczekaj zaleję sobie kawę i przyjdę.
-OOo zrób mi też co?!- Dziś rano jeszcze nie piłem.
-Spoko bardzo mocną chcesz?!
-No taką samą jak tobie.!- mrugnął do mnie
-A skąd wiesz jaką ja piję...?- patrzę podejrzliwie na niego
-A nie ważne zrób mi ok?! Ja poszukam w salonie tej karty.- ledwie zdążyłam zalać mu tą kawę on pojawił się z kartą w ręku
-Znalazłeś?! Masz i pij a ja pójdę się ubrać.!- pokazałam palcem drzwi łazienki
-Zostań. Nawet nie wiesz jak apetycznie teraz wyglądasz. Mnie się tak podobasz.- uśmiechnął się dleikatnie
-Apetycznie powiadasz?! To ciekawe. Wiesz co Vanessa idź się ubierz a ja koledze dotrzymam towarzystwa.- Kosa stał w progu kuchni w samych spodniach od dresu i uśmiechał się szyderczo
-Nie idź Vanessa. Widok półnagiego Kosy nie jest tak apetyczny jak ty.! Zostań.!- Zibi się rozrechotał
-Wiesz co teraz to przesadziłeś. Vanessa szoruj do łazienki a ja tu koledze wytłumaczę żeby sobie znalazł dziewczynę i na nią patrzyl takim wzrokiem.- podszedł do Zbyszka a ten podkulił się w śmieszny sposób
-To ja pójdę. A powiedz chociaż kawa dobra Zbyszku?!- kiwnęłam na Zbyszka
-Pyszna. Nikt nie parzy kawy jak ty.
-To delektuj się bo to ostatnia jaką piłeś. Kosa się zbulwersował
-Nie rzucaj się. Masz wypij moją.- podałam mu kubek z kawą i delikatnie pocałowałam go w usta
Doprowadzenie się do porządku zajęło mi 20 minut. Z łazienki wyszłam całkiem odmieniona. Włosy ujarzmione, spięte w koczka i lekki makijaż.Gdy wyszłam z łazienki chłopaki debatowali nad powtórką meczu siatkarek:
-Mówię ci ta się lepiej rusza. Popatrz se.!- Zbyszek się podjarał
-Co ty pierdolisz. Patrz na tą. Jest lepsza.
-Chłopaki nie przeszkadzam wam?- wpadłam do kuchni
-Oo Nesska. Wiesz wolałem cię w poprzedniej wersji.- Zbyszek celowo wkurzał Kosoka
-Dobra przestań już. Nesskuś jakie masz plany na dziś.?- wstał i podszedł do zmywarki wrzucił oba kubki po kawie.
-Dziś ide na zdjęcie opatrunku. Boję się co lekarze powiedzą. No ale muszę iść.
-Kurde. Poszedłbym z tobą ale nie mogę. Mam kupę spraw. Przepraszam.- Kosa podszedł do mnie i pocałował mnie w czubek głowy
-Nie szkodzi. Fajnie jak byś był ale...
-Ja pójdę. Już raz z tobą byłem. Jeśli sama się boisz to mogę potrzymać cię za rękę.!- Zbyszek się zaoferował.
-Naprawdę. Było by fajnie. Kosoku nie masz nic przeciwko.?-spytałam
-Nie no co ty. Fajnie że ktoś tam z toba będzie. Na którą masz?!
-Na 11.00. Kurcze, musze się zbierać.!- wpadłam w lekką panikę.
-Przecież masz czas. Gdzie ci się śpieszy?!- Grzesiek spojrzał na kuchenny zegarek
-Musze wpaść do domu po świeże ubrania. Zbysiu moglibyśmy już wyjść?!- zrobiłam maślane oczka
-Spoko. Kosa i tak też już wchodzi.- złapał kluczyki i wyszliśmy z mieszkania
Z Kosokiem rozeszliśmy się na parkingu. On pojechał w lewo a my w prawo. Poniedziałek. Zajebiste korki. Wpadłam do domu szybko wskoczyłam na piętro po śiweźe ubrania. Założyłam długa do kostek spódnicę w kolorze zielonym i białą bokserkę. Do tego mała przepasana torebeczka i rzymianki. Zbyszek siedzi w salonie zabawiając mi braciszka. Wpadłam do salonu ucałowałam małego i wyszlismy bo przez te korki gotowi jesteśmy się spóźnić. Co Zbyś się o klął w aucie na innych kierowców to masakra. Zanosiłam się śmiechem co jego też bawiło. Ale udało nam się nie spóźnić i o 10;55 stawiłam sie przed gabinetem. Jakaś miła pielęgniarka wprowadziła nas do gabinetu i kiedy leżałam na tym czymś co robi tam za łóżko Zbyszek posłusznie cały czas trzymał mnie za rękę wiedząc że boję się tego co powie lekarz. Przeforsowałam ta nogę i może mi się za to oberwać. O 11;00 dość punktualnie do gabinetu wszedł lekarz. Koleś w podeszłym wieku z okularami na nosie w białych lateksowych ękawiczkach.
-A tak panią prosiłem żeby się pani oszczędzała. Noga się nie zagoiła. I trzeba znowu szyć. Jest pani nieodpowiedzialna.!- spojrzał na mnie zpod byka
-Bardzo przepraszam. Tak wyszło. Nie wiedziałam że tak się to skończy.
-Dobrze. Zszyję to teraz ale jeśli pani znowu coś wymyśli tak koniec. Nie mam cierpliwości. -Doktor Jasiński się na mnie wkurzył. Zszył nogę i zabandażował. Po zabiegu jeszcze przytrzymał nas na chwilę..
-I co teraz się zagoi tak?!- spytałam zestresowana
-Tak jeśli tylko będzie się pani OSZCZĘDZAĆ.- dodał z wyróźnieniem ostatniego słowa
-Będę obiecuję. I przepraszam bardzo.
-Nic się nie dzieje. To jest pani recepta. A pan niech pilnuje swojej dziewczyny żeby się pilnowała. Nie żal panu żeby pana dziewczyna tak cierpiała podczas tych zabiegów. Niech ją pan przywiąże do łóżka.
-Tak właściwie to jest mój..- chciałam wytłumaczyć.
-Słyszysz kochanie co doktor mówi. Obiecuję doktorze że zajmę się moją dziewczyną. Następna wizyta będzie już ostatnia. Dowidzenia.- Zbyszek wszedł mi w słowo. Wyszliśmy z gabinetu
-Czemu nie dałeś mi wyjaśnić że jesteśmy tylko znajomymi.
-No bo...... - spojrzał na mnie tymi głębokimi zielonymi oczami
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dziś to tyle. Następny znowu za jakieś 3, 4 dni. Męczący tydzień. I coraz mniej czasu. Czytanie Greya i pisanie do tego praca i obowiązki potrafią człowieka wymęczyć. Zapraszam do czytania i komentowania:*** Buśśka wszystkim:)
niedziela, 27 października 2013
wtorek, 22 października 2013
Rozdział 18.
-Auaaa! Boli!!!- chwyciłam Zbyszka za ramię ze skrzywioną z bólu miną.
-Co jest?! Coś ty zrobiła??!- Zbyszek nie ogarnia co się dzieje..
-Stopa...boli....- podkuliłam prawą nogę
-Pokaż. Złap mnie a ja kucnę i sprawdzę co się stało.- kucnął i sprawdził ale minę miał poważną i zszokowaną
-Co się dzieje?! Co tam mam??
-Postawiłaś stopę na rozbitej butelce po vódce. Mocno krwawi. Poczekaj zadzwonię po taksówkę.- wziął telefon i szybko zamówił nam transport
-Dam radę iść! Pójdę spójrz..- postawiłam stopę na chodniku ale szybko spowrotem ją podkuliłam z bólem w oczach
-Chodź na ręce.. Chodź bo nie ustoisz na jednej nodze...
-Nie no co ty.. Dam radę. Jestem silna.
-Nie dyskutuj. Ty już swoje na wyrabiałaś.! Co to za pomysł iść bez butów...- Chwycił mnie i wziął na ręce a ja objęłam go za szyję i tak staliśmy w miejscu
-Eyy, nogi mnie bolały niee!!!
-Nie dziwię się gdybym chodził w takich szczudłach też by mnie bolały.! 12 cm obcasu?! Oszalałaś czy chcesz się zabić?!
-Zbynio! Kobieta musi jakoś wyglądać.! Ty się nie znasz!!
-Taak?! No to teraz przez conajmniej tydzień będziesz chodziła w bandażu na nodze. Tak będzie modnie??!
-Nie bądź zły.! Przepraszam. Nie chciałam ok?!
-No już dobra. O patrz jest taksówka. Jedziemy na pogotowie. Mam nadzieję że nie złapałaś zakażenia. Ale szyć będą na pewno.! Może obejdzie się bez operacji!!
-Co nie strasz mnie! Zbysiek weź no robisz to specjalnie!! Boję się!!!- pomógł mi wsiąść do taksówki i z uśmiechem na twarzy towarzyszył mi na pogotowiu.
Po dwóch godzinach czekania i szycia moich 4 ran w stopie wyszliśmy ze szpitala. Zbych zawziął się że będzie mnie niósł na rękach. Przed bramą szpitala czekała taksówka. Wsiedliśmy a kierowca najpierw podwiózł nas pod mój dom. Zbyszek pomógł mi dojść do drzwi:
-Dzięki Zbysiu!! - spojrzałam na zaspanego kolegę
-Za co?!- patrzy na mnie przez zaspane oczy
-Że trzymałeś mnie za rękę podczas zabiegu.! I za troskę!. Jesteś super kolegą. Mimo zmęczenia byłeś ze mną.!- pocałowałam siatkarza w policzek na co wyraźnie się zarumienił.
-Nie ma sprawy. Od tego jestem. Ale pozwolisz że już pojadę bo jestem zmęczony i senny. Tak trochu.
-Jasne. Sory że tak aktywnie przeze mnie spędziłeś tę noc.
-Nie ma sprawy.! Dobranoc. Tylko uważaj z tą nogą.- pomachał mi i poszedł w stronę taksówki.
Nie wiem jak to zrobiłam ale dokuśtykałam jakoś na piętro do mojego pokoju i od razu poszłam spać. Noga jeszcze boli co przeszkadza mi w spokojnym śnie ale jakoś wytrzymam. Nawet nie wiem kiedy mimo bólu zasnęłam. Jakoś koło 8 rano obudził mnie płacz małego. Zwlekłam się na dół a rodzice mało nie dostali zawału gdy zobaczyli mnie z zabandażowaną nogą. Wszystko im wytłumaczyłam, jakoś ciężko było ale dalam radę. Ubrałam czarne legginsy białą bokserkę i jeansową koszulę. Włosy związałam w kucyka i bez makijaży i w takim nieładzie leże przed telewizorem w salonie. Czasem zdarza mi się zasnąć ale po niedługim czasie się budzę i tak w kółko. Noga nie daje o sobie zapomnieć co też lekko przeszkadza. Po 14 mama przyniosła mi obiad tak żebym nie forsowała nogi. W trakcie jedzenia do drzwi dobijało się 3 kolesi. Tata otworzył i okazało się że to męska delegacja do mnie : Zbysiek, Michał i Kosok. Wparowali do salonu z prezentami w torbach.
-Co wy tu robicie, urodziny mam za 2 tygodnie. Po co wam prezenty.??
-Ehh prezenty są dla młodego. A tobie złożymy się na porządne glany, tak żebyś więcej nie weszła w jakieś...- Zbyszek zaczął
-Jak ty się czujesz?! Bardzo boli.??- Kosa wparował mu w zdanie
-Dobrze. Nic mi nie jest. Trochę boli ale niedługo przestanie. Nie ma się czym przejmować.
-No gdybyś tak nie wyparowała wkurzona z klubu to wszystko wyglądałoby inaczej. Czemu jesteś tak impulsywna coo?!
-Kosok!! Ja nie jestem impulsywna!! Widzisz wkurzyłeś mnie. Ja nie boję się powiedzieć rodzicom o tobie a ty?! Boisz się własnej matki.!!
-Wcale nie.boję się jej.! Ona poprostu lubi mnie kontrolować. Zrozum>?
-Ja rozumiem. Ale weź się ogarnij. I ta Martyna? Marlena?? Jak jej było.? To jest chore. Albo postawisz się matce albo to koniec.
-Powiem jej obiecuję. Wybacz...
-Ehh.. Kocie co ja z tobą mam?! Chodź tu.- mocno go przytuliłam na co chłopaki zareagowali z lekkim obrzydzeniem
- Dobra koniec tego! Pokaż nam lepiej juniora!!- Zbysiek wyjął z torby sporego miśka i piłkę do siatkówki.
-No misiek ok ale z tą piłką to przesada. On nie będzie siatkarzem.!
-A to czemu. Co jest z nami nie tak?!- spojrzeli na mnie podejrzliwie
-YY sory ale wszyscy siatkarze są popieprzeni. Tylko bez urazy.!
-Aućć! To nie bylo miłe.-Zibi patrzył na mnie z urazą
-No przecież żartuje. Zbysiek wiesz że cię uwielbiam Noo.!
-Coś mi się nie wydaje. Ale ten twój urok nie pozwala mi na długo udawać focha. No i gdzie ten mały. Co chcę zobaczyć czy do mnie podobny?!
-Eee Zbychu jakim cudem on ma być podobny do ciebie.? Ojcem jesteś czy jak?!- Michał burknął na Zbyszka
-Mamo daj mi małego. Chłopaki chcą zobaczyć jak wygląda.- krzyknęłam do kuchni a chwilkę później w przejściu do salonu pojawiła się mama z bratem. Ułożyła mi go na rękach i zosawiła nas z lekkimuśmiechem na twarzy
-Kurwa, patrz jaki mały jest.!. Kiedy on urośnie coo??!- Kosa zrobił wielkie oczy
-Bez takich słów przy nim. To kulturalny chłopak jest. Nie zgarszaj go!- syknęłam do Kosoka
-No zajebisty jest.! Mogę potrzymać?!- Zbyszek wyciągnął do mnie ręce
-Dobra ale uważaj. On jest bardzo delikatny.- podałam malucha koledze siedzącemu obok.
Zbyszkowi spodobało się kołysanie małego. Co chwila gaworzył do niego po swojemu na co my reagowaliśmy śmiechem. A prawda jest taka że radzi sobie z maluszkami. Widzę z jakim błyskiem w oku zajmuje się moim bratem. Po 30 minutach chłopaki musieli zmykać na trening a mały spał. Pokuśtykałam do drzwi ich odprowadzić. Pożegnałam się z każdym osobno i wróciłam na sofę. Szczerze wkurza mnie ta boląca stopa. Zła jestem na siebie o ten wypadek.Teraz muszę siedzieć na tyłku a chłopaki robią w sobotę imprezę. Nie wytrzymam w domu to pewne. Od leżenia na sofie bolą mnie już plecy a chodzić nie mogę.
...
