niedziela, 29 września 2013
Rozdział 14.
-Pogadać chciałem. Widziałem Mateusza, twojego byłego chłopaka. Wróciliście do siebie.?- spytał mnie niepewnym głosem.
-Nie jesteśmy razem. On tylko wpadł pogadać. Tylko tyle.- zaczęłam się tłumaczyć.
- Spoko to twoje życie. Nie musisz mi się zwierzać. Tym bardziej teraz- Patrzył w podłogę.
-Wiem ale chce żebyś wiedział. Od naszego zbliżenia ja raz prawie wylądowałam z nim w łóżku. W porę na szczęście się ogarnęłam.- Teraz jest mi wstyd.- patrzyłam w okno starając się unikać jego wzroku.
-Dlaczego to przerwałaś. Może teraz bylibyście razem.!?- drążył temat
-Przerwałam bo... jakoś tak... yyy...- nie wiem sama co mu powiedzieć.
-Powiedz mi. Dlaczego to zrobiłaś. Nie czaję...- Grzesiek nie dawał za wygraną
-Bo to nie byłeś ty....!!! Bo to nie byłeś ty Grzesiek!.- krzyknęłam i wyszłam do kuchni
-Co to ma znaczyć że to nie byłem ja.?! Teraz już musisz powiedzieć.!- jak na złość przyszedł za mną.
-Bo ja od sylwestra jakoś tak sama nie wiem ale....- zaczęłam się jąkać.
-Podobam ci się??!! Na serio ci się podobam.!- Grzesiek zrobił dziwną minę
-To takie dziwne.! Pewnie śmiej się, nie ważne.- zezłościł mnie
-Nie ja poprostu nie wierzę. No bo ty nigdy nie wyglądałaś na taką co by się mogła mną zainteresować. Sory ale nigdy nie myślałem że ty taka Nesska którą poznałem na parkingu i ja. Wybacz.- zamknął się kiedy zobaczył moją minę.
-Jasne, rozumiem to koniec rozmowy. Możesz iść. Chcę żebyś sobie poszedł.!- krzyknęłam w złości.
-Chwila poczekaj. A czy ja powiedziałem kiedykolwiek że ty się mi nie podobasz hmm...? No chyba nie.!- zaczął machać tymi wielgachnymi rękami
-Że coo?? Nic nie czaję. Najpierw się śmiejesz a potem takie coś. Ogarnij się!!! -burknęłam kiedy ten zbliżał się do mnie
-Sory za ten śmiech ale ja... zaskoczyłaś mnie. Pozytywnie rzecz jasna...- był coraz bliżej
-Weź w ogóle jak ty możesz ja ci wyznaję takie rzeczy a ty..- i w tym oto momencie zamknął mi usta soczystym pocałunkiem.
-Już uspokoiłaś się??- spytał chwilę później
-No, jeszcze nikt mnie nie uciszył w tak przyjemny sposób.- uśmiechnęłam się do Grześka kiedy usłyszałam za sobą:
-Ehh, wkońcu się dogadali długo się im zeszło. Fiuu...- Zbyszek z Michałem wkroczyli do kuchni
-A skąd wy tu?! Kto was wpuścił coo?!- spojrzałam na chłopaków udając gniew
-Coo?! To taki mały włam. Oj Nesskuś daj spokój cieszymy się waszym szczęściem narazie.!- Zibi podszedł i mocno mnie przytulił.
-Ahaa, ok spoko. To muszę teraz zamontować pancerne drzwi.
-Nie no bez przesady, jestesmy przyjaciółmi. To jest w naszym środowisku normalne.
-Aha ok przystosuję się.!
-No a dziś na przykład wszyscy idziemy do klubu na nieziemską imprezę. Będzie się działo- Zbyszek zaczął się zachowywąc jak najarany.
-Ahaa Kosa ty idziesz?!- spytałam
-No ba i ty też idziesz. wzyscy będą.!
-Dobra chłopaki napijecie się czegoś.!?
-Nie lecimy na trening. Nie mamy czasu.Sory!!!- Michał chwycił chłopaków za ręce i wydarł z mieszkania.
-Będę po ciebie o 8;00.!- na dowidzenia krzyknął Kosa
Tego samego dnia wieczorem
Jakos koło 18 zaczęłam szykować się na tą niby epicką imprezę. Wcisnęłam się w mega obcisłą sukienkę w kolorze czerwonym i czarne szpilki na platformie. Włosy wyprostowane i spryskane balsamem o włosów w sprayu. Delikatny makijaz i kilka dodatków sprawiło że wyglądałam dojrzale i elegancko. Punktualnie o 20;00 pod drzwiami zastałam Kosoka również odstrojonego.
-No jaki punktualny! Brawo.!
-Dzięki to jedna z nielicznych moich zalet.. Resztę poznasz kiedy indziej. Gotowa??
-Tak chwila wezmę jeszcze żakiet i wychodzimy.!
-Dobrze czekaj, pomogę ci..- chwycił mój czarny żakiet i pomógł założyć.
Wyszliśmy z bloku a na parkingu czekała taksówka. Zdziwiło mnie to ale Kosa stwierdził że chce popić. W klubie stawiliśmy się jakoś 15 minut po dwudziestej. W loży siedzieli już Zbynio, Michał, Krzysio z żoną Kurek z panienką i Piotrek który wyrywał jakąś panienkę przy barze.
-Nesska! Nesskunia.! Jak miło że dotarłaś. Nie skoczyłabyś mi po piwko skoro już stoisz.!
-Zbyszek po to ci ten na górze dał te zgrabne nóżki żebyś ich używał. Tak więc tuptaj pod bar i sobie kup.
-Ahh a już myslałem że będziesz moją śliczną kelnereczką.
-Ahaa no napewno.! Na to nie licz.!- usiadłam koło Igły i Piotrka. Zibi poszedł do baru z Kosą który poszedł zamówić nam drinki.
-Ejj Neska pogodziliście się?! No i będzie para sezonu. Będziemy na was mówić- Konesska.!
-Pitt proszę. Nie gaś się więcej. Serio Konesska?! Nic lepszego?!- Igła był zniesmaczony tym żartem
-Aj już dobra. Pogodziliśmy się to fakt. Ale Konesską nie będziemy.- pokazałam Piotrusiowi język.
-Proszę drinka!- Kosa wpadł do loży z Bartmanem.
-Dzięki. A wy co tak wpadliście jak poparzeni. Zibi cos ty zmalował.?!
-Nic no!! No ta panienka sama wyskoczyła. No to niechcący było.!
