Po otworzeniu pudełka oczy otwieram możliwie jak najszerzej. W środku znajduje się tylko mała biała karteczka. Gdy ją rozwijam ogarnia mnie nadzieja na to że Grześ zostanie. Czytam i coraz bardziej się załamuję. Napisał mi że mnie kocha i jego wyjazd nic nie zmieni. Prosi żebym na niego czekała.
Nie wiem co tym myśleć. No bo kocham go bardzo ale nie wiem czy przez te dwa lata nic się nie zmieni. Taka rozłąka to ciężka próba. Do oczu znowu napływają mi łzy. Tak bardzo go kocham ale nie moge go na silę zatrzymać. Z lekkim kacem weszłam szybko na fejsa, odpisałam szybko na wszystkie wczorajsze życzenia i wiadomości po czym przebrałam się w jakieś w miarę ładne ubrania i z małym w wózku wyszłam na długi spacer. Ze słuchawkami w uszach idę przez długą lejkę w pobliskim parku kiedy nagle ktoś szarpie mnie za ramię a ja w krzyk:
-Co jest kurwa!!- odwróciłam się szybko
-Spokojnie, to tylko ja. Nie zrobię ci krzywdy!- to Mateusz!!! Jak ja go dawno nie widziałam
-Co ty tu robisz śledzisz mnie??- spanikowałam na jego widok
-Nie, poprostu szedłem kiedy cię zobaczyłem. To twój brat.? Jaki już duży.- spojrzał na małego
-Tak. To Bartek. Ale czego ty tak w ogóle chcesz?!
-Nic. Chciałem ci złożyć życzenia. Wczoraj miałaś urodziny. Spełnienia Marzeń- chciał mnie pocałować ale się odsunęłam
-Niee. Przestań. Daj mi spokój. Mam dosyć problemów. Bez ciebie.
-Wiem wyjazd tego twojego siatkarza daje ci do myślenia.
-Skąd ty o tym wiesz.?
-Cały internet o tym huczy. On cię zostawia dla kariery. Wiem że nie byłem święty ale nigdy bym cię nie zostawił ok?!.
-Mateusz, proszę cię. To nie jest twoja sprawa ok?! Daj mi już spokój. Narazie.!- pokazałam mu ręką żeby sobie poszedł.
Mały zaczął płakać więc wróciliśmy do domu. Mama go nakarmiła i przewinęła po czym zaraz usnął. Ja natomiast wsiadłam w samochód i pojechałam sama nie wiem czemu ale do Zbyszka.Kiedy Michał otworzył mi drzwi Zbyszek grał na konsoli w jakąś strzelankę.
-Zbyszek.. Możemy pogadać.?- stanęłam przed nim
-Jasne. Stało się coś. Misio ci zachorował. Wymiotuje pluszem?!- zaśmiał się
-Nie miś leży bezpiecznie obok mojego łóżka. Tu chodzi o Grześka
-Oj zapowiada się na głębsze wywody więc lepiej włącze pauzę.- przerwał grę i usiadł obok mnie na kanapie
-Bo ja już nie wiem, co mam z tym wszystkim robic..
-Eee a mówisz ooo
-O jego wyjeździe no nie?! Zbyś co ja mam zrobic żeby go nie stracić.
-Powiedz mu że w ciąży jesteś to nie pojedzie. Mówię ci na facetów to działa- zaczął się śmiać
-A idź a ty głupi jesteś. Ja poważnie pytam.
-Ahh Nesskuś słuchaj. To skomplikowane chociaż dziwi mnie fakt że mimo propozycji przedłużenia kontraktu z Resovią odmówił. Musi mu zależeć.
-Jak to? On mi powiedział że Resovia już go nie chce.
-Coo? Upsss.. Sory nie chciałem.- uśmiechnął się przepraszająco.