Minął tydzień i wszystko wraca do normy. Chodzę już w miarę normalnie a Kosa obiecał pogadać z matką. Jakoś nie dowierzam że to zrobi ale mu ufam.Ominęła mnie ostatnia impreza u Zbyszka i Michała ale obiecali że razem to nadrobimy. AAA no i Zbyszek ma nową sympatię.!! Poznał ją na meczu i zaiskrzyło. Zaimponowała mu wysoka szatynka w moim wieku o imieniu Iza. Z fejsa ją kojarzę chociaż nie jest z mojej szkoły. Lepiej niech mu nie łamie serca bo własnoręcznie uduszę.! Poznam tą laskę na dzisiejszej imprezie u Kurka. Już się nie mogę doczekać. Kosa wpadnie po mnie około 20;00. O 18 weszłam do łazienki i zaczęłam się szykować. Najpierw gorąca kąpiel a potem balsamowanie wydepilowanego ciała., oczyszczanie twarzy, malowanie paznokci itp. Wybrałam prostą miętową sukienkę, czarną skórzaną kurtkę ramoneskę i czarne balerinki (lekarz zakazał obcasów przez miesiąc). Lekko kuśtykając podeszłam do wejściowych drzwi gdzie czekał już na mnie Kosok. Podtrzymując mnie lekko zaprowadził nie do swojego auta, i ruszyliśmy w drogę.
-Ty Grzesiek a tak w ogóle kiedy ty kupiłeś to auto?!
-To auto zastępcze. A co nie podoba ci się??
-Nie nawet nie wiem za bardzo co to za model. Wiem tyle że to volvo.
-Tak no fajnie że chociaż tyle ogarniasz. Volvo s80 z 2011 roku. Od biedy ujdzie ale rozglądam się za czymś innym.
-Ahaaa... No dużo mi to mówi. Podoba mi się, bardzo wygodne auteczko.
-Tak?! To może go zostawię. Skoro ci się podoba.
-Eyy nie patrz na mnie to ty nim będziesz jeździł. Ja mam swoje chociaż niezbyt go lubię.
-Coo???! Fajne jest. Co ty od niego chcesz?!
-Nie podoba mi się.- zrobiłam nadąsaną minę.
-Ojj nie przesadzaj. Bardzo fajny jest. Przestań narzekać.
Co dziwne przez całą drogę przegadaliśmy o autach. Sama nie wiem czemu ale trochę wciągnął mnie ten temat. Ja się pytam co jest ze mną nie tak?? No ale o 20;30 z flaszeczką stawiliśmy się pod drzwiami mieszkania Kurka. Otworzył nam gospodarz że tak powiem lekko wstawiony ale z uśmiechem na twarzy. Gdy przykuśtykałam do salonu wszystkie oczy spoczęły na mnie.
-Co jest?! Jestem brudna, brzydka czy jak?!- krzyknęłam i patrzę na Kosoka ale on też nie wie o co biega.
-Nie no co ty. Dokuśtykałaś do nas i to nas zdziwiło. Myślałem że znowu rozsiądziesz się na kanapie i będziesz wcinała chipsy.- Zbyszek odezwał się po chwili niezręcznej ciszy
-Aha.! Ok no kiedyś trzeba było się ruszyć.- usiadłam obok Iwonki i Zbyszka. I wtedy oślepiło mnie jakże piękne zgrabne ciało i długie włosy Izy- sympatii Zbyszka.
-Hej Iza jestem.!- podeszła do mnie i Kosoka się przywitać.
-Hej Vanessa, miło cię poznać.!- podałyśmy sobie dłonie po czym przywitała się z Grześkiem i usiadła między mną a Zbyszkiem. Wyczuwam że niezbyt mnie lubi no ale to chyba tylko takie pierwsze wrażenie.
Impreza trwałą w najlepsze chociaż wkurzało mnie to że nie mogę powygłupiać się z Krzyśkiem, Iwoną, Michałem, Zbyszkiem, Grześkiem i Bartkiem. Wszyscy wywijali na wolnym metrażu w jego mieszkaniu a ja siedziałam na tej sofie z zabandażowaną stopą.
-To co właściwie ci się stało.- Iza usiadła obok mnie
-A wiesz wracałam ze Zbyszkiem z imprezy boso i wdepnęłam w szkło. Coś tam sobie naderwałam, założyli kilka szwów ale ogólnie jest ok.!
-Ze Zbyszkiem?! Musisz go lubić.!- docieka chyba jest zazdrosna.
-Tak jesteśmy dobrymi znajomymi. To super facet i gdyby nie to że mam Kosę too...- zaczęłam się śmiać.
-Ani mi się waż... łapy precz od Zbysiaczka. Jest mój. Ok.!
-Spoko nie denerwuj się. Żartowałam.- Uniosłam ręce w geście obronnym.
-No dawaj Nesska powywijamy trochę.- Byszke kucnął koło mnie zasapany
-Jak widzisz boli mnie noga. Nie mogę!!.
-Damy radę no chodź noo.!!- złapał mnie za rękę i pomógł wstać. W tym czasie Iza już gdzieś zniknęłą
-Jak chcesz tańczyć kiedy ja powoli zaczynam normalnie chodzić?!
-Stań mi na stopach.!- Zbyszke trzymał mnie za obie ręce
-Coo?!- wydało mi się to śmieszne
-No zrób to.!- syknął
-No dobra już.!- zrobiłam jak kazał jednocześnie śmiejąc się. I faktycznie tańczyliśmy. Co prawda ruszał się za siebie i za mnie to chociaż miałam pewność że nie nadepnę mu na stopę. Hahaaa
Po dwóch czy trzech kawałkach miałam dość i wróciłam na kanapę. Rozmawiałam to z Iwoną to z Krzyśkiem. Wszyscy dbali o to abym się nie nudziła co było bardzo miłe. Jakoś po 1 w nocy stwierdziłam że chcę do domu. Szukaliśmy Izy i Zbyszka żeby się pożegnać. Zczaiłam ich na balkonie i chyba się kłócą. Krzyknęła coś do niego że dokonał wyboru i wybiegła.Kurek wyłączył muzykę a oczy wszystkich skierowane były w stronę złego Zbyszka.
-No co się patrzycie.! To nic takiego.!- Zibi huknął na nas
-Co się stało stary.?- Kosa podszedł do niego i złapał go za ramię.
-Kazała mi wybierać: Albo ona albo przyjaźń z Nesską! Wybór jest prosty! I nie podlega dyskusji.
-Co ty mówisz. To moja wina nie powinnam była cię od niej odciągać. Sory Zibi.
-Nieee! Nie oleję cię dla niej. Jest ładna i fajna ale nie jest tego warta. Nie ta to inna. A z naszej paczki nie zrezygnuję. A teraz włącz do cholery tą muzykę i bawmy się.
-No tak ale ona...
-Nie ma ale, weź nie dramatyzuj.
-Czuję się winna. To moja wina. Gdybyś tańczył z nią a nie ze mną...
-Co ty gadasz wgl.? Czy tobie do reszty odbiło.?? Ogarnij się dziewczyno. Tak wygląda nasza ekipa i jakaś cizia tego nie rozwali. Ja szukam panienki która to wszystko zaakceptuje a nie każe mi wybierać. Taka jest prawda. Noo.. a teraz chodź napijemy się.
-Prawda jest taka że ja już miałam wychodzić.?!
-Coo. Zostawisz mnie teraz. I z kim będę tańczył. Kosa zrób jej coś.!- no i zostałam jeszcze przez godzinę.
Pożegnałam się z wszystkimi obecnymi i razem z Grześkiem wsiedliśmy w auto i ten odwióżł mnie do domu.
Cały czas w głowie mam ultimatum Izy. Nie rozumiem czemu taki numer wywinęła. Kurde czuję się winna. Grzesiek zaniósł mnie na rękach do mojego pokoju tak żebym nie musiała nadwyrężać nogi a drzwi i tak są otwarte bo Norbert z kolegami w salonie ogląda jakiś film.Przebrałam się w piżamy po czym ułozyłam się wygodnie w moim kochanym łóżeczku. Nie minęło 5 minut jak zasnęłąm. Obudził mnie sms od Kosoka:
"Mam nadzieję że się wyspałaś bo zabieram cię dziś w takie jedno miejsce. To niespodzianka. Bądź gotowa na 12;00. x Grzesiek"
Patrzę na zegarek a tu 9;25. Cholera. Zwlekam się z łóżka i szybko pod prysznic. Szybko sie wykąpałam i wysuszyłam włosy. Wyprostowałam je na druty a zdecydowałam że ubiorę się w jasne jeansowe krótkie spodenki brzoskwiniową bluzeczkę balerinki i małą torebkę przepasaną przez ramię. Zwarta i gotowa czekałam na Kosoka a ten jak zwykle punktualny zjawił się o równej 12. Pomógł mi wsiąść do auta i ruszyliśmy w drogę. Próbuję i próbuję się od niego dowiedzieć gdzie jedziemy a ten nic. No chłopak nie ma serca.;/ Powiedział tylko że się ucieszę ale mi to niczego nie ułatwia....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I to by było na tyle. Narazie:) Jak myślicie gdzie Kosa zabiera Nesskę. I co będzie z Izą?! Nagle ucichło z Mateuszem ale i on niedługo się pojawi. Zapraszam do czytania i komentowania...
Buśśka dla czytających :***** A w niedzielę kolejna część..... :)
-Co jest?! Coś ty zrobiła??!- Zbyszek nie ogarnia co się dzieje..
-Stopa...boli....- podkuliłam prawą nogę
-Pokaż. Złap mnie a ja kucnę i sprawdzę co się stało.- kucnął i sprawdził ale minę miał poważną i zszokowaną
-Co się dzieje?! Co tam mam??
-Postawiłaś stopę na rozbitej butelce po vódce. Mocno krwawi. Poczekaj zadzwonię po taksówkę.- wziął telefon i szybko zamówił nam transport
-Dam radę iść! Pójdę spójrz..- postawiłam stopę na chodniku ale szybko spowrotem ją podkuliłam z bólem w oczach
-Chodź na ręce.. Chodź bo nie ustoisz na jednej nodze...
-Nie no co ty.. Dam radę. Jestem silna.
-Nie dyskutuj. Ty już swoje na wyrabiałaś.! Co to za pomysł iść bez butów...- Chwycił mnie i wziął na ręce a ja objęłam go za szyję i tak staliśmy w miejscu
-Eyy, nogi mnie bolały niee!!!
-Nie dziwię się gdybym chodził w takich szczudłach też by mnie bolały.! 12 cm obcasu?! Oszalałaś czy chcesz się zabić?!
-Zbynio! Kobieta musi jakoś wyglądać.! Ty się nie znasz!!
-Taak?! No to teraz przez conajmniej tydzień będziesz chodziła w bandażu na nodze. Tak będzie modnie??!
-Nie bądź zły.! Przepraszam. Nie chciałam ok?!
-No już dobra. O patrz jest taksówka. Jedziemy na pogotowie. Mam nadzieję że nie złapałaś zakażenia. Ale szyć będą na pewno.! Może obejdzie się bez operacji!!
-Co nie strasz mnie! Zbysiek weź no robisz to specjalnie!! Boję się!!!- pomógł mi wsiąść do taksówki i z uśmiechem na twarzy towarzyszył mi na pogotowiu.
Po dwóch godzinach czekania i szycia moich 4 ran w stopie wyszliśmy ze szpitala. Zbych zawziął się że będzie mnie niósł na rękach. Przed bramą szpitala czekała taksówka. Wsiedliśmy a kierowca najpierw podwiózł nas pod mój dom. Zbyszek pomógł mi dojść do drzwi:
-Dzięki Zbysiu!! - spojrzałam na zaspanego kolegę
-Za co?!- patrzy na mnie przez zaspane oczy
-Że trzymałeś mnie za rękę podczas zabiegu.! I za troskę!. Jesteś super kolegą. Mimo zmęczenia byłeś ze mną.!- pocałowałam siatkarza w policzek na co wyraźnie się zarumienił.
-Nie ma sprawy. Od tego jestem. Ale pozwolisz że już pojadę bo jestem zmęczony i senny. Tak trochu.
-Jasne. Sory że tak aktywnie przeze mnie spędziłeś tę noc.
-Nie ma sprawy.! Dobranoc. Tylko uważaj z tą nogą.- pomachał mi i poszedł w stronę taksówki.
Nie wiem jak to zrobiłam ale dokuśtykałam jakoś na piętro do mojego pokoju i od razu poszłam spać. Noga jeszcze boli co przeszkadza mi w spokojnym śnie ale jakoś wytrzymam. Nawet nie wiem kiedy mimo bólu zasnęłam. Jakoś koło 8 rano obudził mnie płacz małego. Zwlekłam się na dół a rodzice mało nie dostali zawału gdy zobaczyli mnie z zabandażowaną nogą. Wszystko im wytłumaczyłam, jakoś ciężko było ale dalam radę. Ubrałam czarne legginsy białą bokserkę i jeansową koszulę. Włosy związałam w kucyka i bez makijaży i w takim nieładzie leże przed telewizorem w salonie. Czasem zdarza mi się zasnąć ale po niedługim czasie się budzę i tak w kółko. Noga nie daje o sobie zapomnieć co też lekko przeszkadza. Po 14 mama przyniosła mi obiad tak żebym nie forsowała nogi. W trakcie jedzenia do drzwi dobijało się 3 kolesi. Tata otworzył i okazało się że to męska delegacja do mnie : Zbysiek, Michał i Kosok. Wparowali do salonu z prezentami w torbach.
-Co wy tu robicie, urodziny mam za 2 tygodnie. Po co wam prezenty.??
-Ehh prezenty są dla młodego. A tobie złożymy się na porządne glany, tak żebyś więcej nie weszła w jakieś...- Zbyszek zaczął
-Jak ty się czujesz?! Bardzo boli.??- Kosa wparował mu w zdanie
-Dobrze. Nic mi nie jest. Trochę boli ale niedługo przestanie. Nie ma się czym przejmować.
-No gdybyś tak nie wyparowała wkurzona z klubu to wszystko wyglądałoby inaczej. Czemu jesteś tak impulsywna coo?!
-Kosok!! Ja nie jestem impulsywna!! Widzisz wkurzyłeś mnie. Ja nie boję się powiedzieć rodzicom o tobie a ty?! Boisz się własnej matki.!!
-Wcale nie.boję się jej.! Ona poprostu lubi mnie kontrolować. Zrozum>?
-Ja rozumiem. Ale weź się ogarnij. I ta Martyna? Marlena?? Jak jej było.? To jest chore. Albo postawisz się matce albo to koniec.
-Powiem jej obiecuję. Wybacz...
-Ehh.. Kocie co ja z tobą mam?! Chodź tu.- mocno go przytuliłam na co chłopaki zareagowali z lekkim obrzydzeniem
- Dobra koniec tego! Pokaż nam lepiej juniora!!- Zbysiek wyjął z torby sporego miśka i piłkę do siatkówki.
-No misiek ok ale z tą piłką to przesada. On nie będzie siatkarzem.!
-A to czemu. Co jest z nami nie tak?!- spojrzeli na mnie podejrzliwie
-YY sory ale wszyscy siatkarze są popieprzeni. Tylko bez urazy.!
-Aućć! To nie bylo miłe.-Zibi patrzył na mnie z urazą
-No przecież żartuje. Zbysiek wiesz że cię uwielbiam Noo.!
-Coś mi się nie wydaje. Ale ten twój urok nie pozwala mi na długo udawać focha. No i gdzie ten mały. Co chcę zobaczyć czy do mnie podobny?!