-Coś zrobił debilu?!- Igła zrobił swoją złą minę.
-Nic takiego poprosu wylałem pół piwka na taką lalunię. Sama wyskoczyła na mnie. Nie moja wina Łoki?!
-Eee to i tak myślałem że to cos gorszego. Teraz i tak zachowujesz się w miarę normalnie.
-Tee te Igła ty nie kozacz. Ja zawsze normalny jestem.- i w tym oto momencie Zbysio wylał piwko na swoje ulubione jasne jeansy i cały wieczór paradował w zalanych piwem.
Impreza się rozkręcała a każdy z nas z każdym upitym łykiem akloholu wydawał się być w coraz lepszym humorze. Nawet Zbyszek nie przejmował się wielką plamą na spodniach tylko starał się tańczyć na parkiecie. Państwo Ignaczakowie tańczyli razem ja tańczyłam z wszystkimi chłopaczkami po kawałku aż moje nogi wołały mnie o chwilę ulgi więc wyszłam przed klub zdjęłam buty i ułożyłam je na zimnej kostce brukowej co dało lekką ulgę w cierpienu moich stóp. Po kilku minutach dołączył do mnie Grześ:
-Co jest. Myślałem że zwiałaś jak ten no jak jej było tej co buta zgubiła.?
-Kopciuszek.! Nie ja nie uciekam szkoda mi buta.
-Aha no tak to chyba o nią albo niego mi chodzi. Nie czaje jak to się odmienia.
-O tym chcesz gadać?! Bo widzisz kopciuszek to niezbyt ciekawy temat.!
-Nie. Wypiłem trochę ale jestem w miarę trzeźwy. I jestem gotowy by cię spytać czy ty chcesz być.. moją dziewczyną?!
-Coo?? Ty mówisz serio?.
-Jak najbardziej maleńka. Chcę z tobą być. Odpowiesz mi czy nie?!
-Tak i tak.!
-Coo?? Jakie tak i tak. Mów normalnie do cholery.!!!
-Tak odpowiem ci, i tak chcę z tobą być.
-Aaaa no było tak od razu...- po czym soczyście mnie pocałował.
Pożegnaliśmy się z resztą ekipy i poszliśmy do mieszkania. Mojego mieszkania. I szczerze noc spędzona z Grzesiem była wspaniała. Zrozumiałam że uwielbiam tego chłopaka a znajomość z siatkarzami jest jak błogosławieństwo w moim zyciu.
Następnego ranka
Obudziłąm się koło 7;30. Wstałam i wzięłam szybki prysznic. Kosa jeszcze spał kiedy wyszłam na róg do sklepu. Myślałam że nie będzie mnie z 5 minut a zeszło mi sie 20 minut. Kolejka niesamowita a ta baba po 50-tce wkurzała mnie tymi swoimi wymogami co do bułki i jabłka.Zrobiłam szybkie zakupy i biegiem pognałam do domu. Wparowałam do kuchni rzuciłam zakupy i zajrzałam do sypalni gdzie Grześka już nie było. Okazało się że wyszedł kiedy mnie nie było. Dzwoniłam 3 razy ale dziwak nie odbiera telefonu.
Wysłałam mu sms-a z wyjasnieniem dlaczego mnie nie było a ten nic. Cisza jak makiem zasiał.
Przebrałam się w strój do biegania i ruszyłam do parku. Ze słuchawkami w uszach przebiegłam jakieś 7 km kiedy zadzwonił mój telefon. Zatrzymałam się żeby sprawdzić a okazało się że dzwoni Justyna.
-Co tam Dżasta?!
-Musimy pogadać. Dowiedziałaś się o wyjeździe i nie dzwonisz nie piszesz. Ja jutro wyjeżdżam. Musimy pogadać.
-Jesteś w domu?!
-Jestem a coo??
-To ja do ciebie biegnę. Ok?!
-Dobra czekam.- Pożegnałam się po czym spowrotem włozyłam słuchawki i po 15 minutach byłam przed domem Justyny gdzie ona dzekała na mnie na schodach przed wejściem do domu.
-Co sie stało.?
-Muszę cię przeprosić. Nie powiedziałam ci o wyjeździe i w ogóle. To nie było fajne.
-Ejj, daj spokój. To nie ważne. Gratuluje studiów. Medycyna. Imponujące.!!- usiadłam obok blondynki
-Dzięki. To było marzenie matki i ojca. Bardzo się cieszą.
-Rozumiem moja mama też by się cieszyła.
-No będę panią dotor. A chciałam być tancerką.! Kto by pomyślał. Hahaa
-No napewno nie ja!!- zaczęłam śmiać się razem z nią.
-Wpadniesz jutro na lotnisko się pożegnać.?
-Może wpadnę. A jak nie to przyjadę tutaj. Pożegnam się napewno.!!
Pogadałyśmy jeszcze chwilę o błachych sprawach kiedy zorientowałam się która jest godzina i musiałam wracać do domu. Pobiegłam przez park prosto do domu. Wykąpałam się uczesałam i zaczęłam robic sobie jakis obiad. Stwierdziłam że frytki będą ok. Przygotowałam sobie taki posiłek z kurczakiem i pepsi. Już miałam zacząć jeść kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam talerz i szybko podeszłam do drzwi otworzyć.
-Grześ jesteś. Dzwoniłam do ciebie. Wejdź szybko.
-Cześć, Sory mieliśmy trening a potem jeszcze długą rozmowę z trenerem a potem to zwyczajnie zapomniałem oddzwonić.
-Ok nie przejmuj się. Jesteś głodny?!
-No coś bym zjadł. Masz coś dobrego?!!
-Frytki mogą być!? Mogę zrobić ci coś innego?!- weszliśmy do kuchni
-Nie no frytki będą ok. Cieszę się że cię widzę. Sorka że tak wyszedłem bez słowa ale trening i kilka spraw.
-Spoko rozumiem mój siatkarzyku! Fajnie że w ogóle się pojawiłeś. Jesteś dziś już wolny tak?!
-No dziś już tak a co masz co do mnie plany hmm- poruszył dziwnie brwiami
-No może i mam. Co powiesz na kino?
-Kino iii??
-Kino i kolację!
-Kino kolację iii??
-A co ty byś jeszcze chciał coo??
-Hmmm to już tylko ty wiesz hahaa.!!- zaczął mnie wariat podszczypywać.
