niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 23.

Kiedy wraca mi świadomość ogarniam że nie mogę otworzyć oczu. Słyszę głosy wokół mnie ale moje ciało odmawia mi jakiego kolwiek posłuszeństwa. Słyszę Zbyszka, Michała, I Kosoczka. Są też moi rodzice. Rozmawiają między sobą i kiedy walczę ze sobą żeby podnieść powieki od razu zasypiam. Kiedy się budzę znowu ogarniam że nie otworzyłam oczu. Co jest do cholery. Czuję czyjś dotyk na swojej dłoni. Wszędzie poznam tą dużą dłoń. To mój Grześ!!! I kiedy w duchu się usmiecham dostrzegam światło. Taaaak!! Udało mi się otworzyć oczy. Najpierw czuję się oślepiona a potem już tylko zszokowana. Błądzę oczami po wielkim białym pomieszczeniu i gdy ruszam lekko dłonią Kosa ogarnia że nie śpię.

-No wreszcie.! Odleciałas nam na dwa dni. Tak się cieszę.- mocno mnie pocałował
-Co się stało. Gdzie jestem??- jeszcze do końca nie ogarniam
-W szpitalu. Zemdlałaś w domu. Już wszystko jest ok.!- uśmiechnął sie
-Jak to zemdlałam. Mi nic nie jest.- i wtedy zczaiłam że jestem podpięta pod kroplówke i jakieś inne wymyślne urządzenie
-Taak>?? To czemu zemdlałaś. Lekarze nie wiedzą co ci jest a ty wiesz. Leż a ja wołam kogoś. Bez ruchu.- kiwnął palcem i wyszedł.

Chwilę potem badał mnie jakiś koles w podeszłym wieku i zadawał mnóstwo dziwnych pytań. Czy mam mdłośći?? Czy nie boli mnie głowa?? i takie tam różne.W sumie czuje sie dość dobrze i chcę wracać ale muszę zostać dopóki lekarze nie dowiedzą się co mi jest. Rodzice warczą na mnie że narzekam na szpital ale co mogę zrobić. Chwilę później w drzwiach widzę moich siatkarzy i Iwonkę z dziećmi.

-Cześć. Przepraszam ale nie miałam ich z kim zostawić.- wzruszyła ramionami
-Hej. Nic się nie dzieje. Nie przeszkadzają mi- uśmiechnęłam się
-Przepraszam, co pan Batman pani zrobił.- spytał Seba
-Ooo nie nic mi nie zrobił. Ja sama sobie zrobiłam. W sensie to moja wina- rozbawił mnie
-No i ma pan szczęście.- mały pogroził Zibiemu na co wszyscy wpadliśmy w śmiech
-A poważnie jak ty się czujesz.?- Iwonka spytała z troską
-W sumie ok. Tak jakos dziwnie ale ok.!
-Nikt nie wie co ci jest. To podejrzane.- Zibi nabąknął
-Nie ma jeszcze wyników badań geniuszu.- pokazałam mu język
-No ale lekarze dziwnie na ciebie patrzą. Nie zauważyłaś?!
-Ej Zbyszek. Nie strasz mnie. Weźź- przeraziłam się trochę
-Ehh Zbyszek ty jak co palniesz to ni się śmiać ni płakać.- Igła go ochrzanił

Siatkarze posiedzieli chwilę ale póżniej mieli trening więc musieli się zmywać. Pożegnałam buziakiem każdego po kolei i zostałam sama. Nudzi mi sie strasznie, na sali leżę sama więc mnie trochę ponosi. Rodzice obiecali dowieźć laptopa ale do tego czasu to ja chyba zgłupieję. Przeszłam sie trochę po oddziele ale to nudne więc wróciłam do łóżka. Wzięłam telefon i zaczęłam pisać sms-y do znajomych. Dziś wieczorem mają być wyniki badań. Zbyszek mnie poddenerwował i teraz za każdym razem jak widzę lekarza skacze mi ciśnienie. Jestem w szpitalu pełnym lekarzy więc staje się tak bardzo często. I jeszcze ta szpitalna piżama. Poprostu chce mi się płakać. Czas leci nieubłaganie powoli a ja nawet nie mam z kim pogadać. Po dwóch godzinach do szpitala dotarli rodzice. Mama przywiozła mi moją piżamę a ja od razu się przebrałam. Dowieźli też laptopa i kilka osoblistych rzeczy.

-Jak się czujesz mała.?- tata usiadł na skraju łóżka
-Dobrze. Nie wiem po co oni mnie tu trzymają i łóżko blokują.! Ja chcę do domu.- zrobiłam smutną minę
-Ejj musiał być powód że zemdlałaś. Nie było cie z nami przez dwa dni, to nie jest normalne. Zrobią badania i się dowiemy.!- tata mnie skarcił
-Ale kiedy mnie nic nie jest. Nie rozumiem.!
-Dziecko.! Nie szukaj sposobu żeby stąd wychodzić. Zostaniesz tu dopóki nie będzie wiadome co ci jest.!- mama ułożyła mi na szafce sok i pomarańcze.
-Ale kiedy mnie się tu nudzi mamo! Jestem zdrowa!- syknęłam
-Zdrowe nastolatki nie mdleją.!- odpowiedziała mi
-To prawda.! Twoja mama ma rację!.- w drzwiach pojawił się Grześ
-Cześć.! Jesteś... Jak fajnie.!- pokazałam mu gestem żeby usiadł obok mnie i tak zrobił
-I co masz już wyniki.?- mocno mnie objął
-Jeszcze nie ma.! Denerwuje mnie to leżenie.- wydęłam wargi
-To może się zamienimy i pobiegasz sobie przez 1,5 godziny coo??- zaśmiał się
-A czemu nie. W tej chwili energia mnie rozsadza.!
-Dobrze to wy sobie pogadajcie a my z ojcem pódziemy do lekarza. Może się czegoś dowiemy.- mama z tatą stali i wyszli.

Grześ położył się obok mnie i tak leżeliśmy przez jakieś 30 minut a może i dłużej. Wtulona w niego zapomniałam o tym że w szpitalu jestem i że coś może mi być. Z tego stanu wyrwali nas rodzice a z nimi lekarz z zakładką w ręku.
Grzesiek automatycznie wstał i ja też się podniosłam tak że siedziałam. Przywitał się z nami przedstawił i patrzył na moje wyniki. Rodzice mieli miny jakby czekali na wyrok a Grześ, ten to wyglądał jakby sam miał zaraz zemdleć.

-No więc tak Vanesso! Sprawa jest dość poważna.!- zaczął a mnie przeszły dreszcze
-To coś poważnego.?- mama spytała i usiadła obok mnie
-Na to wygląda. Czeka panią jeszcze kilka badań ale jedno jest pewne. Znaleźliśmy coś niepokojącego okolicy pani lewego płuca.
-I dlatego zemdlałam.?
-Nie omdlenie było przyczyną niedożywienia i zmęczenia. Tą plamę- pokazał mi na zdjęciu- znaleźliśmy dopiero podczas badania. Musimy sprawdzić co to jest i to usunąć.
-Czyli narazie nie wiadomo co to?- mama dociekała
-Niestety nie. Zrobiliśmy za mało badań by być pewnym ale prawdopodobnie ma pani guza na lewym płucu. Nie chcę straszyć ale równie dobrze może to być początek choroby nowotworowej.- powiedział a ja zaniemówiłam
-Ale jak to?! Ja nigdy nie chorowałam. Z czego to się wzięło.?- wydukałam
-Nie wiemy dokładnie. Musimy poszerzyć zakres badań. Wszystkiego dowiemy się jutro i będziemy mogli działać. Na razie to tyle. W razie jakiś nowych wiadomości będę państwa informował. Dowidzenia!!- i wyszedł
-Mamooo! Ja, ja jestem chora. Ja mam raka?! Nie chcę umrzeć.!- spanikowałam
-Skarbie nie umrzesz.! Nie pozwolimy na to. A poza tym niewiadomo co to jest.!- mama stara się mnie pocieszyć
-Nie martw się. Nic ci nię będzie. Jeśli będzie trzeba to załatwimy najlepszego specjalistę. Tylko nie płacz proszę.- Grześ ociera moje łzy
-Widzieliście go. Był prawie pewny. Ja się boję. Cholera!!! Czemu akurat mnie to spotyka. Zawsze mam pod górkę. Cholera!!!- wpadłam w szloch
-Wszystko będzie dobrze.- mama gładziła moje ramię
-Nic nie będzie dobrze!- rzuciłam się na łóżko
-Proszę cię nie płacz.!- Grześ próbuje mnie pocieszyć
-Idźcie stąd. Chcę być sama Nie chcę was widzieć. Już wynocha!!!- pokazałam palcem na drzwi

Rodzice i Kosa wyszli. Jestem w totalnej rozsypce. Nie moge być chora. Jestem za młoda. Przecież nic złego nie zrobiłam czemu mnie to spotkało. Te myśli ciągle męczą moją głowę. Przez szybę widze Grześka i mamę którzy się mi przyglądają z troską w oczach ale nie mam siły słuchać tego że wszystko będzie ok, że wyzdrowieję. Zawsze tak się mówi, tyle że to nie prawda. Zamknęłam oczy z nadzieją że zasnę i więcej się nie obudzę. I faktycznie zasnęłam tyle że obudziły mnie głosy dochodzące zpod drzwi.