-Znowu mnie okłamał. Nie ja... Oddaj mu to i powiedz że nie chcę go widzieć.- podałam mu jego pudełko które mi dał na urodziny i wybiegłam z mieszkania
-Poczekaj.. Ale...- za sobą usłyszałam jeszcze krzyk Zibiego
Zapłakana siadłam w auto i tak sama nie wiem jak ale trafiłam pod swój dom. W swoim pokoju włączyłam skeypa i zobaczyłam aktywną Dżastę. Rozmowa z nią spadła mi jak gwiazdka z nieba. Okazało się że na pojutrze ma bilet na lot do niej do Londynu. Miała jechac jej mama a le nie może i wzamian mam jechać ja. Bez wachania się zgodziłam. Pogadałam z mama i tatą a ci widząc mnie w tym stanie bez żadnych ale się zgodzili. Zaczęłam się pakować.Zajęło mi to resztę dnia i zmęczona około 21 poszłam spać. Jak zawsze około 5;20 rano obudził mnie płacz małego. Jako że nie mogę już usnąć zeszłam do kuchni zrobiłam sobie gorącą czekoladę i włączyłam nasz kominek w salonie (jest elektryczny). Złapałam moją ulubioną trylogię " 50 twarzy Greya" a konkretnie 2 częśc i tak spędziłam wczesny ranek. Około 8;00 poszłam pod prysznic i po godzinie cała ogarnięta wyszłam na zakupy. Justyna dała mi sporą liste jej ulubionych polskich rzeczy które chce. Sama musiałam jechać przebukować bilet i kupić kilka rzeczy dla siebie. Nie będzie mnie tydzień więc muszę przemysleć co tam będzie mi potrzebne.
Jakoś koło 13 spojrzałam na telefon. Kilka nieodebranych od Zbynia. Napisałam mu że wyjeżdżam i chcę spokoju. Potem wyłączyłam telefon. Obiad zjadłam w Mojej ulubionej włoskiej knajpie. To ta sama w której jedliśmy ze Zbyszkiem. Wróciłam do domu dopiero koło 19.00. Dołozyłam resztę rzeczy do walizki i wskoczyłam pod prysznic. Padnięta padłam na łózko jakoś koło 20;30.
-Następnego dnia-
-Uważaj na siebie córeczko...- tata prawie płacze
-Tato ja za tydzień wracam ok? Tylko nie płacz ok- żegnam się z wszystkimi po kolei mamą tatą Norbertem i Bartkiem.
-Obiecuję że będę uważała. Nie tęsknijcie za mną za bardzo. Paa- pomachałam do rodziny i poszłam do odprawy. Wychodząc do samolotu zobaczyłam wbiegającego na lotnisko Grześka. Nie oglądając się za siebie poszłam prosto do samolotu.
Lot ciągnął się dość długo. Było mi w miarę wygodnie i wgl ale nie lubię tyle siedzieć w jednym miejscu. Na lotnisku czekała na mnie Dżasta. Mocno się wyściskałyśmy i ucałowałyśmy po czym zabrała mnie do swojego mieszkania. Londyn jest niesamowity. Piękne miasto. Super ludzie i niesamowite miejsca. Mam nadzieję zapomnieć o wszystkich problemach. Codzienne imprezy i zakupy są wyczerpujące. Kupiłam Zbysiowi budzik o kształcie Big Bena Misiowi koszulke z napisem I love London, i kilka drobiazgów dla Iwonki i Igły. Znalazłam tez prezent dla Kosy.
Zazdroszcze Justynie takiego życia. Medycyna jest trudna ale ona się tym jara więc dla niej to jest luz. Ja nie mam narazie perspektywy na rozpoczęcie studiów. Wkurza mnie to ale co zrobić. Codziennie wchodzę na fejsa i piszę a to z Misiem a to ze Zbyszkiem, nie zapominając o Ignaczakach.