-Eee Zbychu jakim cudem on ma być podobny do ciebie.? Ojcem jesteś czy jak?!- Michał burknął na Zbyszka
-Mamo daj mi małego. Chłopaki chcą zobaczyć jak wygląda.- krzyknęłam do kuchni a chwilkę później w przejściu do salonu pojawiła się mama z bratem. Ułożyła mi go na rękach i zosawiła nas z lekkimuśmiechem na twarzy
-Kurwa, patrz jaki mały jest.!. Kiedy on urośnie coo??!- Kosa zrobił wielkie oczy
-Bez takich słów przy nim. To kulturalny chłopak jest. Nie zgarszaj go!- syknęłam do Kosoka
-No zajebisty jest.! Mogę potrzymać?!- Zbyszek wyciągnął do mnie ręce
-Dobra ale uważaj. On jest bardzo delikatny.- podałam malucha koledze siedzącemu obok.
Zbyszkowi spodobało się kołysanie małego. Co chwila gaworzył do niego po swojemu na co my reagowaliśmy śmiechem. A prawda jest taka że radzi sobie z maluszkami. Widzę z jakim błyskiem w oku zajmuje się moim bratem. Po 30 minutach chłopaki musieli zmykać na trening a mały spał. Pokuśtykałam do drzwi ich odprowadzić. Pożegnałam się z każdym osobno i wróciłam na sofę. Szczerze wkurza mnie ta boląca stopa. Zła jestem na siebie o ten wypadek.Teraz muszę siedzieć na tyłku a chłopaki robią w sobotę imprezę. Nie wytrzymam w domu to pewne. Od leżenia na sofie bolą mnie już plecy a chodzić nie mogę.
...
Minął tydzień i wszystko wraca do normy. Chodzę już w miarę normalnie a Kosa obiecał pogadać z matką. Jakoś nie dowierzam że to zrobi ale mu ufam.Ominęła mnie ostatnia impreza u Zbyszka i Michała ale obiecali że razem to nadrobimy. AAA no i Zbyszek ma nową sympatię.!! Poznał ją na meczu i zaiskrzyło. Zaimponowała mu wysoka szatynka w moim wieku o imieniu Iza. Z fejsa ją kojarzę chociaż nie jest z mojej szkoły. Lepiej niech mu nie łamie serca bo własnoręcznie uduszę.! Poznam tą laskę na dzisiejszej imprezie u Kurka. Już się nie mogę doczekać. Kosa wpadnie po mnie około 20;00. O 18 weszłam do łazienki i zaczęłam się szykować. Najpierw gorąca kąpiel a potem balsamowanie wydepilowanego ciała., oczyszczanie twarzy, malowanie paznokci itp. Wybrałam prostą miętową sukienkę, czarną skórzaną kurtkę ramoneskę i czarne balerinki (lekarz zakazał obcasów przez miesiąc). Lekko kuśtykając podeszłam do wejściowych drzwi gdzie czekał już na mnie Kosok. Podtrzymując mnie lekko zaprowadził nie do swojego auta, i ruszyliśmy w drogę.
-Ty Grzesiek a tak w ogóle kiedy ty kupiłeś to auto?!
-To auto zastępcze. A co nie podoba ci się??
-Nie nawet nie wiem za bardzo co to za model. Wiem tyle że to volvo.
-Tak no fajnie że chociaż tyle ogarniasz. Volvo s80 z 2011 roku. Od biedy ujdzie ale rozglądam się za czymś innym.
-Ahaaa... No dużo mi to mówi. Podoba mi się, bardzo wygodne auteczko.
-Tak?! To może go zostawię. Skoro ci się podoba.
-Eyy nie patrz na mnie to ty nim będziesz jeździł. Ja mam swoje chociaż niezbyt go lubię.
-Coo???! Fajne jest. Co ty od niego chcesz?!
-Nie podoba mi się.- zrobiłam nadąsaną minę.
-Ojj nie przesadzaj. Bardzo fajny jest. Przestań narzekać.
Co dziwne przez całą drogę przegadaliśmy o autach. Sama nie wiem czemu ale trochę wciągnął mnie ten temat. Ja się pytam co jest ze mną nie tak?? No ale o 20;30 z flaszeczką stawiliśmy się pod drzwiami mieszkania Kurka. Otworzył nam gospodarz że tak powiem lekko wstawiony ale z uśmiechem na twarzy. Gdy przykuśtykałam do salonu wszystkie oczy spoczęły na mnie.
-Co jest?! Jestem brudna, brzydka czy jak?!- krzyknęłam i patrzę na Kosoka ale on też nie wie o co biega.
-Nie no co ty. Dokuśtykałaś do nas i to nas zdziwiło. Myślałem że znowu rozsiądziesz się na kanapie i będziesz wcinała chipsy.- Zbyszek odezwał się po chwili niezręcznej ciszy
-Aha.! Ok no kiedyś trzeba było się ruszyć.- usiadłam obok Iwonki i Zbyszka. I wtedy oślepiło mnie jakże piękne zgrabne ciało i długie włosy Izy- sympatii Zbyszka.
-Hej Iza jestem.!- podeszła do mnie i Kosoka się przywitać.
-Hej Vanessa, miło cię poznać.!- podałyśmy sobie dłonie po czym przywitała się z Grześkiem i usiadła między mną a Zbyszkiem. Wyczuwam że niezbyt mnie lubi no ale to chyba tylko takie pierwsze wrażenie.
Impreza trwałą w najlepsze chociaż wkurzało mnie to że nie mogę powygłupiać się z Krzyśkiem, Iwoną, Michałem, Zbyszkiem, Grześkiem i Bartkiem. Wszyscy wywijali na wolnym metrażu w jego mieszkaniu a ja siedziałam na tej sofie z zabandażowaną stopą.
-To co właściwie ci się stało.- Iza usiadła obok mnie
-A wiesz wracałam ze Zbyszkiem z imprezy boso i wdepnęłam w szkło. Coś tam sobie naderwałam, założyli kilka szwów ale ogólnie jest ok.!
-Ze Zbyszkiem?! Musisz go lubić.!- docieka chyba jest zazdrosna.
-Tak jesteśmy dobrymi znajomymi. To super facet i gdyby nie to że mam Kosę too...- zaczęłam się śmiać.
-Ani mi się waż... łapy precz od Zbysiaczka. Jest mój. Ok.!
-Spoko nie denerwuj się. Żartowałam.- Uniosłam ręce w geście obronnym.
-No dawaj Nesska powywijamy trochę.- Byszke kucnął koło mnie zasapany
-Jak widzisz boli mnie noga. Nie mogę!!.
-Damy radę no chodź noo.!!- złapał mnie za rękę i pomógł wstać. W tym czasie Iza już gdzieś zniknęłą
-Jak chcesz tańczyć kiedy ja powoli zaczynam normalnie chodzić?!
-Stań mi na stopach.!- Zbyszke trzymał mnie za obie ręce
-Coo?!- wydało mi się to śmieszne
-No zrób to.!- syknął
-No dobra już.!- zrobiłam jak kazał jednocześnie śmiejąc się. I faktycznie tańczyliśmy. Co prawda ruszał się za siebie i za mnie to chociaż miałam pewność że nie nadepnę mu na stopę. Hahaaa
Po dwóch czy trzech kawałkach miałam dość i wróciłam na kanapę. Rozmawiałam to z Iwoną to z Krzyśkiem. Wszyscy dbali o to abym się nie nudziła co było bardzo miłe. Jakoś po 1 w nocy stwierdziłam że chcę do domu. Szukaliśmy Izy i Zbyszka żeby się pożegnać. Zczaiłam ich na balkonie i chyba się kłócą. Krzyknęła coś do niego że dokonał wyboru i wybiegła.Kurek wyłączył muzykę a oczy wszystkich skierowane były w stronę złego Zbyszka.
-No co się patrzycie.! To nic takiego.!- Zibi huknął na nas
-Co się stało stary.?- Kosa podszedł do niego i złapał go za ramię.
-Kazała mi wybierać: Albo ona albo przyjaźń z Nesską! Wybór jest prosty! I nie podlega dyskusji.
-Co ty mówisz. To moja wina nie powinnam była cię od niej odciągać. Sory Zibi.
-Nieee! Nie oleję cię dla niej. Jest ładna i fajna ale nie jest tego warta. Nie ta to inna. A z naszej paczki nie zrezygnuję. A teraz włącz do cholery tą muzykę i bawmy się.
-No tak ale ona...
-Nie ma ale, weź nie dramatyzuj.
-Czuję się winna. To moja wina. Gdybyś tańczył z nią a nie ze mną...
-Co ty gadasz wgl.? Czy tobie do reszty odbiło.?? Ogarnij się dziewczyno. Tak wygląda nasza ekipa i jakaś cizia tego nie rozwali. Ja szukam panienki która to wszystko zaakceptuje a nie każe mi wybierać. Taka jest prawda. Noo.. a teraz chodź napijemy się.
-Prawda jest taka że ja już miałam wychodzić.?!
-Coo. Zostawisz mnie teraz. I z kim będę tańczył. Kosa zrób jej coś.!- no i zostałam jeszcze przez godzinę.
Pożegnałam się z wszystkimi obecnymi i razem z Grześkiem wsiedliśmy w auto i ten odwióżł mnie do domu.
Cały czas w głowie mam ultimatum Izy. Nie rozumiem czemu taki numer wywinęła. Kurde czuję się winna. Grzesiek zaniósł mnie na rękach do mojego pokoju tak żebym nie musiała nadwyrężać nogi a drzwi i tak są otwarte bo Norbert z kolegami w salonie ogląda jakiś film.Przebrałam się w piżamy po czym ułozyłam się wygodnie w moim kochanym łóżeczku. Nie minęło 5 minut jak zasnęłąm. Obudził mnie sms od Kosoka:
"Mam nadzieję że się wyspałaś bo zabieram cię dziś w takie jedno miejsce. To niespodzianka. Bądź gotowa na 12;00. x Grzesiek"
Patrzę na zegarek a tu 9;25. Cholera. Zwlekam się z łóżka i szybko pod prysznic. Szybko sie wykąpałam i wysuszyłam włosy. Wyprostowałam je na druty a zdecydowałam że ubiorę się w jasne jeansowe krótkie spodenki brzoskwiniową bluzeczkę balerinki i małą torebkę przepasaną przez ramię. Zwarta i gotowa czekałam na Kosoka a ten jak zwykle punktualny zjawił się o równej 12. Pomógł mi wsiąść do auta i ruszyliśmy w drogę. Próbuję i próbuję się od niego dowiedzieć gdzie jedziemy a ten nic. No chłopak nie ma serca.;/ Powiedział tylko że się ucieszę ale mi to niczego nie ułatwia....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I to by było na tyle. Narazie:) Jak myślicie gdzie Kosa zabiera Nesskę. I co będzie z Izą?! Nagle ucichło z Mateuszem ale i on niedługo się pojawi. Zapraszam do czytania i komentowania...
Buśśka dla czytających :***** A w niedzielę kolejna część..... :)
niedziela, 20 października 2013
Rozdział 17.
-Mateusz, to ty?!- odezwałam się do cienia stojącego niedaleko nas.
-Nesska masz omamy. Nikogo tam nie ma.?!- Grzes zaczął się ze mnie śmiać.
-Eee może masz rację. Jestem przewrażliwiona. Jedz już tylko bądź ostrożny. Kocham cię głupku?!!- pocałowałam Kosę w policzek
-No jadę mała. Śpij dobrze. Uwielbiam cię lalka.- sprzedał mi soczystego buziaka w usta.
-Jak dojedziesz do domu to się odezwij, inaczej nie usne.
-Powinnaś się wyspać ale skoro chcesz to pewnie odezwę się. Ciao bella mia.
Mój luby wsiadł do auta i odjechał w stronę swojego mieszkania. Ja odwróciłam się w stronę furtki do domu kiedy znowu zobaczyłam ten cień i szmer. Zdenerwowana szybko pobiegłam do środka. Wbiegłam pędem na piętro i udałam się pod prysznic. W łazience spędziłam dobre 20 minut ale nie miałam powodu żeby się śpieszyć. Ogoliłam wszystkie możliwe miejsca mojego ciała nawilżyłam włosy odżywką i oczyściłam twarz maseczką. Jakoś koło 1 w nocy poszłam do łóżka. Cały czas czekam na telefon od Grzesia. Miał zadzwonić jak dojedzie. A w telefonie cisza. Stwierdziłam że ja zadzwonię. Dzwoniłam chyba ze 3 razy i cały czas odzywa się poczta.Całkiem padnięta w końcu zasnęłam. Obudził mnie blask słońca rażący mnie prosto w oczy.Patrzę na budzik na którym widnieje 9;26. Wstałam i skierowałam się do łazienki Ogarnęłam się czyt. wyczesałam włosy w wygodnego koczka, umalowałam się, ubrałam bordowe jeansy, czarną bokserkę i na to przykrutką kurteczkę jeansową. Zeszłam na dół do kuchni gdzie tata popijał świeżo parzoną kawę.
-Dzień dobry tatku.! Wyspałeś się?!- zaczęłam temat
-Witaj skarbie. Tak dziś już tak. A ty jak tam. Grzesiek nie został u cb na noc?!- podśmiewa się ze mnie
-Nie, nie został. A no właśnie. Muszę zadzwonić. Sory- chwyciłam telefon
-Daj chłopakowi spokój pewnie odsypia po waszym wczorajszym spotkaniu.
-Nie miał zadzwonić a nie zadzwonił. Martwię się.
-Ehh córa, za stary już chyba jestem na dzieci. Nie nadążam za wami....
-No masz, to po co ci był następny dzieciak coo?!- hahaaa
-Eyy, eyy, bez takich do ojca...
-No dobra dobraa...Oh Grześ jesteś.. Mendo miałeś zadzwonić...- Grzesio odebrał ode mnie
-Przepraszam mała... Miałem wypadek...Auto do kasacji...długa historiaa.
-Coo?! Kocie nic ci nie jest?! Matko gdzie ty jesteś.! Jadę do ciebie...
-Niee, nic mi nie jest nie musisz przyjeżdzać. W domu jestem. Jakiś koleś wyskoczył mi na drogę i wparowałem prosto w drzewo. Nic takiego.
-O matko!!! Grześ i tak do ciebie jadę.! Za 20 minut u ciebie jestem.
-Alee...
-Nie ma żadnego ale.. Do zobaczenia Kosok.
Wybiegłam z domu jak poparzona. Wsiadłam w auto i jak opętana jechałam prosto do niego.Wbiegłam do jego klatki i po schodach na 4 piętro. Co dziwne zajęło mi to połowę mniej czasu.Wbiegłam do mieszkania Kosoka i co zobaczyłam.! Mój chłopaczek ma szramy na lewym policzku i prawą rękę w bandażu.
-Grześ! Moja sieroto, jak ty wyglądasz. Wiesz jak się martwiłam.!- podeszłam do niego żeby dać mu buziaka na dzień dobry
-Wiem, wybacz ale wszystko działo się szybko. Jechałem do domu. Było w miarę spokojnie nie było ruchu. I tam wiesz na przejściu przez ulicę z jednego parku do drugiego na jezdnię wyskoczył jakiś młody koleś. Wystraszyłem się że zrobię mu krzywdę więc instynktownie skręciłem i walnąłem prosto w drzewo.
-Matko!! A on stało mu się coś.- Dotknęłam obolałego policzka Kosoka
-Nie on najzwyczajniej zwiał. Dziwna sytuacja. Pewnie był pijany. Dobrze że tak to się skończyło.
-Dobrze.!? On nawet nie sprawdził czy jesteś cały?! Cholera. Nawet nie chcę myśleć co by było...
-Nie panikuj. Zbynio mnie zgarnął a po auto przyjechała moja firma ubezpieczeniowa. Nic mi nie jest.!