-Nie mów mi co mam robić. I tak do niej wejdę.!!- Zbynio przekrzykuje Kosę
-Alee...
-Nie obchodzi mnie to Grzesiek. Ona nas potrzebuje. Nie może być teraz sama.- i zielonooki wparował do mojej sali a ja otworzyłam oczy
-Zbyszek jaa.....- zaczęłąm
-Wiem nie chcesz nikogo widzieć. Kosa mnie uświadomił. Nie dam za wygraną. Musimy pogadać. I nie ma ale..- usiadł obok mnie
-No dobra. Ale nie oczekuj jakiejś euforii z mojej strony...
-Nie oczekuję. Oczekuję że weźmiesz się w garść do cholery. Nigdy nie widziałem tak silnej i mądrej dziewczyny jak ty. Nie możesz wiecznie płakac w poduszkę. To nie jest koniec świata. Cała drużyna stoi za tobą murem a ty chcesz się poddać.? Nawet tak nie żartuj. Jesteś ważna dla rodziców, rodzeństwa, znajomych a przede wszystkim jesteś ważna dla mnie ok?! My nie możemy cię stracić. Nie płacz.!!
-Zbyszek ja, ja nie umiem. Chcę ale nie umiem. Przeraża mnie to strasznie. Wiem że powinnam się ogarnąć ale tak strasznie się boję...
-Nie ma się czego bać. Masz nas wszystkich.- pokazał na szybę a tam wszyscy znajomi i rodzina
-Zbyszek. Wiesz co ty jeden wiesz co mi powiedzieć żebym się podniosła z dołka. Naprawdę jesteś niesamowity z tym pozytywnym myśleniem. Dziękuję- rozpłakałam się i mocno objęłam Zbysia.

Zaraz po nim do sali wparował Kosok, Igła z Iwoną Cichy, Kubiak i kilka innych osób. Ogólnie było ich pełno. Wszyscy dodają otuchy i mówią że będzie ok. Aż powoli sama zaczynam w to wierzyć. Zdenerwowana czekałam na wieczorną wizytę lekarza i ostateczną diagnozę. Oczywiście wszyscy czekali razem ze mną. Nie mogłam się ich pozbyć, chociaz w sumie chyba nie chciałam. Po raz pierwszy od 12 godzin jestem pewna że komuś na mnie zależy. Około 18;00 do sali wszedł lekarz a na widok wszystkich bardzo wysokich panów aż mu się okulary osunęły z nosa:

-A co was tu tyle panowie??- pytanie skierował do siatkarzy
-My jesteśmy jako grupa wsparcia.- odezwał się Zbynio
-Obawiam się jednak ze jest was tu za dużo...
-Panie doktorze. Niech oni zostaną. Bardzo proszę. I niech pan mi powie.! Mam tego raka czy nie.!- westchnęłam
-Cóż zobaczmy wyniki....- zaczął sprawdzać papiery a Zbyszek usiadł i chwycił moją rękę
-No iii... -Kosa się niecierpliwi
-Obawiam się że....- zaczął mówić a ja zamarłam
-O nieee... -do oczu napłynęły mi łzy
-Proszę nie wchodzić mi w słowo. Obawiam się że postawiłem nietrafną diagnozę. To na 100% nie jest rak. To poprostu jakiś mały guzek. Krótki zabieg i po problemie.- uśmiechnął się
-Nie jestem chora??- zdziwiłam się
-Niee!!! Prosze mi wybaczyć że narobiłem stracha ale teraz już jestem pewien. Nic złego pani nie jest.- do oczu napłynęły mi łzy

Lekarz wyszedł a ja zanoszę się płaczem. I co ciekawe sama nie wiem dlaczego. Jestem zdrowa. Chłopaki mnie całują i ściskają a ja dalej nie dowierzam. Czuję jakby mi ktoś zabrał coś ciężkiego z głowy i mi ulżyło. Niesamowita sprawa. Po 30 minutach niestety wszyscy musieli wyjść. Ja ułożyłam się na dość niewygodnym łóżku szpitalnym i zasnęłam.
Obudził mnie szmer i szybko otworzyłam oczy. Okazało się że to pielęgniarka coś robiła przy maszynie stojącej obok łóżka. Po śniadaniu czyli jakims obleśnym grysiku i bułce z miodem do sali przyszedł ten sam lekarz który wczoraj uratował mnie od depresji. Dziś mam mieć zabieg usunięcia tego czegoś z mojego płuca. Podobno to nic strasznego i nie mam się czego bać ale jednak stres się pojawia.

Ostatnie co widzę tego dnia to rząd białych prostokątnych lamp a potem już tylko ostre światło i rozmazane twarze. Kiedy się budzę spowrotem leże w mojej sali a obok mnie siedzi Zbyszek. Dziwi mnie że to akurat on siedzi przy mnie ale z drugiej strony bardzo cieszy:

-Zbyś.? Co ty tu robisz??- uśmiechnęłam się delikatnie trochę obolała
-No Nesska. Wkońcu. Czekam aż otworzysz te piękne ślepia. Grzsiek poszedł po kawę. Zaraz przyjdzie. Jak ty się czujesz?!
-Dobrze. Trochę obolała ale jest ok.- puściłam oko siatkarzowi
-Martwiłem się. Podobno coś się skomplikowało podczas zabiegu. Z tobą zawsze coś jest nie tak mendo.!
-Spadówa!! Było się nie martwić. Po co sie martwiłes.?
-Aleś ty głupia. Jak mogę się o ciebie nie martwić. Jesteś dla mnie ważna. Dla nas wszystkich.
-To mówisz że Kosa też tu jest. -zarumieniłam się od wyznania Zibiego
-Tak. Powinien już być. Może automat do kawy jest zbyt skomplikowany.- zaśmiał się
-Wcale niee!1 Jestem- Kosa wparował do sali z dwoma kubkami kawy
-Cześć Kocie.!- uśmiechnęłam się
-No hej mała. Jak się czujesz.!?- pocałował mnie w policzek
-Dobrze. Chcę wracać do domu. Źle działa na mnie to miejsce.- obejrzałam się po pomieszczeniu
-Wiem, ale narazie nic z tego. Przez tydzień zostajesz. Nie martw się nie zostawimy cię tu samej co nie Zbychu.? -usmiechnął się
-A jak. Nie uwolnisz się od gości. Zobaczysz. Na pewno nie będziesz się nudziła. JA na pewno będę codziennie.!- Zbyszek wybuchł ze swoim wyznaniem
-Hahaaa- zaczęłam się śmiać ale zabolała mnie klatka piersiowa i przestałam

~Tydzień później ~

Wczoraj wyszłam ze szpitala. Kiedy mama z tata przywieźli mnie do domu poczułam ulgę. Nie wolno mi się przemęczać ale i tak nie miałam zamiaru tego robić. Gdy weszłam do domu czeka na mnie największa niespodzianka jaką w życiu widziałam: Norbert sprowadził do domu wszystkich moich przyjaciół. Są siatkarze, znajomi ze szkoły, dziadkowie, i rodzina. Zbyszek i Kosa wystrzeliwują konfetti a babcia w rękach trzyma wielki tort. W moich oczach pojawiają się łzy. Po minucie już przytulam sie z wszystkimi i dziękuję za niespodziankę każdemu z osobna. Mały się obudził więc wzięłam go na ręce i chodziłam z nim po domu. Tak dawno nie trzymałam go na rękach.
Wszyscy dobrze się bawią łącznie ze mną. Co prawda nie mogę pić alkoholu ale i tak jestem zadowolona. Siedzę i śmieję się do kamery w kolejnym ujęciu nastepnego odcinka " Igłą szyte" kiedy do drzwi dowoni dzwonek. Wstałam i w pospiechu podbiegłam do drzwi. Bez zastanowienia otwieram i zaraz tego żałuję.