Wyszliśmy jakoś po godzinie na spacer po parku. Zaliczyliśmy też kino, restaurację i małe zakupy6. Grzesiek koniecznie chciał zakupić truskawki i szampana więc nie pozostało mi nic innego jak tylko się zgodzić. Jakoś koło 20 wrócilismy do mojego mieszkania. Wieczór był świetny a te truskawki z szampanem przepyszne. A o nocy z Kosoczkiem to już nawet nie wspomnę. Od dziś chcę mieć tak codziennie. On jako jedyny jest w stanie zaspokoić wszystkie moje potrzeby. Bardzo cieszy mnie to że wyjaśnilismy sobie wszystko i teraz jest świetnie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tak więc jak widać Nesska i "Kosoczek" się pogodzili. Rozdział 14 pisał się jakoś 2 dni;) Z ogromnym oporem. Następny jakos we wtorek. Zapraszam!!! Buśśka:***
wtorek, 17 września 2013
Rozdział 13.
-Co ty tu robisz. Jak mnie tu znalazłeś?!- na widok Mateusza zaniemówiłam.
-Ja szedłem do sklepu i zobaczyłem twoje auto a kilka razy tu razem byliśmy więc wiem które mieszkanie jest twoje. Mogę wejść?- uśmiechnął się delikatnie.
-Yy tak wejdź. Zapraszam- wpuściłam go lekko zmieszana.
-Nesska kto przyszedł. A co on tu robi i czemu go wpuściłas.-Norberta zdenerwował widok mojego byłego chłopaka.
-Daj spokój on chce pogadać!- syknęłam do brata
-Ok, to ja idę bo nie chce mu zrobić krzywdy.- Norbert spojrzał pogardliwie na Mateusza
-Norbert przestań!! Dzięki za prowiant, wpadnij jeszcze!.-odprowadziłam brata do drzwi a potem wróciłam powolnym krokiem no Mateusza siedzącego w salonie.
-Dawno cię nie widziałam. Stało się coś!- stałam w progu patrząc na jego zamyślony wyraz twarzy.
-Widzisz od naszego rozstania dużo się zmieniło. Ja sporo myślałem o tym co się stało.- przez całą wypowiedź patrzył w okno.
-Nie rozumiem. Tu już nie ma nad czym myśleć. Stało się.- usiadłam na krawędzi stolika do kawy.
-Chcę żebyś wiedziała że się zmieniłem. Zrozumiałem to że mimo wszystko nie powinienem cię bić. Dalej chcę z tobą być. Czy ty widzisz dla nas szansę.?- podszedł do mnie i usiadł obok.
-Ja nie wiem nie myślałam o tym. Może i by mogło nam się udać...- i w tym momencie przerwał mi wpijając mi się w usta.
Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy ale szczerze potrzebowałam tego. Chciałam czuć się kochaną, pożądaną. Mateusz zawsze działał na mnie pobudzająco. Nigdy nie umiałam się mu oprzeć. Pocałunek z sekundy na sekundę był coraz bardziej namiętny a byłam coraz bardziej pewna że tego chcę. Nawet nie wiem kiedy jego ręce wylądowały pod moją koszulką. Podniósł mnie swoimi silnymi ramionami i zabrał prosto do sypialni. Ułożył mnie na łóżku po tym jak zdarł ze mnie bokserke. Jego koszulka leżała gdzieś na granicy sypialnia-korytarz. Usiadłam na Mateuszu i ogarnęłam włosy by lepiej widzieć jego twarz i klatkę piersiową. Nasze jezyki walczyły ze sobą gdy nagle pod wpływem impulsu odepchnęłam od siebie chłopaka i zeskoczyłam z łóżka. Złapałam swoją bluzkę i w pośpiechu ubrałam ja na siebie.
-Co się stało? Zrobiłem coś nie tak?!- Mateusz wyglądał na zdezorientowanego.
-Nie nic ja nie mogę. Nie chcę. To znaczy chcę ale nie teraz. Sama nie wiem.!- wyszłam z pokoju
-Poczekaj. Nic z tego nie rozumiem.-ubrał górną część garderoby.
-Idź już.! Chcę być sama.- otworzyłam mu drzwi wejściowe a ten bez słowa poprostu wyszedł.
Zatrzasnęłam za nim drzwi po czym jak dziecko poprostu się rozpłakałam. Oparta o drzwi wejściowe do mieszkania przechodziłam załamanie nerwowe. Sama nie wiem po co dałam Mateuszowi łudne nadzieje. Czuje jak świat mi się wali i nie wiem co z tym zrobić. Poszłam do łazienki umyć twarz zimna woda i lekko się otrząsnąć. Już trochę w lepszym stanie przebrałam się w jakieś wyjściowe ciuchy i nałożyłam delikatną tapetę. Wsiadłam w auto i skierowałam się w kierunku domu Justyny. Dojechałam w jakieś 14 minut bo były korki. Drzwi do ich domu otworzyła mi mama Dżasty:
-Hej Vaneska. Dawno cię u nas nie było. Wejdz proszę.- jej mama jest bardzo miła, bez problemu mnie wpuściła.
-Dzień dobry pani. No mam trochę mało czasu ale obiecuje poprawę.- odpowiedziałam zdejmując kurtkę.
-Oj to masz bardzo mało czasu, bo w sierpniu już Justynka wyjeżdża więc...- rozmowa z jej mamą się kleila ale o jaki wyjazd chodzi.?
-Chwila jaki wyjazd? Dokąd?- zdziwiona spytałam.
-No nie chwaliła ci się dostała się na studia do Anglii. Jesteśmy z niej bardzo dumni.- jej mama też była zdziwiona tym że Dżasta zrobiła z tego tajemnicę.
-Studia.! W Anglii. Nic mi nie wiadomo o tym.- usiadłam z wrażenia.
-No dostała się na medycynę. Nasza dziewczynka. To taka radość. Napijesz się czegoś!- jej mama usiadła obok mnie.
-Nie dziękuje. Ja już pójdę. Dziękuje za rozmowę.-wstałam i udałam się w stronę drzwi.
-Nie zaczekasz na Justynę. Zostań jeszcze.- pani Agata patrzyła jak się ubieram.
-Nie mogę przepraszam. Jeszcze kiedyś może przyjdę. Dziękuje i dowodzenia.- wybiegłam z domu Dżasty.
-No dobrze. Pozdrów rodziców od nas i wpadnij jeszcze.-jej mama zamknęła za mną furtkę i stała dopóki nie odjechałam.