-Sory ale ty zawsze byłeś i jesteś świetnym kierowcą a takie incydenty ci się nie zdarzały. Nie rozumiem- i w głowie mrugnęła mi czerwona lampka z treścią "MATEUSZ"
-Daj spokój. Więcej to się nie zdarzy!.- Grzesiek mocno mnie przytulił.
-Mam nadzieję. A poznałeś kto to był za koleś?! Znasz go?? W końcu to niedaleko od twojego mieszkania.!
-Nie ale wydawał mi się znajomy z budowy ciała. Nie gadajmy o tym. Chce cię przytulić.! Żadna laska nigdy się tak o mnie nie martwiła. To fajne.- wciągnął mnie w swoje ramiona.
-A dużo miałeś tych lasek??
-Ehh było ich z 15. Nie dużo.!?
-Nie dużo? Wiesz co lovelas z ciebie szujo jedna. Serio pytam.!
-Tak serio to przed tobą były tylko dwie. Głupie i nic nie warte znajomości. A ty ilu kawalerów miałaś coo?!
-Był tylko Mateusz. myślałam że on będzie na całe życie. Zwykły błąd.
Nasza rozmowa rozwinęła się tak że chwilę potem wtuleni w siebie leżeliśmy w jego salonie na kanapie.
W ramionach Grześka jest mi bajecznie. Człowiek zapomina o wszystkim. Obejrzeliśmy jakieś dwa filmy a ja nie chciałam wysuwać się z jego silnych objęć. Nawet nie wiem kiedy z 11;00 godziny zrobiła się 18;00. Dotarło to do mnie kiedy zadzwonił dzwonek do jego mieszkania. Niestety musieliśmy wstać.
-Synku, co tak długo nie otwierasz. Przeszkadzam ci?!- to jego matka!!!!!
-Nie mamo. Ja nie jestem sam. Ale chętnie cię poznam z...
-Daj spokój przecież znam Marlenkę. Poznałyśmy się w święta.
-Tylko że to nie jest...
-Dzień dobry.- Weszłam w słowo Grzesiowi wychodząc do przedpokoju.
-Yyyy, dzień dobry?! A ty jesteś...!- jego mamusia nie jest mną zachwycona
-Vanessa. Miło mi panią poznać.!- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Van-es-sa?! Co to jest za imię. Twoi rodzice nie znają polskich imion.!
-Znają. Osobliście uwielbiam swoje imię. Nie podoba się pani.!?
-Nie jestem zwolenniczką takich .... nawet nie wiem jak to nazwać.!
-Mama przestań.! Vanessa próbuje być miła a ty jesteś źle nastawiona.- Grzesiek próbuje ratować sytuację
-To nic złego że lubiłam Marlenę. Czemu się rozstaliście. To była miła gustownie ubrana dziewczyna robiąca magistra. W podobnym wieku a nie.. jakaś małolata. Nie jesteś aż tak zdesperowany Grzesiu?!. Proszę cię co ty widzisz w tej dziewczynce. Myślałam że masz lepszy gust. -spojrzała na mnie z widoczną pogardą.
-Mamo, ja lubię Vanessę to moja znajoma....
-Ja i Grzesiek jesteśmy tylko znajomymi. Przyszłam Pożyczyć od niego książkę. Wezmę ją i już pójdę.- Poszłam do salonu i z regału chwyciłam pierwszą lepszą książkę.
-Vanessa, jaa..- Grzesiek nie umie wybrnąć z tej sytuacji.
-Nie przestań. Jesteś dobrym kolegą. To tyle. A panią było mi bardzo miło poznać. Już lepiej pójdę. A ty Grzesiek pozdrów Marlenę.!- starałam się nie wypowiedzieć tego z sarkazmem ale chyba mi się nie udało.
Wybiegłam z jego mieszkania ze łzami w oczach. Przed wyjściem z klatki najzwyczajniej w świecie się rozryczałam. Wsiadłam w auto i na siedzenie pasażera rzuciłam tą cholerną książkę. Po chwili chwyciłam ją i wróciłam do klatki. Wrzuciłam ją do skrzynki na listy Grześka. Potem pojechałam prosto do domu. Jak on mógł?! Wstydzi się mnie przed matką?>. Może faktycznie to prawda. Nie pasujemy do siebie?!. Cholera. Wszystko się zjebało.Zaraz po przyjeździe do domu otuliłam się w miękki koc i ułożyłam w salonie przed telewizorem. Norbert i tata siedzą u mamy i małego Bartka. Nie minęła godzina kiedy w drzwiach zobaczyłam Grześka. Jak na złość byłam lekko rozmazana i ciut załamana. Wstałam z kanapy odgarnęłam włosy z policzka przetałam oczy i podeszłam do holu. Stał nieruchomo wpatrując się we mnie:
-Książkę zostawiłam w twojej skrzynce. Kolego!- syknęłam na dzień dobry
-Huj z nią! Musimy pogadać. Skarbie przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło...
-Nie skarbuj mi teraz. Ta akcja była tak niezręczna dla mnie a ty nie powiedziałeś słowa w mojej obronie. Wiesz jak się poczułam kiedy nazwałeś mnie tylko swoją znajomą. Wstydzisz się mnie przed własną matką...- I znowu się rozpłakałam
-Nie to nie tak.. Ja... Wybacz
-Ja chce mieć chłopaka który jest twardy i zdecydowany a nie ciotę która boi się własnej matki.!
-Ja się jej nie boję. Ona jest wymagająca. Nie znasz jej.
-I nie chcę poznać.- Wbiegłam mu w słowo- Jest straszna, ocenia ludzi po pozorach. Oceniła mnie już po pierwszej sekundzie. Ja, ja nie wiem czy ona mnie kiedyś zaakceptuje. I po tym wszystkim ja sama siebie nie akceptuję przy tobie. I teraz nie chcę o tym mówić. Chcę być sama.!- pokazałam mu drzwi wyjściowe
-Vanessa, ja bardzo cię przepraszam. Zachowałem się jak dupek. Rozumiem że nie chcesz ze mną gadać. Pójdę już.. Paa- chciał mnie pocałować ale szybko się cofnęłam.
Wyszedł a ja się rozkleiłam. Tak bardzo kocham tego debila. Było już tak dobrze aż pojawiła się jego matka. Wszystko popsuła. Wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Weszłam do wanny wypełnionej wodą z moim ulubionym płynem do kąpieli Na relaksowaniu się spędziłam jakąś godzinę. Po wykąpaniu się i ułożeniu w łóżku było jakoś po 20. Już miałam zasnąć kiedy na mój smartfon przyszedł sms. To od Krzyśka Ignaczaka. Przypomina mi o jutrzejszej imprezie w naszym klubie. Kurwa!! Kompletnie zapomniałam.Jutro mama i Bartuś wychodzą ze szpitala a poza tym nie mam ochoty na imprezę. Stwierdziłam że nie będę zamykać się w domu i pójdę. Zmęczona i wkurzona na świat poszłam spać. Sen miałam dość dziwny. Śnił mi się Mateusz i rodzice a do tego nasz maluszek. Obudziłam się jakoś po 6 rano. Wstałam wskoczyłam w dreski i pobiegłam do parku. Lubię biegać. Mogę wtedy dużo spraw przemyśleć. Przebiegłam przez dwa parki i kilka alejek. Gdy wróciłam do domu było po 9;00.Ojciec zwarty i gotowy czekał na mnie bo razem mamy jechać po mamę..
-Wiem przepraszam. Daj mi 10 minut. Ogarnę się.! Krzyknęłam do taty i pobiegłam pod prysznic.Zrboienie się na gotową zajęło mi jakieś 15 minut. Z torebką i kluczykami do auta zbiegłam do taty i razem udaliśmy się do szzpitala. Mama ubrana i gotowa do wyjścia a mój maluszek w nosidełku. Kilka podpisów i wychodzimy ze szpitala. Tak, teraz to jest bardzo proste. Około 11 byliśmy w domu a mama sprawdzała czy jest porządek. Ona ma jakąś manię. Ja uspałam małego i siedząc przy jego łóżeczku włączyłam na tablecie fejsa. 4 wiadomości od Kosy i 2 od Dżasty z Londynu. Odpisałam koleżance a tamte zostawiłam bez komentarza. Zlajkowałam kilka zdjęć sama co nieco napisałam w poście a potem się wylogowałam. Dzień lekko męczący. Mama wysłała mnie na zakupy do pobliskiego sklepu. Potem przewijanie braciszka i kąpiel a gdy już spał ja zaczęłam zbierać się na imprezę. Wybrałam malinowe rurki, do tego biała bluzka i żakiet, beżowe szpilki na platformie i neonowe dodatki. Całość wygląda w sumie ładnie. Nie chce mi się przebierać więc o 20 tak ubrana wychodzę z domu. Gdy wchodzę do klubu w środku jest już całkiem sporo osób ale i tak bez zbędnego szukania znajduję naszą ekipę. Krzyś z Iwonką, Kurek z dziewczyną, Zbynio z Michałem, Ruciak i Nowakowski i jeszcze kilku wysokich chłopaków. Podeszłam do Zbynia i usiadłam obok niego.
-Oo moja mała. Jakiego drinka pijesz?! Albo nie!!! Zaskoczę cię.!- Zbysiek wyskoczył z loży i pobiegł do baru...
-A gdzie Kosa?! Myślałam że będziecie razem?!- Iwona spojrzała na mnie podejrzliwie zaczyna drążyć temat.
-Nie jesteśmy razem. To taka przerwa. Przyda nam się.!- westchnęłam do koleżanki a wszystkie oczy spoczęły na mnie
-Jestem. "Sex on the beach" czy jakoś tak. A potem możemy iść na plażę i wiesz...- Zbynio zabawnie poruszył brwiami co mnie rozśmieszyło.
-Dzięki Zbysiu. Przyda mi się procent.- dałam mu buziaka w policzek po czym chwyciłam drinka i zaczęłam pić.
W połowie imprezy byłam już lekko na fazie. Wywijaliśmy z Zibim i Miśkiem na parkiecie. Byłam w niezłym nastroju. Zbyszek obracał mnie i obejmował a gdy mnie przechylił mało nie zemdlałam. A to dlatego że zobaczyłam Kosoka przyglądającego nam się spod loży. Zignorowałam go i do końca piosenki bawiłam się z siatkarzami. Po podejściu do loży atmosfera znacznie uległa zmianie.
-Widzę że dobrze się bawisz!. Ze Zbyszkiem!!- Kosa używał sobie żeby mnie urazić.
-Wybacz ale Zbyszek to mój przyjaciel. A on umie traktować kobiety z szacunkiem.
-Co proszę a ja niby nie?!!- Grzesiek się oburzył
-Zbyszek czy byłbyś gotowy przedstawić mnie swoim rodzicom jako swoją dziewczynę?!- spytałam Zbysia
-Noo, a czemu by nie. Polubili by cię.!- Zbyszek pocałował mnie w policzek- A czemu o to pytasz.!??
-Bo widzisz Kosa wczoraj przedstawił mnie matce jako swoją znajomą.
-Coo>?? Ile wy jesteście razem?! Co ty odpierdalasz Kosa?!- Igła się oburzył
-To nie tak. Nesska nie spodobała się mamie. Zaczęła ją obrażać. Ja.....
-Broniłeś jej tak?! Wyjaśniłeś jej kim jest dla ciebie Vanessa- Ignaczak dociekał
-Nie ja wyszłam a on został z mamusią.! Nie jestem najwidoczniej zbyt dobra dla niego. Sory ale zrobiło się drętwo. Idę do domu. Miło mi było z wami imprezować. Ciao!!!- chwyciłam żakiet, torebkę i udałam się w stronę drzwi. Chodniki są o tej porze ciepłe więc zdjęłam buty i szłam boso. Jakieś 10 metrów od klubu dogonił mnie Zbynio.
-Odprowadzę cię. Trochę się wstawiłaś. Nie powinnaś iść sama.
-Dzięki Zbysiu. Będzie mi raźniej.- uśmiechnęłam się delikatnie do Zbyszka i szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę mojego domu który był jakieś 15 minut drogi spod klubu. Szło się nam całkiem miło tylko pod koniec drogi pożałowałam zdjęcia obuwia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dziś to by było tyle. Kolejna 17 części historii Nessy i Kosy. Komu się podoba proszę o pozostawienie komentarza:*** Następny jakoś za 2 góra 3 dni. Krótki bo i czasu mało. Obiecuję że będę nadrabiała zaległości. Zachęcam do czytania. Buśśka:***
-Nesska masz omamy. Nikogo tam nie ma.?!- Grzes zaczął się ze mnie śmiać.
-Eee może masz rację. Jestem przewrażliwiona. Jedz już tylko bądź ostrożny. Kocham cię głupku?!!- pocałowałam Kosę w policzek
-No jadę mała. Śpij dobrze. Uwielbiam cię lalka.- sprzedał mi soczystego buziaka w usta.
-Jak dojedziesz do domu to się odezwij, inaczej nie usne.
-Powinnaś się wyspać ale skoro chcesz to pewnie odezwę się. Ciao bella mia.
Mój luby wsiadł do auta i odjechał w stronę swojego mieszkania. Ja odwróciłam się w stronę furtki do domu kiedy znowu zobaczyłam ten cień i szmer. Zdenerwowana szybko pobiegłam do środka. Wbiegłam pędem na piętro i udałam się pod prysznic. W łazience spędziłam dobre 20 minut ale nie miałam powodu żeby się śpieszyć. Ogoliłam wszystkie możliwe miejsca mojego ciała nawilżyłam włosy odżywką i oczyściłam twarz maseczką. Jakoś koło 1 w nocy poszłam do łóżka. Cały czas czekam na telefon od Grzesia. Miał zadzwonić jak dojedzie. A w telefonie cisza. Stwierdziłam że ja zadzwonię. Dzwoniłam chyba ze 3 razy i cały czas odzywa się poczta.Całkiem padnięta w końcu zasnęłam. Obudził mnie blask słońca rażący mnie prosto w oczy.Patrzę na budzik na którym widnieje 9;26. Wstałam i skierowałam się do łazienki Ogarnęłam się czyt. wyczesałam włosy w wygodnego koczka, umalowałam się, ubrałam bordowe jeansy, czarną bokserkę i na to przykrutką kurteczkę jeansową. Zeszłam na dół do kuchni gdzie tata popijał świeżo parzoną kawę.
-Dzień dobry tatku.! Wyspałeś się?!- zaczęłam temat
-Witaj skarbie. Tak dziś już tak. A ty jak tam. Grzesiek nie został u cb na noc?!- podśmiewa się ze mnie
-Nie, nie został. A no właśnie. Muszę zadzwonić. Sory- chwyciłam telefon
-Daj chłopakowi spokój pewnie odsypia po waszym wczorajszym spotkaniu.
-Nie miał zadzwonić a nie zadzwonił. Martwię się.
-Ehh córa, za stary już chyba jestem na dzieci. Nie nadążam za wami....
-No masz, to po co ci był następny dzieciak coo?!- hahaaa
-Eyy, eyy, bez takich do ojca...
-No dobra dobraa...Oh Grześ jesteś.. Mendo miałeś zadzwonić...- Grzesio odebrał ode mnie
-Przepraszam mała... Miałem wypadek...Auto do kasacji...długa historiaa.
-Coo?! Kocie nic ci nie jest?! Matko gdzie ty jesteś.! Jadę do ciebie...
-Niee, nic mi nie jest nie musisz przyjeżdzać. W domu jestem. Jakiś koleś wyskoczył mi na drogę i wparowałem prosto w drzewo. Nic takiego.
