piątek, 22 maja 2015

Rozdział 26.

"Neska wybacz ale ta sytuacja ze Zbyszkiem mnie przerosła. Wiem że mnie kochasz ale ja muszę sobie to wszystko przemyśleć dlatego znikam na jakiś czas. Nie wiem ile mnie nie będzie i nie wiem co się stanie jak wrócę. Kocham cię najbardziej na świecie ale za bardzo wszystko się skomplikowało. Wybacz że cię zostawiam ale dla mnie to jedyne wyjście. Mam nadzieję że mnie nie znienawidzisz za to.   Kosa"

Kiedy przeczytałam tą kartkę serce mi stanęło w miejscu. Pobiegłam szybko do samochodu i skierowałam się do mieszkania Kosoka. Chciałam z nim porozmawiać Muszę mu wyjaśnić wszystko żeby mi nie wyjechał. 
Niestety bez skutku dobijałam się do jego drzwi nie otworzył mi. Zalana łzami pojechałam do Zbyszka i Michała. Michał jak tylko mnie zobaczył domyślił się co się stało.

-Wejdź. -szerzej otworzył mi drzwi
-Jest tutaj?- spytałam
-Przykro mi...- westchnął
-Muszę go znaleźć.
-Nie znajdziesz go. Wyjechał.- Michał spuścił wzrok
-Co? Dokąd? Jak to?- krzyknęłam
-No dwa dni temu mi powiedział o swoich planach. 
-Dlaczego mnie nie uprzedziłeś. Zatrzymałabym go.!- krzyknęłam
-Nie pozwolił mi. Przepraszam.- próbował mnie objąć ale się wyrwałam
-Jak mogłeś. Myślałam że jesteś moim przyjacielem a ty co zrobiłeś. Nie chcę cię więcej widzieć.- powiedziałam mu patrząc w oczy a potem wybiegłam z mieszkania

Nie wiem co robić. Nie mam pojęcia gdzie go szukać. Chyba wykonałam już ze sto połączeń do niego ale bez skutku. 
Wsiadłam do samochodu i wróciłam do domu. Bez żadnego słowa pobiegłam do swojego pokoju i wtulona w poduszkę zanosiłam się płaczem. Czy jestem aż tak beznadziejna że musiał ode mnie odejść. 

Z pokoju nie wychodziłam praktycznie przez dwa dni. Mama przynosiła mi jedzenie i picie ale straciłam apetyt i całkowitą chęć na cokolwiek. Siatkarze próbowali się do mnie odezwać ale nie chcę już utrzymywać z nimi kontaktu.  Przynajmniej narazie. Z internetu dowiedziałam się że Kosa wyemigrował na rok do Włoch by tam grać w jednym z klubów. Postanowiłam wziąć się w garść. 
Nie mogę dłużej siedzieć w pokoju i płakac po Kosoku. Wszystkie rzeczy po siatkarzach spakowałam do pudła a miśka Asseco zaciągnęłam w kąt garderoby rodziców by na niego nie patrzeć.


-Rok później-


Od wyjazdu Kosy i minął już ponad rok. z siatkarzami nie widziałam się od pół roku. Raz przyszli do mnie grupowo ale nie chciałam z nimi gadać. Mieszkam już na swoim i studiuję dziennikarstwo. Aaa no i pracuję w niewielkiej klubokawiarni w centrum tak żeby mieć na swoje potrzeby i nie prosić o kasę rodziców. 
Moje życie nabrało rozpędu i nie zajmuję się już facetami. Kilka razy widziałam siatkarzy w klubie kiedy bawiłam się z Zuzką moją koleżanką ze studiów. 
Brakuje mi ich ale wiem że nie chcą ze mną rozmawiać po tym jak ich potraktowałam.
Wszystko się skomplikowało ale jestem zadowolona ze swojego życia. 

Dziś wtorek. Z samego rana ubrałam się w Czarny sweter, brązową skórzaną ramoneskę, brązowe rurki i czarne oficerskie botki. Włosy splotłam w luźnego kłosa a na twarz nałożyłam delikatny makijaż. 
Szybko dotarłam pod uczelnię gdzie przez 4 godziny mam mieć wykłady. 
Zuzka oczywiście już na mnie czekała przy wejściu z kubkiem kawy w ręku. Przyjaźń z nią bardzo mi pomogła, dużo jej zawdzięczam.

Zaraz po wykładach zaczęłam zmianę w kawiarni. Bardzo lubię tą pracę. Kontakty z ludźmi jakoś mnie cieszą i szefowa mówi że mam podejście do klientów. Jest ze mnie zadowolona więc i ja się cieszę. Na zmianie pracuję głównie z Kacprem który też jest studentem tyle że on siedzi w marketingu. Nie raz próbował zaprosić mnie na randkę ale od razu ostudziłam jego zapędy i jesteśmy dobrymi znajomymi.

Po całodniowej aktywności do mieszkania wracam padnięta.
Musiałam jeszcze po drodze do domu wstąpić do Tesco po jakieś zakupy po lodówkę to ja mogę przejrzeć na wylot i to dlatego że jest pusta. W drodze na moje piętro zadzwonił mój telefon. Bez sprawdzania kto to odebrałam:

-Słucham?
-Hej Neska. Jutro nie ma wykładów wiesz.!
-Hej Zuz. No co ty. Oo wyspię się w końcu.- ucieszyłam się
-No i ja w tej sprawie. Potrzebuję cię jutro. W galerii- wydukała
-Co? Ale dlaczego zła kobieto?- spytałam
-Potrzebuję twojej rady. Mój brat zaprosił mnie na swoją kolację zaręczynową i potrzebuję sukienki. 
-No dobra. O 9 przy wejściu do galerii.- uśmiechnęłam się sama do siebie
-Dziękuję. Kocham cię wiesz.
-Wiem wiem. Kończę już. Do jutra. 
-No papa.

Po wejściu do mieszkania rozpakowałam zakupy i wzięłam gorący prysznic. Od razu padłam na łóżko padnięta. Szybko zasypiam.
Następnego dnia z samego rana jadę do galerii by spotkać się z Zuzką. Ucieszona na mój widok od razu wciągnęła mnie do pierwszego sklepu jakim był sklep ZARA. Niestety nie znalazła tam niczego odpowiedniego więc potem poszłyśmy do H&M. Tam też niestety nic jej nie spasowało. Zaczęłam się bać czy w ogóle coś znajdziemy. Na szczęście w MOHITO znalazła idealną sukienkę. Cała czarna z baskinką i złotym zamkiem z tyłu przez całą długość sukienki. Skromna i elegancka tak jak chciała. Odetchnęłam z ulgą kiedy ją kupiła. Wyszłyśmy ze sklepu zadowolone a Zuzka była tak podjarana ta sukienką że wpadła na kogoś. Kiedy zobaczyłam na kogo wpadła oczy wyszły mi z orbit. Zbyszek.!

-Neska?- spojrzał na mnie
-Zbyszek?- uśmiechnęłam się
-Nie wierzę. Co tu robisz.- przytulił mnie
-Jestem na zakupach z przyjaciółką. To jest Zuza. Zuza to jest Zbyszek.- przedstawiłam ich sobie
-Miło mi poznać. Może gdzieś usiądziemy i pogadamy.?
-Śpieszymy się. Nie powinieneś być teraz we Włoszech?- spytałam
-Sezon ligowy się skończył i postanowiłem wrócić do kraju. Zresztą nie tylko ja. Kosa też wrócił.- powiedział
-Super że wróciliście do kraju. - uśmiechnęłam się
-Powinnaś się z nim spotkać i pogadać.
-Nie sądzę. Musimy już lecieć. Fajnie było cię spotkać. Pa- pocałowałam go w policzek i szybko z Zuzką poszłyśmy przed siebie

Pod pretekstem tego że źle się czuję zostawiłam Zuze i wróciłam do domu. Na całe szczęście mam dziś wole w pracy więc nie muszę nigdzie wychodzić. Ubrałam dresy zmyłam makijaż i wzięłam się za porządki. Chciałam wyrzucić z głowy słowa Zbyszka "Kosa wrócił". 
Chcę się z nim spotkać.? Nie chcę.! A może jednak chcę.!? 
Już sama nie wiem....




=========================================================================



Jest rozdział 26. Wiem że go ucięło i przepraszam za to ale nawet nie zauważyłam że to się stało :)

wtorek, 4 lutego 2014

Epilog.

Od poznania mojego męża i siatkarza Resovi- Grześka Kosoka minęło 5 lat. Sporo się od tego czasu zmieniło. Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział że w wieku 20 lat wyjdę za mąż i po 5 latach małżeństwa będę szczęśliwa i nie będę żałowała to bym go wyśmiała. A jednak.!. 3 lata temu urodziłam córkę którą Kosa wbrew mojej woli nazwał Antonina. Pamiętam jak jakiś 3 tydzień przed porodem Kosa suszył mi o to głowę:

- No już daj spokój. Błagam cię czemu nie chcesz Antoniny?- Kosa zaczął mnie przekonywać
-Nie słyszysz. ja chcę Nikolę i bez dyskusji.!- warknęłam
-No ale czemu. Podaj jeden argument!- westchnął głęboko
-Bo nie. Ja nosze to dziecko przez 9 miesięcy, ja się z nim męczę i nie śpię po nocach, tak więc i ja wybieram imię.!- wzruszyłam ramionami
-Ale to też moje dziecko.!-krzyknął
-Kosa nie przeginaj. Poza tym Antonina, co to za imię w ogóle?- zrobiłam krzywą minę
-Proszę cię. Następną córkę nazwiemy Nikola. Obiecuję.!- objął mnie mocno
-Jaką następną.? Jeszcze jednej nie urodziłam a ty już o drugiej mówisz.! Ogarnij się.!- puknęłam się w czoło i zakończyłam kłótnię zamykając się w łazience.

Jak się później okazało Kosa w urzędzie i tak postawił na swoim bo mimo moich zaleceń zarejestrował ją jako Antoninę Kosok. Myślałam że go zabiję no ale powoli przekonałam się do tego imienia.
Jeśli chodzi o rodziców to nie widziałam się z nimi od czasu mojego ślubu cywilnego. Trochę to boli ale już przyzwyczaiłam się do tego że mają do mnie żal że jestem szczęśliwa z mężem i córką. Poinformowałam ich o narodzinach Tosi ale nie pojawili się żeby poznać wnuczkę. Młodszego brata nie widziałam od 3 lat. Wcześniej przyprowadzał go Norbert i mieliśmy jakiś kontakt ale teraz kiedy starszy z braci wyjechał do Londynu nie widuję się z żadnym z nich. Z Norbertem rozmawiam przez skeypa i jesteśmy na bieżąco.
Ojca nie chcę znać. Kiedy Norbert powiedział mi dlaczego ten tak nie lubi Grześka stwierdziłam że wolę żeby się do mnie nie odzywał. Jak się okazało ojciec koniecznie chciał żebym wyszła za Mateusza, bo jego ojciec obiecał mojemu że ten zostanie współwłaścicielem jego firmy a co za tym idzie będzie dużo więcej zarabiał. Chciał mnie sprzedać.! Właśnie ta wiadomość spowodowała że ostatnie 2 tygodnie ciąży musiałam spędzić w szpitalu. Kosa co wizyta na mnie krzyczał:

-Tak cię prosiłem żebyś odpoczywała i co.! Czemu o siebie nie dbasz?- zaczął mi prawić morały w szpitalu
-Przecież dbam. Przestań, nic takiego się nie stało.!- westchnęłam
-Taak? To co tu robisz. Do porodu zostało 2 tygodnie. Jak mam cię pilnować jak cały czas mamy treningi albo mecze.?
-Daj spokój. Nic takiego się nie dzieje. Wracaj na trening!- burknęłam
-Błagam cie uważaj. Nie denerwuj się tak. Tu nie chodzi tylko o ciebie.- usiadł obok mnie
-Wiem ale ty też byś się wkurzył gdybyś się dowiedział że ojciec chciał cię sprzedać. To nie średniowiecze do cholery.!- z oczu popłynęły mi łzy
-Jak to sprzedać.? Komu?- zdziwił się
-Długa historia.!- machnęłam ręką

No i tydzień później na świat przyszła nasza maleńka. Kosa nawet o tym nie wiedział bo grał mecz i go nie było. Gdy przyjechał z Bełchatowa i zobaczył że koło mnie leży dziecko popłakał się jak mała dziewczynka.
Rodzicami chrzestnymi zostali Zbyszek i Iwona.

Jeśli chodzi o Iwonę to 4 lata temu urodziła ślicznego chłopczyka. Razem z resztą załogi byliśmy wtedy na meczu kiedy zadzwoniła do mnie z prośbą żeby ją ratować. Razem z Pauliną wybiegłyśmy z hali jak poparzone i od razu zabrałyśmy ją na porodówkę. Krzysiek dojechał jakieś 30 minut później kiedy ta męczyła się już rodząc kolejnego Ignaczaka. Po 4 męczących godzinach wszyscy patrzyliśmy na małego Huberta. Krzysiek nie wypuszczał go z ramion przez jakieś 2 godziny, dopiero kiedy Iwona musiała nakarmić małego oddał jej syna.
No i jestem teraz matką chrzestną 4 letniego już chłopca. Ojcem chrzestnym został Grzesiek.