Z domu Justyny pojechałam prosto do mojego mieszkania. Nie chce mi się spacerować ani robić zakupów. Przez całą drogę zastanawiałam się czemu Dżasta zrobiła tajemnicę z tych studiów. Z jakże głębokiego zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwoniącego telefonu:
-Hej Nesska gdzie ty jesteś szukamy cię w domu i galerii a ty od dwóch dni zniknęłaś. Nie ładnie tak.- to Zbyszek i Kubiak się dobijają do mnie.
-Hej Zbysiu wiesz tymczasowo nie mieszkam w domu, a teraz jestem na dużym skrzyżowaniu na Jana Pawła. Wiesz gdzie...
-No wiem a gdzie jedziesz!?- Zibi jak zwykle dociekliwy
-Do domu jadę Zbyszek.!
-Podaj nam adres to wpadniemy... Chyba że nie chcesz.?- chłopak jest natrętny ale bardzo ich obu lubie.
-Oj no bo ja...-zaczęłam kręcić
-Dobra spoko miło było cię poznać nie to nie!!- prawie się rozłączył
-Dobra wpadajcie mieszkam na Mickiewicza blok 4 mieszkanie 8. Zapraszam-nie uśmiechalo mi się to ale ok niech wpadną.
Po 15 minutach byłam już w domu i czekałam na siatkarzy. Ogarnęłam trochę salon i niecierpliwiłam się trochę. Uspokoił mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Zdziwiło mnie to że to nie domofon dzwoni. Podbiegłam otworzyć i z tekstem "nareszcie" otworzyłam ale po otwarciu drzwi okazało się że to nie oni tylko Mateusz.
-Co tu robisz?- spytałam zdziwiona jego widokiem.
-Musimy pogadać. Poważnie-Miał kamienną twarz.
-Nie teraz za chwilę będą u mnie znajomi. Nie mam czasu.- staliśmy tak w progu do mieszkania.
-Nie zajmę ci całego dnia. Proszę tylko o chwilę rozmowy.- kolejny natręt.
-Ok dobra właź. Ale nie masz dużo czasu. Co jest?- wpuściłam go i skierowałam do salonu
-Powiedz mi co między nami jest. Jesteśmy razem czy nie jesteśmy?!- nie usiadł. Stał tylko na przeciwko mnie
-Razem. Nie jesteśmy razem.! Między nami nic nie ma to wcześniej to impuls był. Z resztą nawet niepotrzebny. Ogarnij się. Jesteśmy tylko znajomymi. Jeśli to wszystko to sory ale musisz już iść.- wyszliśmy z salonu na korytarz a ja pokazałam mu drzwi.
-Ale jak to, to po co prawie się kochaliśmy co!- rozzłościł się.
-Na szczęście w porę to przerwałam. Mogło by dojść do bledu. Teraz już serio musisz iść.- otworzyłam mu drzwi.
-Idę ale to nie koniec wrócę tu jeszcze i porozmawiamy.- wybiegł z krzykiem z mieszkania.
Zamknęłam drzwi i poszłam do salonu. Usiadłam na sofie i włączyłam telewizor. Zaczęłam myśleć po co poniosło mnie z Mateuszem. Już sama nie wiem co robię. I po co to robię. Wszystko mi się psuje od zbliżenia z Kosą. Minęło jeszcze jakieś 5 minut zanim zadzwonił domofon. Kiedy odebrałam w słuchawce usłyszałam "dzień dobry panienko otworz podróżnikowi który zabłądził w twoich oczach".
Zbyszek jak zwykle w świetnym humorze robi sobie ze mnie żarty. Otworzyłam chłopakom i czekałam w korytarzu i tak jak myślałam pojawili się po jakiejś minucie. Kiedy usłyszałam pukanie otworzyłam ale to że za drzwiami zobaczyłam Kosoka mnie zdenerwowało.
-Co tu robisz! Gdzie Zbyszek i Michał. Co to za szopka co??!- wkurzyłam się
-Chcę pogadać. Chłopaki mi pomogli. Nie bądź zła na nich. Mogę wejść!?- Grzesiek patrzył na mnie swoimi wielkimi oczami i jakoś nie miałam serca odmówić mu tej rozmowy.
--------------------------------------------
Na razie tyle. Oj pisze mi się coraz ciężej. Zero czasu i weny. Cały mój wolny czas pochłania oglądanie Mistrzostw Europy i naszych chłopaków. Pozdrawiam gorąco czytelniczki bu$$ka:***
niedziela, 15 września 2013
Rozdział 12.
-Dżasta mów co jest! Zaczynam się bać.- ciągnęłam z niej informacje.
-Bo widzisz ja w sylwestra byłam na imprezie z Michałem i strasznie popiłam a on to wykorzystał.
-Zgwałcił cię?!- wystraszyłam się
-Co!? Z tego co wiem to zaprosił kolegów do pokoju i ja z każdym z nich no wiesz...-rozpłakała się a ja zaniemówiłam.
-Co ty mówisz. Zgłosiłaś to na policję!? To przecież pisze się pod gwałt.
-Nie moi rodzice nie mogą się dowiedzieć słyszysz. Tylko tobie to mówię. Jestem tym złamana.- wtulila się we mnie a ja dalej siedziałam w szoku.
-Nie powiem nikomu obiecuje. A Michał co na to wszystko teraz?!- spytałam
-Twierdzi że to moja wina. Jestem beznadziejna- wytarla oczy
-Nie jesteś. To on jest głupi. Damy radę.-uśmiechnęłam się do koleżanki.
-No a co u ciebie co?!
-Ja w sylwestra spałam z Kosokiem a potem on narobił mi wstydu i zrobił ze mnie pierwsza lepszą. Nic takiego- uśmiechnęłam się przez ból.
-Co ty mówisz. A to świnia.- złapała mnie za rękę.
-Nie martw się damy radę. Jak mówiłyśmy kto ma dać radę jak nie my co!- chciałam pokazać że jestem silna.
-No będzie dobrze. Musi być.- po słowach koleżanki odpaliłam auto i ruszyłyśmy w stronę mojego domu. Całą drogę milczałyśmy bo widziałam w oczach Justyny że nie chce rozmawiać. Droga minęła dość szybko bo o tej porze nigdy nie ma korków. Justynie poprawił się humor a ja nie miałam ochoty płakać przez Grześka mimo że bardzo mnie zranił. Po 20 minutach weszłyśmy do mojego domu gdzie jak zwykle w salonie na kanapie leżał mój kochany brat. Na widok Dżasty wstał jak poparzony.
-Dzień dobry moje panie. Ohh Justyna ładnie dziś wyglądasz.- Norbert zaczął swoją bajerę.