-Co tu robisz?!- pytam zdenerwowana na widok Mateusza
-Jak się czujesz?!- spytał z uśmiechem
-Dobrze. Po co przyszedłeś?!- kontynuuje
-Chciałem cię zobaczyć. Czytałem o tobie w gazecie. Jesteś teraz sławna.! Gratuluję.!- syknął
-O czym ty bredzisz?! Jakiej gazecie?!
-To ty nic nie wiesz. W lokalnej gazecie pojawiła się notka o tobie i tym twoim siatkarzynie.!- zaśmiał się
-Coo?! W której?- moje oczy są wielkie jak spodki
-O tej.! Proszę. Poczytaj sobie. Narazie.!- podał mi zwinięty rulon i sobie poszedł.

Zamknęłam drzwi i wzięłam się za czytanie. Z sekundy na sekundę coraz bardziej rozwierały mi się usta ze zdziwnienia.

"Jak podaje nasz dziennikarz sportowy, rzeszowski siatkarz Grzegosz Kosok ewidentnie się zakochał. Namierzyliśmy go pod szpitalem na ul. Jana Pawła II gdzie przyjeżdżał codziennie. Najpierw snuliśmy domysły, iż może chodzi o jego rodzinę. Kiedy zapytaliśmy go kto jest dla niego aż tak ważny że codziennie odwiedza go w szpitalu odpowiedział : Jestem teraz niesamowicie szczęśliwy. Vanessa, to najwspanialsza dziewczyna jaką znam. Więcej nie mogę na ten temat powiedzieć.  Nie mamy wątpliwości że to do ukochanej siatkarz codziennie przyjeżdżał do szpitala. Jesteśmy jedynie ciekawi kiedy jeden z gwiazd Resovii pokaże nam swoją wybrankę. Pozostaje nam tylko czekać."

-Nessa, co ty robisz. Chodź Zbyszek chce grać w butelkę z twoją mamą. Ktoś musi go ogarnąć.- Kosa podszedł do mnie cały w euforii
-Jaaa... czytam. -pokazuję mu artukuł
-Eee chyba nie jesteś zła że podałem twoje imię.- jego wyraz twarzy wyraźnie się zmienił
-Nie. To piękne co powiedziałeś. Serio.!- ucałowałam go mocno
-Czyli nie jesteś zła??- uniósł brwii
-Nie no co ty.? Jestem szczęśliwa. Chodź do tego Zbyszka.- podałam mu ręke i poszlismy do salonu

Przez resztę wieczoru bawiłam się świetnie. Ostatni goście wyszli jakoś koło 3 w nocy. Zbyszek zasnął na kanapie i mama nie kazała go budzić. Jutro będzie w szoku jak obudzi się u nas. Kosa jutro jedzie do rodziców więc musiał pojechać do domu. Ja położyłam się jakoś koło 4;00 nad ranem. Ledwie zasnęłam kiedy usłyszałam nad sobą głos atakującego:

-Nesska, ta kanapa na dole jest niewygodna. Mogę z tobą?!- zrobił swoje maślane oczy
-Ehhh, no dobra właź, ale masz być spokojny. Spróbuj się wiercić a zobaczysz ze cię zepchnę.- pokazałam język koledze
-Dobra, dobra.- wskoczył pod kołdrę.

I tak ja po prawej stronie a on po lewej stronie łóżka poszliśmy spać. Kilka razy musiałam ciągnąć kołdrę na swoją stronę ale ogólnie ze Zbysiem spało mi się nie najgorzej. Tylko to co zastało mnie rano po przebudzeniu wprawiło mnie w lekki szok i zakłopotanie.


-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Noo i rozdział 23 dodany :) Czy tylko ja się czuję tak źle?! Jak sie psuje to już wszystko;/ I dla jasności taka miłość jak Vanessy i Kosy się nie zdarza, a przynajmniej ja w to nie wierzę.  Zapraszam do czytania tego i mojego nowego blooga : http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com  Tam też pojawią się siatkarskie ciacha :)
Następny pojawi się za jakieś 3,4 dni. Buśśka :***
 

niedziela, 17 listopada 2013

Rozdział 22.

Po otworzeniu pudełka oczy otwieram możliwie jak najszerzej. W środku znajduje się tylko mała biała karteczka. Gdy ją rozwijam ogarnia mnie nadzieja na to że Grześ zostanie. Czytam i coraz bardziej się załamuję. Napisał mi że mnie kocha i jego wyjazd nic nie zmieni. Prosi żebym na niego czekała.
Nie wiem co tym myśleć. No bo kocham go bardzo ale nie wiem czy przez te dwa lata nic się nie zmieni. Taka rozłąka to ciężka próba. Do oczu znowu napływają mi łzy. Tak bardzo go kocham ale nie moge go na silę zatrzymać. Z lekkim kacem weszłam szybko na fejsa, odpisałam szybko na wszystkie wczorajsze życzenia i wiadomości po czym przebrałam się w jakieś w miarę ładne ubrania i z małym w wózku wyszłam na długi spacer. Ze słuchawkami w uszach idę przez długą lejkę w pobliskim parku kiedy nagle ktoś szarpie mnie za ramię a ja w krzyk:

-Co jest kurwa!!- odwróciłam się szybko
-Spokojnie, to tylko ja. Nie zrobię ci krzywdy!- to Mateusz!!! Jak ja go dawno nie widziałam
-Co ty tu robisz śledzisz mnie??- spanikowałam na jego widok
-Nie, poprostu szedłem kiedy cię zobaczyłem. To twój brat.? Jaki już duży.- spojrzał na małego
-Tak. To Bartek. Ale czego ty tak w ogóle chcesz?!
-Nic. Chciałem ci złożyć życzenia. Wczoraj miałaś urodziny. Spełnienia Marzeń- chciał mnie pocałować ale się odsunęłam
-Niee. Przestań. Daj mi spokój. Mam dosyć problemów. Bez ciebie.
-Wiem wyjazd tego twojego siatkarza daje ci do myślenia.
-Skąd ty o tym wiesz.?
-Cały internet o tym huczy. On cię zostawia dla kariery. Wiem że nie byłem święty ale nigdy bym cię nie zostawił ok?!.
-Mateusz, proszę cię. To nie jest twoja sprawa ok?! Daj mi już spokój. Narazie.!- pokazałam mu ręką żeby sobie poszedł.

Mały zaczął płakać więc wróciliśmy do domu. Mama go nakarmiła i przewinęła po czym zaraz usnął. Ja natomiast wsiadłam w samochód i pojechałam sama nie wiem czemu ale do Zbyszka.Kiedy Michał otworzył mi drzwi Zbyszek grał na konsoli w jakąś strzelankę.

-Zbyszek.. Możemy pogadać.?- stanęłam przed nim
-Jasne. Stało się coś. Misio ci zachorował. Wymiotuje pluszem?!- zaśmiał się
-Nie miś leży bezpiecznie obok mojego łóżka. Tu chodzi o Grześka
-Oj zapowiada się na głębsze wywody więc lepiej włącze pauzę.- przerwał grę i usiadł obok mnie na kanapie
-Bo ja już nie wiem, co mam z tym wszystkim robic..
-Eee a mówisz ooo
-O jego wyjeździe no nie?! Zbyś co ja mam zrobic żeby go nie stracić.
-Powiedz mu że w ciąży jesteś to nie pojedzie. Mówię ci na facetów to działa- zaczął się śmiać
-A idź a ty głupi jesteś. Ja poważnie pytam.
-Ahh Nesskuś słuchaj. To skomplikowane chociaż dziwi mnie fakt że mimo propozycji przedłużenia kontraktu z Resovią odmówił. Musi mu zależeć.
-Jak to? On mi powiedział że Resovia już go nie chce.
-Coo? Upsss.. Sory nie chciałem.- uśmiechnął się przepraszająco.
-Znowu mnie okłamał. Nie ja... Oddaj mu to i powiedz że nie chcę go widzieć.- podałam mu jego pudełko które mi dał na urodziny i wybiegłam z mieszkania
-Poczekaj.. Ale...- za sobą usłyszałam jeszcze krzyk Zibiego

Zapłakana siadłam w auto i tak sama nie wiem jak ale trafiłam pod swój dom. W swoim pokoju włączyłam skeypa i zobaczyłam aktywną Dżastę. Rozmowa z nią spadła mi jak gwiazdka z nieba. Okazało się że na pojutrze ma bilet na lot do niej do Londynu. Miała jechac jej mama a le nie może i wzamian mam jechać ja. Bez wachania się zgodziłam. Pogadałam z mama i tatą a ci widząc mnie w tym stanie bez żadnych ale się zgodzili. Zaczęłam się pakować.Zajęło mi to resztę dnia i zmęczona około 21 poszłam spać. Jak zawsze około 5;20 rano obudził mnie płacz małego. Jako że nie mogę już usnąć zeszłam do kuchni zrobiłam sobie gorącą czekoladę i włączyłam nasz kominek w salonie (jest elektryczny). Złapałam moją ulubioną trylogię " 50 twarzy Greya" a konkretnie 2 częśc i tak spędziłam wczesny ranek. Około 8;00 poszłam pod prysznic i po godzinie cała ogarnięta wyszłam na zakupy. Justyna dała mi sporą liste jej ulubionych polskich rzeczy które chce. Sama musiałam jechać przebukować bilet i kupić kilka rzeczy dla siebie. Nie będzie mnie tydzień więc muszę przemysleć co tam będzie mi potrzebne.
Jakoś koło 13 spojrzałam na telefon. Kilka nieodebranych od Zbynia. Napisałam mu że wyjeżdżam i chcę spokoju. Potem wyłączyłam telefon. Obiad zjadłam w Mojej ulubionej włoskiej knajpie. To ta sama w której jedliśmy ze Zbyszkiem. Wróciłam do domu dopiero koło 19.00. Dołozyłam resztę rzeczy do walizki i wskoczyłam pod prysznic. Padnięta padłam na łózko jakoś koło 20;30.

