poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 27.

Nowy dzień a ja nadal czuję potworne zmęczenie i frustrację. Prawi w ogóle nie spałam. Cały czas się zastanawiam czy mam się z nim spotkać. Z drugiej strony- Po cholerę mi to?!
Ubrana w czarne rurki, czarne botki na obcasie, brązową skórzana kurtkę i kremowy szalik wyszłam z domu na uczelnię.
Oczywiście wsiadłam w auto i po 4 minutach wchodzę pewnym krokiem przed aulę gdzie mają odbywać się moje dzisiejsze wykłady. Idąc przez hol widzę Zuzę tupiącą nogą i patrzącą na mnie wilkiem.

-Hej Nesska. Jak ty mogłaś?!- zrobiła groźną minę
-Hej Zuzka. Jak mogłam co?!- zdziwiłam się zwyczajnie
-Nie przedstawić mnie Bartmanowi. Takie ciacho. Spotykacie się.!?
-Coo?! Nie spotykamy się. To mój były znajomy. Wczoraj przestaliśmy się widywac. Nie chcę o tym gadać. Mam zaraz wykład. Sory!- wzruszyłam ramionami
-Eyy, przecież wykłady mamy razem. Nie uciekniesz mi. I tak wszystko z ciebie wyciągnę. To jak ma dziewczynę, bez koszulki też jest taki boski....

No i się zaczęło. Zuza przez 3 godziny nawija tylko o Zbyszku.Jaki to on niby boski i wgl.
Mam tego dosyć. Chce mi sie płakać. Jak fajnie że Dziś mamy mało wykładów i kończymy w miarę szybko.
Powiedziałam Zuzie wszystko co  powinna wiedzieć o Zbyszku i chyba mi odpuściła. Cieszy mnie to bardzo bo nie mam ochoty gadać o siatkarzach. Najbardziej boli mnie kiedy pyta mnie o Kosę. Z jednej strony cieszę się że on wraca na święta ale z drugiej wolałabym żeby tam został.
Dzien mija mi na właśnie takich przemyśleniach. Przez to wszystko nie zrobiłam połowy notatek. Chcę tylko wsiąść do auta i wracać do domu. Niestety chyba dziś nie jest mi to dane.
Mama i tata dzwonią bo szukają ratunku. Muszą wyjść a Bartek nie ma z kim zostać. Bez większego problemu jadę do mojego rodzinnego domu by zająć się młodszym bratem. Zajmuje mi to 10 minut ale i tak ratuję rodzicom tyłek.
-Och skarbie, ratujesz nam skórę. Wrócimy w miarę szybko.!- mama zaczęła mnie ściskać w furtce
-Ale tak właściwie to gdzie wy jedziecie?!-  z tego wszystkiego zapomniałam ich spytać wcześniej
-Opowiemy ci wszystko jak wrócimy.! Wszystko co potrzebne spisałam ci na kartce. Dasz radę. Kocham cie skarbie.- dostałam całusa od mamy, a potem pojechali w nieznanym mi kierunku

Weszłam do domu i poczułam zapach ugotowanego obiadu. Jak ja lubię zapach zupy ogórkowej. Zajrzałam do brata i gdy stwierdziłam że narazie mocno śpi, nalałam sobie zupy i zaczęłam pałaszować. Miseczkę wrzuciłam do zmywarki i już miałam włączyć telewizor gdy usłyszałam płacz Bartka w elektronicznej niani.
Pobiegłam na piętro by sprawdzić co się stało. Jak sie okazało małemu wystarczy poprostu zmienić pieluchę. Zaczęłam szukać pampersów ale jak na złość nigdzie nie mogę ich znaleźć.
Kartka od rodziców się przydałą. Okazało się że nowa paczka leży w ich garderobie. Weszłam tam pewnie i nagle do oczu napłynęły mi łzy. W lewym rogu garderoby leży Asseco- mój miś którego dostałam od chłopaków. Do lewej łapki ma przywiązaną koszulke Grześka. Zapomniałam o nim, ale kiedy go zobaczyłam przypomniałam sobie w jaki sposób tutaj trafił. Wyciągam go z garderoby i idę do pokoiku brata. Zmieniam mu pieluszkę i usypiam. Nie zajmuje mi to dużo czasu. Przytulona do Asseco siedzę obok łóżeczka brata i cicho popłakuję.
Jeszcze pół roku temu wszystko było tak dobrze. Miałam najlepszych przyjaciół na świecie i miałam Grześka. Oparta o misia i łóżeczko nawet nie wiem kiedy zasypiam.
Budzi mnie płacz małego. Szybko wstaję i biorę go na ręce. Razem schodzimy do kuchni i podgrzewam mu kaszkę. Jest taki mały ale apetyt to ma wilczy. W zawrotnie szybkim tempie wsuwa całą butelkę i od razu poprawia mu się humor.
Siedzimy razem w salonie i sie bawimy gdy do domu wchodzą rodzice. Okazało sie że babcia miałam wypadek w domu. Co prawda nie groźny ale jednak.
Spędzam z rodzicami jeszcze jakieś kilka godzin na rozmowie i oglądaniu telewizji.
Nie chce mi się wracać do swojego mieszkaniu więc zostaję na noc u rodziców. Na szczęście Norbert wyjechał z kumplami do Warszawy i jego pokój stoi wolny. Wykąpana i najedzona ubieram koszulkę siatkarską która należała kiedyś do Kosy. Wdrapuję się na łóżko brata i otulona zapachem perfum Grześka na koszulce zasypiam.
Gdy się budzę na zegarku jest dopiero 7;15. Dopiero?! Za 15 minut mam pierwszy wykład. Cholera!
W gepardzim tempie zbiegam na parter i bez słowa wsiadam do auta i jadę. Jadę prosto pod WSiZ.