-Ja muszę już iść Nesska. Sory że tak wyszło. I dzięki za rozmowę- Justyna prawie wybiegła z domu
-Wystraszyłem ją?!- Norbi opadł spowrotem na kanapę.
-Nie ona poprostu ma teraz sporo problemów więc jej nie oblegaj tak ok?!- usiadłam koło brata
-Aha no rozumiem dzięki siostra.- uśmiechnął się a ja poszłam do siebie.
Czas mijał tak szybko. Z kolegami z branży siatkarskiej zdążyłam się mocno zżyć i z stycznia w minimalnym tempie zrobił się maj. Chłopaki mimo treningów i meczów o mnie nie zapominali a ja złapałam świetny kontakt z żoną Ignaczaka. Wszystko mi się układało, poza tym że Kosok... on był na serio wkurzający. Przy każdej lepszej okazji mi dopiekał. W końcu nie wytrzymałam i chłopakowi wygarnęłam, co z tego że na imprezie urodzinowej u Zbyszka. Ten zaczął mi docinać że jestem niezła w łóżku i za opłata mogę Zbyszkowi pokazać co nieco więc wybuchłam:
-Słuchaj Grzesiek ja nie wiem ile to jeszcze będzie trwało coo?! Nie pozwolisz mi zapomnieć o tym błędzie. Owszem kochaliśmy się w sylwestra ale to największy błąd mojego życia ok?!- krzyknęłam przez łzy.
-Kosa dałbyś jej już spokój- Igła stanął w mojej obronie
-Noo, co impreza ty cały czas o tym gadasz, może liczysz na więcej.- Zbyszek mnie objął i sprowokował Kosoka.
-Wiecie co bawcie się dalej z tą małolatą ja spadam.- Kosa złapał kurtkę i wyszedł. Ja ruszyłam za nim
-Po co za nim idziesz?!- spytał Zibi
-Chcę z nim zakończyć niech mi wytłumaczy o co mu chodzi.!- Odwróciłam się do Zbysia, puściłam mu oczko i pobiegłam za Grześkiem.- Poczekaj! Słyszysz?!- krzyknęłam za nim pod blokiem chłopaków.
-Czego ty chcesz coo?!- odwrócił się do mnie
-Ty mi powiedz, myślałam że jest ok, przyszedłeś do mnie w sylwestra mówiłeś że ci zależy a potem potraktowałeś mnie jak..... najgorsze ścierwo.
-Wcale nie. Ja, ja nie będę ci się tłumaczył słyszysz!!- unikał odpowiedzi
-Powiedz czemu mi tak dosrywasz przy każdej okazji.!- złapałam go za rękę
-Sam nie wiem. Cholera to jest skomplikowane.- wyrwał swoją rękę
-Myślałam że ci zależy. Wiesz co skoro nie zależy to udawaj że mnie nie znasz. Nie rób ze mnie idiotki ok.!- Odwróciłam na pięcie i wróciłam do mieszkania chłopaków.
Po wejściu do mieszkania od razu kazałam sobie nalać kieliszek wódki i bez przepitki wypiłam go na raz. Potrzebowałam wstrząsu. Humor mi się poprawił i po jakiś 10 minutach już nie myślałam o rozmowie z Grześkiem. Chłopaki zapuścili dość dziwną lecz fajną na swój spokój piosenkę "Piersi-Bałkanica". Wszyscy bawili się świetnie do chwili kiedy do salonu wszedł Grzesiek Kosok.
-Zbyszek wyłącz muzykę!- krzyknął do Bartmana, a ten tak zrobił
-Ejj co jest tak fajnie było- Igła totalnie odleciał w tańcu z żoną
-Muszę coś powiedzieć. Za chwilę spowrotem zatańczysz z Iwoną.- wytłumaczył
-No tylko szybko ok?!- Igła totalnie pijany był na imprezie rozrywką nr 1.
-Bo ja chciałem Przeprosić Cię Vanessa.! Nie umiałem poradzić sobie z tym co do ciebie czuję i tak się wyżywałem.- zaczął monolog
-No to musisz mnie nieźle nienawidzić.- usiadłam z wrażenia obok Kubiaka
-Nie to nie tak. Powiedziałaś mi na dole żebym udawał że cię nie znam. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie. Nie umiem cię nie znać. Nie chcę umieć. I ten sylwester... ciągle o nim myślę. O nim , o tobie, o nas. Jak nam razem było dobrze. Chcę cię prosić żebyś mi wybaczyła moje szczeniackie zachowanie bo ja chyba, ja cię kocham. Nie chcę się z tobą nienawidzić bo to mnie niszczy od środka. Błagam wybacz.!- podszedł do mnie a ja wstałam z kanapy i wydusiałm z siebie tylko:
-Co ty sobie myślisz. Powiesz przepraszam i będzie ok. Potraktowałeś mnie jak dziwkę na zlecenie a teraz mi mówisz że mnie kochasz. To nie fair. Nie baw się mną i moimi uczuciami.- rozpłakałam się
-Nie bawię się. Mówię serio. Wiem schrzaniłem wszystko. Nie umiem wyrażać uczuć.- złapał mnie za rękę
-I wyrażasz je tak?! Obrażając mnie przy naszych znajomych. Sory ale ja jestem młodsza a wiem więcej o życiu niż ty.! Wychodzę. Sory ale nie chce mi się tego słuchać.- Chwyciłam torebkę i podeszłam do Zbyszka- sto lat, sory za te sceny ale... przepraszam- wybiegłam z mieszkania i bloku chłopaków.