 -Następnego dnia-

-Uważaj na siebie córeczko...- tata prawie płacze
-Tato ja za tydzień wracam ok? Tylko nie płacz ok- żegnam się z wszystkimi po kolei mamą tatą Norbertem i Bartkiem.
-Obiecuję że będę uważała. Nie tęsknijcie za mną za bardzo. Paa- pomachałam do rodziny i poszłam do odprawy.  Wychodząc do samolotu zobaczyłam wbiegającego na lotnisko Grześka. Nie oglądając się za siebie poszłam prosto do samolotu.

Lot ciągnął się dość długo. Było mi w miarę wygodnie i wgl ale nie lubię tyle siedzieć w jednym miejscu. Na lotnisku czekała na mnie Dżasta. Mocno się wyściskałyśmy i ucałowałyśmy po czym zabrała mnie do swojego mieszkania. Londyn jest niesamowity. Piękne miasto. Super ludzie i niesamowite miejsca. Mam nadzieję zapomnieć o wszystkich problemach. Codzienne imprezy i zakupy są wyczerpujące. Kupiłam Zbysiowi budzik o kształcie Big Bena Misiowi koszulke z napisem I love London, i kilka drobiazgów dla Iwonki i Igły. Znalazłam tez prezent dla Kosy.
Zazdroszcze Justynie takiego życia. Medycyna jest trudna ale ona się tym jara więc dla niej to jest luz. Ja nie mam narazie perspektywy na rozpoczęcie studiów. Wkurza mnie to ale co zrobić. Codziennie wchodzę na fejsa i piszę a to z Misiem a to ze Zbyszkiem, nie zapominając o Ignaczakach.

Po tygodniu ciężko było mi wracać ale z masą zdjęć i wspomnień wsiadłam w samolot i wróciłam do Warszawy gdzie czekali na mnie tata, mama i Batruś. Po długich uściskach i wstepnym zdaniu relacji wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy do Reszowa. Powrót zajął masę czasu ale z radością spojrzałam na mój samochód i dom. Wbiegłam do domu i co widzę. Wszystko po staremu. Od razu wbiegłam pod prysznic i gdy zeszłam do kuchni czekał na mnie obiad. Opowiadanie o mojej podróży zajęły mi chwile. Wieczorem umówiłam się z siatkarzami więc poszłam się przespać. Obudził mnie płacz małego. Gdy patrzę na zegarek widzę 18;56. Wstałam i przebrana z prezentami ruszyłam do chłopaków.

-Vanessa. Hał ar ju?! -Zbyszek przywitał mnie z uśmiechem.
-Cześć Zbyś. Dzięki jest ok. A co u was.!- zaśmiałam się
-Jest ok. Właź do środka.- wpuścił mnie zaraz po niedźwiedzim uścisku
-Sebastian.! Chodź tutaj. Nie męcz tej złotej rybki.- Igła zawołał do sąsiedniego pokoju
-Złotej rybki?! -spytałam
-A no. Kubiak sobie kupił licząc że na spełni jego marzenia- Zbyszek zaczął się śmiać
-Eyy, ja w to wierzę. Jeszcze się przekonacie.- Michał pokazał język
-Sebastian, Dominika chodźcie tutaj. Już.!- Iwona krzyknęła a z pokoju wybiegły dwie mini kopie państwa Ignaczak
-Mamo, czemu nas wołasz. Ta rybka jest taka fajna.!- oburzył się
-Przywitajcie się z panią ładnie.- Krzysiek zbeształ młodych
-Dzien dobry przem pani. Możemy iść.? -Seba burknął na tatę
-Nawet na nią nie spojrzałeś. Popatrz to jest Vanessa. Powiedz jej dzień dobry tak jak na dżentelmena przystało- Iwona szepnęła mu do ucha a ten kiedy na mnie spojrzał zmienił ton całkowicie
-Oo, dzień dobry. Ale pani jest ładna. Chce pani iść z nami i zobaczyć rybkę co spełnia życzenia.- uśmiechnął się szeroko
-Cześć. Jestem Vanessa a ty jesteś..?
-Sebastian Ignaczak prosę pani. Chodźmy to powie pani zyczenie do rybki.- Chwycił mnie za rękę i poszlismy do pokoju Michała
-A pani jest narzeczona pana Zbyszka?!- córka Ignaczaków jest dość bezpośrednia
-Nie skarbie. Nie jestem jego narzeczoną.- uśmiechnęłam się
-To w takim razie... kto jest pani narzeczonym?!-docieka
-Nie mam narzeczonego. Jestem koleżanką tych dużych panów.
-I naszego taty też?!
-Tak, bardzo lubie waszego tatę.- znowu sie uśmiechnęłam
-Ale nasz tata ma mamę i nie chce pani. My nie chcemy nowej mamy.-burknęła w moja stronę
-Wiem że wasz tata ma mamę i ja nie będę waszą mamą. Obiecuję wam to osobliście.- potarmosiłam oboje po głowach
-To dobrze. Ale resztę tych panów to może pani sobie wziąć.- ta mała jest prześmieszna
-Tak. Oo a kogo mi proponujesz.?- mrugnęłam do niej
-Tego pana z czarnymi włosami. Pana Batmana.! Jest bardzo ładny.- puściła mi oczko
-Batmana.! Świetny wybór. Dzięki już do niego idę. Miłej zabawy.
Zajęło mi to jakieś 10 minut ale zbyłam dzieciaki i wróciłam do starszej grupy w salonie. Młody Ignaczak ujął moją dłoń i przyprowadził mnie prosto do salonu