Paulina też spodziewa się dziecka. Jest jakoś w 5 miesiącu ciąży ale nie bardzo wiem co u niej. Oboje ze Zbyszkiem wyjechali do Włoch by ten mógł grać w Modenie. Z tego co z Iwoną z niej wyciągnęłyśmy to prawdopodobnie będą mieli córeczkę. Chłopaki długo mieli do Zbyszka żal o wyjazd ale już im przeszło. Zbyszek jest dla mnie jak brat a poza tym on uwielbia moją Antosię więc się nie gniewam że wolał wyjechać. Grupowo oglądamy wszystkie mecze Zbynia.

Kubiakowie pobrali się jakoś rok po naszym ślubie. Obecnie Michał gra w Jastrzębskim Węglu ale widujemy się przy każdej nadarzającej się okazji. Monika na razie nie myśli o ciąży i dzieciach. Oboje myślą o karierze. Często podrzucamy im małą a oni bardzo ją lubią. Nie chcą mieć swoich dzieci a nas wszystkich to dziwi.

Piotrek " Cichy" Nowakowski dalej szuka swojej drugiej połowy. Chłopaki nie żałują sobie docinek w jego kierunku. Szczerze mówiąc czasami jest mi go szkoda. Nawet bardzo.


Dziś 31 grudnia. Nasza 5 rocznica ślubu. Kosa odstawił małą do dziadków a mnie zabrał na wycieczkę. Jak się później okazało wynajął on nam domek w Zakopanem. Taki mały z widokiem na Giewont. Jest piękny i nasz na cały tydzień.

-Wiem że to mało oryginalne i romantyczne ale...- zaczął się tłumaczyć
-Nic mi nie mów. Tu jest pięknie. Kiedy ty zrozumiesz że nie musisz kupować mi wycieczki na Hawaje żebym była szczęśliwa. Kocham cię i możemy siedzieć nawet w rowie albo pod mostem. Ważne żeby razem- mocno wpiłam się w jego usta
-Jesteś najbardziej niesamowitą osobą jaką znam wiesz?- wytrzeszczył oczy
-Czemu.?- zdziwiłam się
-Bo widzisz jeden twój pocałunek sprawia że nic więcej poza tobą mnie nie obchodzi. A poza tym...- wziął głęboki wdech
-Tyle mówisz, może się zamkniesz i pójdziemy dokładnie obejrzeć sypialnię co?- przerwałam mu
-Tak. To będzie lepsze niż moje wywody.- puścił mi oko i kilka sekund później niósł mnie na rękach do sąsiedniego pokoju.

Nawet nie wiem kiedy pozbyłam się bluzki. Kosa też dość szybko zdjął z siebie całą garderobę. Teraz leżę pod jego pachnącym ciałem, palcami przeczesuję jego przydługie już włosy a on delikatnie caluję moją szyję. Rękami gładzi moje rozluźnione ciało co wywołuje u mnie dreszcze. Po chwili jego usta wracają do moich i nasze jezyki toczą ze sobą walkę. Chociaż nie! To nie walka, to taniec a one są idealnie zsynchronwane. Nikt nigdy nie całował mnie tak jak mój mąż.
Po chwili obracamy się tak jak że teraz to ja siedzę na nim. Delikatnie całuję jego klatkę piersiową kierując się ku górze. Nawet nie wiem kiedy powracam do pozycji leżącej z opierającym się na mnie Grześku a ja delikatnie głaszczę jego plecy.
Po chwili oboje odpływamy delikatnie i powoli kochając się ze sobą.
Gdy wraca mi świadomość leżymy razem wtuleni w siebie. Kosa bawi się moimi włosami a ja krążę palcem po jego klatce piersiowej.

-Minęło 5 lat a ja z każdym twoim pocałunkiem i z każdą tak spędzoną nocą zakochuję się w tobie coraz bardziej.- westchnął
-Kocham Cię Grześ. Nikogo nigdy nie kochałam tak jak kocham ciebie. Ty i Tośka jesteście moim życiem i całym światem.- uśmiecham się delikatnie
-Uwielbiam patrzeć jak się tak uśmiechasz. Uwielbiam patrzeć marszczysz brwi kiedy się martwisz. Całą ciebie uwielbiam mała.- pocałował mnie w czoło
-Gdyby była z nami Tosia mogłabym tu zostać na zawsze.- mocniej wtulam się w męża
-Kto by pomyślał że jedno przypadkowe spotkanie jest w stanie zmienić resztę życia!?- pokręcił z niedowierzaniem głową
-Co masz na myśli?- spojrzałam na Grześka
-To że gdybym cię wtedy nie spotkał zapłakanej na tym parkingu, nie zagadałbym do ciebie to teraz nie było by nas, i Tośki a ja nie byłbym tak cholernie szczęśliwy.- objął mnie mocniej
-Tak czasami jedna osoba jest w stanie zmienić wszystko.
Oboje wtuleni w siebie zasypiamy. Z uśmiechem na ustach odwiedzam krainę Morfeusza. Teraz wiem że chcę żeby tak było zawsze. Nigdy nie byłam tak szczęśliwa. Nie żałuję żadnej podjętej w moim życiu decyzji. Dzięki moim decyzjom mam wspaniałą rodzinę i przyjaciół. Nie zamieniłabym tego co mam na nic innego na świecie.


***Koniec***


No i tak. To jest już koniec.... Chciałam bardzo podziękować za to że czytaliście i przeżywaliście tą historię razem ze mną.
Zaczynam nowego bloga który również będzie o siatkarzach na którego gorąco już teraz zapraszam: http://idealny-sposob-na-zycie.blogspot.com/
Jeszcze raz gorąco dziękuję że byliście ze mną :*** Buziaki!!

sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 33.

Przez następne kilka dni cieszymy się sobą i tak trochę żyjemy we własnym świecie. Kosa chodzi na treningi, wiadomo nie ma wyjścia, ja mam wykłady no i nie długo staż ale mimo wszystko zawsze jestem obecna na każdym meczu, w jego koszulce razem z Iwoną, Moniką, Pauliną i innymi partnerkami i rodzinami siatkarzy.
Jakoś 2 tygodnie po naszym ślubie Zbyszek w końcu się odważył i poprosił o rękę Paulinę. Co dziwne mimo tego że znają się niecałe 3 miesiące zgodziła się. Teraz wszyscy szykujemy się do kolejnego ślubu.
Kubiak chyba też coś knuje względem Moniki ale na razie nic nie wiadomo.
Rodzice dalej się nie odzywają. Szczerze teraz mam to w nosie. Mam wspaniałą rodzinę, przyjaciół i chociaż trochę brakuje mi naszych rozmów i rodzeństwa jakoś daję radę. Mija może 2 tygodnie kiedy to odzywa się do mnie brat i umawiamy się na spotkanie. Uparł się że przyjdzie do naszego mieszkania więc czekam na niego niecierpliwie.
Zjawia się punktualnie z młodym na ręku. Widok młodszego brata niezwykle mnie cieszy i wpuszczam chłopaków do domu.

-Co cię naszło że się odezwałeś.?- spytałam kiedy usiedliśmy w salonie
-Nieźle sobie tu żyjesz.! Zajebista chata.!- puścił mi oko
-Dla mnie to nie jest ważne. Napijesz się czegoś?- wstałam i udałam się do kuchni otwartej na salon
-Może herbatę. Słuchaj ja się tobie dziwię w wieku 20 lat wyszłaś za mąż. Nigdy to nie było twoim marzeniem.!- podszedł do mnie
-Może i faktycznie tak było ale ja go kocham. Bardziej niż kogokolwiek.- uśmiechnęłam się lekko
-Żeby było jasne, ja nie jestem prze szczęśliwy że za niego wyszłaś ale nic do niego nie mam. Cieszę się że jesteś szczęśliwa.- mocno mnie przytulił
-Norbert ja... dziękuję że chociaż ty się ode mnie nie odwracasz.!- zaśmiałam się
-Tak tyle że mam żal. Żeby nie zaprosić brata na własny ślub. Wstyd.!- pokazał mi język
-Jak to.? Miałeś zaproszenie. Dałam je mamie w dniu naszej kłótni. Nie dała ci?- wytrzeszczyłam oczy
-Nie. Niczego nie dostałem. Widocznie chcieli nas ze sobą skłócić. To chore.! krzyknął
-Na kościelny już dam ci osobliście do rąk własnych.- uśmiechnęłam się
 -No tyle że ja tak tego nie zostawię. To że rodzice się na ciebie wypięli to nie znaczy że my też co nie brat.!- podniósł Bartka z podłogi z uśmiechem
-Nie pać Neśka.!- Bartek wyciągnął do mnie ręce
-Mój mały brat.! Fajnie że chociaż wy mnie nie potępiacie.!- mocno wyściskałam braci

Chłopaki wyszli jakoś po 16.00. Norbert pojawił się w domu o 20.00 i gdy dowiedział się o wizycie braci autentycznie się ucieszył. Norbert obiecał że jeszcze wpadnie a Kosa też stwierdził że to dobrze że mój brat nie chce go zabić za to co kiedyś mi zrobił.

Dokładnie 14 lutego nadchodzi dzień ślubu Bartmana z Pauliną. Wszyscy razem zbieramy się pod salą urzędu stanu cywilnego gdzie ma odbyć się ślub. Ja i Michał jako świadkowie, Ignaczakowie i wielu innych ludzi.
Pojawia się także nieproszony gość. Marlena była dziewczyna Zbyszka postanowiła że też wpadnie.

-Zbyszek, pogadajmy.!- bez większych wstępów podeszła do atakującego.
-A jest o czym. Sory ale nie mam za bardzo czasu.!- wzruszył ramionami
-Jest no bo ty robisz błąd. A poza tym to ja... jestem w ciąży.!- rzuciła a wszystkim opadły szczęki łącznie z panem młodym
-Czemu dopiero teraz mi to mówisz.!- krzyknął w końcu Zbyszek
-Bałam się. Dopiero teraz do mnie dotarło że nie mogę tego ukrywać.!- wzruszyła ramionami
-Serio. A ile już jesteś w tej ciąży co?- wtrąciła Iwona
-To 3 miesiąc. Czemu pytasz?- zdziwiła się i lekko zakłopotała
-Bo o ile mi wiadomo to Zbyszek rozstał się z tobą jakieś 10 miesięcy temu. Coś długo chodzisz w tej ciąży.!- zaczęła się śmiać
-Yyy... to nie jest wasza sprawa.!- Marlenka ewidentnie się zaburaczyła
 -Idź stąd. Tylko się gasisz i tyle.- roześmiał się Zbyszek
-Ale.. ale przecież dobrze nam było razem. Dlaczego się żenisz?- złapała Zbyszka za rękę
-Było ale się skończyło. Idź sobie!- Zbyszek wyrwał rękę Marlenie
-Nie mów tak. Przecież ja cie kocham.!- rozpłakała się bidulka
-Nie rób szopki. Weźcie ją wyprowadźcie.!- Zbyszek machnął ręką na Igłę i Grześka
-Sama wyjdę. Ale jestem pewna że jeszcze wrócisz.!- otarła oczy i opuściła 

Chwilę później już wszyscy śmiali się z wystąpienia byłej Zbyszka. On sam stwierdził że gdyby nie Iwona to on byłby w stanie uwierzyć w słowa Marleny.
Wesele Zbyszka jest sporo większe od naszego ale to chyba dlatego że on tak strasznie lubi imprezy. Wszyscy bawimy się świetnie do białego rana. Igła przez całe przyjęcie praktycznie nie schodzi z parkietu. Ile razy z nim tańczyłam? Po 8 piosence straciłam rachubę.
Po jakże energicznym kawałku "Ona tańczy dla mnie" przetańczonym tym razem z Cichym padłam obok mojego męża z bólem stóp.

-Kocie. Zwijamy się?!- zrobiłam oczy kota ze shreka do Kosy
-Już przecież dopiero 4.30?- spojrzał na mnie ze zdziwieniem
-Bo mi już odpadają nogi. Te szpilki mnie wykończą?- spojrzałam w dół na moje stopy
-Bo są świetne ale z wygodą już gorzej.- roześmiał się
-Błagam cię. Chyba że mam chodzić boso?- westchnęłam
-Idź w naszym samochodzie jest para twoich czarnych balerin. Kosa chyba wiedział że nie przetrzymasz!- Igła rzucił mi klucze od auta
-Kocham cię wiesz?!- zarzuciłam ręce na szyi Grześka
-No wiem wiem. A ty idź zmienić te buty bo ci faktycznie nogi odpadną.!- roześmiał się i pocałował w usta
-Nie jesteście tu sami co?- oburzył się Igła
-A ty co? Też chcesz buzi?- odkleiłam się od męża
-A dasz mi?- zdziwił się
-Może.!- i delikatnie pocałowałam Krzyśka w policzek po czym pognałam do samochodu

Po zmianie butów na płaskie byłam w pełni sił. A to wirowałam na parkiecie z Kosą, to dziewczynami. Z panem młodym również miałam okazję nie raz zatańczyć.
Wyszło tak że my i Ignaczakowie wyszliśmy jako ostatni z lokalu.Co dziwne Kosok trzyma się w pionie i nie gada od rzeczy. Do mieszkania wchodzimy jakoś przed 7 rano a dopiero wtedy odczuwam zmęczenie. Niestety zła i zmęczona najpierw muszę wyprowadzić Gryzaka a po powrocie dopiero sen.
Kiedy z psem wchodzę do domu mój mąż smacznie sobie śpi. Zrezygnowana idę pod prysznic. Trochę mnie to pobudza i dodaje sił.
Mimo wszystko jednak kładę się obok Kosy i nawet nie wiem kiedy zasypiam.
Budzi mnie dopiero przyjemne uczucie i oddech mojego męża w okolicy szyi.