-O matko!!! Grześ i tak do ciebie jadę.! Za 20 minut u ciebie jestem.
-Alee...
-Nie ma żadnego ale.. Do zobaczenia Kosok.
Wybiegłam z domu jak poparzona. Wsiadłam w auto i jak opętana jechałam prosto do niego.Wbiegłam do jego klatki i po schodach na 4 piętro. Co dziwne zajęło mi to połowę mniej czasu.Wbiegłam do mieszkania Kosoka i co zobaczyłam.! Mój chłopaczek ma szramy na lewym policzku i prawą rękę w bandażu.
-Grześ! Moja sieroto, jak ty wyglądasz. Wiesz jak się martwiłam.!- podeszłam do niego żeby dać mu buziaka na dzień dobry
-Wiem, wybacz ale wszystko działo się szybko. Jechałem do domu. Było w miarę spokojnie nie było ruchu. I tam wiesz na przejściu przez ulicę z jednego parku do drugiego na jezdnię wyskoczył jakiś młody koleś. Wystraszyłem się że zrobię mu krzywdę więc instynktownie skręciłem i walnąłem prosto w drzewo.
-Matko!! A on stało mu się coś.- Dotknęłam obolałego policzka Kosoka
-Nie on najzwyczajniej zwiał. Dziwna sytuacja. Pewnie był pijany. Dobrze że tak to się skończyło.
-Dobrze.!? On nawet nie sprawdził czy jesteś cały?! Cholera. Nawet nie chcę myśleć co by było...
-Nie panikuj. Zbynio mnie zgarnął a po auto przyjechała moja firma ubezpieczeniowa. Nic mi nie jest.!
-Sory ale ty zawsze byłeś i jesteś świetnym kierowcą a takie incydenty ci się nie zdarzały. Nie rozumiem- i w głowie mrugnęła mi czerwona lampka z treścią "MATEUSZ"
-Daj spokój. Więcej to się nie zdarzy!.- Grzesiek mocno mnie przytulił.
-Mam nadzieję. A poznałeś kto to był za koleś?! Znasz go?? W końcu to niedaleko od twojego mieszkania.!
-Nie ale wydawał mi się znajomy z budowy ciała. Nie gadajmy o tym. Chce cię przytulić.! Żadna laska nigdy się tak o mnie nie martwiła. To fajne.- wciągnął mnie w swoje ramiona.
-A dużo miałeś tych lasek??
-Ehh było ich z 15. Nie dużo.!?
-Nie dużo? Wiesz co lovelas z ciebie szujo jedna. Serio pytam.!
-Tak serio to przed tobą były tylko dwie. Głupie i nic nie warte znajomości. A ty ilu kawalerów miałaś coo?!
-Był tylko Mateusz. myślałam że on będzie na całe życie. Zwykły błąd.
Nasza rozmowa rozwinęła się tak że chwilę potem wtuleni w siebie leżeliśmy w jego salonie na kanapie.
W ramionach Grześka jest mi bajecznie. Człowiek zapomina o wszystkim. Obejrzeliśmy jakieś dwa filmy a ja nie chciałam wysuwać się z jego silnych objęć. Nawet nie wiem kiedy z 11;00 godziny zrobiła się 18;00. Dotarło to do mnie kiedy zadzwonił dzwonek do jego mieszkania. Niestety musieliśmy wstać.
-Synku, co tak długo nie otwierasz. Przeszkadzam ci?!- to jego matka!!!!!
-Nie mamo. Ja nie jestem sam. Ale chętnie cię poznam z...
-Daj spokój przecież znam Marlenkę. Poznałyśmy się w święta.
-Tylko że to nie jest...
-Dzień dobry.- Weszłam w słowo Grzesiowi wychodząc do przedpokoju.
-Yyyy, dzień dobry?! A ty jesteś...!- jego mamusia nie jest mną zachwycona
-Vanessa. Miło mi panią poznać.!- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Van-es-sa?! Co to jest za imię. Twoi rodzice nie znają polskich imion.!
-Znają. Osobliście uwielbiam swoje imię. Nie podoba się pani.!?
-Nie jestem zwolenniczką takich .... nawet nie wiem jak to nazwać.!
-Mama przestań.! Vanessa próbuje być miła a ty jesteś źle nastawiona.- Grzesiek próbuje ratować sytuację
-To nic złego że lubiłam Marlenę. Czemu się rozstaliście. To była miła gustownie ubrana dziewczyna robiąca magistra. W podobnym wieku a nie.. jakaś małolata. Nie jesteś aż tak zdesperowany Grzesiu?!. Proszę cię co ty widzisz w tej dziewczynce. Myślałam że masz lepszy gust. -spojrzała na mnie z widoczną pogardą.
-Mamo, ja lubię Vanessę to moja znajoma....
-Ja i Grzesiek jesteśmy tylko znajomymi. Przyszłam Pożyczyć od niego książkę. Wezmę ją i już pójdę.- Poszłam do salonu i z regału chwyciłam pierwszą lepszą książkę.
-Vanessa, jaa..- Grzesiek nie umie wybrnąć z tej sytuacji.
-Nie przestań. Jesteś dobrym kolegą. To tyle. A panią było mi bardzo miło poznać. Już lepiej pójdę. A ty Grzesiek pozdrów Marlenę.!- starałam się nie wypowiedzieć tego z sarkazmem ale chyba mi się nie udało.
Wybiegłam z jego mieszkania ze łzami w oczach. Przed wyjściem z klatki najzwyczajniej w świecie się rozryczałam. Wsiadłam w auto i na siedzenie pasażera rzuciłam tą cholerną książkę. Po chwili chwyciłam ją i wróciłam do klatki. Wrzuciłam ją do skrzynki na listy Grześka. Potem pojechałam prosto do domu. Jak on mógł?! Wstydzi się mnie przed matką?>. Może faktycznie to prawda. Nie pasujemy do siebie?!. Cholera. Wszystko się zjebało.Zaraz po przyjeździe do domu otuliłam się w miękki koc i ułożyłam w salonie przed telewizorem. Norbert i tata siedzą u mamy i małego Bartka. Nie minęła godzina kiedy w drzwiach zobaczyłam Grześka. Jak na złość byłam lekko rozmazana i ciut załamana. Wstałam z kanapy odgarnęłam włosy z policzka przetałam oczy i podeszłam do holu. Stał nieruchomo wpatrując się we mnie:
-Książkę zostawiłam w twojej skrzynce. Kolego!- syknęłam na dzień dobry
-Huj z nią! Musimy pogadać. Skarbie przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło...
-Nie skarbuj mi teraz. Ta akcja była tak niezręczna dla mnie a ty nie powiedziałeś słowa w mojej obronie. Wiesz jak się poczułam kiedy nazwałeś mnie tylko swoją znajomą. Wstydzisz się mnie przed własną matką...- I znowu się rozpłakałam
-Nie to nie tak.. Ja... Wybacz
-Ja chce mieć chłopaka który jest twardy i zdecydowany a nie ciotę która boi się własnej matki.!
-Ja się jej nie boję. Ona jest wymagająca. Nie znasz jej.
-I nie chcę poznać.- Wbiegłam mu w słowo- Jest straszna, ocenia ludzi po pozorach. Oceniła mnie już po pierwszej sekundzie. Ja, ja nie wiem czy ona mnie kiedyś zaakceptuje. I po tym wszystkim ja sama siebie nie akceptuję przy tobie. I teraz nie chcę o tym mówić. Chcę być sama.!- pokazałam mu drzwi wyjściowe
-Vanessa, ja bardzo cię przepraszam. Zachowałem się jak dupek. Rozumiem że nie chcesz ze mną gadać. Pójdę już.. Paa- chciał mnie pocałować ale szybko się cofnęłam.
Wyszedł a ja się rozkleiłam. Tak bardzo kocham tego debila. Było już tak dobrze aż pojawiła się jego matka. Wszystko popsuła. Wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Weszłam do wanny wypełnionej wodą z moim ulubionym płynem do kąpieli Na relaksowaniu się spędziłam jakąś godzinę. Po wykąpaniu się i ułożeniu w łóżku było jakoś po 20. Już miałam zasnąć kiedy na mój smartfon przyszedł sms. To od Krzyśka Ignaczaka. Przypomina mi o jutrzejszej imprezie w naszym klubie. Kurwa!! Kompletnie zapomniałam.Jutro mama i Bartuś wychodzą ze szpitala a poza tym nie mam ochoty na imprezę. Stwierdziłam że nie będę zamykać się w domu i pójdę. Zmęczona i wkurzona na świat poszłam spać. Sen miałam dość dziwny. Śnił mi się Mateusz i rodzice a do tego nasz maluszek. Obudziłam się jakoś po 6 rano. Wstałam wskoczyłam w dreski i pobiegłam do parku. Lubię biegać. Mogę wtedy dużo spraw przemyśleć. Przebiegłam przez dwa parki i kilka alejek. Gdy wróciłam do domu było po 9;00.Ojciec zwarty i gotowy czekał na mnie bo razem mamy jechać po mamę..
-Wiem przepraszam. Daj mi 10 minut. Ogarnę się.! Krzyknęłam do taty i pobiegłam pod prysznic.Zrboienie się na gotową zajęło mi jakieś 15 minut. Z torebką i kluczykami do auta zbiegłam do taty i razem udaliśmy się do szzpitala. Mama ubrana i gotowa do wyjścia a mój maluszek w nosidełku. Kilka podpisów i wychodzimy ze szpitala. Tak, teraz to jest bardzo proste. Około 11 byliśmy w domu a mama sprawdzała czy jest porządek. Ona ma jakąś manię. Ja uspałam małego i siedząc przy jego łóżeczku włączyłam na tablecie fejsa. 4 wiadomości od Kosy i 2 od Dżasty z Londynu. Odpisałam koleżance a tamte zostawiłam bez komentarza. Zlajkowałam kilka zdjęć sama co nieco napisałam w poście a potem się wylogowałam. Dzień lekko męczący. Mama wysłała mnie na zakupy do pobliskiego sklepu. Potem przewijanie braciszka i kąpiel a gdy już spał ja zaczęłam zbierać się na imprezę. Wybrałam malinowe rurki, do tego biała bluzka i żakiet, beżowe szpilki na platformie i neonowe dodatki. Całość wygląda w sumie ładnie. Nie chce mi się przebierać więc o 20 tak ubrana wychodzę z domu. Gdy wchodzę do klubu w środku jest już całkiem sporo osób ale i tak bez zbędnego szukania znajduję naszą ekipę. Krzyś z Iwonką, Kurek z dziewczyną, Zbynio z Michałem, Ruciak i Nowakowski i jeszcze kilku wysokich chłopaków. Podeszłam do Zbynia i usiadłam obok niego.
-Oo moja mała. Jakiego drinka pijesz?! Albo nie!!! Zaskoczę cię.!- Zbysiek wyskoczył z loży i pobiegł do baru...
-A gdzie Kosa?! Myślałam że będziecie razem?!- Iwona spojrzała na mnie podejrzliwie zaczyna drążyć temat.
-Nie jesteśmy razem. To taka przerwa. Przyda nam się.!- westchnęłam do koleżanki a wszystkie oczy spoczęły na mnie
-Jestem. "Sex on the beach" czy jakoś tak. A potem możemy iść na plażę i wiesz...- Zbynio zabawnie poruszył brwiami co mnie rozśmieszyło.
-Dzięki Zbysiu. Przyda mi się procent.- dałam mu buziaka w policzek po czym chwyciłam drinka i zaczęłam pić.
W połowie imprezy byłam już lekko na fazie. Wywijaliśmy z Zibim i Miśkiem na parkiecie. Byłam w niezłym nastroju. Zbyszek obracał mnie i obejmował a gdy mnie przechylił mało nie zemdlałam. A to dlatego że zobaczyłam Kosoka przyglądającego nam się spod loży. Zignorowałam go i do końca piosenki bawiłam się z siatkarzami. Po podejściu do loży atmosfera znacznie uległa zmianie.
-Widzę że dobrze się bawisz!. Ze Zbyszkiem!!- Kosa używał sobie żeby mnie urazić.
-Wybacz ale Zbyszek to mój przyjaciel. A on umie traktować kobiety z szacunkiem.
-Co proszę a ja niby nie?!!- Grzesiek się oburzył
-Zbyszek czy byłbyś gotowy przedstawić mnie swoim rodzicom jako swoją dziewczynę?!- spytałam Zbysia
-Noo, a czemu by nie. Polubili by cię.!- Zbyszek pocałował mnie w policzek- A czemu o to pytasz.!??
-Bo widzisz Kosa wczoraj przedstawił mnie matce jako swoją znajomą.
-Coo>?? Ile wy jesteście razem?! Co ty odpierdalasz Kosa?!- Igła się oburzył
-To nie tak. Nesska nie spodobała się mamie. Zaczęła ją obrażać. Ja.....
-Broniłeś jej tak?! Wyjaśniłeś jej kim jest dla ciebie Vanessa- Ignaczak dociekał
-Nie ja wyszłam a on został z mamusią.! Nie jestem najwidoczniej zbyt dobra dla niego. Sory ale zrobiło się drętwo. Idę do domu. Miło mi było z wami imprezować. Ciao!!!- chwyciłam żakiet, torebkę i udałam się w stronę drzwi. Chodniki są o tej porze ciepłe więc zdjęłam buty i szłam boso. Jakieś 10 metrów od klubu dogonił mnie Zbynio.
-Odprowadzę cię. Trochę się wstawiłaś. Nie powinnaś iść sama.
-Dzięki Zbysiu. Będzie mi raźniej.- uśmiechnęłam się delikatnie do Zbyszka i szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę mojego domu który był jakieś 15 minut drogi spod klubu. Szło się nam całkiem miło tylko pod koniec drogi pożałowałam zdjęcia obuwia.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dziś to by było tyle. Kolejna 17 części historii Nessy i Kosy. Komu się podoba proszę o pozostawienie komentarza:*** Następny jakoś za 2 góra 3 dni. Krótki bo i czasu mało. Obiecuję że będę nadrabiała zaległości. Zachęcam do czytania. Buśśka:***
niedziela, 13 października 2013
Rozdział 16.
3;15 w nocy a ja słyszę przerażliwy krzyk ojca. Ze zmrużonymi oczami
wybiegam z pokoju i co widzę... kochanego tatusia biegającego w kółko po
korytarzu:
-Co się stało? Czego się drzesz w środku nocy coo??- syknęłam na niego groźnie
-Bo mama.. Chryste co ja mam robić.. Auto mam w serwisie...
-Co jest mamie.? Co się dzieje mów do cholery...
-Eyy noo gdzie ty jesteś ja tu rodzę a ty sobie poszedłeś dzięki serio!!- usłyszałam w sypialni głos mamy
-No tak mama rodzi. I co teraz??
-Dzięki za cynk ojciec. Słyszę.że rodzi. Trzeba jechać na pogotowie chyba no nie?!
-Auto mam w serwisie. Co ja mam robić. Córka pomóż mi.
-Weź załaduj mamę do mojego Picolla. Ja już się zbieram i jedziemy do szpitala.