-Dzięki za obstawę młody.- pocałowałam go w policzek
-Nie ma sprawy. Niech pani uważa na tego pana Batmana bo on często zmienia panie.- puścił mi oko i wybiegł do drugiego pokoju
-Hahaaaaa- wszyscy wpadli w paniczny śmiech
-Ejj, no tu nie ma się z czego śmiać ok?! Igła ale dowcipny ten twój syn. - Zibi zrobił dziwną minę
-No co on tylko ostrzegł Vanessą. To nic takiego.- Iwona poklepała Zibiego po ramieniu
-To dżentelmen pełną gębą. - usiadłam obok Igły.
-Pozwolił ci wyjść. Ehh ta rybka źle na niego działa.!- Igła westchnął
-A to czemu niby?- zdziwiłam się
-Bo zwykle to mały Casanova. Jeśli mu się spodobałas to jeszcze po ciebie wróci.
 Ehh chyba nie. Twoja córka powiedziała mi żebym zajęła się panem Batmanem. Stwierdziła że jest ładny.- zaczełam sie smiać
-A co, może to nie prawda?!- oburzył się Zibi
-Nie no specjalnie przyszłam do ciebie póki wolny jesteś Batmanie- i wszyscy po kolei zaczęliśmy się śmiać
-Ale mam córkę. Gust po.. yyy.... napewno nie po mnie. Syn to co innego.- Igła sie zaśmiał
-No Vanessa wyraźnie mu się spodobała
-Dobrze wiedzieć. Gratuluję wam pociech. To naprawdę świetne dzieciaki.- uśmiechnęłam się do Iwony i Krzyśka
-Ty też kiedyś będziesz takie miała, wtedy zrozumiesz że nie jest tak kolorowo.
-Ojj chyba nie prędko Krzysiu.! A poza tym...
-Czemu nie prędko... My chcemy mini Grzesiów, no nie?!- spojrzał na resztę ekipy
-Ty, lepiej nie mów o tym..A no właśnie... Co u Kosy.? Jak kontrakt. Podoba mu się we Włoszech.!- spytałam Miska
-To ty nie wiesz. Kosok zrezygnował z tego kontraktu. Nie wyjechał.!- Kubiak spojrzał na mnie zdziwiony
-Yy co ty mówisz. Ja widziałam go na lotnisku ale wiesz... przyszedł za późno
-Wiemy mówił nam że chciał cię zatrzymać ale się mu nie udało.
-Gdzie on teraz jest.!?
-Nie wiem. Nikt nie wie. Nie pokazuje się już z 4 dni. W mnieszkaniu go nie ma to napewno. Sprawdzalismy. - Zbyszek dodał od siebie
-Cholera. Ja go muszę znaleźć.- wzięłam telefon i zaczęłam do niego dzwonić
-I coo?!
-Nie odbiera! Cholera!.! -wstałam i wyszłam z ich mieszkania. Po czterach próbach w końcu odebrał
-Kosa?! Grześ no w końcu. Gdzie jesteś?!-ucieszyłam się słysząc jego głos
-A czy to ważne. Po co ci to.?
-Eyy, chcę się z toba zobaczyć. Gdzie jesteś.?
-Ehh jestem nad jeziorem. Naszym jeziorem.- westchnął
-Już do ciebie jadę. Nie ruszaj się stamtąd.- wsiadłam w moją audikę. Dzięki Bogu że jest sportowa i mogę nią szybko jechać. Po 15 minutach byłam na miejscu.
-Co ty robisz w kraju. Nie wyleciałaś nigdzie??- zdziwiony spojrzał na mnie z wielkimi oczami
-Byłam u Dżasty w Londynie. A ty czemu nie poleciałeś? Co się stało.- westchnęłam
-Chłopaki powiedzieli mi że wiesz o Resovii. Wtedy zrozumiałem że najbardziej boję się stracić nie kontrakt tylko ciebie. Przeraził mnie twój widok z walizką. Przedłużyłem kontrakt z Resovią. Nigdzie nie jade.!- wzruszył ramionami
-Oj Grześ. Tak cię bardzo kocham. Było mi to napisać na fejsie. Wróciłabym wcześniej.
-Nie potrzebnie. Dobrze mi to zrobiło. I tobie chyba też.
-No to fakt. Coś w tym jest- mocno przytuliłam Grzesia i usiedliśmy przy namiocie i ognisku  które zmontował.

Spędziliśmy nad jeziorem całą noc. Rozmawialiśmy kąpaliśmy się itp. Kilka razy dzwonił do mnie Zbyszek ale napisałąm mu tylko że jest ok i wyłączyłam telefon.  Nawet nie wiem kiedy wtulona w nagi tors Grzesia, odurzona jego zapachem zasnęłąm. Wyspałam się jak nigdy. To dlatego że byłam jednocześnie zmęczona i zadowolona. Obudził mnie trzask gałęzi:

-Co się tak skradasz co?! Chcesz mi zrobic krzywdę czy jak?!
- Yyy nie ja chciałem poprostu ... nie ważne. Wyspana?!- spytała z błyskiem w oku
-Bardzo!! Ale wracajmy już do domu coo?! - podniosłam się z materaca i kołdry
-Nie podoba ci się tu?!
-Podoba. Poprostu wszyscy się o ciebie martwią. A ja mam sporo spraw do załatwienia.Wracajmy?!!- zrobiłam proszące oczy
-No dobra. Już składam wszystko. Daj mi 30 minut ok?!- mrugnął zalotnie i poszedł w stronę auta

Kiedy wróciłam do domu było jakoś po 13. Rodziców i małego nie ma w domu. Ogólnie mówiąc jestem sama. Wskoczyłam pod prysznic i ubrałam swieże ubrania. Kiedy szłam w stronę kuchni zrobiło mi się jakoś słabo. Nawet nie wiem kiedy osunęłam się na podłogę a w oczach zrobiło mi się jakoś ciemno.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wybaczcie ale na dzień dzisiejszy to tyle. Następny koło czwartku. Zapraszam do czytania.

Zapraszam na mój nowy kolejny bloog o siatkarzach: http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 21.

-Nesska przepraszam.- Grzesiek patrzy na mnie tym zbolałym wzrokiem
-Jaa muszę już iść. Jestem zmęczona i... boli mnie noga. Sory i narazie wszystkim.- pożegnałam się szybko z wszystkimi i wybiegłam z hali w której odbywał się mecz.

Odjeżdżając z pod hali w głowie mam niezły mętlik. Kosa wyjeżdża.? Serio? I w tym momencie do oczu napływają mi łzy. I to teraz kiedy tak dobrze nam się układało. W dość szybkim tempie dojechałam do domu. Kurwa!!- zaczęłam uderzać rękami w kierownicę. Weszłam do domu i szybko położyłam się spać. Chcę zapomnieć o tym dniu. Ze łzami w oczach i wspomnieniem słów Kosy o jego wyjeździe zasnęłam. Nie wiem jak to się stało ale obudziłam się o 8;50 i nie obudził mnie płacz małego. Musiałam bardzo mocno spać. Wstałam ubrałam się w luźne dresy i zeszłam na dół do kuchni. Telefon zostawiłam w samochodzie więc nie wiem czy ktoś dzwonił czy nie. Zrobiłam sobie mocną kawę i poszłam do siebie. Włączyłam facebooka i oniemiałam: 10 nieodebranych wiadomości i wszystkie od znajomych siatkarzy. Każdy pyta mnie czy u mnie wszystko ok. Odpisałam że tak i zaczęłam sie zbierać w sprawie auta. Wcześniej jeszcze pojechałam na myjnię. O 14 punktualnie zjawił się chętny który się ze mną umówił. Okazało się że znam faceta a on już dawno ostrzył pazury na ten samochód. Sprzedałam go w dość szybkim tempie. Kiedy załatwiłam wszystko wróciłam do domu. Okazało się że czeka na mnie Kosa. Siedzi z mamą w salonie i ostro o czymś rozmawiają. Weszłam do salonu a on szybko wstał:

-Jesteś. Martwiłem się. Musimy porozmawiać.- patrzył z bólem w oczach
-O czym o twoim wyjeździe. Nie chcę. Sory- uniosłam ręce w obronnym geście i poszłam do swojego pokoju. Nie mięła minuta kiedy pojawił się w nim także on.
-Nesskuś. Wybacz mi to. To nie moja wina że mi to zaproponowali. Ja mam czas do namysłu. A ty? Ty możesz przecież jechać ze mną.!?
-Co?! Jak ty to sobie wyobrażasz co?! Ja nie mogę. Kosa pomyśl tylko. Nie!! Ja mam tu życie. Znajomych.!
-To tak jak ja. Ale przecież my tu wrócimy.!- patrzy na mnie tymi wielkimi oczami
-A co jeśli ci przedłużą tą umowę. Jeśli ci się tam spodoba. Nie zechcesz wrócić. Nie nawet nie chcę myśleć o wyjeździe. Nie ma tematu.
-Czyli co?! Mam odmówić.?
-Zrobisz co zechcesz. To ma być twoja decyzja. Jesteś dorosły. Nie pomogę ci.
-Kurwa. To skomplikowane. To dla mnie taka szansa na karierę ale ty, ty to szansa na życie. Na udane życie. Ja pierdolę.....
-Kosok, nie klnij tylko myśl. Ja cię przepraszam ale chcę być sama. Zadzwonię do ciebie ok?!-otworzyłam mu drzwi
-Ok. Nie będę cię męczył. Pa skarbie.- chciał mnie pocałować ale się odsunęłam
-Cześć Grzesiek.- zamknęłam za nim drzwi. Nie mija 5 minut kiedy zjawia się mama.
-Kotek co się stało. Pokłóciliście się.?- przeszła do rzeczy
-Nie to jest bardziej skomplikowane... Kosa wyjeżdża. Dostał propozycję pracy we Włoszech. Nie wie co robić.- usiadłam na łóżku
-Och to przykre. A ty co byś chciała żeby zrobił?- usiadła obok mnie
-Zeby został. To oczywiste. Tylko że ja nie mogę mu kazać. Znienawidzi mnie za to. Nie chcę go stracić mamo...- rozpłakałam się
-Wiem, wiem. Moja biedna nie masz ty szczęścia do chłopaków. Co kolwiek on zrobi ty nie możesz mu niczego zabronić. On będzie wiedział co zrobić. Daj mu czas. Niech wszystko przemyśli.- przytuliła mnie
-Boję się że to się skończy. Ze się rozstaniemy. Ja go kocham mamo...
-Widzę jak na niego patrzysz. Tak mi przykro. Nie wiem co ci powiedzieć. Ćććć... nie płacz. Ułoży się zobaczysz....