-Spadaj ja śpię!- warknęłam
-Skarbie. Obudź się co?- przyjemnie całuje moją szyję
-Nie. Jak byś to ty wziął psa na spacer to może bym nad tym myślała- nakryłam się ciaśniej kołdrą
-Nie bądź taka.- zaczął krążyć dłońmi po moim ciele
-Kosa, daj mi spać.!- odsunęłam się od męża
-Kiedy ja nie chcę żebyś ty spała.!- przysunął się do mnie
-Serio?- ja ci pozwalam spać jak jesteś zmęczony.!- odgarnęłam włosy z twarzy
-Maleńka. Tak cię bardzo kocham.!- wpił się w moje usta
-A ty mnie denerwujesz.!- z uśmiechem odwzajemniłam pocałunek

Po długim pobycie w łóżku Kosa stwierdził że oboje weźmiemy psa i idziemy na spacer.
Zgodziłam się ale niezbyt chciało mi się stroić. Wybrałam czarne jeansy, dłuższy czarny golf, granatowy płaszczyk, czarne śniegowce. Do tego miodowy komin.
Idziemy sobie wesoło przez park rozmawiając na temat wczorajszego wesela Zbynia gdy słyszę znajomy śmiech. Gdy odwracam się w stronę tego dźwięku widzę Igłę leżącego w śniegu a nad nim jego pociechy. Od razu poszliśmy w ich stronę.

-Dobrze się bawisz?- Kosa spojrzał z rozbawieniem na zaśnieżonego libero
-Dzieci weźcie Gryzaka. Pomożemy tacie wstać.- oddałam smycz Sebastianowi
-Co się stało.?- Kosa poniósł Igłę z ziemi
-Iwona była zła że tak wczoraj sobie dałem. Kazała mi wziąć dzieci na spacer a te wymyśliły że zakopią mnie w śniegu bo raz widziały zakopanego kolesia w piasku- westchnął ciężko na co my wybuchliśmy śmiechem
-Nie jest ci zimno!?- pomogłam mu się otrzepać ze śniegu.
-Cholernie ale Iwona poleciała na jakieś zakupy a ja nie mam kluczy!
-Oj ty biedny. Dobra bierz dzieciarnię i chodźcie do nas!- uśmiechnęłam się
-Serio. Dzięki dobrzy ludzie!- Igła autentycznie się ucieszył
Jakieś 10 minut później jesteśmy już w mieszkaniu. Kosa i Igła piją gorącą herbatę z miodem i cytryną a dzieciom zrobiłam gorącą czekoladę. Siedzimy razem w salonie oglądając telewizję, dzieci zajmują się psem. Ogólnie jest miło. Tylko Krzysiek martwi się że Iwona da mu jeszcze popalić. Mnie i Grześka bawi jego strach przed żoną ale jemu do śmiechu nie jest.

-No dobra Igła co jest.- Kosa spytał kolegę klepiąc go po ramieniu
-Iwona. Ostatnio ma straszne wahania nastrojów. I ciągle się czepia. Siedzi tylko w łazience. Nie wytrzymuję już.!- burknął
-Pogadaj z nią może.- uśmiechnęłam się szeroko
-Taak. Jak się odezwę to mnie zabije i wtedy mi ulży.!- złożył ręce na piersi
-To fakt że ostatnio jest jakaś nerwowa. Nie wiem może ma jakieś problemy.!- wzruszyłam ramionami
-Może ty byś z nią pogadała co?- Igła nagle skoczył w moją stronę
-Ja.. Ale czemu ja?- zdziwiłam się
-No bo wy gadacie o wszystkim jak to baby.! Dogadacie się.!- uśmiechnął się szeroko
-No dobra spróbuję.- wzruszyłam ramionami

Jak się później okazało wahania nastrojów Iwony były przyczyną tego iż ponownie zaszła w ciążę. Jak tylko Krzysiek się dowiedział skakał z radości jakby się czegoś naćpał. Ona była mniej rozentuzjazmowana co do kolejnego dziecka ale widząc jak Igła całuje jej brzuch nawet jej miękło serce.Dzieciaki cieszyły się na wieść o nowym rodzeństwie i już teraz się kłóciły czy to będzie braciszek czy siostrzyczka.

Zbyszek w podróż poślubną zabrał Paulinę do Paryża. Niestety tylko na tydzień no bo niestety mecze, treningi itp. Jak tylko się dowiedziałam od razu strzeliłam focha na Kosę że ten olał sprawę i mnie nigdzie nie zabrał. Obiecał że zabierze mnie na wakacje gdzie tylko będę chciała no i to trochę mnie udobruchało.

Razem z dziewczynami jesteśmy na każdym meczu chłopaków siedząc w ich koszulkach tak jak dziś kiedy
to grają z Delectą.
Pierwszy set wygrywa przeciwnik. Chłopaki twierdzą że tak chcieli przy szpanować i to dlatego. Następne 3 sety idą na konto Resoviaków i to oni wygrywają mecz. Kosa od razu po zakończeniu meczu podbiega do mnie i mocno przytula. Przekazuję chłopakom gratulacje od Zbyszka który się bawi w Paryżu. W sms-ie wysyłałam mu relacje z meczu i tak się porozumiewaliśmy.
Zawodnikiem MVP zostaje Krzysio Ignaczak i na cały głos krzyczy że ta nagroda jest dla Iwonki, miłości jego życia. Kosa bierze mnie na barana i znosi z trybun na boisko gdzie pląta się reszta zawodników.
Zaraz po meczu wszyscy idziemy do naszego mieszkania. Dziś jest nasza kolej na przyjęcie świętujących siatkarzy.
Siedzę na boku w kuchni razem z Iwona i rozmawiamy o naszych facetach. Iwona zwierza się jak bardzo jest teraz szczęśliwa a ja głaskając Gryzaka który co chwila do mnie podchodzi tylko się uśmiecham.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



No!!! Teraz już został nam Epilog. Pojawi się koło środy.
Smutno tak to zakończyć bo szczerze przywiązałam się do Nesski. 
No i wiadomo polecam mojego drugiego blooga  www.kochaj-i-nienawidz.blogspot
zapraszam i Buziaki:**********

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział 32.

Kiedy się rano budzę Kosa mocno we mnie wtulony smacznie sobie śpi. Stwierdzam że dziś zasłużył na to żeby to jemu zrobić śniadanie. Powoli wstaję i po cichu idę do kuchni. Nastawiam świeżą kawę do ekspresu i biorę się za omlet, tosty i krojenie pomidorów. Tak jak to lubi Grzesiek. Na stole jest też masło, nutella i sok pomarańczowy. To nie odłączna część mojego śniadania.
Kiedy stawiam na stole ostatnie rzeczy w drzwiach pojawia się Kosa.

O kurde. Czym sobie zasłużyłem.!- uśmiechnął się lekko
-Sama nie wiem o czym mówisz. Ja tylko zrobiłam sobie śniadanie- westchnęłam
-Sobie?- zdziwił się
-Nie no tyle się o kombinowałeś z tym pierścionkiem że zasłużyłeś!- puściłam mu oko
-No cieszę się że doceniłaś!- uśmiechnął się
-Siadaj romantyku. Musimy pogadać!- i zaczęłam pytać o szczegóły ślubu
-A no właśnie. Goście są zaklepani tylko twoi rodzice...- zaczął
-Dziś do nich pojadę!- zrobiłam cierpką minę
-Może nie będzie tak źle!- uśmiechnął się
-Może. Narazie muszę się szykować na spotkanie u Iwony. Sukienka itp.- westchnęłam
-Sam chciałem ją wybrać ale dziewczyny stwierdziły że nie mam gustu!- wydął usta
-Jestem pewna że go masz ale dobrze że zajęły się tym one!- puściłam mu oko
-No ja mam najlepszy gust- wyszczerzył się jak jakiś klaun
-A ty co dziś robisz?- zaczęłam sprzątać po śniadaniu
-Ja o 16 mam trening a wcześniej muszę jechać do naszego lokalu na wesele. Jest jeszcze kilka spraw...- Kosa wkłada naczynia do zmywarki
-To ja pojadę z tobą.- prawie że krzyknęłam
-Ty to masz jechać do rodziców. Jak to załatwisz przyjedziesz na halę. Wtedy pomyślimy co dalej.- uśmiechnął się szeroko
-Ok. Niech będzie.!- udałam focha
-Nie bądź taka.!- podszedł do mnie i objął mnie w talii
-Jaka. Nic mi nie jest. Boję się spotkania z rodzicami. Minęło trochę czasu!- wzruszyłam ramionami
-Może to ja pojadę z tobą co?- spojrzał na mnie nie pewnie
-Nie. Dam radę.- uśmiechnęłam się na siłę

Jakąś godzinę później wychodzę już z mieszkania i jadę do Iwony. Mam przymierzyć sukienkę, a potem jechać do rodziców.
Jakoś po 15 minutach jazdy jestem już pod blokiem Ignaczaków. Wchodzę szybko na 3 piętro. Drzwi otwiera mi zła Iwona.

-Cześć. Co się stało?!- uśmiechnęłam się
-Chodź to zobaczysz!- wpuściła mnie i pierwsze co zobaczyłam to Nowakowski i Zbyszek siedzący z Krzyśkiem w kuchni i jedzący coś z wielkim zapałem
-No to teraz rozumiem.- stwierdziłam i przywitałam się z chłopakami
Iwona zamknęła nas w sypialni i tam zajęłyśmy się sukienką i dodatkami. Okazało się że dziewczyny zaopatrzyły mnie w bieliznę na okazję nocy poślubnej. Po jakiś 2 godzinach plotek i przymierzania przez Iwonkę sukienek wychodzimy do salonu gdzie chłopaki oglądają jakiś film.

-No ja się zastrzelę! Lubię ich ale bez przesady!- westchnęła Iwona
-Chłopaki wy nie macie domu!- podeszłam do sofy na której siedzą siatkarze
-Mamy ale jak to mówią w kupie siła!- uśmiechnął się szeroko Cichy
-Aha. Spoko!- podeszłam powrotem do Iwony
-I co ja mam z nimi zrobić?- spytała
-Najlepiej stąd wyjść!- zaśmiałam się
-Ty wiesz co. Masz rację. Igła idę na zakupy- krzyknęła i wyszłyśmy razem
Sukienkę odwiesiłam w samochodzie i pożegnałam się z Iwoną. Z zaproszeniem na ślub udałam się do rodziców. Przed wejściem do domu biorę dwa głębokie wdechy. Na szczęście drzwi otwiera mi mama.

Wpuszcza mnie i woła ojca do salonu. Siadam na tak znajomej mi kanapie i patrzę na niepewny wzrok mamy:

-Zostawił cię tak.?- roześmiał się tata
-Nie i...- zaczęłam
-To po co tu przyjechałaś?- zdziwił się
-Bo mam coś dla was.- podałam mamie kopertę z zaproszeniem
-Co to jest!?- mama zaczęła otwierać i wtedy do salonu przyraczkował mój młodszy brat.
-Jej jak ty urosłeś!- uśmiechnęłam się do braciszka
-Ty sobie żartujesz!- ojciec podarł kopertę
-Nie. Jestem nadzwyczajnie poważna!- poprawiłam się na kanapie
-No chyba nie. Jesteś tak głupia czy taką udajesz?!- tata aż wstał z miejsca
-Doskonale wiem co robię.- też wstałam
-No chyba nie. Nie zgadzam się na to. Rozumiesz!?- zaczął krzyczeć
-Jestem dorosła. Kiedy to do was dotrze.- zaczęliśmy się przekrzykiwać
-To że masz dowód osobisty nie znaczy że jesteś dorosła!
-Ja już z nim mieszkam. Chcę za niego wyjść. Ty możesz to tylko zaakceptować.!
-Kpisz sobie tak.- zaczął machać rękami
-Nie. Dlaczego go tak nienawidzisz.!- z oczu popłynęły mi łzy
-On nie jest dla ciebie. To sportowiec!- krzyknął
-I co z tego do cholery?!
-Skrzywdził cię!- ojciec trochę się uciszył
-Już mu to wybaczyłam. Może ty też to zrób.- wytarłam policzki zalane łzami
-Nie ma mowy nawet.!- tata na mnie huknął
-Mamo powiedz coś.!- skierowałam się ku rodzicielce
-Co ja mogę córciu!- westchnęła 
-Nie i jeśli za niego wyjdziesz to możesz nie wracać!- machnął ręką
-Pamiętasz jak mi mówiłeś że zawsze chciałeś mieć córkę. Że jestem twoim skarbem.!- spytałam
-Pamiętam. I co?- zdziwił się
-Właśnie straciłeś swoją jedyną córkę. Tą którą kiedyś uważałeś za swój skarb! Nie chcę cię znać!- krzyknęłam i wybiegłam z domu

Jakieś 20 minut jestem już z domu i płaczę w poduszkę. Zapomniałam że mam jechać do Kosy na trening. Cały czas myślę o tym jak bardzo mnie zranili. Moi rodzice się mnie wyrzekli. Nie mogę pohamować łez.