Pobiegłam do swojego pokoju chwyciłam swoje białe jeansy do tego miętowy sweterek i czarne balerinki. W biegu chwyciłam kluczyki i torebkę po czym szybko pobiegłam do auta gdzie w środku siedzieli już rodzice. Dzięki Bogu o 3;30 w Rzeszowie nie ma korków więc jakieś 10 minut później byliśmy już w szpitalu. Mamą męczyła się rodząc a ja z tata czuwaliśmy na szpitalnym korytarzu. Popijałam kawę z automatu ale dziś jest szczególnie ochydna. Napisałam Norbertowi sms-a o obecnej sytuacji ale narazie żadnej odpowiedzi. Tata biega to w prawo to w lewo a mnie to wkurza.
-Tato siądź za przeproszeniem na dupie bo mnie denerwujesz. Mama jest mocna. Da radę!!
-Oh kiedy ja jestem tak zdenerwowany. Nawet kiedy wy się rodziliście było lepiej.
-Wiesz co siadaj. Masz dopij moją kawę a ja teraz sobie pospaceruję.- podałam tacie kubek a sama wstałam.
Minęło półtorej godziny a tu nic. Zero wiadomości że mam już rodzeństwo. Sama zaczynam się martwić ale nie mówię o tym tacie bo by zwariował. Chwilę minęło kiedy w drzwiach zobaczyłam Norberta. Był zmęczony trochę zamroczony ale przyjechał.
-Cześć Norbert. Pogadajmy.- syknęłam po cichu do brata
-A jest o czym?! Słuchaj masz rację chyba pora dorosnąć. Nie mam zamiaru przespać życia dlatego zdecydowałem iść na studia. Sory siostra...
-Norbi nawet nie wiesz jaka jestem dumna z ciebie. I rodzice też będą kiedy tylko to wszystko się skończy.
-Jak mama?? Już coś wiadomo??
-Narazie nic. Tata siwieje. Już nie wiem jak do niego mówić...
I w tym momencie z sali porodowej usłyszeliśmy płacz niemowlęcia. Wszyscy wstaliśmy na baczność a dwie minuty później z sali wybiegła położna i dowiedzieliśmy się że w naszej rodzinie pojawił się chłopiec. Tata był przeszczęśliwy z resztą wszyscy byliśmy. Mama wyczerpana a ja od razu chciałam wziąć małego w ramiona.
Weszliśmy na salę gdzie oboje leżeli i mnie zatkało. Zobaczyłam małego chłopca, tak bezbronnego i słodiego. Serce rośnie od takiego widoku. A mama z tatą zadecydowali że będzie się nazywał Bartosz.Ja osobliście chciałam Grzegorza albo Zbigniewa ale im nie przegada.O 7 rano zadzwonił Grzesio co mnie strasznie ucieszyło:
-Hej mała. Nie obudziłem cie.?- spytał delikatnie
-Hej Kocie. Nie wyobraź sobie że ja już od 3 nad ranem nie śpię. W szpitalu jestem.
-O Jezu stało ci sie coś?! Już do ciebie jadę.
-Nie spokojnie. Mama urodziła. Mam brata. Nic takiego.
-Noo gratuluję. Tylko nie poświecaj mu dużo czasu bo będe zazdrosny jasne?! Słuchajcie chłopaki Nesska ma nowego brata!!- dodał ze śmiechem.
-Z kim ty tam siedzisz chłopaku??
-A z Zibim i Michałem. No i jeszcze z Siurakiem. Wszyscy ci gratulują. No i mocno ściskają.
-Podziękuj im mocno i ucałuj ode mnie. Eee chociaż nie może lepiej ich nie całuj. Kocham cię Kosa.! Do usłyszenia później Paaa...
-Paa mała. Ja ciebie też. I to mocno bella.! Zadzwoń jak będziesz mogła się spotkać.!- szepnął na koniec.
-Jasne. Dam ci znać.!- po czym rozłączyłam się i poszłąm do sali w której leży mama..
Posiedziałam u nich jeszcze jakieś 3 godzinki. Nie mogę uwierzyć że ta kruszyna już z nami zostanie. Tak bardzo się z tego cieszę. Kiedy trzymam w rękach tego malucha uśmieham się do siebie bez żadnego powodu. Nie chcę oddać go nikomu!!! Po 3 godzinach noszenia go w ramionach pojechałam do domu po jakieś rzeczy dla malucha i mamy. Po drodze wstąpiłam do sklepu po wodę i coś do jedzenia dla mamy. Tata i Norbert jeszcze boją się brać go na ręce ale powoli nawet Norbert się przekonuje do niego. Gdy weszłam do sali mamy zobaczyłam jak kuca koło jgo szpitalnego łóżeczka i mówi do niego:
-Tak bracie, w tej rodzinie masz przerąbane, ale nie martw się pomoge ci przetrwać w tym domu wariatów.
-Norbuś, nie strasz go. Pomyśli że u nas jest patologia.!- mama karci brata
-No co, jakoś myślę że we dwóch damy radę co nie. Wszystkiego cię nauczę. Żółwik braciszku!- i otarł swoją dłonią o jego malutką rączkę.
-Już się tego boję. O Nesska jesteś. Masz wszystko.- mama zobaczyła mnie stojącą w drzwiach.
-Tak mam wszystko. Popatrz mamo jakie masz cudowne trio na utrzymaniu.!- podeszłam do braci
-Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Moje dzieciaczki.!- mama się rozpłakała na co my wybuchliśmy śmiechem.
Wieczorem już siedziałam w domu. Norbert wyszedł a tat przesiaduje u mamy. To super bo Kosa może spokojnie wpadać.Pojawił się jakoś koło 20.00. Podałam mu kod do furtki a drzwi są otwarte więc wszedł bez pukania. Na jego widok od razu rozanieliła mi się twarz.:
-Kociee!! Jesteś.!- rzuciłam mu się na szyję.
-No jestem. I jak zmęczona. Może ja pójdę. Wyglądasz na zmęczoną.!
-Niee. Masz zostać. Bez dyskusji. Potrzebuję cię.! Nie wypuszczę cię teraz.
-Potrzebujesz mnie... To kuszące. W jakim celu mnie potrzebujesz coo??
-A w takim że się stęskniłam. Chodż idziemy do mojego pokoju. Tam będzie nam wygodniej.
-O proszę. Myslę że wiem o co ci chodzi.- Złapał mnie w talii przerzucił przez ramię i wspinał się po schodach słuchając mojego pisku.
-Nie krzycz. I tak nikt cię nie uratuje.
Co tu dużo mówić. Sex z Kosokiem jest przezajebisty. Nigdy nie będę miała go dosyć. Jakoś koło 24 wrócił tata. Kiedy go usłyszelismy w pośpiechu zaczęlismy się ubierać. Myślałam że popłaczę się ze śmiechu, Grześ tak samo. Kiedy zeszlismy do salonu tata rozbierał się z butów i kurtki.
-Nesska czemu nie śpisz.? Mam cię ułożyc do snu córeczko...
-Nie tato nie trzeba..- stałam zażenowana sytuacją. Dopiero po mojej wypowiedzi tata zauważył Kosoczka.
-O mamy gościa??
-Tak tato, to mój chłopak Grzesiek. Dotrzymywał mi towarzystwa gdy byliśmy sami.
-Ojj to bardzo miło. Powiedz chłopcze lubisz wypady na ryby..
-Tatoo!!- wybuchłam
-No co pytam tylko. Nie wolno mi?!
-Tak prosze pana. Lubię chociaż nie zawsze mam na to czas. Wie pan....
-Tak wiem uwielbiam oglądać siatkówkę. Gratuluję waszych osiągnięć.- tat uścisnął dłoń Grzesiowi
-Dziękuję. Ma pan przeuroczą córkę..- zaczerwieniłam się na jego słowa
-Oooch w to nie wątpię. Wpadnij do nas jeszcze kiedyś. Ale tak w ciągu dnia..- tata mrugnął do mojego chłopaka
-To ja odprowadzę Grzesia do auta.!- syknęłam
-Naturalnie. Jakby mogło być inaczej. Dbaj o tego chłopaka. Nie znam go ale wydaje się być bardzo miły.
-Dziękuję panu bardzo. Miło mi było poznać. Dobranoc.- wymienili uścisk dłoni i wyszliśmy z domu.
-Sory za niego. Ale wyraźnie cię polubił.- objęłam jego wysportowane ciało
-Tak myślisz. Dobry ze mnie kandydat na zięcia.??-musnął moją wargę delikatnym pocałunkiem.
-Idealnym kandydatem...-powiedziałam i nagle odwróciłam się słysząc za sobą szmer.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem jest krótki... PRZEPRASZAM!!!!! Staram się coś pisać ale czas tak mnie goni że tylko na to mnie stać. Wybaczcie mi.!? Dni coraz krótsze a 10 godzin pracy codziennie człowieka męczy. Postaram się poprawić i dodawać częściej. Buziaki dla czytających. Następny moze koło środy. :********
-Co się stało? Czego się drzesz w środku nocy coo??- syknęłam na niego groźnie
-Bo mama.. Chryste co ja mam robić.. Auto mam w serwisie...
-Co jest mamie.? Co się dzieje mów do cholery...
-Eyy noo gdzie ty jesteś ja tu rodzę a ty sobie poszedłeś dzięki serio!!- usłyszałam w sypialni głos mamy
-No tak mama rodzi. I co teraz??
-Dzięki za cynk ojciec. Słyszę.że rodzi. Trzeba jechać na pogotowie chyba no nie?!
-Auto mam w serwisie. Co ja mam robić. Córka pomóż mi.
-Weź załaduj mamę do mojego Picolla. Ja już się zbieram i jedziemy do szpitala.
Pobiegłam do swojego pokoju chwyciłam swoje białe jeansy do tego miętowy sweterek i czarne balerinki. W biegu chwyciłam kluczyki i torebkę po czym szybko pobiegłam do auta gdzie w środku siedzieli już rodzice. Dzięki Bogu o 3;30 w Rzeszowie nie ma korków więc jakieś 10 minut później byliśmy już w szpitalu. Mamą męczyła się rodząc a ja z tata czuwaliśmy na szpitalnym korytarzu. Popijałam kawę z automatu ale dziś jest szczególnie ochydna. Napisałam Norbertowi sms-a o obecnej sytuacji ale narazie żadnej odpowiedzi. Tata biega to w prawo to w lewo a mnie to wkurza.
-Tato siądź za przeproszeniem na dupie bo mnie denerwujesz. Mama jest mocna. Da radę!!
-Oh kiedy ja jestem tak zdenerwowany. Nawet kiedy wy się rodziliście było lepiej.
-Wiesz co siadaj. Masz dopij moją kawę a ja teraz sobie pospaceruję.- podałam tacie kubek a sama wstałam.
Minęło półtorej godziny a tu nic. Zero wiadomości że mam już rodzeństwo. Sama zaczynam się martwić ale nie mówię o tym tacie bo by zwariował. Chwilę minęło kiedy w drzwiach zobaczyłam Norberta. Był zmęczony trochę zamroczony ale przyjechał.
-Cześć Norbert. Pogadajmy.- syknęłam po cichu do brata
-A jest o czym?! Słuchaj masz rację chyba pora dorosnąć. Nie mam zamiaru przespać życia dlatego zdecydowałem iść na studia. Sory siostra...
-Norbi nawet nie wiesz jaka jestem dumna z ciebie. I rodzice też będą kiedy tylko to wszystko się skończy.
-Jak mama?? Już coś wiadomo??
-Narazie nic. Tata siwieje. Już nie wiem jak do niego mówić...
I w tym momencie z sali porodowej usłyszeliśmy płacz niemowlęcia. Wszyscy wstaliśmy na baczność a dwie minuty później z sali wybiegła położna i dowiedzieliśmy się że w naszej rodzinie pojawił się chłopiec. Tata był przeszczęśliwy z resztą wszyscy byliśmy. Mama wyczerpana a ja od razu chciałam wziąć małego w ramiona.
Weszliśmy na salę gdzie oboje leżeli i mnie zatkało. Zobaczyłam małego chłopca, tak bezbronnego i słodiego. Serce rośnie od takiego widoku. A mama z tatą zadecydowali że będzie się nazywał Bartosz.Ja osobliście chciałam Grzegorza albo Zbigniewa ale im nie przegada.O 7 rano zadzwonił Grzesio co mnie strasznie ucieszyło:
-Hej mała. Nie obudziłem cie.?- spytał delikatnie
-Hej Kocie. Nie wyobraź sobie że ja już od 3 nad ranem nie śpię. W szpitalu jestem.
-O Jezu stało ci sie coś?! Już do ciebie jadę.
-Nie spokojnie. Mama urodziła. Mam brata. Nic takiego.
-Noo gratuluję. Tylko nie poświecaj mu dużo czasu bo będe zazdrosny jasne?! Słuchajcie chłopaki Nesska ma nowego brata!!- dodał ze śmiechem.
-Z kim ty tam siedzisz chłopaku??
-A z Zibim i Michałem. No i jeszcze z Siurakiem. Wszyscy ci gratulują. No i mocno ściskają.
-Podziękuj im mocno i ucałuj ode mnie. Eee chociaż nie może lepiej ich nie całuj. Kocham cię Kosa.! Do usłyszenia później Paaa...
-Paa mała. Ja ciebie też. I to mocno bella.! Zadzwoń jak będziesz mogła się spotkać.!- szepnął na koniec.
-Jasne. Dam ci znać.!- po czym rozłączyłam się i poszłąm do sali w której leży mama..
Posiedziałam u nich jeszcze jakieś 3 godzinki. Nie mogę uwierzyć że ta kruszyna już z nami zostanie. Tak bardzo się z tego cieszę. Kiedy trzymam w rękach tego malucha uśmieham się do siebie bez żadnego powodu. Nie chcę oddać go nikomu!!! Po 3 godzinach noszenia go w ramionach pojechałam do domu po jakieś rzeczy dla malucha i mamy. Po drodze wstąpiłam do sklepu po wodę i coś do jedzenia dla mamy. Tata i Norbert jeszcze boją się brać go na ręce ale powoli nawet Norbert się przekonuje do niego. Gdy weszłam do sali mamy zobaczyłam jak kuca koło jgo szpitalnego łóżeczka i mówi do niego:
-Tak bracie, w tej rodzinie masz przerąbane, ale nie martw się pomoge ci przetrwać w tym domu wariatów.
-Norbuś, nie strasz go. Pomyśli że u nas jest patologia.!- mama karci brata
-No co, jakoś myślę że we dwóch damy radę co nie. Wszystkiego cię nauczę. Żółwik braciszku!- i otarł swoją dłonią o jego malutką rączkę.
-Już się tego boję. O Nesska jesteś. Masz wszystko.- mama zobaczyła mnie stojącą w drzwiach.
-Tak mam wszystko. Popatrz mamo jakie masz cudowne trio na utrzymaniu.!- podeszłam do braci
-Nigdy nie byłam szczęśliwsza. Moje dzieciaczki.!- mama się rozpłakała na co my wybuchliśmy śmiechem.
Wieczorem już siedziałam w domu. Norbert wyszedł a tat przesiaduje u mamy. To super bo Kosa może spokojnie wpadać.Pojawił się jakoś koło 20.00. Podałam mu kod do furtki a drzwi są otwarte więc wszedł bez pukania. Na jego widok od razu rozanieliła mi się twarz.:
-Kociee!! Jesteś.!- rzuciłam mu się na szyję.
-No jestem. I jak zmęczona. Może ja pójdę. Wyglądasz na zmęczoną.!
-Niee. Masz zostać. Bez dyskusji. Potrzebuję cię.! Nie wypuszczę cię teraz.
-Potrzebujesz mnie... To kuszące. W jakim celu mnie potrzebujesz coo??