-TYDZIEŃ PÓŹNIEJ-

Kosa dzwonił do mnie kilka razy ale nie wiem czy chcę go jeszcze widzieć. Zalezy mi na nim a że on wyjeżdża nie chcę się do niego przywiązywać. Obudziłam się we wtorkowy poranek w świetnym nastroju. Dziś kupuję nowe autko. Razem z tatą jedziemy do komisu w którym upatrzyłam moje cudo. Jestem nabuzowana pozytywną energią. Po wypiciu kawy i szybkim śniadaniu wsiedliśmy z tatą w ich samochód i po godzinie wróciłam swoim nowym autkiem. Niewiarygodne że teraz można to tak szybko załatwić. Noga już mnie nie boli a lekarz na wizycie kontrolnej powiedział że już jest wszystko ok. Dziś impreza u Zbyszka i Michała. Zamierzam się tam pojawić. Wybieram na tą okazję miętową sukienkę z kokardą i dość sporym dekoltem na plecach. Do tego kremowe szpilki. Jak ja dawno nie chodziłam na obcasach.  Cały dzień mam jakieś zajęcie. Kiedy widzę ile uwagi i czasu trzeba poświęcać dzieciom to odechciewa mi się być matką. Przynajmniej narazie. O 20;00 wsiadam do auta i jadę w kierunku bloku Zbyszka. Kiedy wchodzę na górę widzę że impreza już trwa. Na miejscu są już Krzyś z Iwonką, nowa dziewczyna Michała, Kurek z panienką, Kosa i sporo innych ludzi. Witam się z wszystkimi i podchodzę do Grzęśka:

-Cześć. Dawno cię nie widziałam.!- spojrzałam na niego ze smutnym wzrokiem
-Hej mała. Ja ciebie też. Słuchaj ja......
-Nie mówmy o tym teraz. Przyzwyczaiłam się do myśli że ty wyjeżdżasz. Otrząsnęłam się i teraz jest ok. Nie komplikujmy tego.- uśmiechnęłam się
-Jasne. Ale będziemy musieli o tym pogadać. Nie ma wyjścia. Ja chcę ci wyjaśnić i...
-Wypersfadować?!
-Oj tak to powiedziałem.. Nie mialem tego na myśli. W szoku byłem.- chwycił mnie za rękę.
-Rozumiem. Nie denerwuj się. Teraz to nie jest ważne. Przyzwyczaiłam się do myśli że to koniec.- uśmiechnęłam się delikatnie
-A ja nie mogę się przyzwyczaić. Gdybym tylko dostał propozycję z kraju nie wahał bym się. Został bym z wami ale nikt nie dał mi szansy. Nie chcę wyjeżdżać, ale na obecną chwilę nic mnie tu nie trzyma.
-Rozumiem. Zrobisz jak zechcesz. Kiedy miałbyś wyjechać.?!
-Za 3 tygodnie. Cały czas jeszcze się waham.
-Jedź. To dla ciebie niesamowita szansa. Drugi raz możesz jej nie dostać. Sam mówisz że nic cię tu nie trzyma...
-Oj źle się wyraziłem....
-Nie.! Nie tłumacz się bo nie masz z czego. Jakoś źle się czuję. Wracam do domu. I nie chcę cię więcej widywać bo ciężej będzie mi znieść twój wyjazd. Przepraszam!?- odwróciłam się i skierowałam w stronę drzwi.

Wybiegłam z klatki bloku Zbyszka i Michała. Wsiadłam do mojej nowej audicy i w lusterku wstecznym zobaczyłam Kosoka rozglądającego się po parkingu. Nie wie że zmieniłam auto, nie zdążyłąm się pochwalić co teraz wyszło w sumie na dobre. Nie chcę z nim rozmawiać. Za dużo mnie to kosztuje. Po jakiejś minucie zrezygnował i wrócił do klatki. Wtedy odpaliłam auto i skierowałam się do domu.
Wjechałam na podjazd włączyłam alarm i weszłam do domu. Wszyscy już śpią. Mały potrafi wykończyć wszystkich domowników co mnie nie dziwi. Wzięłam szybki prysznic i od razu spać.
Obudził mnie dopiero dzwięk sms-a. Przetarłam oczy i co widzę... Wiadomość od Mateusza?! Zapomniałam że dziś są moje urodziny a on przesyła mi życzenia. Dobre co?! On pamięta a ja nie... Odpisałam że dziękuję i wstałam. W luźnych dresach i związanych włosach bez makijażu zbiegłam na dół po kawę. Co zastałam?! Gotową kawę i urodzinowe śniadanie.Zjadłam bez większego pośpiechu i odebrałam prezent od rodziców i brata. Ucieszyłam się z iPoda i łańcuszka z literą V. Po włożeniu naczyń do zmywarki poszłam do siebie ubrać się wyjściowo. Ubrałam białe spodenki czarną luźną bluzkę z nadrukiem ciemne okulary i czarne conversy. Spięłam włosy w koczka i zarzuciłam na ramię moją ulubioną torbę. Wyszłam z domu jakoś koło 11;30 i udałam się do galerii handlowej a potem na basen. Po zrobieniu rundki po sklepach i zakupieniu kilku nowych rzeczy właśnie miałam wsiadać do mojej audiki kiedy ktoś wyraźnie mnie zawołał:

-Nesska?? Czekaj?- odwróciłam się by zobaczyć kto to..
-Zbyszek?! No cześć.. A co ty tu robisz.!- podszedł do mnie wysoki brunet
-A jak myślisz... Zakupy.! A ty czemu wsiadasz do obcego auta coo??
-TO auto jest moje. Kupiłam ledwie wczoraj może...Tak się złożyło
-Czemu wczoraj tak szybko wyszłaś... Miałem nadzieję że ostro pobawimy a tu...
-Ja wiesz źle się....
-Kosa!. Się nie tłumacz. On też wczoraj szybko wyszedł. Weźcie wy się dogadajcie do cholery.!
-To nie jest takie proste. On wyjeżdża a ja nie chce go zatrzymywać i go blokować.- spuściłam głowę tak że patrzę teraz w asfalt
-Hejjj.... Żadko zdarza się żeby dwoje ludzi tak do siebie pasowało jak wy dwoje...
-To nie ma znaczenie Zbyszek!!! To koniec...
-Szkoda. Pasujecie do siebie a tu ten cholerny kontrakt na dwa lata- wzruszył ramionami.
-Tak bywa. Może kiedy wróci jeszcze kiedyś się spotkamy...
-Narazie to ja zapraszam cię na kawę. I nie ma żadnego ale oki?!- złapał mnie za rękę i prowadzi do pobliskiej kawiarni

Posiedzielismy jakieś 30 minut a ja zapomniałam o Kosie i tym jak bardzo będę za nim tęskniła. W pewnej chwili do Zbyszka przyszła wiadomość. Po odczytaniu jej spojrzał na mnie ze złością:

-Czemu nic nie mówisz co!? Masz dzisiaj urodziny dziewczyno!!!
-Coo? O czym tu mówić. Z roku na rok coraz starsza i mam jedną zmarszczkę więcej.- uśmiechnęłam sie
-Mało czasu na zorganizowanie imprezy ale dam radę. Dziś idziemy do klubu Olimp. Innej opcji nie ma. Dam znać ekipie. Ty masz być przed wejściem punkt 20;00.  Ja musze lecieć, a rachunek zapłaciłem. Paa.- cmoknął mnie w policzek i wybiegł.
-Co czekaj. Zbyszek!!!- usmiechnęłam się sama do siebie

Wróciłam do domu jakoś koło 16;00. Pobiegłam na górę i zaczęłam grzebać w szafie.  Na imprezie wystapię w kremowej szerokiej bluzce włożonej w czarną skórzaną spódnicę i w czarnych szpilkach. Nic innego nie jestem dzis w stanie wymyślić. Wskoczyłam do wanny pełnej wody, pachnącej jaśminowym płynem do kąpieli. Wykąpana posmarowałam całe ciało delikatnym balsamem i zajęłam się włosami. Zakręciłam je w delikatne fale. Paznokcie pomalowałam na czarno. Zamówiłam taksówkę na 19;30. Zamierzam pić więc autko zostawiam w domu. Ucałowałam braciszka pożegnałam się z rodzicami i wyszłam gdy tylko zjawiła się taksówka. Pod klubem zjawiłam się o 19;55. Przed wejściem czeka na mnie Zbyś.