-Skarbie jesteś!?- do domu wszedł Kosa
-Tak jestem.!- szepnęłam i on podszedł do mnie do kanapy
-Co się stało.!- wytrzeszczył oczy
-Od dziś nie mam rodziców.- mocno wtuliłam się w Grześka
-Aż tak źle było?- zdziwił się
-Było gorzej. Ojciec się mnie wyrzekł.- wpadłam w szloch
-Nie płacz. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. No już.- wytarł mi dłonią policzek
-Nie zrezygnuję z ciebie. Prędzej z nich!- wzięłam głęboki wdech
-Masz mnie. Całą moją rodzinę, no i siatkarzy. Bardzo cię kocham mała.- uśmiechnął się delikatnie
-Wiem. Ja ciebie też bardzo mocno kocham- delikatnie pocałowałam usta Kosoka
-Już jest lepiej.- spojrzał na mnie z troską
-Jak jesteś ze mną to lepiej być nie może.- westchnęłam

---

To już dziś. 31 grudnia. To dziś formalnie stanę się panią Kosok. Rodzice totalnie się odcięli, nawet mama. Święta spędziłam u rodziny Grześka i bardzo się do nich zbliżyłam. Świetnie wspominam ten czas. Tym bardziej po tym jak dostałam od Kosy pod choinkę małego owczarka niemieckiego. Nazwaliśmy go Gryzak bo już pierwszego dnia pogryzł nowe buty Grześka do gry.
Mama Grześka już zaczęła mówić na mnie "słonko", "kochanie" itp. a na siebie kazała mówić mamo. Babcia Kosy też nie ominęła szansy jaką było wyściskanie mnie i ucałowanie. To taka ciepła i kochająca rodzina że aż chce się tam zostać. Nawet na zawsze.

Po wczorajszym panieńskim jaki urządziły mi dziewczyny dalej szumi mi w głowie. Kosa szykuje się w mieszkaniu Igły, mnie pomaga Iwona. Dzięki niej wyglądam zdumiewająco pięknie. Biała sukienka do kolan w stylu greckim na jedno ramiączko, włosy uczesane na bok z wpiętym kwiatkiem i delikatny makijaż.
W ręku mały bukiecik i jestem gotowa. Ubieram biały płaszcz i białe szpilki i razem z Iwonką wychodzimy z mojego mieszkania. Na dole czeka na nas taksówka.
Kiedy podjeżdżamy pod urząd dopada mnie strach. Nerwowo wysiadam z auta i idę w kierunku zebranych znajomych.
Jak to jest że jeden szczery uśmiech Kosy działa jak lekarstwo na każdą chorobę. Od razu i ja się uśmiecham.

-I co nie chcesz się wycofać?-spojrzał na mnie niepewnie
-Właśnie o tym myślałam!- głośno wypuściłam powietrze z płuc
-Mówisz Serio?- widzę w jego oczach panikę
-Nie. Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- uśmiechnęłam się lekko
-A kto ci powiedział że będę się chciał pozbywać co?- mrugnął do mnie zalotnie
-No to idziemy. Jesteś gotowy!- spojrzałam na Grześka
-Zdecydowanie tak!- kiwnął głową i chwilę później byliśmy już w trakcie ceremonii

 Po 40 minutach wychodzimy już jako mąż i żona. Całe napięcie z nas zeszło a Igła już się podśmiewuje z Kosy że niby teraz to on zobaczy co to jest małżeństwo Gdy Iwona pyta czy coś mu nie pasuje wszyscy wpadają w śmiech. Ko kilku minutach poświęconych na życzenia, uściski i zdjęcia wszyscy wsiadamy w auta i jedziemy do przepięknego zajazdu w tatrzańskim stylu który na dzisiejszy dzień i całą noc zarezerwował Grzesiek.
Na wstępnie oczywiście nie obyło się bez słynnego "Sto Lat" z solowymi wstawkami Zibiego i Igły. Zamarłam kiedy chłopaki dopadli Kosoka i zaczęli go podrzucać do góry jak jakiś worek kartofli czy coś. Dobrze że Iwona stała obok to miał mnie kto podtrzymać żebym na zawał przedwcześnie nie zeszła.
Ile razy tańczyłam z Igłą. Po 6 razie jak mnie poprosił do tańca zgubiłam rachubę. To samo Kubiak czy Zbyszek O 24;00 padłam z nóg. Usiadłam obok dziadków Kosy i chwilę rozmawialiśmy. Ukradkiem patrzyłam jak Grześ wywija na parkiecie to z Moniką, Pauliną czy z własną mamą. Po pokrojeniu tortu zmyłam się chwilowo na górę do pokoju żeby mi nogi odpoczęły. Zdjęłam buty i usiadłam na miękki i wygodnym łóżku kiedy do pokoju wpadła Iwona.

-Mogłabyś na chwilę zejść.!- krzyknęła
-Co sie stało?- zdziwiłam się
-Bo zaraz się pobiją.!- chwyciła mnie za rękę i sprowadziła na dół do sali

Jak się okazało moi rodzice wpadli z wizytą. Ojciec szarpał Grześka i klął że ten niby zabrał mu córkę.  Kosa zatrudnił ochroniarza na wypadek nie proszonych gości i to się przydało. Kosie kazałam wracać do gości a sama wzięłam płaszcz i wyszłam na pole przed lokal niemal wściekła:

-Co to za cyrki do cholery.!- warknęłam na rodziców
-Przyszliśmy sprawdzić czy jednak byłaś tak głupia.!- ojciec spojrzał na mnie z pogardą
-I co zadowolony.?- spytałam
-Z czego niby. Ten fagas nam ciebie zabrał.!- warknął i z samochodu rodziców wysiadł Mateusz (mój były chłopak)
-Ty sam ze mnie zrezygnowałeś. I co on tu robi?- prawie krzyczę
-Jak mu powiedziałem że się żenisz nie mógł uwierzyć i chciał to zobaczyć...- ojciec uśmiechnął się szelmowsko
-Po pierwsze to ja się nie żenię, ja wyszłam za mąż a po drugie...- zaczęłam
-Mateusz był dla ciebie lepszy. Co ty widzisz w tym siatkarzynie?- spytał mnie ojciec
-A powiedział ci że mnie pobił. Że rozwalił mi telefon który od ciebie dostałam i ten siatkarzyna kupił mi nowy bo wiedziałam jak zareagujesz. Kosa nigdy nie podniósł na mnie ręki w przeciwieństwie do niego.!- pokazałam palcem na Mateusza
-Córeńko tak pięknie wyglądasz. Nie płacz.!- mama otarła moją łzę
-Niszczycie najpiękniejszy dzień mojego życia. Sory mamo ale wy nie tolerujecie Grześka więc ja mam już nową rodzinę. A wy dalej unoście się honorem. Nie chcę was widzieć.!- machnęłam na nich lekceważąco ręka i weszłam spowrotem do korytarza restauracji.

Po wypiciu kilku głębszych ze Zbyszkiem mój nastrój od razu legł zmianie. Znowu bawiłam się beztrosko i zapomniałam o niezapowiedzianej wizycie rodziców.
Impreza trwała do samego rana. Iwona przywiozła mnie i Kose do domu jakoś koło 7;00 rano. Grzesiek od razu padł na łóżko myśląc że jak uda zmęczonego to nie będzie musiał wyjść z psem. Szczerze mnie tez się nie chciało więc gdy zobaczyłam sąsiadkę że wychodzi ze swoim labradorem podrzuciłam jej naszego Gryzaka. Z entuzjazmem się zgodziła i poszła. 

-Ale jestem zmęczony!!! Gdzie pies?- Kosa spojrzał na mnie podejrzliwie
-Nie tylko ty jesteś zmęczony. Sąsiadka zabrała go na spacer i odda popołudniu.- rozpięłam zamek na boku sukienki.
-No i super!. -ucieszył się
-No tak strasznie bolą mnie nogi.!- zdjęła buty i zsunęła z siebie sukienkę ukazując moją nową kupioną przez przyjaciółki bieliznę
-Mmm... jaką mam piękną żonę.!- Kosa podszedł do mnie i zaczął całować mi szyję
-Ty nie byłeś zmęczony co?-  odchyliłam lekko głowę
-Na pewne rzeczy zawsze znajdę siłę.!- roześmiał się i po chwili już byłam na jego rękach kiedy to układał mnie na łóżku.

Po dość męczącym poranku oboje z Kosą popadamy w jakże nam teraz potrzebny sen.Kiedy się budzę jest już po 15;00. Cholera, muszę iść po psa. I szczerze mówiąc jestem ciut głodna. Kosa jeszcze śpi a ja ubieram czarne rurki i luźną bluzkę z napisami i idę obok do sąsiadki. Okazało się że Gryzak był nawet grzeczny i nie pogryzł niczyich butów co mnie ucieszyło. Wpuściłam go do domu a ten od razu pobiegł do swojego gumowego kurczaka którego kupił mu Kosa z nadzieją że tan zajmie się zabawką a nie jego butami.
Stwierdziłam że zrobię sałatkę grecką z grillowanym kurczakiem bo akurat to mam pod ręką. Zajmuje mi to jakieś 30 minut a potem już tylko pałaszuję.

-Co robisz?- do kuchni wszedł zaspany Kosa
-Jjem. Te wszystkie wysiłki związane z ostatnimi dniami mocno wzmocniły mój apetyt.- uśmiechnęłam się
-Aha. A co dobrego masz?- usiadł obok mnie w samych spodniach od piżamy
-Masz spróbuj.!- podałam mu na widelec trochę sałatki a chwilę później już razem jedliśmy

Resztę dnia spędziliśmy mocno w siebie wtuleni przed telewizorem. Nawet Gryzak wskoczył na kanapę i wtulił się we mnie. Nawet nie wiem kiedy otulona silnymi ramionami i zapachem Kosy zasypiam.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



No i tyle:) Tak wygląda rozdział 32... Bardzo szybko zbliżamy się do końca.
Polecam mojego drugiego blooga:  kochaj-i-nienawidz.blogspot.com
Jakoś tak przyjemnie pisało mi się ten rozdział.
Życzę miłego czytania:)  Buziaki:**

piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 31.

Kiedy się budzę strasznie boli mnie głowa. Nie mam siły podnieść się z łóżka. Postanowiłam nie iść na wykłady a w kawiarni mam wolne więc stwierdzam że dzisiejszy dzień spędzę w łóżku. Łyknęłam dwa ibupromy i otuliłam się kołdrą.
Mimo bólu głowy się uśmiecham. Jest mi tu tak dobrze. Może jeszcze jakby koło mnie był Kosa... Byłoby perfekcyjnie. Z myślą o nim zamykam oczy i szykuję się do snu kiedy to słyszę dzwonek domofonu. Cholera!!! Postanawiam nie otwierać.
Straszny natręt z tego mojego gościa. Dzwoni i dzwoni. Zrezygnowana wkońcu wstaję i podchodzę do drzwi.
Ja zabije tego Zbyszka. Nie dość że wczoraj kazał mi do siebie jeździć po nocy to jeszcze dziś mnie nachodzi. Niechętnie ale go wpuszczam.

-Czy ty nie masz serca człowieku?- wzdycham na jego widok.
-Wiem przepraszam ale pogadać musimy- pocałował mnie w policzek
-Idź do Iwony albo Moniki od miśka. Błagam głowa mnie boli!- zrobiłam skwaszoną minę
-Nie zajmę ci dużo czasu. Prroszę!- złożył ręce jak do modlitwy
-Oj no już dobra. Właź!- wpuściłam kolegę do domu
-Sory że tak ci truję tyłek ale...- zaczął
-Chodzi o Paulinę. Mów co się dzieje!- usiadłam
-No bo...- znowu zaczął
-Poczekaj. Chcesz może herbaty albo kawy?!- spytałam
-A weź zrób mi kawę co?!- uśmiechnął się
-No to co się takiego dzieje że do mnie przychodzisz?!- westchnęłam z kubkiem kawy w ręku
-Bo ona jest inna.- spojrzał na mnie dziwnie
-W jakim sensie bo nie rozumiem?- spytałam
-Spotykam się z nią od tygodnia. Ona sprawia że chcę być lepszy. Że myśląc o niej się uśmiecham. A kiedy jesteśmy razem czuje się jak zakochany małolat.!- uśmiechnął się
-To nic takiego. Zwyczajnie się zakochałeś. Nigdy wcześniej tego nie czułeś!?- zdziwiłam się
-No właśnie nie. Tylko ona sprawia że chce mi się rano wstać i z radością biec na trening.- westchnął
-Ty ją kochasz?!- uśmiechnęłam się
-Serio.?!- on się zdziwił
-No tak. To widać Zbysiu. I to wyraźnie. W końcu i ciebie złapało- zaśmiałam się
-Kurde chyba faktycznie.- on też zaczął się śmiać
-To jak kiedy nam ją przedstawisz?-uniosłam brwi
-Sam nie wiem. Chyba nie długo. Nie chcę jej wystraszyć!- wzruszył ramionami
-No to fakt. Siatkarze Resovi mogą człowieka wystraszyć. Widmo sobie!- pokiwałam głową
-No widzisz. Dzięki za rozmowę. Sporo przez ciebie zrozumiałem.- mocno mnie przytulił na pożegnanie
-Polecam się na przyszłość. Ale teraz to chcę zasnąć ok.- odwzajemniłam uścisk
-Sory że ci przeszkodziłem.- puścił mi oko po czym się pożegnaliśmy

Pędem zamykam drzwi i biegnę do sypialni. Chcę zasnąć, głowa mi pęka. Układam się wygodnie na poduszkach i zaraz po zamknięciu oczu zasypiam.
Jest mi w łóżku tak dobrze. Nigdzie w tym momencie nie będzie mi lepiej. Ciepło, miło. Sen mam jakiś przyjemny tylko że nie trwa on długo.