-A w takim że się stęskniłam. Chodż idziemy do mojego pokoju. Tam będzie nam wygodniej.
-O proszę. Myslę że wiem o co ci chodzi.- Złapał mnie w talii przerzucił przez ramię i wspinał się po schodach słuchając mojego pisku.
-Nie krzycz. I tak nikt cię nie uratuje.
Co tu dużo mówić. Sex z Kosokiem jest przezajebisty. Nigdy nie będę miała go dosyć. Jakoś koło 24 wrócił tata. Kiedy go usłyszelismy w pośpiechu zaczęlismy się ubierać. Myślałam że popłaczę się ze śmiechu, Grześ tak samo. Kiedy zeszlismy do salonu tata rozbierał się z butów i kurtki.
-Nesska czemu nie śpisz.? Mam cię ułożyc do snu córeczko...
-Nie tato nie trzeba..- stałam zażenowana sytuacją. Dopiero po mojej wypowiedzi tata zauważył Kosoczka.
-O mamy gościa??
-Tak tato, to mój chłopak Grzesiek. Dotrzymywał mi towarzystwa gdy byliśmy sami.
-Ojj to bardzo miło. Powiedz chłopcze lubisz wypady na ryby..
-Tatoo!!- wybuchłam
-No co pytam tylko. Nie wolno mi?!
-Tak prosze pana. Lubię chociaż nie zawsze mam na to czas. Wie pan....
-Tak wiem uwielbiam oglądać siatkówkę. Gratuluję waszych osiągnięć.- tat uścisnął dłoń Grzesiowi
-Dziękuję. Ma pan przeuroczą córkę..- zaczerwieniłam się na jego słowa
-Oooch w to nie wątpię. Wpadnij do nas jeszcze kiedyś. Ale tak w ciągu dnia..- tata mrugnął do mojego chłopaka
-To ja odprowadzę Grzesia do auta.!- syknęłam
-Naturalnie. Jakby mogło być inaczej. Dbaj o tego chłopaka. Nie znam go ale wydaje się być bardzo miły.
-Dziękuję panu bardzo. Miło mi było poznać. Dobranoc.- wymienili uścisk dłoni i wyszliśmy z domu.
-Sory za niego. Ale wyraźnie cię polubił.- objęłam jego wysportowane ciało
-Tak myślisz. Dobry ze mnie kandydat na zięcia.??-musnął moją wargę delikatnym pocałunkiem.
-Idealnym kandydatem...-powiedziałam i nagle odwróciłam się słysząc za sobą szmer.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wiem jest krótki... PRZEPRASZAM!!!!! Staram się coś pisać ale czas tak mnie goni że tylko na to mnie stać. Wybaczcie mi.!? Dni coraz krótsze a 10 godzin pracy codziennie człowieka męczy. Postaram się poprawić i dodawać częściej. Buziaki dla czytających. Następny moze koło środy. :********
środa, 2 października 2013
Rozdział 15.
Kolejne dni są dość monotonne. Jest środek maja więc jest ciepło.
Moja znajomość z Grzesiem rozkwita. Codziennie zaskakuje mnie czymś
nowym. Przez zmiany w moim życiu totalnie zapomniałam o ciąży mamy i o
zbliżającym się porodzie. Dopiero Zbysiu mi o tym przypomniał pytając co
u niej. Kiedy wkońcu się otrząsnelam wzięłam kluczyki i pojechałam do
domu rodziców. W domku jak zwykle zastałam brata oglądającego telewizję.
-Cześć Norbi. Gdzie rodzice?!
-Hej siostra. Nie wiem na spacerze może?!!?
-A powiedz mi co ty wiesz hmm?!!
-Wiem że każdy tu jest dorosły i każdy dba o siebie. Np. Ty wyprowadziłas się i masz wszystkich i wszystko w dupie.- wstał z kanapy i patrzy na mnie.
-Dobrze wiesz że to nie jest tak. A ty zamiast się wziąć za siebie to tylko leżysz i nic nie robisz.
- Wiesz co spadaj dobra?!!- wybiegł z domu jak szalony.
-Wracaj!! Brat pogadajmy. Norbert?!- no nie dogoniłam go.
Czekałam jeszcze 30 minut na któregoś z moich opiekunów ale się nie pojawiali więc zwątpiłam i wróciłam do mieszkania. Grzesia nie było a ja postanowiłam wrócić do domu. Zabrałam wszystkie rzeczy i spakowałam do bagażnika. Wysłałam Kosoczkowi sms-a gdzie może mnie znaleść i ruszyłam w drogę do domu. Gdy weszłam do korytarza usłyszałam głos mamy:
-Norbert do cholery gdzieś ty byl. Kiedyś przez ciebie zawału dostanę!!
-Tyle że to nie Norbert. Wróciłam mamusiu i przepraszam że mnie nie było.- weszłam do kuchni gdzie mama robiła obiad.
-Córcia nie wierze. Cześć rozbieraj się zaraz robię obiad.
-Nie jestem głodna. Pójdę do siebie. Bardzo cię kocham.- chwyciłam torbę i chciałam biec do siebie kiedy ta mnie złapała i mocno przytulila.
-Bardzo się cieszę że jesteś.!- szepnęła mi do ucha
Resztę dnia spędziłam z mamą i tatą. Norbert do tej pory nie wrócił i cos myślę że już nie wróci. Jakoś koło 20 zadzwonił do mnie Zbynio.
-Co jest kaleko?!- spytałam na dzień dobry
-Eyy, maleńka...
-No wiesz że cię uwielbiam Zbysiaczku. Co się stało???
-Bo jest sprawa. Po jutrze Kosa ma urodziny. Chcemy mu suprajsa zrobić. Wpadłabyś dziś mamy zebranie w trybie bojowym trza coś wymyślić.
-Jestem w domu z rodzicami. Dziś nie dam rady..!
-Nie łobchodzi mnie to słyszysz tam. Widzę cię u mnie w mieszkaniu za jakieś hmm... no dobra 30 minut. Auwidazejen.!- no i po tym ostatnim słowie się ciamajda rozłączył.
Jakoś wytłumaczyłam moim starszym że mam sprawę wagi państwowej i wybiegłam z domu w pośpiechu. Wsiadłam w moje jakże ukochane autko i ruszyłam do mieszkania mojego ulubionego kolegi. Przed drzwiami od jego mieszkania stanęłam równo o 20;30.
-Otwieraj.! Zibi otwórz noo!!!- dobijałam się do mieszkania siatkarzy
-No już maleńka.! Nie denerwuj się noo!!- podbiegł do drzwi i otworzył. Słyszałam jego kroki
-No wkońcu.! Co ty tyle robisz??
-Soryy no ale gratulacje. Nie spóźniłaś się..
-Zibi kochany, nie denerwuj mnie. Przejdź do sedna sprawy.
-Chodź do salonu. Musimy zamienić dwa słowa.
Rozebrałam się z żakietu i butów po czym skierowałam się w stronę dużego pokoju w apartamencie chłopaków. Na kanapie siedzieli już państwo Ignaczakowie, Kurek i Michał. Przywitałam się ze znajomymi i usiadłam obok Krzysia nasłuchując przemówienia Zbysia:
-Jak wiecie za dwa dni obchodzimy urodziny naszego ukochanego przez Vanesskę Grzesia Kosoka. Pomyślelismy z Michałem że warto to jakoś uczcić. Tylko jest jedna sprawa- jak to uczcić?! Macie propozycje??
-No to może Nesska się wypowie.!- Kurek ewidentnie chciał mi dociąć.
-Ja już mam prezent dla Grześka. A wy kupiliście coś??- zapytałam ogólnie
-No my też z Krzysiem mamy kilka pomysłów na prezent. A ty co mu kupiłaś.??- Iwona spojrzała na mnie dociekliwie
-A to zobaczycie jak mu to dam.! To taka moja tajemnica. Narazie.!.
-Oj no powiedz mi proszę... Nam powiedz...
-Nesska weź ogarnij dupe i powiedz. Żebyśmy nie kupili tego samego.- Zbyszek się wciął.
-No dobra nie powiem wam.!
-Coo??- wyglądali na zawiedzionych. Chyba myślą że mam zbereźny prezent dla Grzesia.
-Po co powiedzieć skoro można pokazać.? Coo??- i wyjęłam z mojej dużej brązowej torby pakunek a z niego wyjęłam futerał . W środku znajduje się łańcuszek dla kosy. Wisirek w kształcie piłki do siatkówki a z tyłu wygrawerowany napis " Z wyrazami miłości... Nesska " Z opisu noże wydawać się tandetne ale kupiłam mu to prosto z serca.
-Kurde, a już myślałem że jakąś dmuchaną lalę wyciągniesz z tej torby.!!- Zbyszek jak zwykle błyskotliwy
-No weźź, a tak wogóle co się stało z tą miłą Pauliną z którą się spotykałeś??!- spytałam
-Ona... To zamknięty rozdział.! Nie chcę o tym gadać. Idę zapalić.!
-Przecież ty nie palisz głupku.! Eyyy.... -zdziwiło mnie to że on nie chce mi nic dociąć przecież zawsze lubił się ze mną droczyć.
-Ona.. złamała mu serce. Chciała tylko jego kasy i wpływów w środowisku siatkarskim. Kiedy nie chciał załatwić jej kariery, wypięła się na niego.- Michał wszystko mi wyjaśnił. Zrobiło mi się głupio i poszłam do niego na taras.
-Przepraszam Zbysiu. Nie wiedziałam serio. Nigdy nie zaczęłabym tego tematu gdyby...
-Daj spokój. Nie ma sprawy. Ona była ważna ale ja nie chciałem tak...Zraniła mnie- po raz pierwszy zobaczyłam łzy w jego oczach
-Eyy, Zbysiek nie wyj. Jest tyle fajnych lasek. A ty jesteś przezajebistym chłopakiem. Nigdy nie spotkałam fajniejszego kolesia niż ty. I mówię to całkiem serio. No chodź tu. No już...- po czym mocno go przytuliłam
-Nie ma sensu do tego wracać. To zamknięty temat. Szkoda że zabujałaś się w Kosie a nie we mnie. Nigdy nie spotkałem tak równej panienki jak ty.!
-Kocham cię kolego.!
-Ja ciebie też bardzo kocham.- i w tym momencie w drzwiach balkonowych ujrzałam zdruzgotaną twarz Kosy.
-Grześ.! Cześć kocie. Kiedy przyszedłeś??1- spytałam chłopaka
-Wtedy kiedy wyznawaliście sobie miłość. Nie ma o czym mówić. Narazie.!- wybiegł z mieszkania chłopaczków a ja zaraz za nim.
-Grześ.! Grześ.!! Grzesiek do cholery!!!!!!
-Coo?? o co ci chodzi coo?
-Ja go kocham jak przyjaciela słyszysz. To ciebie kocham jak mężczyznę.Ogarnij się.
-Ja na to nie mam siły. A po co te tajne spotkania coo?? Jakoś mnie nie zaprosiliście na waszą posiadówkę.
-Dobra jak chcesz. Obiecaj mi coś. Przyjdź za dwa dni do mojego mieszkania o 19;00. Przyjdź. Wtedy pogadamy bo dziś nie mogę.
-Jakoś nie chcę a po co mam tam leźć coo??
-Obiecaj mi słyszysz!!
-Dobra już. Będę. Pasuje?!!
-Tak wtedy cała tajemnica się skończy. Dzięki i paa...
Razem ze Zbyszkiem zamówilismy najlepszą lożę w Fashion Time Club w Rzeszowie.Wszystko jest gotowe na imprezę Kosoczka. Przez następne dwa dni nie odezwał się do mnie słowem. W dzień jego urodzin wszystko działo się szybko. Odebrałam tort w kształcie i wyglądzie jego siatkarskiej koszulki i zawiozłam do klubu. Wszyscy mieliśmy zacząć imprezę o 20;00. Ja dostałam zadanie zwabić Grześka w umówione miejsce. Ubrałam się elegancko. Gotowa do wyjścia o 19;00 powitałam Kosoka w moim mieszkaniu.
-Dobra, skończmy tą farsę. Wolisz Zbynia i koniec tematu.
-A kto ci to powiedział coo???
-Widziałem was to mało.!
-Wiesz co tu nie będziemy gadać. Podwieź mnie do fashion time club mam tam ważną sprawę. Po drodze pogadamy. Proszęęęę.!
-Dobra chodź. W sumie i tak nie mam nic do roboty. Wszyscy są zajęci.
Wsiedliśmy do auta i w totalnym milczeniu podjechaliśmy pod klub. Grzesiek wszedł za mną i szedł bez słowa dotrzymując mi kroku. Gdy doszliśmy do loży:
-Bo widzisz cała tajemnica kryje się w tym że nie zapomnieliśmy o tobie.
-Coo?? O czym mówisz. Chcesz mnie wkurzyc??
-Nie wręcz przeciwnie. Mam coś dla ciebie.- podałam mu prezent
-Ale co to. Pamiętałaś. Nie rozumiem co wspólnego to ma ze Zbyniem...- zamknęłam mu usta pocałunkiem
-Niespodziankaa!!! Kosoku wszystkiego naj...- Zbyszek wyskoczył z tortem
-Zbyszek idioto mieliśmy wyjść po tym jak otworzy prezent.- Igła skarcił Zbysia
-Upss!! Sorki... Popsułem to....- Zibi zrozumiał błąd
-I to tajemnica.. Umówiliśmy się żeby omówić szczegóły imprezy. A Zbysia pocieszłałam po zerwaniu z Pauliną. Kocham go... ale jak kolegę. Teraz otwórz.- uśmiechnęłam się do mojego bruneta
-Z wyrazami miłości... Piękny i siatkarski. Świetny dzięki.- pocałował mnie a potem zbierał życzenia od reszty ekipy
Zdmuchnał świeczki wypiliśmy szampana a potem alkohol lał się strumieniami. Humory dopisywały i wszystko było tak jak trzeba. Około 3 w nocy postanowilismy wyjść z klubu. Było nam na serio wesoło. Wyszliśmy na drogę główną przed klubem kiedy od Grześka odepchnął mnie jakiś koleś w kapturze. A kolesi było konkretnie 15. I nie wiedzieć czemu mocno oklepali twarze moim kolegom. Kiedy odbiegali słysząc policję zaczaiłam jednego z nich.
-To Mateusz.!- podnosiłam Kosę z chodnika
-Coo?? O czym mówisz??!
-To był Mateusz. Skojarzyłam jego bluzę. Sama mu ją kupiłam.
-Ale jesteś pewna na 100%??
-Tak. Nigdy nie byłam niczego tak pewna. No chyba że tego że cię kocham.- chciałam sprzedać mojemu jubilatowi buziaka ale miał obitą i obolałą wargę.
Obudzilismy się około 9;00 wtuleni w siebie nawzajem. Kosa wyglądał na obolałego i faktycznie tak było. Wstalismy, każde z nas wzięło prysznic i udaliśmy się na spacer.W parku Stallingradzkim na moim osiedlu zczaiłam że ktoś bacznie nas obserwuje. To Mateusz siedział w tej samej bluzie i czaił się na nas. Szybkim krokiem podeszlismy do ławki na której siedział i zaatakowalismy go:
-Mateusz czy ty serio chcesz wylądować na policjii?? Co ty wyprawiasz??- spytałam
-O czym mówisz.?- Mateusz jak zwykle udaje głupka
-O wczorajszej bójce z Grzesiem i moimi kolegami. Myslisz że jestem głupia?? Od razu cię poznałam. Czemu mi to robisz. Chcesz żebym złożyła doniesienie??