-No jesteś. Czekam i czekam. Chodź wchodzimy.- chwycił mnie za rękę
-Halo. Jestem punktualnie. Nie czepiaj się.- mrugnęłam do kolegi
-No jesteście. Już się baliśmy że zwialiście. - Igła jak zwykle z kamerą kiedy podeszliśmy do naszej lozy
 -A no jesteśmy. No to dajemy- i wszyscy zaczęli śpiewać "Sto Lat" 
-Nie no błagam... Nie lubię tego. Haloo!! Słyszy mnie ktoś?!-  Chciałam żeby przestali ale nic z tego
Chwilę później Iwonka, Krzyś, Kubiaczek, Zbyś, Kurek i Cichy składali mi pojedynczo życzenia. Następny podszedł do mnie Kosa:
-Wiem że mnie nie chcesz widzieć ale...
-To nie jest tak że nie chcę cię widzieć. Ja nie chcę robić nam krzywdy. Zrozum to.- uśmiechnęłam się przez ból
-Wiem. Kocham cię mała. I życzę ci spełnienia wszystkich marzeń. I ja wiem że one się spełnią.- pocałował mnie i mrugnąl do mnie
-Dzięki. Chyba jednak nie wszystkie. Mam takie jedno co się nie spełni.- do oczu napłynęły mi łzy
-To się okaże. Nie płacz. Świętuj z nami. Cieszmy się.- chwycił moją dłoń

Po godzinie impreza trwa w najlepsze. Rytualnie muszę zatańczyć z każdym siatkarzem. Z Iwoną też się pobawiłyśmy. Lekko wstawiona ale zadowolona- tak się czułam.  O 24;00 chłopaki wniesli mój prezent: Pluszowego miśka ludzich rozmiarów z założoną koszulka Resovii. Na koszulce napisane były życzenia i dzisiejsza data + podpisy wszystkich. Cału klub w tym czasie śpiewał " Sto Lat" na wyraźne polecenie Bartmana. Nie wiem czy to wina alkoholu czy szczęścia że mam takich przyjaciół, ale lekko się popłakałam. Oprócz tego dostałam jeszcze śliczną bransoletkę od Iwonki i prezent od Kosy ale kazał mi go otworzyc dopiero w domu. Schowałam go do torebki i w dlaszym ciągu wygłupiałam się głównie ze Zbyszkiem. Lepszego partnera do kaleczenia śpiewu i tańca nie miałam nigdy.
Misiaka nazwałam "Asseco" z myślą że to chłopiec. Wyszliśmy z klubu coś koło 4 nad ranem. Chłopaki uparli się żebyśmy wracali na piechotę więc nie było sperzeciwu. Biednego misia niósł na przemian albo Michał Kubiak albo Zbysiek  Odprowadzili mnie do domu, zabrałam pluszaka i ledwo patrząc na oczy ze zmęczenia przytulona do niego zasnęłam w moim łóżku. Obudził mnie mój ukochany młodszy brat patrząc na zegarek aż boli mnie głowa. I to nie dlatego że jest 7;25. Przywaliłam głowę poduszką i tak dospałam jeszcze do jakiejś 9;00. Gdy się obudziłam głowa już tak nie boli, patrzę na telefon i widze eden sms. Od Kosy " Otworzylaś prezent??". Niechętnie podeszłam do komody na którą wczoraj o ile pamiętam rzuciłam torebkę i wyjęłam małe czarne pudełko.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


I jest:) Rozdział 21. Totalny brak pomysłu na to co dalej...  Zapraszam do czytania:) Następny może za tydzien a może i wcześniej. Dziś totalny brak mocy na cokolwiek.  Buśśka dla wszystkich i miłego dnia:**

poniedziałek, 4 listopada 2013

Rozdział 20.