-Co do cholery!- warczę słysząc dzwonek do drzwi
-Nesska jesteś?- z za drzwi dobiega głos Grześka
-Jestem. Już idę!- wstałam z ciut większym entuzjazmem wiedząc że to Kosa
-Cześć skarbie. Co się stało. Źle się czujesz?!- wystraszył się
-Poprostu boli mnie głowa. Nic takiego!- westchnęłam
-O może jakoś cię uleczę?- uśmiechnął się
-Nie wydaje mi się ale zawsze możesz mnie przytulić!- i wylądowałam w ramionach siatkarza
-Lepiej?- spytał nadal mnie tuląc
-Troszkę- uśmiechnęłam się
-To dobrze. Chcesz się przespać.-spytał
-Z tobą. Owszem. Zawsze!- pociągnełam go za sobą do sypialni
-No to chodź tu do mnie- szepnął i chwilę później leżałam wtulona w jego klatkę piersiową
Obudził mnie piękny zapach. To Kosa robi coś w kuchni. Kiedy wstaję nagle kręci mi się w głowie. Opadam spowrotem na łóżko i chwytam się za głowę. Cholernie boli.
Powoli wstaje i idę do kuchni. Kosa zrobił obiad. Na dodatek przyniósł mi zakupy.
Łykam jeszcze jedną tabletkę i siadam na stołku obok Grześka
-Może powinnaś iść do lekarza. Nie bierz tyle tabletek. To nie zdrowe!- spojrzał na mnie krzywo
-Daj spokój. To tylko tabletka. Nic mi nie będzie. Powiedz lepiej co robisz dobrego.?!- klasnęłam w ręce  zadowolona
-Słynne naleśniki z przepisu Zbynia.- uśmiechnął się
-Te z nutellą, bitą śmietaną i bananami?!- odwzajemniłam uśmiech
-Właśnie te. Jesteś głodna?!- skończył smażyć ostatni placek.
-Bardzo. Idę się ogarnąć i zaraz jestem.- dałam Kosie soczystego buziaka i pobiegłam do łazienki

Po zjedzeniu naleśników, przy czym ja zjadłam chyba z 5 porcji poczułam się troszkę lepiej. Razem posprzątaliśmy kuchnię i Kosa zarządził spacer do parku. Chwilę się opierałam no ale jak powiedział że mnie siłą zaciągnie zmieniłam zdanie.
Przebrałam się w ciemne jeansy, brązowe wysokie botki czarną dopasowaną bluzkę i brązową kurtkę skórzaną. Kosa dobrał mi szalik, jako że on się na tym zna.
Przynajmniej on tak twierdzi. W dużo lepszym stanie wyszłam z Grześkiem na spacer.
Szliśmy przez park trzymając się za ręce ale co chwila Kosoka proszono o autograf a ja zaczynam być zła.

-Co ci jest?!- spytał jak zobaczył moją minę
-Nie nic. Jest ok!- burknęłam
-Przecież widzę. Mów i to już.- zatrzymał się w miejscu
-Nic no. Przestań robić problemy tam gdzie ich nie ma.!- westchnęłam głośno
-Chcesz iść do domu?!- spytał
-Nie. Może jeszcze ktoś będzie chciał autograf. Poczekajmy chwilę!- syknęłam
-A to o to ci chodzi. Jesteś zła że daje autografy?!- zdziwił się
-Nie. tylko ciągle nam ktoś przeszkadza!- zrobiłam krzywą minę.
-Oj przestań. Rozdawanie autografów wiąże się z byciem siatkarzem. To część mojej pracy!- westchnął
-Wiem. Sory jakoś dziwnie się dziś czuję i sama nie wiem o co mi chodzi!- wzruszyłam ramionami
-No już dobra. Chodź idziemy. Zabieram cię na kawę!- chwycił mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę

Jakąś godzinę później okazało się że chłopaki muszą iść na trening. Odprowadziłam Kosę pod halę i tam mieliśmy się rozstać.
Kiedy idę w stronę wyjścia nagle ktoś mnie chwyta od tyłu:

-A ty dokąd?!- krzyknął Igła ciągnąc mnie w stronę trybun
-Puść mnie. W tej chwili. Igła no!!- zaczęłam się drzeć
-A co jeśli nie.?- zaczął się śmiać
-Kosa!! Pomóż mi do cholery!!- kontynuowałam wrzaski tyle że nikt nie chciał mi pomóc. Wszyscy łącznie z Kosą się śmiali
-I tak masz siedzieć!- uśmiechnął się zadowolony sadzając mnie na jednym z miejsc
-A niby czemu?!- zrobiłam krzywą minę
-Bo ja tak chcę!- uśmiechnął się
-Yyy nie przekonałeś mnie wiesz!- uśmiechnęłam się szeroko
-Oj no bo po treningu wszyscy idziemy w takie jedno miejsce.!- warknął
-Ja nie mam ochoty.- westchnęłam
-Bez ciebie Kosa nie idzie. A tam mamy być wszyscy. No weź no!!
-No już dobra. Tylko powiedz gdzie to mamy iść?!- stwierdziłam że i tak z nim nie wygram więc się zgodziłam

Trening jak zwykle nudny. Okazało się że chłopaki za dwa dni grają mecz i muszą być w formie. Kosa nigdy mi nie mówi wcześniej kiedy grają. Zawsze daje mi bilet tego samego dnia.
Po meczu wszyscy poszliśmy do takiej sporej restauracji. Zastanawia mnie po co skoro nikt nic nie zamawia. Nagle Zbyszek wpadł w panikę.

-Jest już. Tylko błagam was...-szepnął i poszedł
-No to zaraz zaczynamy.-klasnął w ręce Igła i wtedy zczaiłam że chodzi o Paulinę. Nową dziewczynę Zbynia
-Chłopaki dajcie spokój. Jemu zależy. Nie wystraszcie jej!- Nachyliłam się nad stołem
-Słuchajcie to jest Paulina. Moja dziewczyna. Paulina to są moi znajomi: Igła, Iwona, Cichy, Michał, Monika, Kosa, i Nesska.- uśmiechnął się a chłopaki zaniemówili.
-Cześć. Siadaj z nami.- Iwona pierwsza przemówiła

Po krótkiej chwili atmosfera zrobiła się luźna a Zbyszek westchnął z ulgą. Paulina się nie wystraszyła, wręcz przeciwnie odnalazła się w naszym towarzystwie.

~3 miesiące później~

Tak z nowości: jest środek grudnia, za oknami tona śniegu a no i ja i
Kosa mieszkamy już razem. Moje mieszkanie wynajmuję bo jest mniejsze a Kosy jest wygodniejsze.
Kiedy się budzę jest jakoś po 8 rano. Chłopaki mają dziś wolne i wszyscy wybieramy się na narty. Kosa już wstał. On zawsze wstaje przede mną. Są z tego plusy, bo Grześ robi pyszne śniadania. Wchodzę do kuchni i widzę pyszne jedzenie na stole.

-Cześć maleńka- Kosa uśmiechnął się szeroko
-No hej. Ale mi tu z tobą dobrze wiesz?!- odwzajemniłam uśmiech.
-No wiem. Jedz szybko bo nie mamy dużo czasu.
-No tak narty. Już się cieszę!-westchnęłam
-Ja też.- odpowiedział wyraźnie spięty
-Wszystko ok.? Spytałam w czasie jedzenia
-Tak pewnie że tak. Jedz- i poszedł do łazienki
3 godziny później jesteśmy już na stoku. Zakładamy narty ale widzę że coś jest nie tak. Dziewczyny dziwnie się na mnie patrzą a Kosa jest jakiś nieobecny. Stało się coś?!
-Mam coś na twarzy?!- spytałam do dziewczyn które się do mnie szczerzą
-Nie. Skąd.-odpowiedziały razem
-Ok. Coś dziwne dziś jesteście.-westchnęłam
-Zdaje ci się.- stwierdziła Iwona

Jeździć umiem bardzo dobrze. Rodzice zawsze zabierali mnie i Norberta w zimie do Zakopanego na narty. Jadę sobie spokojnie gdy nagle słyszę krzyk Kosy. Zanim ogarniam co się dzieje leżę już na ziemi a na mnie leży Grzesiek.

-Jezu Nesskuś nic ci nie jest.?- Grześ patrzy na mnie ze strachem w oczach
-Chyba nie. Ale jak masz na kogoś upadać to wolę żebym to była ja.- uśmiecham się mimo nie wygody
-Dobrze że tak mówisz. Chciałbym cię o coś spytać.- nagle spoważniał
 -Ok ale może wstańmy co?- chciałam żeby się uśmiechnął ale z tego nici
-Tak. to dobry pomysł.- wstał i podał mi rękę tak żebym ja wstała
-No więc teraz możesz pytać?!- otrzepałam śnieg ze spodni
-Wyjdziesz za mnie?!- nagle mnie ogłupiło
-Co?!- podniosłam oczy i zobaczyłam Grześka z pierścionkiem
-Wyjdziesz za mnie?!- uniósł brwi
-Ja... Tak... Tak.- wpadłam w śmiech ale to chyba z radości
-Tak się cieszę?!- odetchnął z radości ulgą.

Zdjęłam rękawiczkę a on wsunął mi na palec śliczny srebrny krążek. Nawet nie zczaiłam że całą scenę kamerował Igła a wszyscy znajomi na nas patrzyli. Potem były już tylko gratulacje i dużo śmiechu.

-Wy wiedzieliście?!- spojrzałam na resztę załogi
-No pewnie. To był idealnie sprecyzowany plan!- uśmiechnął się Kubiak
-No ciężko było na ciebie wpaść bo śmigasz na tych nartach jak szalona ale się udało!- Kosa się uśmiechnął
-Chwila. A co gdybym się nie zgodziła?- udaję oburzenie
-Miałem nadzieję że się zgodzisz.!- Kosa mocno mnie objął
-Yy nie rozumiem?!- spojrzałam na Kosoka
-Bo widzisz ślub bierzemy za 15 dni. Już wszystko załatwiłem.- uśmiechnął się szeroko
-Co! Żartujesz sobie!- oderwałam się od niego
-No tak. Wszystko załatwiłem z pomocą znajomych. Narazie tylko cywilny potem razem zajmiemy się kościelnym.-  uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-Wariat. Wariat i tyle!- spojrzałam na resztę ekipy
-No i nawet masz już sukienkę. Fajnie że macie ten sam rozmiar z Moniką. Było łatwiej kupić.- mrugnęła do mnie Iwona
-Jedynym sposobem na tą sytuację jest śmiech.
-A świadkowie?!- spytałam
-To my!- Iwona Igła i pomachali do mnie z wielkim uśmiechem
-Z wami nigdy nic nie wiadomo- ciężko wzdycham
-To fakt ale tacy już jesteśmy!- Zbyszek objął Paulinę

Przez jeszcze jakieś 2 godziny jeździliśmy na nartach. Cichy tylko próbował bo biedny nie ma o tym pojęcia. Nawet próbowaliśmy go uczyć ale on na nasze rady i próby wbicia mu do głowy jak ma jeździć jest odporny. Koło 15.00 stwierdziliśmy że pora jechać do domu. Jak zwykle Cichy miał problem ze zdjęciem nart a no i zniknął gdzieś Michał. Monika wpadła w panikę ale jak się okazało biedny zgubił rękawiczki i szukał ich nie wiadomo gdzie. Po powrocie do domu chłopaki stwierdzili że trzeba iść świętować. Jedynym na to sposobem jest wycieczka do klubu. Chłopaki traktują mnie jak jakąś królewnę. Oczywiście z każdym musiałam zatańczyć bynajmniej 3 razy więc już koło 1 w nocy odpadają mi nogi. Chcę do domu.