-No hej Nesska. U kogo spałaś>?- Zuza jak zwykle dociekliwa
-Hej. U nikogo. Coo?- zdziwiło minie jej pytanie
-Masz te same ubrania co wczoraj. No i zaspałaś.- poruszyła znacząco brwiami
-Coo? U rodziców spałam. A weź....
-No co? Pytam tylko. A może spałaś u Bartmana coo??- wytrzeszczyła oczy
-Weź sie ogarnij. Nie spałam u żadnego Bartmana. A ty jesteś na niego napalona jak łysa na nowy grzebień. Daj sobie spokój ok?- wkurzyłam się
-Ok. Nie musisz być taka chamska. Tak tylko żartowałam.- sykneła i się odwróciła
-Przepraszam Zuza. Nie chciałam.- ruszyłam ją za ramię
-Whatever.!(czy tak jakoś)- odpowiedziała
-Zuza no.!- wkurzyłam się ale ona zaniemówiła

W przerwie między wykładami stwierdziłam że muszę zadzwonic do Igły. Powinnam przeprosić za moje fochy podczas ich wizyty.

-Halo?!- usłyszałam zdziwiony głos libero
-Krzys. Możemy się spotkać i pogadać?!- użyłam mojego słodkiego głosu
-Oo a po co. Od kiedy chcesz z którymś z nas gadać.?!
-Nie bądź taki. Prooszzzzzę!
-No dobra. O której kończysz wykłady?!- westchnął
-O 16;00. To może w "Kaktusie"- zaproponowałam
-No dobra. Wiem gdzie to jest. Będę. Narazie mała.!- wyczułam jego uśmiech i się rozłączyłam.

Reszta wykładów strasznie się wlekła. Myslałam nawet żeby się zdrzemnąć na chwilę ale nie dało rady.
Z jakże wielką ulgą wyszłam z auli i popędziłam na spotkanie z Igłą.
W restauracji pojawiłam się jako pierwsza. Zmartwiło mnie że może nie przyjdzie ale jak tylko usiadłam przy stoliku zobaczyłam w wejściu jego uśmiechniętą minę:

-Nesska.! Jestem. Możemy rozmawiać.!- udaje nadąsanego
-Krzysztofie. Usiądź.- stwierdziłam że zagram w to samo
-No dobra bez żartów. Co tam nowego?- uśmiechnął się
-Ostatnio zachowałam się dziwnie. Sory za to.
-Ale my się nie gniewamy, tyle że nie powinnas nas olać z powodu Kosoka. To nie fair- nagle spowazniał
-Wiem, ale wy często wyprowadzacie mnie z równowagi którą lubię.- pokazałam koledze język
-To takie dziecinne!- roześmiał się
-Co.!?- zdziwiłam się
-Pokazywanie języka. Jesteś jedyną osobą u której ten nawyk mi się podoba. Nawet moim dzieciom tego zabraniam!- znowu się zaśmiał
-Ja jestem urocza. Może to dlatego!- wzruszyłam ramionami
-No może i tak. hahaa... a co u ciebie tak ogólnie?
-Układa się. Studia byle do przodu i całe życie też byle do przodu- upiłam łyk chwilę wcześniej przyniesionego mi przez kelnerke soku
-To dobrze. Jestes silna... imponująco silna.!
-No chyba tak. A co u was?- uśmiechnęłam się delikatnie
-Tez ok. Często wygrywamy, rzadko przegrywamy z Resovia ale takie jest życie. Szkoda że nasza ekipa się sypie ale nic na to nie poradzimy.!- zmienił wyraz twarzy na pochmurny
Jak to. Przeciez tylko Kosa i Kurek odeszli. To przeciez nie koniec ekipy?- uniosłam jedną brew
-Tak ale Zibi też chce odejść. A Cichy też mysli o wyjeździe za granicę. A Kubiak pewnie ruszy za Zbyszkiem.- wzruszył ramionami
-I ty tak siedzisz i o tym spokojnie mówisz. Coś ci powiem. Konkretnie trzy słowa: Po Moim Trupie!
-Co?!- zdziwił się
-Wstawaj, jedziemy. Trzeba im wypersfadować kilka rzeczy. Już.!- wstałam od stolika
-No dobra.- wstał zapłacił mimo mojego sprzeciwu no bo to ja go zaprosiłam ale ok i udaliśmy się do mieszkania Bartmana i Kubiaka.