Jest maj więc do domu wróciłam pieszo. Skończyłam już szkołę więc nigdzie mi się nie śpieszyło. Powolnym krokiem ze łzami w oczach wróciłam do domu. Ludzie po drodze pytali czy wszystko ok ale nie zbyt zwracałam na nich uwagę. Koło bloku od mojego mieszkania stwierdziłam że tam zanocuję. Weszłam do środka i bez zbędnych czynności ułożyłam się do snu na kanapie w salonie. Kiedy się obudziłam była jakoś 8;26. Wysłałam mamię sms-a że jest ok że jestem w mieszkaniu i żebym w razie czegoś nikomu nie mówiła gdzie jestem. Wstałam ogarnęłam się lekko i poszłam do domu po kilka moich rzeczy. W torbę zabrałąm moje dresy do biegania( odkąd koleguję się z siatkarzami polubiłam sport) i kilka rzeczy na zmianę i kilka szczoteczkę do zębów. Postanowiłam na kilka dni zostać u siebie. Norberta i tatę też wtajemniczyłam żeby nikomu nie mówili o tym gdzie jestem. Zabrałam auto i pojechałam do tesco na zakupy. Kupiłam sobie coś do jedzenia i picia, pastę do zębów i jeszcze kilka innych potrzebnych mi rzeczy. Po powrocie do domu stwierdziłam że muszę czymś zająć głowę żeby nie myśleć o wczorajszej imprezie. Zaczęłam przemeblowywać mieszkanie po swojemu. Pojechałam jeszcze do Ikei po kilka dodatków do mieszkania typu nowy dywan do salonu, farbę na ścianę obraz, dwa nowe wazony, lustro i takie tam. Prace porządkowe tak mnie pochłonęły że kiedy skończyłam było jakoś koło 22;00. Salon wyglądał świetnie. Zmęczona wykąpałam się i od razu zasnęłam. Telefon miałam wyłączony więc nie wiem czy ktoś się do mnie dobijał czy nie. Obudził mnie dzwonek do drzwi. Było po 8;00 i zastanawiałam się kto się wygadał o moim miejscu pobytu.
-Już idę.! Idę noo!!- mówiłam do siebie idąc do drzwi. Otworzyłam a tu:
-No hej mała!! mam dla ciebie zakupy i kilka rzeczy do mieszkania.!- to Norbert wparował do mnie z wielkim krzykiem
-Co ty tu robisz. Kto cię nasłał coo?- zaspana niedowierzałam w to że go widzę.
-Nikt.! O ja pierd.! Co tu się stało sama to zrobiłaś?!- stanął w salonie jak wryty.
-No a kto miał mi pomóc coo?!- chwyciłam torbę z zakupami i poszłam do kuchni rozpakować.
-Hmm.. nie wiem może to ten twój Kosa coo?!- Braciszek mnie drażnił
-Nie, i nie mów mi o nim ok! Zjesz coś?!- spytałam z lekkim fochem w tle
-Noo koniecznie bez śniadania jestem.!- usiadł w kuchni i czekał na jajecznicę.
-Mam nadzieję że nikomu nie powiedziałeś o moim azylu coo?!- również usiadłam i zaczęliśmy jeść.
-Nie no co ty, a tak właściwie co się stało że ty sama tu siedzisz co!- chwycił sól a jednocześnie patrzył na mnie
-Ty weś patrz i;e solisz a nie. Potrzebuję chwili samotności oke. Nie mam sił tłumaczyć. Jedz i o nic nie pytaj!- podałam bratu herbatę i siedzieliśmy tak sobie razem w ciszy do chwili kiedy znowu usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Ooo, spodziewasz się kogoś?!- Norbert jak zawsze dowcipny
-Coo weś jedz ciekawe swoją drogą kogo tu niesie.!- Podeszłam do drzwi i łapiąc oddech otworzyłam ale 2 sekundy tego pożałowałam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I tak to wygląda. Rozdział 12. Coś się zmieni tylko jeszcze dwa rozdziały oki?! Buśśka:**
poniedziałek, 9 września 2013
Rozdział 11.
Wstałam koło 6 rano. Ubrana w ciemne jeansy, śniegowce i czerwoną koszule w kratkę, umalowana jak należy około 9;45 siedziałam w szkole co mnie tak troszkę bardzo nudziło więc zerwałam się z lekcji i pojechałam do galerii na spotkanie z Iwoną. Obeszłam jakieś 6 sklepów i udałam się z kierunku kawiarnii. Usiadłam przy 4-osobowym stoliku i zamówiłam podwójne latte. Po 10 minutach pojawiło się małżeństwo Ignaczaków. Weszli do kawiarnii i podeszli do mnie:
-Cześć kochana.- przywitała się Iwona
-Cześć Iwonka.- wymieniłyśmy się pocałunkiem w policzek.
-Hej Nesska.- Krzysiek mocno mnie przytulił i usiedliśmy.
-Skarbie ty nie masz czasami swoich spraw?- Iwona spytała męża ironicznie
-Yy ja, a no niby mam. To ja wrócę za 30 minut ok.- siatkarz puścił żonie oczko i opuścił lokal.
-Przepraszam cię za niego. Powiedz mi jak się czujesz. Ta impreza to nie wypał chłopakom jest przykro-koleżanka zaczęła monolog.
-Wiem, Krzysiek i Zbyszek mnie przeprosili- uśmiechnęłam się przez łzy.
-A Kosa. No bo on tu namieszał?!- podała mi chusteczkę
-Kosa nie czuje w tym swojej winy. Ale to tylko moja wina. Mojej głupoty i naiwności- zaczęłam bawić się ta chusteczką.
-Czyli to prawda. Wy ten teges?- Iwona spytała
-Tak, jak ta idiotka mu dałam no ale to był błąd. A jego to tylko ucieszyło że zaliczył małolate- upiłam kawy.
-To cham. Nie przejmuj się nim. Masz nas i Michala ze Zbyszkiem.- chwycila moją dłoń i wtedy pojawił się Krzysiek a za nim szli Zibi i Kubiak.
-A wy tu skąd co?!- spytałam kolegów
-A my tu po to żeby cię przeprosić za nasze wczorajsze śmiechy z cb i Kosy. To było głupie.- Zbyszek zrobił maślane oczy co mnie rozczuliło.
Wyszliśmy wszyscy z lokalu a udaliśmy się na lodowisko trzy ulice dalej. Ile razy całowałam lód... 3 no może 4. Trochę jeździć umiem tylko Bartman ciągle na mnie wjeżdżał. Po lodowisku pizza a potem film u chłopaków. Ucieszyła mnie wizyta u nich bo już zmarzłam.
Po 3 godzinach wszyscy z wielkim zainteresowaniem oglądaliśmy horror który włączył Kubiak.
-Ej jak myślicie kto zabił tą baletnice?- Zbyszek się bał ha ha
-Stary to napewno ten jej psychiczny sąsiad co go nikt nie lubi.- Michał szepnął mu do ucha
-A ty Vanessa jak myślisz!?- spojrzał na mnie
-Ja obstawiam jej byłego faceta.- uśmiechnęłam się delikatnie.
Chwila zadumy i ciszy kiedy nagle;
-Łup!!!., Łup!!!, Łup!!!- trzask za nami.
-Kurwaa! Co to było?!!?- Zbyszek wrzasnął.
-Ogarnij łeb. Ktoś puka.- Krzysiek się zaśmiał i poszedł otworzyć.