-I jak się czuje przyszła panna młoda.?- zaczepił mnie Zbyszek
-Dziwnie. Samo to że wszyscy o tym wiedzieli tylko nie ja.- zaczęłam się śmiać
-O to nam chodziło. A za tydzień ja oświadczam się Paulinie.- też zaczął się śmiać
-Co?! Mówisz serio?!- zdziwiłam się
-Jak najbardziej. Kocham ją to po co czekać!- wzruszył ramionami
-No tak ale nie jesteście razem nawet pół roku. To strasznie szybko.- spoważniałam
-No i co. Jesteśmy pewni swoich uczuć ok!- uśmiechnął się
-Zadziwiasz mnie Zibi- zaczęłam się śmiać od nowa

Niestety do domu wróciliśmy dopiero o 4 nad ranem. Kosa w totalnym odurzeniu alkoholem a chłopaki nie lepsi.
Jutro mam iść do Iwony na przymiarkę sukienki która podobno jest piękna.
Kładę Kosoka do łóżka a sama idę do łazienki. Muszę z siebie zmyć makijaż. Po 10 minutach gdy wchodzę do sypialni mój narzeczony mocno śpi. Patrzę na niego i nie dowierzam. Wszystko wymyślił i załatwił. Ślub jest za 15 dni czyli... Liczę i wychodzi że w sylwestra. Wtedy po raz pierwszy byliśmy razem.
Nie sądziłam że z niego taki romantyk. Z uśmiechem na ustach zasypiam.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Zbliżamy się do końca historii. Jeszcze jakieś 3 rozdziały i się żegnamy:(
Chociaż w sumie to nie koniecznie bo zapraszam na mojego drugiego bloga. http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/
Bu$$ka moi drodzy czytelnicy;****-
P.S. Dziecinko uwielbiam spacery z tobą i twoim bratem. I ten tekst "No mów coś do mnie nie" hahaha

niedziela, 19 stycznia 2014

Rozdział 30.

 -Jesteś aż tak głupia. Ten marny siatkarzyna szuka sobie atrakcji na noc żeby nie spać samemu a ty wierzysz że on będzie z tobą na dobre?- tata zaczął wykład
-Nie będę tego słuchała.!- wstałam od stołu
-Vanessa siadaj i nas wysłuchaj do końca.!- tata na mnie warknął
-Nie chcę. To jest moje życie i chcę spędzić je po swojemu.
-Nie wierzę że jesteś tak głupia.!- mama też wstała
-Może i jestem. Ale to moja sprawa. Jestem pełnoletnia i wam nie pozostaje nic innego jak akceptować moje wybory i decyzje.
-Dziecko ty nie myślisz logicznie.!- ojciec podszedł do mnie
-Ja go kocham. Nie muszę myśleć logicznie. Pytanie do was, akceptujecie to czy nie?- spojrzałam na rodziców
-Nie. On najpierw zrobił z ciebie idiotkę a teraz co? Czy ty nie masz rozumu?- wtrąciła mama
-Dobrze. W takim razie więcej mnie nie zobaczycie. Dowidzenia.!- po tych słowach wybiegłam z domu

Całą drogę powrotną przepłakałam. Po 20 minutach jazdy stanęłam na progu w mojego mieszkania. Jak dobrze że go mam. Teraz nie jestem w stanie patrzeć na rodziców.
Wzięłam gorący prysznic i otulona kudłatym szlafrokiem ułożyłam się nie kanapie w salonie z gorącą czekoladą. Włączyłam telewizor i zaczęłam oglądać jakąś komedię.
Po 20 minutach wpatrywania się w telewizor zadzwonił dzwonek do drzwi. Niepewnie podeszłam do drzwi.

-Co ty tu robisz?- warknęłam na brata
-Nie mogę patrzeć na twoją głupotę. Czy ty oczu nie masz?- warknął na mnie
-Nie mam ochoty się z tobą kłócić.- westchnęłam
-Ja tez nie chcę się kłócić. Daj sobie z nim spokój, jest tylu fajnych kolesi np. na uczelni.
-Norbert do cholery ja ci nie mówię z kim masz się spotykać więc i ty się nie wypowiadaj.
-I co ty myślisz  że co za rok on poprosi cię o rękę, weźmiecie ślub i co dalej? Żyli długo i szczęśliwie?- zadrwił sobie
-Dzięki. Myślałam że chociaż ty mnie poprzesz ale widzę że nie.!- odwróciłam się od brata
-Nie o to chodzi. Zawsze byłem po twojej stronie ale teraz... no nie mogę no!- krzyknął
-W takim razie wyjdź.!- pokazałam mu drzwi
-Wyrzucasz mnie?!- zdziwił się
-Tak.! Przyjdź jak mnie zrozumiesz ok?- burknęłam i otworzyłam bratu drzwi
-W takim razie nie prędko się zobaczymy!- krzyknął do mnie i wyszedł

Złą trzasnęłam drzwiami i wróciłam do salonu. Wyłączyłam telewizor i i ułożyłam się na łóżku w sypialni. Otulona miękką kołderką nawet nie wiem kiedy zasnęłam
Obudził mnie budzik. Jest 6;00 rano a ja muszę wstać. Wykłady mam dopiero o 14;30 ale dziś mam pierwszą zmianę w kawiarni. Tak, odkąd nie mieszkam z mamą i tatą dorabiam sobie do oszczędności. Tym bardziej mi się kasa przyda bo rodzice odetną mnie od pieniędzy dopóki będę z Kosą.
Ubrana w brązowe jeansy, jasną jeansową koszulę czarną skórzaną kurtkę i czarne conversy i brązową torbę na ramię wyszłam z domu. Nie szczególnie mam dziś ochotę się stroić.

-Cześć Rafał.!- weszłam do małego lokalu w którym pracuję jako barmanko-kelnerka.
-Cześć Nessa.! Słuchaj będzie dziś zajeb bo mamy przyjąć towar i się z nim uporać.!- westchnął kolega z którym dziś pracuję
-No nie.! Ja nie mam siły.!- udałam płacz
-Ja też nie.!- ten tez dla śmiechu zaczął płakać
-Dobra do roboty nie!- klepnęłam kolegę w ramię i zaczęliśmy ściągać krzesełka ze stołów

Nawet nie wiem kiedy z 8 rano kiedy otworzyliśmy zrobiła się 14;00 i już schodzę ze zmiany. Z uśmiechem na twarzy weszłam do szatni żeby zabrać swoje rzeczy kiedy zadzwonił mój telefon.

-Hej Kosa!- ucieszył mnie telefon od chłopaka
-No hej mała. Skończyłaś wykłady?- zapytał z nadzieją w głosie
-No nie do końca. Dopiero na nie jadę. Dziś mam po południu.- zaśmiałam się
-To coś ty całe przed południe sama robiła?- zdziwił się
-Tak się składa że pracowałam i to ciężko.!- westchnęłam
-A no tak, chłopaki mi powiedzieli że pracujesz. Mogę wiedzieć gdzie?
-Eee, nie koniecznie. Nie mogę gadać. Śpieszę się na wykłady. Widzimy się wieczorkiem Kosa. Paa!- uśmiechnęłam się
-Jasne. Paa!- rozłączył się

Pierwsze co to po wejściu do auli muszę zdać Zuzie relację dotyczącą mnie i Kosy.
Długo to trwało ale wkońcu załapała o co chodzi.
Wykłady niesamowicie się dłużą a ja chcę już do domu do Kosoka. Przez większość czasu piszę z nim smsy ale potem poszedł na trening i mi się nudzi.
Wykłady na temat etyki zawodowej nie są zbyt ciekawe.
Punkt 19.00 wychodzę z Zuzą z auli. Zadowolona z uśmiechem przyklejonym do twarzy idę w stronę mojej audi:

-Też tak chcę!!!- oburzyła się Zuza
-O co ci chodzi?!- zdziwiłam się
-Też chcę się tak uśmiechać, i też chcę mieć w oku ten błysk. Ja też się chcę tak zakochać!- śmiesznie wydęła usta
-A co ci stoi na przeszkodzie!!- wzruszyłam ramionami
-Bo nie mam się w kim zakochać ok?!- przewróciła oczami
-Ojj nie przejmuj się tak. Sam się znajdzie. Nie szukaj na siłę.- i w tym momencie zadzwonił mój smartfon
-Co tam Grześ.!- uśmiechnełam się do Zuzy
-Dziś widzimy się u Zbynia i Miśka. O 20.00 ci pasuje?!- po jego gadce czuje że on też się uśmiecha
-Aha. Co to za okazja. Mam się stoić?!
-Nic takiego. Zwykła posiadówa. Aa i poznasz dziś naszego kumpla. Ubierz cokolwiek. Może być ta sukienka co ja u moich dziadków miałaś.!- zaśmiał się głośno
-Ok. więc będzie sukienka. Jadę do domu. Wpadniesz po mnie czy spotkamy się na miejscu?!- też wpadłam w śmiech
-Przyjadę po ciebie jak Dżentelmen.!
-Ok. Kończę. Do zobaczenia papa.!- westchnęłam
-Do zobaczenia piękna!- rozłączył się
Odwiozłam Zuzę i ruszyłam prosto do domu. Od razu po wejściu do mieszkania nalałam pełną wannę wody z olejkiem jaśminowym.
Umyta, ogolona i ogólnie dopieszczona stoję przed lustrem i robię linerem kreski na górnych powiekach.
Chwilę potem patrzę na siebie w lustrze w korytarzu. Wyprostowane włosy, delikatny makijaż, sukienka w indiańskie wzory na to czarna skórzana ramoneska, i czarne botki na obcasie. Paznokcie pomalowane na czarno a na nadgarstku dwie sznurkowe bransoletki.
Kiedy tak na siebie patrzę zaskakuje mnie wchodzący do mieszkania Kosok.
-Pukać nie nauczyli?!- spytałam
-Nauczyli ale i tak byś mnie wpuściła więc o co chodzi?!- przewrócił oczami
-Nie ważne. Idziemy?!- pokazałam mu drzwi
-Tak. Już pewnie na nas czekają.- otworzył mi drzwi.

5 minut później jesteśmy już przed blokiem chłopaków. Kosa zgrywa romantyka i otwiera mi wszystkie drzwi. Kiedy wchodzimy do mieszkania na sofie siedzą już Ignaczakowie, Cichy, Kurek, dopiero poznany Ruciak, Michał i Zbyszek.
Iwona też ubrała sukienkę tyle że ona w kwiatki. Usiadłam obok Krzysia i Zbyszka a Kosa koło Piotrka.
Wszystko było by ok gdyby przez minutę mówili o czymś innym niż siatkówka.
Twierdzą że są niepokonani i nikt im nie dorówna. Bawi mnie ich entuzjazm.
Po 30 minutach zaczynamy się nudzić a Zbyszek ma na to jedną metodę, wycieczkę do klubu. Wszystkim spodobał się jego pomysł i całą ekipą ruszyliśmy na piechotę do najbliższego klubu. W ten sposób wszyscy mogą pić a Michał i Zbyszek zaproponowali że ich mieszkanie może robić za noclegownię dla wszystkich.
Około godziny 24 wszyscy bawimy się w najlepsze. Kubiaczek poznał nas ze swoją nową dziewczyną, Monikę.
Pojawił się też niejaki Michał Łasko. Jakoś dziwnie patrzył na mnie i na Grześka. Około 4 nad ranem w doskonałych nastrojach wróciliśmy do mieszkania chłop Ja i Kosa zajęliśmy sofę, Ignaczakowie materac, Kurek śpi ze Zbyniem a reszta ekipy zajęła podłogę.
Strasznie się nie wyspałam bo sofa chłopaków nie dość że jest wąska to jeszcze strasznie twarda.
Obudziłam się jakoś koło 6 rano. Wyślizgnęłam się z objęcia Kosy i zabrałam się za robienie kawy w ekspresie dla wszystkich. Usiadłam na blacie kuchennym ze słonym paluszkiem w ustach gdy zauważyłam w wejściu do kuchni tego całego Łasko.

-Wcześnie wstałaś.- podszedł do mnie
-Tak ta sofa jest strasznie niewygodna.- zrobiłam skwaszoną minę
-Więc... Jesteś dziewczyną Kosy?- usiadł obok mnie
-Tak. Jesteśmy razem.!- uśmiechnęłam się
-Dziwne że dopiero teraz się poznajemy.- odwzajemnił uśmiech
-Tak to fakt. Dobrze się znacie z  Grześkiem?- postanowiłam trochę go popytać może się czegoś ciekawego dowiem
-No kawałek czasu. A wy jak się poznaliście?-on też jest ciekawski
-A to dość długa historia. To było przypadkowe spotkanie.!- zaśmiałam się na wspomnienie tamtego dnia
-No mamy czas. Wszyscy jeszcze śpią.!- szturchnął mnie
-Na co?- do kuchni wparował Kosa
-Na rozmowę. Czemu nie śpisz. Wczoraj sporo wypiłeś nie boli głowa.- Kosa podszedł do mnie i stanął między moimi nogami
-A ty wiesz że nic mi nie jest. Aż dziwne.!- zaśmiał się
-Masz kawę.!- podałam mu kubek z gorącym płynem
-A ty, ty co mi laskę bajerujesz.?- Kosa zwrócił się do Michała
-Ja, ja nie zdaje ci się.!- Łasko zeskoczył z blatu i wyszedł z kuchni
-Ty lepiej na niego uważaj. Będzie cię podchodził. Z Aśką, dziewczyną Zbynia już próbował.- Grzesiek upił łyk kawy
-Co ty mówisz?- zdziwiłam się
-No dlatego się rozstali. Ona, jej poporostu tak nie zależało jak jemu.!- wzruszył ramionami