-Mogę wiedzieć kto dał ci pozwolenie na opuszczenie ojczystego kraju?!- wpadłam do ich mieszkania i od razu napadłam na Zbyszka
-Co?!- zdziwił się
-No słyszałam że chcesz uciekać za granicę. Co źle ci tu?!- uniosłam brwi
-Nie ale...- zaczął
-Nawet nie kończ. Po pierwsze nigdzie nie jedziesz a po drugie nie możesz mnie tak samej zostawić. Ja tu bez was zgłupieję.!- użyłam mojej broni, wiem że jak udam ofiarę to on zmieni zdanie
-Możemy nie teraz. Zaraz tu będzie cichy. Będziemy oglądać mecz Kosy i Kurka. - westchnął
-Ooo spoko jemu też na wtykam. Co to za głupie pomysły. Tylko mi spróbuj przekroczyć granicę a zobaczysz że źle się to dla ciebie skończy. Dla niego w sumie też.- spoglądam na Zbyszka, potem na Igłe i w jego oczach widze podziw
-No teraz to się ciebie boję.!- Zbyszek uniósł głowę
-I tak ma być.- roześmiałam się i po chwili Zbyszek zapomniał o wyjeździe. Można powiedzieć że ja wybiłam mu ten pomysł z głowy
-Co to za przytulanie.!- do mieszkania wpadł Cichy
-O następny emigrant.!- rzuciłam mu groźne spojrzenie numer 5.
-Coo?!- zdziwił się
-Nie pytaj. A o wyjeździe na Rosję możesz zapomnieć.!- Zbyszek mrugnął mu i on wiedział o co chodzi
-Ok. Spoko. Czaję. Ale mecz już trwa. Oglądamy czy jak?!- Piotrek usiadł na kanapie

Podczas oglądania było jak zawsze... mnóstwo śmiechu. Cichy wędrował razem z piłką po całej kanapie szukając odpowiedniej pozycji, a Michał ze Zbyszkiem przekrzykiwali sędziego. Patrząc na nich uświadomiłam sobie że strasznie za nimi tęskniłam. Igła który siedzi obok chyba czyta mi w myślach bo dotyka mojego ramienia z tekstem " Już niedługo, może nawet jutro wszystko będzie jasne. Wszystko się ułoży."
Trochę mnie to zdziwiło i dało do myslenia ale po krótkiej chwili o tym zapominam. Chłopaki zaczynają się tłuc a ja stwierdziłam że jestem głodna i zamówiłam pizzę. Przyjeżdża jakoś 30 minut później a chłopaki rzucają się na nią z takim krzykiem i radością że cieszę się że zamówiłam 3 sztuki XL.Coś mi mówiło że i oni będą głodni.

Do mieszkania wracam dopiero jakoś koło 22;00.Zaspana i lekko zmęczona wdrapuję się na 5 piętro.(Jak na złość  zepsuła się winda). Otwieram drzwi gdy widzę że w szparze w drzwiach wciśnięta jest jakaś karteczka.Gdy otwieram ona upada na ziemię ale szybko ją podnoszę.
Gdy odczytuję co jest napisane serce przestaje mi bić. To znajome pismo. I te inicjały. To Kosa.! Wrócił!.


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Hejooo!! Jak tam po świętach kochani?! Ja objedzona i lekko przeziębiona ale głównie ok.
Dzisiejszy rozdział krótki ale już coraz bliżej do Epilogu więc staram się tak przedłużać bo szkoda mi się z wami rozstawać.;(
Koniec roku... Czy tylko mnie on tak szybko zleciał. Masakra jakaś. Jedna z pozytywnych rzeczy na ten rok: Przeczytanie trylogii Greya. No i oczywiście odnowienie znajomości z Dziecinką. Po krótkiej sprzeczce teraz nie może być lepiej :***

Polecam mojego drugiego blooga:  http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/

Buziaki kochani :***


3 komentarze:

  1. Kosa wrócił. Jupiii!! Teraz niech tylko prosi Nesskę żeby mu wybaczyła i będzie ok. No i fajnie że chłopaki nie wyjeżdżają;) Buziaki;**

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam Neskę! Bezpośrednia i stanowcza i tak ma być! heh Nie wolno Zbyszkowi ani Piotrkowi ani Miśkowi opuszczać Resovi, tak się nie bawimy no! :D
    Ach lubimy Greya <3 Jeszcze 403 dni do premiery <3 aż się doczekać nie mg :D hehe
    Super rozdział, zapraszam do siebie na blogi
    Pozdrawiam i życzę dużej weny! ;3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ktos musi chłopaków do pionu ustawić.! My nie lubimy Greya.! My go kochamy <3. Ja mam juz przypomnienie na tą datę w telefonie ustawione. Codziennie czytam od nowa i od nowa.. Nigdy mi się to nie znudzi.*0*
      Dziękuję i wzajemnie życzę bardzo dużej weny i częstszego dodawania rozdziałów bo one jak Grey- UZALEŻNIAJĄ!

      Usuń