-Zibi nie bój się to chłopaki. Kurek, Wjazły i Kosa.- usłyszeliśmy
-To ja już pójdę. Późno już i w ogóle.- wstałam z kanapy jak poparzona.
-Co nie głupiej młoda. Siadaj nie zwracaj uwagi.- Michał pociągnął mnie spowrotem do pozycji siedzącej.
-Cześć wszystkim.- usłyszałam z ust Grzeska.
Niby Zibi i Igła cały czas mnie zabawiali rozmowa i żartami ale było mi głupio więc postanowiłam wyjść. Kosa nie odezwał się słowem. Tak jakoś koło północy byłam w domu. Nie mam siły na prysznic ale muszę co mnie doluje. Po wyjściu z łazienki od razu wkroczyłam z sferę mojego jakże kochanego i miękkiego a jak ciepłego łóżka. Kosa przestał mnie obchodzić. Mam wspaniałych przyjaciół i to jest ważne. A no właśnie Justyna- co z nią jeśli o przyjaciołach mowa.
Wysłałam jej sms-a ale nie odpisała więc poszłam spać. Obudził mnie mój jakże kochany budzik. Wstałam z łóżka z ogromnym oporem no ale mus to mus. Wcisnęłam się w czarne jeansy, białą bokserke i na to różową bluzę bejsbolówke. I tak ubrana do tego kozaki i płaszcz oczywiście pojechałam moim autem do jakże kochanej szkoły. Przy wejściu spotkałam Justynę ale ta to miała minę jakby jej żółw Zdzisław zdechł.
-Co jest?-spytałam zdziwiona
-Problem mam duży ale tu gadać nie będziemy bo ktoś jeszcze usłyszy ok?- była śmiertelnie poważna
-Dobra to na długiej przerwie się zwijamy ok. Wtedy pogadamy.- spytałam i wtedy pojawiła się harpia Marika:
-Patrzcie kochane na te dwie lamerki w środowisku naturalnym.- zaczęła się śmiać i poszła dalej ale my nauczylyśmy się to olewać. Przez wszystkie lekcje o niej myślałam. Z niecierpliwością czekałam na tą cholerna długą przerwę. Nigdy Justyna taka nie była. Boję się o nią.
--------------------------------------------
Narazie takie krótkie. Obiecuje poprawę jak tylko komputerek wróci z serwisu;))
A swoją drogą biedny Zbysiu nie będzie w reprezentacji;((( co z nich za ludzie żeby takiego zawodnika nie wziąć... Brak słów normalnie!!!!!
Pozdrawiam wszystkie czytelniczki ;**** całuski
środa, 4 września 2013
Rozdział 10.
Szybko wstałam i ubralam szare dresy i bluzę nike Norberta. Stałam przed ekspresem i robiłam kawę kiedy na szyi poczułam ciepły oddech i pocałunek Grześka. Odwróciłam się szybko:
-Wstałeś już?! Kawy?- objęłam szyję siatkarza a ten jednym gestem dał mi znak że ma ochotę na coś innego.
-Ok. Nie licz na to. Mało ci jeszcze?!- spytałam i odwróciłam się w stronę ekspresu.
-Nie mało ale, powiedz mi żałujesz tego?- objął mnie
-Nie niczego nie żałuje. Było mi z tobą wspaniale. A ty nie żałujesz?- wzięłam kubek z kawą do ręki.
-Wiesz ja żałuje... Tego że to się stało dopiero teraz- uśmiechnął się delikatnie.
-Idź się ubierz zaraz Norbert wróci i będzie lipa. Ja ogarnę salon bo ta ten stolik to jest w dość fatalnym stanie po wczoraj.- wskazałam na jego ubrania i ogólnie na duży pokój.
Zjedliśmy śniadanie i tak jakby trochę wyrzuciłam Kosoka z domu a sama poszłam pod prysznic. Po jakiś 30 minutach do domu wrócił brat. Chyba też bawił się dobrze bo był w świetnym nastroju. Zrobiłam mu jeść i oboje siedliśmy przed naszą plazmą i oglądaliśmy jakiś głupi świąteczny film. Poszłam po talerzyk z ciastem kiedy usłyszałam od Norberta:
-Ej siostra co to za Kosa co ci napisał że to był najlepszy sylwester w jego życiu co?- śmiał się a ja w biegu wyrwałam mu telefon.
-Wczoraj wpadł kolega. Oglądaliśmy film.- usiadłam na sofie obok brata.
-Taa ale użył kondona co?- klepnal mnie po ramieniu.
-A idź ty głupi jesteś!- zaburaczyłam się.
Wieczorem impreza noworoczna u siatkarzy a ja boję się co Kosa wymyśli i czy będzie wtopa. Szykowałam się dość długo a wystąpiłam w czarnych legginsach, niebieskiej tunice i czarnych kozakach na szpilce. Około 20.15 siedziałam w aucie i czekałam na zmianę światła na ostatnim skrzyżowaniu przed mieszkaniem chłopaków. W radiu leciały jakieś świąteczne smety więc przełączyłam na płytę eneja. Jakieś 10 minut później parkowałam przed ich blokiem. Gdy dotarłam pod ich drzwi ogarnął mnie dziwny niepokój że nie powinnam tam iść. Mimo to weszłam, przywitałam się z przyjaciółmi i rozpoczęłam imprezę. Były jakieś 3 panienki których nie znam i Iwona więc miałam z kim rozmawiać. Tym bardziej że chłopaki byli już mocno wstawieni i prawie nie kontaktowali. Usiedliśmy wszyscy razem, a co dziwne Kosa totalnie mnie zlewał. Ani razu na mnie nie spojrzał. Za to strasznie kleił się do Joli której wgl nie znałam. Nie powiem było mi przykro. Spojrzałam na niego z żalem w oczach ale tylko mnie to pogrążyło bo ten to zczaił i powiedział mi w twarz przy wszystkich:
-No nie patrz tak to że kochaliśmy się na twoim stole to nie znaczy że cię kocham. Co ty sobie wyobraziłas?! Na nic nie licz.- i przylizał się z nią.
-Świnia!!- tyle z siebie wydusiłam i słysząc śmiech innych wzięłam swoje rzeczy i zanosząc się płaczem wybiegłam z ich domu.
-Nie przejmuj się oni są pijani. On nie chciał tego.- to Iwona za mną wyszła.
-Nie chcę go znać. Palant!! Lecę miło mi było spędzić z tobą czas narazie.- pomachałam jej i wsiadłam do samochodu.