Stoimy tak z Kosą tzn ja mu siedzę na kolanach w kuchni gdzie powoli zaczynają schodzić się skacowani siatkarze. Nawet nie zczaiłam  że w mieszkaniu Zbynia spali też Malina, Popiwczak i Jochen.
Szybko zebrałam się do kupy to znaczy ogarnęłam i ubrałam, bo jakoś nie fajnie jest mi paradować miedzy wszystkimi w sportowym stroju Zbyszka. No bo przecież nie spałam w sukience bo by się pomięła i dzis wyglądałabym jak bezdomna w niej.
Jakoś koło 10;00 wróciłam do mieszkania. Wzięłam gorący prysznic i ze słuchawkami w uszach zaczęłam robić sobie posiłek. Gotowany ryż, filet z kurczaka w przyprawach i warzywa na patelnię. Tylko na to mnie stać. Strasznie jestem zmęczona. Zaraz po zjedzeniu i posprzątaniu po sobie padłam jak mucha w salonie. W wygodnych dresach, słuchając swoich ulubionych piosenek odespałam jakieś 2 godzinki. Obudziły mnie dopiero wibracje mojego telefonu:

-Słucham!- warknęłam zaspana
-Córeczko, obudziłam cię?- mama udaje zdziwioną
-Tak wczoraj byłam na imprezie. Czego chcesz?- nawet nie staram się być miła
-Możemy porozmawiać. Dziś?- spytała
-A o czym. Bo jeśli o Grześku to nie!- nawet nie dałam jej nadzieji że kiedykolwiek zmienię zdanie
-Proszę cię.
-Dobra. Gdzie i o której.?- stwierdziłam że co mi zależy może jak jej wytłumaczę to zrozumie
-To może w tej kawiarni w galerii handlowej.!- spytała
-Może w Kaktusie?- nie lubię tej kawiarni więc zaproponowałam mój ulubiony lokal
-Dobrze. O 14;00 ci pasuje?- wyraźnie się ucieszyła
-Nie bardzo, o 14 zaczynam zmianę ale może o 13;00 co?- westchnęłam
-Dobrze. Do zobaczenia.- wyczułam w jej głosie ulgę
-Narazie.- rozłączyłam się

Spojrzałam na zegarek i okazało się że jest przed 12;00. Szybko przeszłam do sypialni szukać ubrania do pracy. W tym lokalu nie ma specjalnego rygoru co do stroju wiec wybieram dziurawe jeansy z brązowym paskiem, czerwoną koszulę w kratę włożoną w spodnie, białe nike za kostkę. Włosy związałam wysoko w kucyka i wpięłam do ucha 3 dodatkowe kolczyki. Standardowy makijaż i brązowa torba na ramię.
30 minut przed spotkaniem z mamą wychodzę z domu. Przed wyjściem jeszcze chwile rozmawiałam z Kosą i Zbyszkiem. On też chce się spotkać i pogadać. Ustaliliśmy że przyjedzie do mnie do pracy.

W "Kaktusie" pojawiam się punkt 13;00. O dziwo mama już na mnie czeka i na mój widok się uśmiecha. Chwilowo mam nadzieję że chce mnie przeprosić, że zrozumiała ale po 3 minutach rozmowy to poczucie znika.

-Mamo, ja z niego nie zrezygnuję.1- już prawie krzyczę
-Dziecko zrozum. Tyle przez niego cierpiałaś.!- mama chwyta moją dłoń
-Nie. Teraz jestem szczęśliwa jak nigdy. Proszę zrozumcie mnie.!- ledwo wytrzymuję żeby nie płakać
-Ale on ma inne potrzeby niż ty. On chce się tobą zabawić i tyle.!
-Mamo.! Przestań! Jeśli po to chciałaś sie spotkać to sory ale nie mam czasu. Śpieszę się do pracy.!- wstałam od stolika
-Zaczekaj. Usiądź.!- mama wstaje ze mną
-Dobrze. Ale skończ już ten temat.- siadamy spowrotem
-Jak ci idzie w pracy. Całkowicie się od nas odseparowałaś.- mama westchnęła
-Jeśli nie popieracie moich wyborów i decyzji to tak będzie lepiej. Nie potrzebuję waszej kasy!- burknęłam
-Wiem. My się tylko martwimy.!- mama poprawiła się na krześle
-Nie macie o co. Jutro jadę do dziadków Kosy. On mnie kocha. Zrozumcie. Musze iść. Za 15 minut zaczynam pracę.!- wstałam od stolika
-Rozumiem. Kocham cię córciu.!-mama też wstała
-Ja was też kocham. I ciebie i tatę ale....- przerwałam
-Wiem. Pogadam z nim.-uśmiechnęła się i się pożegnałyśmy uściskiem

Zmiana w pracy przebiega dość monotonnie. Ruch jest średni ale dopiero 16;00 a jest piątek .Około 18;00 zaczną się schodzić jacyś ludzie. Razem z Rafałem moim współpracownikiem, opowiadamy sobie nawzajem dowcipy i ciekawe historie kiedy do naszej klubokawiarni wpada Zbyszek.

-No hej Zibi.!- mówię przez łzy śmiejąc się z głupot Rafała
-No hej. Co ci tak wesoło.!- uśmiechnął się
-A szkoda gadać. Chcesz coś do picia.?- opanowałam się
-No może sok pomarańczowy. Prowadzę.!- usiadł na krzesełku barowym a Rafał poszedł na zaplecze
-Co się dzieje?- wyczułam że coś go gryzie
-Bo widzisz poznałem kogoś.!- zaczyna nieśmiało
-To wspaniale. Kto to? Znam ją?- zaczęłam śledztwo
-Nie sądzę. Przyszła na mecz. Ma na imię Paulina.!- westchnął
-Ale to nie ta Paulina...- wystraszyłam się
-Co?.. Nie.. No co ty.!- roześmiał się
-No.! To kiedy ją poznam?- ucieszyłam się
-Boję się że skończy się to tak jak poprzednio.!- wzruszył ramionami
-Ojj, napewno nie. Nie znam jej ale...- zaczęłam
-Dziś poznasz.! Dosłownie za chwilę.!- puścił mi oko
-Coo?- wytrzeszczyłam oczy
-Umówiłem się z nią tutaj. Chcę żebyś zobaczyła ją z boku no wiesz?!- poruszył brwiami
-Aha. No ok. Spoko pomysł.!- zaśmiałam się
-Tylko jak coś to my się nie znamy ok?- uniósł brwii
-Ałaaa.! To zabolało.!- pokazałam mu palcem na moje serce
-Wiesz o co mi chodzi.! Potem mi powiesz co o niej sądzisz.!- weschnął znowu
-Dobra. Nie stresuj się tak ok.!- puściłam mu oko i wtedy do lokalu weszła wysoka brunetka, ubrana elegancko lecz niezbyt, delikatny makijaż i szczery uśmiech.

Razem ze Zbyszkiem posiedzieli w w loży jakieś 2 godziny po czym zapłacili i wyszli. Śmiesznie było obsługiwać Zbyszka ale widziałam jak on na nią patrzy. Jemu serio zależy.
Tak jak mówiłam około 18;00 zaczął się robić młyn. Zmianę skończyłam o 20;00 ale zanim posprzątaliśmy z Rafałem zrobiła się prawie 21;00. Całkowicie padnięta wsiadłam w samochód i jedyne o czym marzę to paść na łóżko w mojej sypialni i zasnąć. Chyba nie jest mi to dane bo Zbyszek cały czas dzwoni.

-Słucham.!- odbieram ledwie mówiąc
-Przyjeżdżaj do nas. W tej minucie.!- przechodzi od razu do sedna
-Ja nie mam siły. Juutro!- próbuję się wymigać
-Niee.! Masz być dziś. Nie usnę jak nie przyjedziesz.! -usłyszałam jego smutny głos
-Coo? Dobra już jadę.!- westchnęłam
-Dziękuje!- rozłączył się

Z klejącymi oczami ledwie dojeżdżam do mieszkania chłopaków. Padam na twarz. Po dość długiej rozmowie ze Zbyszkiem, wytłumaczyłam mu żeby dali sobie szansę, że jej chyba zależy chociaż nie wiem tego za bardzo pozwolił mi opuścić ich mieszkanie.
Ziewając i coraz częściej mrugając wsiadam do samochodu. Nie wiem jak ja się trzymam jeszcze na nogach. Drogi są super oświetlone co nie daje mi szansy żebym zasnęła za kierownicą.
Nie wiem nawet jak to się stało że jestem w swoim mieszkaniu. Jestem strasznie śpiąca. Prysznic i od razu spać.
Moje życie jest mocno skomplikowane. Taak... I to bardzo. Takie myśli mam w głowie zamykając oczy. Pościel pachnie tak świeżo i jest tak miękka że nawet nie ogarniam kiedy tak naprawdę zasypiam



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam was kochani:*** No i mamy rozdział 30 :) Jest jaki jest ale ciężko mi się pisze ostatnio. Obiecuję poprawę.
Następny pojawi się koło środy, może czwartku... duuuuuużo czasu na pisanie spowodowane zapaleniem płuc ;//
Jak widać Zbyszek znalazł sobie potencjalną miłość :) teraz już powinno być tylko lepiej:)
Do następnego. Buziaczki :********
 

niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 29.

-No Kosa gdzie masz pierścionek?- zaśmiał się Zbyszek
-Cichoo!- szturchnęła go Iwona
-No więc Vanessa, nie jestem godny żeby prosić cię o rękę ale chyba mogę błagac żebyś mi wybaczyła.!- uśmiechnął się.
-Nie rób z siebie głupka. Wstawaj!- warknęłam
-Nie dopóki mi nie...
-Dobra. Ok wybaczam a teraz wstawaj bo stracę cierpliwość.!- założyłam ręce
-No i git. Czyli skoro mi wybaczyłaś to teraz mogę zrobić to..- podniósł sie i od razu wpił się w moje usta
-Co ty do cholery robisz?1- odepchnęłam go od siebie
-Sory. Chciałem sprawdzić czy dalej tak zajebiaszczo smakujesz.!-uśmiechnął się do mnie
-Musze do ubikacji.!- wbiegłam do małej łazienki chłopaków. Musze pomyśleć. Dobrze jest poczuć na swych ustach usta Kosy.

Wyszłam jakoś po 5 minutach i wszyscy zajęli się już albo rozmową albo jedzeniem.Samo to... Jeść o 1 w nocy.! Ale do takich rzeczy trzeba być siatkarzem Resovii.
podeszłam do blatu kuchennego i nalałam sobie kawy z ekspresu kiedy poczułam za sobą znajomo cichy oddech.

-Odejdź nie mam nastroju!- warknęłam
-Nie mogę. Kiedy cie widzę to mnie do ciebie ciągnie. Nic na to nie poradzę.!- Kosa znowu zaczyna
-Prosze cię nie mów mi takich rzeczy bo nachodzą mnie wątpliwości.!- szepnęłam tak żeby te ostatnie wyrazy średnio usłyszał
-Coo? wątpliwości co do czego?- uniósł brwii
-Do tego czy słusznie dałam sobie z tobą spokój!- krzyknęłam w złości
-Wiedziałem!!- też krzyknął i znowu zaatakował moje usta swoimi
-Eyy, tyle że...-odepchnęłam go
-Coo?- złapał oddech
-W sumie pieprzyć to!- i teraz to ja wpiłam sie w usta Grześka
-Ty patrz pogodzili się.!- Cichy ze Zbyszkiem weszli do kuchni
-Zero prywatności...-westchnął Kosa na co ja sie zaśmiałam
-To moja kuchnia!- wtrącił Zibi
-No ii....- Kosa poruszył dziwnie brwiami
-Eee, to ja juz pójdę. Jutro od rana mam wykłady. -Chwyciłam swoją dżinsową kurteczkę
-Odwiozę cię!- zaoferował się Kosa
-Dzięki. Ci dwaj troblodyci przywieźli mnie tu na chama nie pytając o zdanie.!- pokazałam język Igle i Zibiemu
-No to chodź. Jedziemy.- Grzesiek wyjął z kieszeni klucze od auta i pożegnawszy się z wszystkimi wyszliśmy z mieszkania chłopaków

W samochodzie Grześka panuje absolutna cisza. Żadne z nas nie wie jak zacząć rozmowę. Przez 10 minut jazdy zawzięcie myślę o tym czy dobrze zrobiłam. Czy związek z Kosą ma szanse.?
Wysiadłam z samochodu Grześka lekko zawiedziona. Mimo wszystko mam ochotę na bliższe spotkanie z Kosokiem.

-No to narazie.!- Kosa wzruszył ramionami
-Eee, tak no to pa.!- wyjąkałam
-Mam nadzieję że to nie jest nasze ostatnie....- zaczął
-Wejdziesz na górę.!?- wtrąciłam się
-Jasne.! Dzięki.!- cos odpowiedział zbyt szybko

Czułam że ten wieczór nie skończy się zbyt szybko więc jak najszybciej się dało weszliśmy do mojego mieszkania.. Nawet nie wiem kiedy znalazłam sie zamknięta w mocnym uścisku Grześka walcząc z jego językiem. Wszystko działo się szybko, najpierw niezdarne przejście z korytarza do salonu na kanapą a potem szybkie rozbieranie się. Pragnę tego. Tak bardzo tego pragnę. W ciągu kilku sekund po wylądowaniu na kanapie ogarniam że jestem już bez koszulki i spodni. Kosa też szybko wyzbył się ubrania. Jednym zgrabnym ruchem pozbywa się mojego stanika a potem... potem jedyne co pamiętam to szczęście. Uczucie błogiego szczęścia.