Stoimy ze Zbyszkiem w poczekalni przed gabinetem lekarza głęboko patrząc sobie w oczy a nasze usta dzielą od siebie tylko milimetry. W jednej chwili zapominam o Kosie i  interesuje mnie tylko Zibi. Nagle otrzeźwia mnie i szybko odsuwam się od siatkarza.. Staram się omijać jego spojrzenie ale jakoś mi nie wychodzi. Te jego zielone oczy są poprostu....
-Przepraszam cię. Zapomniałem się. Jakoś tak wyszło. Nie chcę cię prowokować.!- zarumienił się
-Nie no nic się nie stało. Nie zrobiłeś nic na co ci nie pozwoliłam.- uśmiechnęłam się
-To co zabieram cię na obiad. Lubisz włoskie żarcie?!
-Hmmm włoskie?! Uwielbiam. Świetnie że mnie zabierasz bo jestem strasznie głodna.- zadowolona pokuśtykałam ze Zbyniem do auta
Jakieś niecałe 10 minut później składamy już zamówienie w bardzo nastrojowej włoskiej knajpce. Zamówiliśmy dużą prawdziwą włoską pizzę i po mega dużej pepsi. Siedzimy sobie a Zbyszek za wszelką cenę chce mnie rozśmieszyć w momencie kiedy piję. Cwaniak. Po 15 minutach kiedy już jjemy podchodzi do nas jakaś laska z tekstem do Zbyszka " Mogę autograf i fotkę z najprzystojniejszym sportowcem w tym kraju" na co prawie pepsi wypłynęło mi nosem. Zbyszek grzecznie podpisał serwetkę dziewczyny i zrobiłam im zdjęcie. Kiedy ta poszła myślałam że się zajdę ze śmiechu.
-Zbyszku, sportowcu idziemy już...?!- docinam mu teraz
-Tak idziemy a jeśli nie chcesz mieć drugie nogi przetrąconej to siedź cicho...- oburzył się
-Przepraszam poprostu rozbawiło mnie to.... nie chcę cię urazić przystojniaku.
-Wiesz co odstawię cię teraz do domu bo mam kilka spraw na mieście.
-Coo>?? ja nie chcę do domu.! Weź mnie ze sobą.... Proszęęęęęę.....- prawie go błagam
-Nie mogę. Masz chorą nogę. I nie próbuj mnie urabiać bo nie da rady. Jedziesz do domu i nie ma dyskusji.
-Ale Zbyszek noo..
-Nie i nie dyskutuj. Zachowujesz się jak głupia małolata. Chodź.!- podał mi rękę tak żeby mi było lepiej wstać od stolika
-Dobra łaski bez. Narazie.!- wyminęłam go i kuśtykałam przed siebie prosto do drzwi
-Oj nie obrażaj nie.... Nie chciałem  tak...- Zbyszek zatrzymał się przy barze żeby zapłacić a ja nie patrząc na niego szłam przed siebie. Kiedy wyszedł z lokalu ja byłam już kawałek za jego autem
-Dokąd ty idziesz?! Wracaj.!- zaczął drzeć mordę na mnie
-Przed siebie. Zaraz przyjedzie moja taksówka. A ty jedź. Nie musisz już spędzać czasu z głupią małolatą. Dowidzenia.
-Oj przestań wiesz że nie chciałem. Chodź cię odwiozę. - chwycił mnie za rękę
-Nie... nie chcę. Wolę wracać pieszo niż z tobą jechać.. Daj mi spokój- wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku
-Nie wygłupiaj się..
-Ja. Ty powiedz o co ci chodzi. Najpierw jesteś tak miły że wydaje mi się że ci się podobam a potem... A daj ty mi spokój. O patrz jest moja taksówka. Dowidzenia.- Machnęłam ręką i wsiadłam powoli do auta.
Podczas drogi powrotnej Zbyszek dzwonił jeszcze jakieś 3 razy ale potem odpuścił. Gdy dojechałam do domu złość mi w miarę przeszła. Przykuśtykałam do domu i co widzę. Słodki widok, Norbert usypia młodszego brata. Usiadłam obok nich w salonie i z wyciągniętą stopą zamknęłam oczy by odetchnąć.
-Tyy, dzwoniła do ciebie mama. Listonosz przynióśł do ciebie kopertę. Dużą leży na komodzie.- Norbert wydarł mnie z moich przemyśleń. Chwyciłam kopertę i otworzyłam. Zaniemówiłam.
-Osz cholera....
-Co jest. Nakaz aresztowania czy coo- brat zaczął się śmiać
-Niee... to jest odpowiedż na moja aplikację dotyczącą studiów...
-I co dostałaś się??- spojrzał na mnie wielkimi oczami
-Niee.... cholera...- wkurzyłam się
-Ojj to głupio. Dasz radę.! Napewno przyjmą cię gdzie indziej. A przyszła odpowiedż z Krakowa?!
-Nie jeszcze nie ale tam pewnie też mnie nie przyjmą. Aaaa jestem zła.- rzuciłam kopertą i poszłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżku i ze łzami w oczach nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie dopiero wchodzący do mojego pokoju Kosoczek.
-Cześć mała.?! Jak tam stópka. Boli???- uśmiechnął się delikatnie
-No boli. I noga i serce.... jestem dziś zła...
-No wiem Zbysiek mówił że wybuchłaś...- zaczął się śmiać.
-Żalił ci się???
-Nie no co ty. Sam spytałem. Ale widzę że nie tylko Zibi cię wkurzył. Co jest?!
-Nie dostałam się na studia....- wybuchłam płaczem
-Ojjj daj spokój. Nie te to inne. Albo spróbujesz za rok. Nie płacz coo?!- przytulił mnie
-Czemu jestem taka beznadziejna. Nogi rozwalam na studia mnie nie przyjmują. A tak marzyłam o tym Krakowie.
-Krakowie
-Tak chciałam studiować prawo...Marzyłam o tym od zawsze
-Ojj daj spokój. Może to i dobrze. Nie zniósł bym tego gdybyś musiała wyjechać.- pocałował mnie w czoło.
-Ty spełniasz marzenia. Ta też tak chce.
-Ja od początku nie chciałem być siatkarzem. To potem wyszło. Ty też jeszcze znajdziesz swoje powołanie. Zobaczysz.
-Jeśli nie dostanę się do Warszawy to zostaję w Rzeszowie i zajmę się marketingiem i zarządzaniem. Tak postanowiłam kiedy spałam.- uśmiechnęłam się
-No widzisz. Dasz radę. Moja silna dziewczynka.- jeszcze raz mocno mnie przytulił.
Siedzieliśmy chyba z dwie godzinki z Grześkiem gadając o różnych sprawach. Kiedy dowiedział się o co poszło mi ze Zbyszkiem biedny mało nie popłakał się ze śmiechu.
-Mów co chcesz ale ja z nim nie gadam.!- wzburzyłam się
-Ale na mecz jutro wpadniesz... O i masz załóż to.!- podał mi zawiniątko.
-Co to jest??- rozwinęłam koszulkę drużyny Asseco z numerem 6 i jego nazwiskiem na plecach.
-To moja koszulka... Na jutrzejszy mecz.!
-A tobie się nie przyda?! A poza tym nie wiem czy się pojawię. No wiesz noga i wgl...
-Rozumiem ale fajnie jakbyś była. A koszulki wkładać nie musisz. Chcę żebyś ją miała.- uśmiechnął się.
-Dzięki Grześ. Kochany jesteś chłopaku.- mocno go ucałowałam
Grzesio siedział u mnie do późnego wieczora. Oglądaliśmy filmy i śmialiśmy się. Rozmawialiśmy. Mama zniosła do mojego pokoju chyba całą lodówkę w rozkazem "Grzesiu jedz!!". Śmieszyło mnie to jaki był uprzejmy mimo że nie miał już ani siły ani miejsca w brzuchu żeby dalej jeść. Zmył się jakoś koło 22;00. Jutro od samego rana trening a potem mecz. Kiedy tylko wyszedł ja wskoczyłam pod prysznic i od razu potem poszłam spać. Kilka razy jeszcze zapiszczała moja komórka bo dostałam esemesa. Stwierdziłam że jutro sprawdzę i odpiszę. Sen miałam dość dziwny. Stoję w białym pomieszczeniu a obok mnie dwaj wysocy mężczyźni. Nie znam ich ale mimo że rozum podpowiada mi że mam iść z jednym to wybieram sercem i idę z tym drugim. Nie rozumiem. Budzi mnie budzik- a mówiąc prościej. Mój młodszy braciszek znowu o 5 nad ranem robi wszystkim pobudkę.  Założyłam słuchawki i z muzyką w tle zasnęłam. Obudziłam się znowu ale jakoś koło 9;00 Wstałam, ogarnęłam włosy w warkocza na bok. Umalowana i ubrana w czarne trampki, krótkie czarne spodenki i białą bokserkę zeszłam do kuchni po kawę. Wszyscy byli już po śniadaniu. Nasypałam sobie do miseczki musli. Zalałam je jogurtem naturalnym i tak wygląda moje śniadanie. ?Bardzo lubię taki posiłek. Noga już mniej boli więc mam lepsze samopoczucie. W trakcie jedzenia wzięłam telefon i sprawdzam sms-y. Wszystkie 3 od Zbyszka. W jednym mnie przeprasza. W drugim pyta czy będę na meczu, a w 3 pyta czy dalej się gniewam. Odpisuję mu jednym zdaniem: " Nie wiem". Natychmiast przychodzi sms " OK".
Sadowię się wygodnie na kanapie z laptopem na kolanach. Szukam nowego auta. Ten mój obecny mocno mnie wkurza. Nie podoba mi się już. Sprawdzam róźne modele i stanęło na białym sportowym Audi TT RS. W sumie nie jest drogie rodzice obiecali mi dołożyć ale najpierw muszę sprzedać obecny samochód. Szybko się za to wzięłam. Wystawiłam auto na tablica.pl, Allegro.pl. Facebooku itp. Dostałam kilka odpowiedzi na ogłoszenie. Mój obecny samochód jest całkiem nowy i bez zarysowań i stłuczek. Jakiś koleś chce za niego dać 30 tys. Oszalał?! To auto nie jest tyle warte. Nawiązując z nim dialog okazuje się że chce go dla córki której bardzo on się podoba. Umówiłam się z nim na jutro na 14;00. Już się cieszę na nowe autko.Mama i tata też są zadowoleni. W kompletnej euforii odbieram telefon od Kosy:
-Hej mała. I jak się dziś czujesz?!- pyta z wyczuwalną czułością
-Dobrze. A ty nie masz treningu teraz?!
-Mamy przerwę. I jak będziesz na meczu??- docieka
-Może.! Szukaj mnie na trybunach może mnie znajdziesz.!- zasczynam się śmiać.
-Oj ktoś tu ma dobry humor.! Ok nie dociekam. Muszę już kończyć bo chłopaki robią zadymę. Będę cię szukał.  Ciao!
-No faktycznie tak jest. Dobra leć już. Całuję. Pa.!- rozłączam się a stojąca w progu mama patrzy na mnie z uśmiechem
-No co?!- uśmiecham się do niej
-Nic, patrzę tylko jak ten cały Kosa cię uszczęśliwia. Cieszy mnie to.- podchodzi do mnie a ja poprawiam się na kanapie
-To prawda. Nawet Mateusz nie dawał mi takiego szczęścia.- moje oczy nabierają tego błysku
-I co jedziesz na ten mecz. Nesska twoja noga!.
-Mamuś. Będę tam siedziała a poza tym z nogą już lepiej. Będę uważać.Obiecuję..- robię błagalny wzrok
-Ehh... i tak cię tu nie zatrzymam. Jedź do niego.- pociera moje ramię i odchodzi.
Siedzę w swoim pokoju i wybieram ubrania na mecz. Zajęło mi to jakieś 30 minut ale w końcu wybrałam. Położyłam je na łóżku i poszłam pomóc mamie przy obiedzie i młodszym bracie. Dzień zleciał mi nawet nie wiem kiedy. O 18;00 zaczęłam zbierać się na mecz. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Jasne dziurawe jeansy czarne trampki i lużna bluzka na ramiączkach z napisami. Na to czarna skórzana ramoneska i jestem gotowa. Wsiadam w auto i jakoś o 18;45 jestem pod halą. Grześ załatwił mi miejsca dla bliskich znajomych zawodników ale zamieniłam miejsca i siedzę w całkiem innym miejscu. Przyglądam się rozgrzewce siatkarzy i widzę jak Grześ błądzi wzrokiem po trybunach. Zbyszek podchodzi do niego i chwilę potem razem rozglądają się po hali.
Mecz kończy się wynikiem 3;1 i wygraną Resovii. Siatkarze podają ręce przeciwnikom i po chwili rozdają autografy a niektórzy udzielają wywiadów np. Zbyszek który w meczu doznał kontuzji kostki. Już schodzę do Grześka kiedy widzę że zagaduje go jakiś koleś w garniaku. Rozmawiają przez 10 minuta ja w tym czasie witam się z Kubiaczkiem Igłą i Iwonką. Gdy przychodzi Grzesiek nie dostrzega mnie nawet. Podchodzi do Zbyszka i mówi wesoło:
-Stary słuchaj dostałem propozycję gry z Kurkiem we Włoszech. Na 2 lata. Ja pierdolę....Ale szansa
-Yyy a co z Nesską?!- Zbyszek zerka na mnie wiedząc że to słyszę
-Aaa jakoś jej to wypersfaduję.... zrozumie. Narazie jej nic nie powiem
-Tyle że ona już wie.- Zbyś kiwa palcem w moją stronę a Grzesiek się obraca i widzi moje załzawione oczy...

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dziś to tyle. Rozdział jest taki jak mój nastrój.. Do kitu. Zapraszam do czytania i komentowania. To bardzo motywuje.Buśśka :*