Jak najszybciej się dało dojechałam do domu i od razu weszłam pod prysznic. Ubrałam moje zimowe ciepłe piżamy i wtulona w kudłatą poduszkę ze łzami w oczach zasnęlam.
Następnego ranka szybko wstałam i ogarnęłam dom. Dziś wracają rodzice i wszystko musi wygladac ok. Rodzice przyjechali jakoś koło południa i byli zdziwieni widząc gorący obiad na stole i idealny porządek. Usiadłam z nimi i słuchałam ich wrażen po wycieczce chociaż niezbyt mnie to ciekawiło. Od Justyny dostałam sms-a że żyje ale boli ją głowa i pogadamy jutro. Po wysłuchaniu historii rodziców poszłam do siebie ułożyłam się pod kołdrą i włączyłam komputer a potem facebooka. Po drugiej stronie siedzieli Zbyszek, Igła i Kosa. Krzysiek napisał że wczoraj głupio wyszło ale napisałam mu że to nie jego wina tylko mojej głupoty. Zbyszek też przeprosił ale Kosa- od niego nie dostałam ani słowa. Wszystko bez sensu. Po co mu dałam, teraz bardzo tego żałuje. To kolosalny błąd. Po chwili zadumy zamknęłam laptopa i ułożyłam się wygodnie po czym szybko odpłynełam czyt. Zasnelam. Obudził mnie dźwięk telefonu. To Iwona dzwoni do mnie:
-Cześć Vanessa. Jak się czujesz?!- usłyszałam w jej głosie troskę
-Dobrze. Jest ok. Spałam trochę !- bez przekonania odpowiedziałam.
-Ajj obudziłam cię. Przepraszam. Spotkajmy się jutro w galerii co?!- zaproponowała
-No dobra o 12. Pasuje ci?!- pomyślałam
-Tak. Super dzięki do jutra. Pa- po czym się pożegnałyśmy i ja dalej poszłam spać.
--------------------------------------------
No i tak wygląda rozdział 10. Też jest krótki ale pisany z telefonu co nie jest zbyt wygodne;// zapraszam do czytania i komentowania.;))) Ciao;*****
wtorek, 3 września 2013
Rozdział 9.
Niby jestem zła na moich starszych za ten głupi numer z ciążą ale gdy dowiedziałam się o pogotowiu i złym stanie zdrowia mamy od razu pobiegłam do szpitala.
Pod szpitalem byłam jakieś 10 minut po telefonie od taty. Biegłam przez długi, szary i dość ponury korytarz i nagle spotkałam tatę siedzącego na krześle i pijącego wodę z plastikowego kubeczka.
-Co się stało? Jak czuje się mama?- spytałam zasapana.
-Sam nie wiem robią jej badania. Z tego co wiem spadła ze schodów.- tata ukrył twarz w dłoniach.
-A co z płodem? Przetrwał?- usiadłam obok taty.
- Vanessa, nie mów tak to nie płód tylko dziecko!- spojrzał na mnie zły
-Wiem przepraszam. Powoli się przyzwyczaję, obiecuje- powiedziałam szczerze.
Siedzieliśmy z tatą tak jakieś 15 minut kiedy z sali na której położyli mamę wyszedł lekarz. Tata wstał jak poparzony
-Co z nią doktorze?
-Jest pod kontrolą. Ona i dziecko mają się dobrze.- lekarz się uśmiechnął i poszedł
-Tato, czy ja moge wejść do mamy sama. Muszę jej wyjaśnić kilka rzeczy.- spytałam
-Dobrze, tylko jej nie denerwuj- weszłam niepewnie do sali i zobaczyłam mamę z opatrunkiem na ręce i lekko obitym policzku.
-Mamus jak ty się czujesz!- spytałam odruchowo.
-Dobrze. Nic mi nie jest trochę się poobijalam ale żyjemy- położyła rękę na brzuchu
-Tak się cieszę. Przepraszam, wiem że byłam nie znośna ale obiecuje że to się zmieni- usiadłam obok mamy
-Cieszę się kochanie. Bardzo poprawiłaś mi samopoczucie.- mocno się przytuliłyśmy.
-No to teraz może być już tylko lepiej- do sali wszedł tata i dołączył się do naszego uścisku.
Mama w szpitalu spędziła dwa dni i idealnie zdążyła wrócić na sylwestra. Razem z tatą wybrali się rekreacyjnie do naszej ciotki do zakopanego.
Dziś 31 grudnia. Rodzicom nie ma a Norbert wyszedł z dziewczyna na jakąś grubszą imprezę. Justyna też gdzieś bawiła z obecnym adoratorem a ja no co przed telewizorem oglądam sylwestra z polsatem. Wiem strasznie jestem rozrywkowa ale no co?. Strasznie się nudzilam. Było jakoś koło 23 kiedy ktoś zaczął dobijać się do furtki. Znudzona i zaspana poszłam otworzyć a tu kto?! No Kosa we własnej osobie. Szybko otworzyłam a ten wszedł z butelka szampana.
-Co tu robisz o tej porze?!- spytałam
-Byłbym wcześniej ale myślałem że wychodzisz i czatowalem w aucie aż do tej pory.!?- puścił mi oczko
-Coo!! Było zadzwonić wariacie.- zaczęłam się śmiać.
Nie powiem z Grzegorzem się nie nudziłam. Ta godzina starego roku minęła momentalnie. Wypiliśmy dwie butelki szampana i oboje byliśmy w cudownych nastrojach. Zaczęliśmy liczyć ostatnie sekundy do północy kiedy ten złapał mnie mocno w talii i namiętnie pocałował. Byłam trzeźwa ale nie sprzeciwiałam się, bardzo tego chciałam. W ciągu kilku sekund leżeliśmy na naszym blacie od ławy w naszym salonie. Ubrania wręcz latały w powietrzu a ja byłam gotowa by się z nim kochać. Całkiem nadzy bez żadnej gry wstępnej przeszliśmy do sedna. On całował mnie po całym ciele a ja nie byłam mu dłużna. Czułam jego mocno zbudowane ciało jak mnie obejmuje i pieści. To cudowne uczucie. Kochaliśmy się całą noc i z nikim nie było mi tak dobrze jak z Grzesiem. Rano obudziłam się wtulona w niego i pierwsze co przyszło mi do głowy to "Vanessa nie zepsuj tego".
--------------------------------------------
Dziś ten najkrótszy z krótkich. Niezbyt mi się podoba ale nic innego mi nie przychodzi do głowy. Miłego czytania. Pozdrawiam moje czytelniczki;) Buźka;**