-Jak się czujesz?!- spytał oparty na łokciu, spoglądający na mnie
-Świetnie a ty?- oddycham z ulgą.
-Też. Od prawie trzech miesięcy naprawdę świetnie.!- westchnął
-Ja dokładnie!- usmiechnęłam się delikatnie
-To jak co jutro robimy?!
-Grześ ja jutro od rana mam wykłady, później się już umówiłam?!- wyszeptałam
-Z kim się umówiłaś??- użył groźnego tonu
-Hahaa z rodzicami głupku.! Co ci przyszło do głowy. Może że ze Zbyszkiem co?- roześmiałam sie
-No sory no. Teraz jak już tu jestem z tobą i jest ok to nie chcę żeby się coś popsuło.!- westchnął
-No to trochę wyluzuj. Żebyś miał nade mną całkowitą kontrole to musiałbyś być moim mężem.- roześmiałam się
-Ty wiesz że to nie głupi pomysł!- poruszył dziwnie brwiami
-Że jaki niby?-  podniosłam się tak że siedziałam obok niego
-No z tym mężem.!- też się podniósł
-Nawet tak nie żartuj. Mam dopiero 20 lat. A poza tym moi rodzice...
-Cholera.! Twój ojciec mnie chyba znielubił co?!- Kasa nagle sie zdenerwował
-Eee.. no tak trochę. Wkurzyło go to jak się zachowałeś. Przepraszam!- wzruszyłam przepraszająco ramionami
-No ale ty mi wybaczyłaś wszystko no nie.!- pochylił się nade mną
-Tak, a tak swoją drogą to jesteś bardzo szybki w działaniu. Dość szybko sprawiłeś że mi złość na ciebie przeszła.!- westchnęłam lekko
-Tak. A teraz jak już się rozkręciłem to dopiero zobaczysz jaki jestem szybki!- Grzesiek poruszył brwiami
-Hahaaa, no nape...- i Kosok wpił się w moje usta tak że nie jestem w stanie się odezwać

Budzi mnie szmer w kuchni i zapach świeżo parzonej kawy. Ja przyjemnie obudzić się po tak mile spędzonej nocy z. Grześkiem. Nie patrząc na zegarek wkładam koszulkę Kosy i wychodzę z sypialni po kubek kawy. Kiedy nalewam ją sobie do kubka czuję się obserwowana. Nie zwracając na to uwagi( bo wiem że to Kosa na mnie patrzy) pociągam łyk kawusi. Mmmmm jaka dobra.
Sekundę później czuję na szyi delikatne pocałunki składane przez siatkarza. Odchylam głowe tak żeby on miał lepszy dostęp do mojej szyi i dostrzegam godzinę.

-Cholera. Już prawie 9;00. Jestem spóźniona.!- postawiłam kawę na blacie i szybko ruszyłam do łazienki. Jedyne co usłyszałam to śmiech Kosy.

Ogarnięcie się zajęło mi jakieś 10 minut. Ubrana w skandynawskie biało- czarne legginsy, biały golf, ocieplane botki na koturnie i czarną kurtkę wybiegłam z sypialni. Włosy związałam w koczka i nałożyłam lekki makijaż.

-Nie no jestes bardzo szybka. I jak ślicznie wyglądasz mimo spóźnienia.!- roześmiał się Kosa sącząc moją kawę
-Spadaj. Cze,mu mnie nie obudziłeś?!- warknęłam
-Bo myślałem że jak się spóźnisz to już całkowicie olejesz te całe wykłady. - westchnął
-Mówiłam ci już że nie mogę. Musze tam być. Zuza się wścieknie bo mam jej notatki.- zaczęła gorączkowo zbierać zeszyty do torby
-Zróbmy tak. Podwiozę cię na uczelnię, oddasz jej notatki a potem jesteś już moja ok?- wyszczerzył się
-Eee, ale dziś mam wykłady z...  no muszę tam być na liście. Inaczej mnie obleją.- wzruszyłam ramionami
-Wystarczy że będziesz na liście??
-Tak. Ale jak tam nie będę to jak się podpiszę??- uniosłam brwii
-Jakos to załatwię. Chodź jedziemy!- wstał i otworzył mi wejściowe drzwi po czym szybko zbiegliśmy do auta Grześka

Samochód Grześka mknie jak marzenie. Nie zwracam nawet uwagi jak szybko podjechał on pod moją uczelnię. Oczywiście uparł sie że wejdzie ze mną do auli a ja nie mam prawa sprzeciwu.
Jak wpadliśmy przed aulę akurat trwa przerwa między wykładami. Widzę Zuzę pijącą samotnie kawę.

-Słuchaj może ja jednak zostanę na te wykłady co?- spojrzałam niepewnie na Kosoka
-Nie ma mowy. Gdzie jest ta twoja koleżanka. Aa i jak coś to nie jesteśmy razem ok?- chwycił mnie za ramię
-Coo? Co ty kombinujesz?- uniosłam lekko brwii
-Nic. O widze ją. Chodźmy.!- puścił mnie pierwszą
-Cześć Zuza!- krzyknęłam radośnie
-No hej. Co jest znowu zaspałaś?- zaśmiała się
-Tak jakby. Mam twoje notatki.- podałam jej zeszyt.
-O matko. To Kosok. Grzegorz Kosok. Nie powinieneś grać we Włoszech teraz?- i znowu Zuza się podjarała
-Cześć. Nie wiesz wpadłem do koleżanki. Chciałbym zabrać Vanessę na kawę ale musi miec podpis na liście. Czy nie mogłabyś podpisać się za nią.!- i w romantyczny sposób załozył jej pasmo włosów za ucho a ona odleciała
-Jasne hihihihi...- zaczęła chichotać a ja tez nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
-Ale nie zapomnisz?- Grzesiek uśmiechnął się zalotnie a Zuza bezproblemowo się zgodziła

-Co to było?- roześmiałam się wychodząc z uczelnie z Grześkiem
-Mój czar osoblisty.!- stwierdził z dumą
-Taaa, jasne. Coś bardzo go ukrywasz bo ja tam go nie widzę.!- spojrzałam na niego z  uśmiechem
-Wczoraj ci go nie pokazałem?!- oburzył się
-Nie. Wczoraj zachowałeś się jak zwierzę.- udałam złą
-No to dziś ci pokażę.! Choćby teraz!- i ruszył za mną a ja zaczęłam uciekać
-To nie fair. Ja mam obcasy.!- zaczęłam krzyczeć jak ten złapał mnie w talii i zaczął całować za uchem
-Życie nie zawsze jest fair mała. Wsiadaj!- puścił mnie i otworzył drzwi od samochodu

Udając oburzenie wsiadłam do samochodu. Kocham tego wariata i co na to poradzę. Kiedy on wsiadł nie mogę się powstrzymać i zaczęłam się przeraźliwie śmiać. I to oznacza kompatybilność bo on mimo tego że chyba nie wie z czego ja się śmieję to śmieje się razem ze mną. W doskonałych humorach jedziemy przez jakieś zalesione drogi, potem przez jakąś wieś kiedy nagle pytam:

-Chcesz mnie na Ukraine wywieźć czy co?- zaśmiałam się
-Dość kuszące ale nie!. Zabieram cię....sam nie wiem gdzie!- roześmiał się głośno
-Co? Jak to?- teraz się zdziwiłam
-Normalnie! Takie dziwne. Będziemy sami. Źle??- teraz to on się zdenerwował
-Nie no super, ale ja mam kolację z rodzicami więc wiesz...- zaczęłam się jąkać
-Pamiętam. Odwiozę cie na czas.!- westchnął
-Co ty się taki obrażalski zrobiłeś co?
-Ja? Wcale nie jestem obrażalski.!- przewrócił oczami
-Nie no przestań. Jak nie zmienisz nastroju to ja wysiadam!- zdenerwowałam się
-Oj no dobra. O jesteśmy na miejscu!- Kosa ucieszył się jak dziecko
-Co to za miejsce?- zaczęłam sie rozglądać
-Bo widzisz... znalazłem to miejsce w necie.! Raz mówiłaś że nigdy nie jeździłaś konno. No to teraz masz okazję spróbować.!- spojrzał na mnie niepewnie czekając na moją reakcję
-Żartujesz... Przywiozłes mnie do stadniny koni?!- zrobiłam wielkie oczy
-Nie. Mówiłaś że to jedno z twoich marzeń. Jeżdżenie konno.! Coś się zmieniło??- spanikował na widok mojej miny a ja wysiadłam z auta
-Grzesiek to miejsce jest piękne. I te konie. Tyle że ja się....boję koni!- zarumieniłam się
-No co ty?- zarechotał
-Spadaj. Ty się nigdy niczego nie bałeś?- warknęłam
-Bałem, ale wiesz jak mówią najlepsza na strach jest szokoterapia. No chodź wsiądziesz na konia i przestaniesz się bać.!- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę stajni

Jakieś 30 minut później siedzę już na koniu. Ile było moich protestów to brakło by palców u obu rąk żeby zliczyć ale teraz się cieszę że wsiadłam na konia. To świetne uczucie, i zawsze chciałam tego spróbować. Bardzo fajna dziewczyna powiedziała mi co i jak i można powiedzieć że nieźle sobie radze. Na drugim koniu siedzi Grzesiek i szczerzy się do mnie tak że mam ochotę go wyśmiać. Kiedy tak na niego patrzę to przeraża mnie to jak bardzo mi na nim zależy.

W stadninie spędziliśmy jakieś 4 godziny jeżdżąc po okolicznych terenach. Z żalem zsiadłam z mojego czarnego konia i wsiadłam do samochodu Kosoka. Potem wybraliśmy się na szybki posiłek i ruszyliśmy w drogę powrotną. Teraz to ja się szczerzę.

-Co się tak cieszysz?!- Grześka zaintrygował mój uśmiech
-Dziękuję.!- wyszeptałam
-Za co?!
-Za to że mnie zabrałes na konie. Za to że poprostu jesteś ok?!- westchnęłam
-Fajnie że dobrze się bawiłaś bo i ja też super się bawiłem. A jutro...- zaczął
-Jutro mam wykłady. Nie ma mowy o wagarach. Nawet Zuza ci to powie- roześmiałam się
-Szkoda. To gdzie teraz mam cię zawieźć?
-Do domu. Wezmę prysznic i jadę do rodziców.!- poprawiłam się na siedzeniu
-Aha. Może pójdę z tobą?- uniósł brwii
-Ooo to chyba zły pomysł. Ojciec by cie zabił a mama wydrapała oczy. Ja im jakoś to wytłumaczę a potem do nich pójdziemy.!- spanikowałam
-Ok. Masz rację. A w sobotę jedziemy do moich dziadków. Tak tylko informuję.!- uśmiechnął się
-Ohh.. dobrze wiedzieć. W sumie bardzo ich lubię. Bardziej niż swoich.!- odwzajemniłam usmiech
-Oni tez cię pokochali.!
-Bo ja jestem taka urocza.!- zatrzepotałam tak uroczo rzęsami
-Nie da się ukryć.!- roześmiał się

Droga powrotna minęła zaskakująco szybko. Razem z Kosą kaleczylismy piosenki lecące w radiu i wygłupialiśmy się. Zaskakuje mnie to jaki on potrafi być jeszcze dziecinny a zarazem dojrzały.  Jakoś o 18;30 Grzesiek parkuje przed moim blokiem.

-Dzięki za wspaniały dzień. Oby było takich więcej.- uśmiechnęłam się.
-Ja tobie też dziękuję za nową szansę. Za wszystko ci dziękuję.!- westchnął
-Musze lecieć. Do jutra. Paa- sprzedałam mu buziaka i wybiegłam w pośpiechu z jego auta
 -Pa mała.!- usłyszałam zamykając drzwi

W lamparcim tempie wzięłam prysznic i doprowadziłam się do normalnego stanu. Ta jazda konna nieźle mnie wymęczyła. Kolacja u rodziców jest o 19;00 więc powinnam zdążyć. Przebrana i od nowa umalowana wsiadam do mojej audiki i ruszam w stronę rodzinnego domu. Ruch jest w miarę mały więc droga nie powinna mi zając więcej niż 20 minut.
Punkt 19;00 wchodzę do domu rodziców. Mama od razu wyczuwa że coś się u mnie zmieniło. Zasypuje mnie mnóstwem pytań:

-Wyglądasz inaczej. Bardziej promiennie. Stało się coś?- docieka
-Nic takiego. Odpowiednia osoba umie dużo zmienić.!- westchnęłam
-Poznałaś kogoś. To doskonale. Zapomnisz o tym fatalnym siatkarzynie.!- wtrącił ojciec
-Ale...- zaczęłam się tłumaczyć
-Nie broń go skarbie. Nie ma sensu. Dla nas on jest skończony.!- mama też zaczęła najeżdżać na Grześka
-Mama ma rację. Wszyscy widzieliśmy co przez niego przeszłaś.!- no i jeszcze opinia Norberta
-Dobra tylko on wrócił. I ja się z nim widziałam. Pogodziliśmy się.!- krzyknęłam i zamknęłam oczy czekając na wymówki rodziców.

 --------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witam moi kochani czytelnicy. Rozdział dość zaskakujący. W sumie mnie też zaskoczył. No ale tak musi być.
Wszystko było by ok gdyby nie to cholerne przeziębienie.
Następny rozdział jakoś może koło środy. Zachęcam do czytania i komentowania:*
Buziaki:**