-Owszem jesteś głupia. Jak możesz spotykać się z tą ciotą. Marny siatkarzyna. Tylko mi nie mów że on cię zadowala.!
-Licz się ze słowami bo inaczej pogadamy.!- Grzesiek wybuchł
-Hej Grześ.! Ja z nim pogadam. Ok?!- uspokoiłam stojącego za mną wielkoluda
-Nawet obronić się nie umie. Cienias.!- Mateusz kpił z niego
-Uspokój się albo pójdziemy na policję. I daj mi święty spokój.
-Kiedy nie umiem tego pojąć. Po co ci on. Masz mnie, nigdy na mnie nie narzekałaś. Co się stało.??
-Jesteś agresywny. Boję się ciebie. I cię nie kocham. To Grześka kocham!! Zrozum to wreszcie. Tyle mam do powiedzenia. To było ostrzeżenie.
Odwrócilismy się z Kosoczkiem i szliśmy w stronę mojego mieszkania.Przez pół drogi coś nie dawało mi spokoju.Czuję to i to wyraźnie że Mateusz nie da nam o sobie zapomnieć. Już niedługo znowu go zobaczę albo o nim usłyszę. Jednak o podejrzeniach nic nie mówię Grzesiowi. Sama coś wymyślę żeby dał nam spokój. Napewno!!!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tyle na dziś. Witam osoby czytające rozdział 15. Dziś już pisze się coraz lżej. Tylko czasu coraz mniej. Zajęta stażem, szkołą i domowymi obowiązkami. Ciężko. Ufff...... Następny jakoś koło soboty abo niedzieli. Zapraszam serdecznie:****
-Cześć Norbi. Gdzie rodzice?!
-Hej siostra. Nie wiem na spacerze może?!!?
-A powiedz mi co ty wiesz hmm?!!
-Wiem że każdy tu jest dorosły i każdy dba o siebie. Np. Ty wyprowadziłas się i masz wszystkich i wszystko w dupie.- wstał z kanapy i patrzy na mnie.
-Dobrze wiesz że to nie jest tak. A ty zamiast się wziąć za siebie to tylko leżysz i nic nie robisz.
- Wiesz co spadaj dobra?!!- wybiegł z domu jak szalony.
-Wracaj!! Brat pogadajmy. Norbert?!- no nie dogoniłam go.
Czekałam jeszcze 30 minut na któregoś z moich opiekunów ale się nie pojawiali więc zwątpiłam i wróciłam do mieszkania. Grzesia nie było a ja postanowiłam wrócić do domu. Zabrałam wszystkie rzeczy i spakowałam do bagażnika. Wysłałam Kosoczkowi sms-a gdzie może mnie znaleść i ruszyłam w drogę do domu. Gdy weszłam do korytarza usłyszałam głos mamy:
-Norbert do cholery gdzieś ty byl. Kiedyś przez ciebie zawału dostanę!!
-Tyle że to nie Norbert. Wróciłam mamusiu i przepraszam że mnie nie było.- weszłam do kuchni gdzie mama robiła obiad.
-Córcia nie wierze. Cześć rozbieraj się zaraz robię obiad.
-Nie jestem głodna. Pójdę do siebie. Bardzo cię kocham.- chwyciłam torbę i chciałam biec do siebie kiedy ta mnie złapała i mocno przytulila.
-Bardzo się cieszę że jesteś.!- szepnęła mi do ucha
Resztę dnia spędziłam z mamą i tatą. Norbert do tej pory nie wrócił i cos myślę że już nie wróci. Jakoś koło 20 zadzwonił do mnie Zbynio.
-Co jest kaleko?!- spytałam na dzień dobry
-Eyy, maleńka...
-No wiesz że cię uwielbiam Zbysiaczku. Co się stało???
-Bo jest sprawa. Po jutrze Kosa ma urodziny. Chcemy mu suprajsa zrobić. Wpadłabyś dziś mamy zebranie w trybie bojowym trza coś wymyślić.
-Jestem w domu z rodzicami. Dziś nie dam rady..!
-Nie łobchodzi mnie to słyszysz tam. Widzę cię u mnie w mieszkaniu za jakieś hmm... no dobra 30 minut. Auwidazejen.!- no i po tym ostatnim słowie się ciamajda rozłączył.
Jakoś wytłumaczyłam moim starszym że mam sprawę wagi państwowej i wybiegłam z domu w pośpiechu. Wsiadłam w moje jakże ukochane autko i ruszyłam do mieszkania mojego ulubionego kolegi. Przed drzwiami od jego mieszkania stanęłam równo o 20;30.
-Otwieraj.! Zibi otwórz noo!!!- dobijałam się do mieszkania siatkarzy
-No już maleńka.! Nie denerwuj się noo!!- podbiegł do drzwi i otworzył. Słyszałam jego kroki
-No wkońcu.! Co ty tyle robisz??
-Soryy no ale gratulacje. Nie spóźniłaś się..
-Zibi kochany, nie denerwuj mnie. Przejdź do sedna sprawy.
-Chodź do salonu. Musimy zamienić dwa słowa.
Rozebrałam się z żakietu i butów po czym skierowałam się w stronę dużego pokoju w apartamencie chłopaków. Na kanapie siedzieli już państwo Ignaczakowie, Kurek i Michał. Przywitałam się ze znajomymi i usiadłam obok Krzysia nasłuchując przemówienia Zbysia:
-Jak wiecie za dwa dni obchodzimy urodziny naszego ukochanego przez Vanesskę Grzesia Kosoka. Pomyślelismy z Michałem że warto to jakoś uczcić. Tylko jest jedna sprawa- jak to uczcić?! Macie propozycje??
-No to może Nesska się wypowie.!- Kurek ewidentnie chciał mi dociąć.
-Ja już mam prezent dla Grześka. A wy kupiliście coś??- zapytałam ogólnie
-No my też z Krzysiem mamy kilka pomysłów na prezent. A ty co mu kupiłaś.??- Iwona spojrzała na mnie dociekliwie
-A to zobaczycie jak mu to dam.! To taka moja tajemnica. Narazie.!.
-Oj no powiedz mi proszę... Nam powiedz...
-Nesska weź ogarnij dupe i powiedz. Żebyśmy nie kupili tego samego.- Zbyszek się wciął.
-No dobra nie powiem wam.!
-Coo??- wyglądali na zawiedzionych. Chyba myślą że mam zbereźny prezent dla Grzesia.
-Po co powiedzieć skoro można pokazać.? Coo??- i wyjęłam z mojej dużej brązowej torby pakunek a z niego wyjęłam futerał . W środku znajduje się łańcuszek dla kosy. Wisirek w kształcie piłki do siatkówki a z tyłu wygrawerowany napis " Z wyrazami miłości... Nesska " Z opisu noże wydawać się tandetne ale kupiłam mu to prosto z serca.
-Kurde, a już myślałem że jakąś dmuchaną lalę wyciągniesz z tej torby.!!- Zbyszek jak zwykle błyskotliwy
-No weźź, a tak wogóle co się stało z tą miłą Pauliną z którą się spotykałeś??!- spytałam
-Ona... To zamknięty rozdział.! Nie chcę o tym gadać. Idę zapalić.!
-Przecież ty nie palisz głupku.! Eyyy.... -zdziwiło mnie to że on nie chce mi nic dociąć przecież zawsze lubił się ze mną droczyć.
-Ona.. złamała mu serce. Chciała tylko jego kasy i wpływów w środowisku siatkarskim. Kiedy nie chciał załatwić jej kariery, wypięła się na niego.- Michał wszystko mi wyjaśnił. Zrobiło mi się głupio i poszłam do niego na taras.
-Przepraszam Zbysiu. Nie wiedziałam serio. Nigdy nie zaczęłabym tego tematu gdyby...
-Daj spokój. Nie ma sprawy. Ona była ważna ale ja nie chciałem tak...Zraniła mnie- po raz pierwszy zobaczyłam łzy w jego oczach
-Eyy, Zbysiek nie wyj. Jest tyle fajnych lasek. A ty jesteś przezajebistym chłopakiem. Nigdy nie spotkałam fajniejszego kolesia niż ty. I mówię to całkiem serio. No chodź tu. No już...- po czym mocno go przytuliłam
-Nie ma sensu do tego wracać. To zamknięty temat. Szkoda że zabujałaś się w Kosie a nie we mnie. Nigdy nie spotkałem tak równej panienki jak ty.!
-Kocham cię kolego.!
-Ja ciebie też bardzo kocham.- i w tym momencie w drzwiach balkonowych ujrzałam zdruzgotaną twarz Kosy.
-Grześ.! Cześć kocie. Kiedy przyszedłeś??1- spytałam chłopaka
-Wtedy kiedy wyznawaliście sobie miłość. Nie ma o czym mówić. Narazie.!- wybiegł z mieszkania chłopaczków a ja zaraz za nim.
-Grześ.! Grześ.!! Grzesiek do cholery!!!!!!
-Coo?? o co ci chodzi coo?
-Ja go kocham jak przyjaciela słyszysz. To ciebie kocham jak mężczyznę.Ogarnij się.
-Ja na to nie mam siły. A po co te tajne spotkania coo?? Jakoś mnie nie zaprosiliście na waszą posiadówkę.
-Dobra jak chcesz. Obiecaj mi coś. Przyjdź za dwa dni do mojego mieszkania o 19;00. Przyjdź. Wtedy pogadamy bo dziś nie mogę.
-Jakoś nie chcę a po co mam tam leźć coo??
-Obiecaj mi słyszysz!!
-Dobra już. Będę. Pasuje?!!
-Tak wtedy cała tajemnica się skończy. Dzięki i paa...
Razem ze Zbyszkiem zamówilismy najlepszą lożę w Fashion Time Club w Rzeszowie.Wszystko jest gotowe na imprezę Kosoczka. Przez następne dwa dni nie odezwał się do mnie słowem. W dzień jego urodzin wszystko działo się szybko. Odebrałam tort w kształcie i wyglądzie jego siatkarskiej koszulki i zawiozłam do klubu. Wszyscy mieliśmy zacząć imprezę o 20;00. Ja dostałam zadanie zwabić Grześka w umówione miejsce. Ubrałam się elegancko. Gotowa do wyjścia o 19;00 powitałam Kosoka w moim mieszkaniu.
-Dobra, skończmy tą farsę. Wolisz Zbynia i koniec tematu.
-A kto ci to powiedział coo???
-Widziałem was to mało.!
-Wiesz co tu nie będziemy gadać. Podwieź mnie do fashion time club mam tam ważną sprawę. Po drodze pogadamy. Proszęęęę.!
-Dobra chodź. W sumie i tak nie mam nic do roboty. Wszyscy są zajęci.
Wsiedliśmy do auta i w totalnym milczeniu podjechaliśmy pod klub. Grzesiek wszedł za mną i szedł bez słowa dotrzymując mi kroku. Gdy doszliśmy do loży:
-Bo widzisz cała tajemnica kryje się w tym że nie zapomnieliśmy o tobie.
-Coo?? O czym mówisz. Chcesz mnie wkurzyc??
-Nie wręcz przeciwnie. Mam coś dla ciebie.- podałam mu prezent
-Ale co to. Pamiętałaś. Nie rozumiem co wspólnego to ma ze Zbyniem...- zamknęłam mu usta pocałunkiem
-Niespodziankaa!!! Kosoku wszystkiego naj...- Zbyszek wyskoczył z tortem
-Zbyszek idioto mieliśmy wyjść po tym jak otworzy prezent.- Igła skarcił Zbysia
-Upss!! Sorki... Popsułem to....- Zibi zrozumiał błąd
-I to tajemnica.. Umówiliśmy się żeby omówić szczegóły imprezy. A Zbysia pocieszłałam po zerwaniu z Pauliną. Kocham go... ale jak kolegę. Teraz otwórz.- uśmiechnęłam się do mojego bruneta
-Z wyrazami miłości... Piękny i siatkarski. Świetny dzięki.- pocałował mnie a potem zbierał życzenia od reszty ekipy
Zdmuchnał świeczki wypiliśmy szampana a potem alkohol lał się strumieniami. Humory dopisywały i wszystko było tak jak trzeba. Około 3 w nocy postanowilismy wyjść z klubu. Było nam na serio wesoło. Wyszliśmy na drogę główną przed klubem kiedy od Grześka odepchnął mnie jakiś koleś w kapturze. A kolesi było konkretnie 15. I nie wiedzieć czemu mocno oklepali twarze moim kolegom. Kiedy odbiegali słysząc policję zaczaiłam jednego z nich.
-To Mateusz.!- podnosiłam Kosę z chodnika
-Coo?? O czym mówisz??!
-To był Mateusz. Skojarzyłam jego bluzę. Sama mu ją kupiłam.
-Ale jesteś pewna na 100%??
-Tak. Nigdy nie byłam niczego tak pewna. No chyba że tego że cię kocham.- chciałam sprzedać mojemu jubilatowi buziaka ale miał obitą i obolałą wargę.
Obudzilismy się około 9;00 wtuleni w siebie nawzajem. Kosa wyglądał na obolałego i faktycznie tak było. Wstalismy, każde z nas wzięło prysznic i udaliśmy się na spacer.W parku Stallingradzkim na moim osiedlu zczaiłam że ktoś bacznie nas obserwuje. To Mateusz siedział w tej samej bluzie i czaił się na nas. Szybkim krokiem podeszlismy do ławki na której siedział i zaatakowalismy go:
-Mateusz czy ty serio chcesz wylądować na policjii?? Co ty wyprawiasz??- spytałam
-O czym mówisz.?- Mateusz jak zwykle udaje głupka
-O wczorajszej bójce z Grzesiem i moimi kolegami. Myslisz że jestem głupia?? Od razu cię poznałam. Czemu mi to robisz. Chcesz żebym złożyła doniesienie??
-Owszem jesteś głupia. Jak możesz spotykać się z tą ciotą. Marny siatkarzyna. Tylko mi nie mów że on cię zadowala.!
-Licz się ze słowami bo inaczej pogadamy.!- Grzesiek wybuchł
-Hej Grześ.! Ja z nim pogadam. Ok?!- uspokoiłam stojącego za mną wielkoluda
-Nawet obronić się nie umie. Cienias.!- Mateusz kpił z niego
-Uspokój się albo pójdziemy na policję. I daj mi święty spokój.
-Kiedy nie umiem tego pojąć. Po co ci on. Masz mnie, nigdy na mnie nie narzekałaś. Co się stało.??
-Jesteś agresywny. Boję się ciebie. I cię nie kocham. To Grześka kocham!! Zrozum to wreszcie. Tyle mam do powiedzenia. To było ostrzeżenie.
Odwrócilismy się z Kosoczkiem i szliśmy w stronę mojego mieszkania.Przez pół drogi coś nie dawało mi spokoju.Czuję to i to wyraźnie że Mateusz nie da nam o sobie zapomnieć. Już niedługo znowu go zobaczę albo o nim usłyszę. Jednak o podejrzeniach nic nie mówię Grzesiowi. Sama coś wymyślę żeby dał nam spokój. Napewno!!!
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tyle na dziś. Witam osoby czytające rozdział 15. Dziś już pisze się coraz lżej. Tylko czasu coraz mniej. Zajęta stażem, szkołą i domowymi obowiązkami. Ciężko. Ufff...... Następny jakoś koło soboty abo niedzieli. Zapraszam serdecznie:****
Subskrybuj:
Posty (Atom)