Po tygodniu ciężko było mi wracać ale z masą zdjęć i wspomnień wsiadłam w samolot i wróciłam do Warszawy gdzie czekali na mnie tata, mama i Batruś. Po długich uściskach i wstepnym zdaniu relacji wsiedliśmy w auto i ruszyliśmy do Reszowa. Powrót zajął masę czasu ale z radością spojrzałam na mój samochód i dom. Wbiegłam do domu i co widzę. Wszystko po staremu. Od razu wbiegłam pod prysznic i gdy zeszłam do kuchni czekał na mnie obiad. Opowiadanie o mojej podróży zajęły mi chwile. Wieczorem umówiłam się z siatkarzami więc poszłam się przespać. Obudził mnie płacz małego. Gdy patrzę na zegarek widzę 18;56. Wstałam i przebrana z prezentami ruszyłam do chłopaków.
-Vanessa. Hał ar ju?! -Zbyszek przywitał mnie z uśmiechem.
-Cześć Zbyś. Dzięki jest ok. A co u was.!- zaśmiałam się
-Jest ok. Właź do środka.- wpuścił mnie zaraz po niedźwiedzim uścisku
-Sebastian.! Chodź tutaj. Nie męcz tej złotej rybki.- Igła zawołał do sąsiedniego pokoju
-Złotej rybki?! -spytałam
-A no. Kubiak sobie kupił licząc że na spełni jego marzenia- Zbyszek zaczął się śmiać
-Eyy, ja w to wierzę. Jeszcze się przekonacie.- Michał pokazał język
-Sebastian, Dominika chodźcie tutaj. Już.!- Iwona krzyknęła a z pokoju wybiegły dwie mini kopie państwa Ignaczak
-Mamo, czemu nas wołasz. Ta rybka jest taka fajna.!- oburzył się
-Przywitajcie się z panią ładnie.- Krzysiek zbeształ młodych
-Dzien dobry przem pani. Możemy iść.? -Seba burknął na tatę
-Nawet na nią nie spojrzałeś. Popatrz to jest Vanessa. Powiedz jej dzień dobry tak jak na dżentelmena przystało- Iwona szepnęła mu do ucha a ten kiedy na mnie spojrzał zmienił ton całkowicie
-Oo, dzień dobry. Ale pani jest ładna. Chce pani iść z nami i zobaczyć rybkę co spełnia życzenia.- uśmiechnął się szeroko
-Cześć. Jestem Vanessa a ty jesteś..?
-Sebastian Ignaczak prosę pani. Chodźmy to powie pani zyczenie do rybki.- Chwycił mnie za rękę i poszlismy do pokoju Michała
-A pani jest narzeczona pana Zbyszka?!- córka Ignaczaków jest dość bezpośrednia
-Nie skarbie. Nie jestem jego narzeczoną.- uśmiechnęłam się
-To w takim razie... kto jest pani narzeczonym?!-docieka
-Nie mam narzeczonego. Jestem koleżanką tych dużych panów.
-I naszego taty też?!
-Tak, bardzo lubie waszego tatę.- znowu sie uśmiechnęłam
-Ale nasz tata ma mamę i nie chce pani. My nie chcemy nowej mamy.-burknęła w moja stronę
-Wiem że wasz tata ma mamę i ja nie będę waszą mamą. Obiecuję wam to osobliście.- potarmosiłam oboje po głowach
-To dobrze. Ale resztę tych panów to może pani sobie wziąć.- ta mała jest prześmieszna
-Tak. Oo a kogo mi proponujesz.?- mrugnęłam do niej
-Tego pana z czarnymi włosami. Pana Batmana.! Jest bardzo ładny.- puściła mi oczko
-Batmana.! Świetny wybór. Dzięki już do niego idę. Miłej zabawy.
Zajęło mi to jakieś 10 minut ale zbyłam dzieciaki i wróciłam do starszej grupy w salonie. Młody Ignaczak ujął moją dłoń i przyprowadził mnie prosto do salonu
-Dzięki za obstawę młody.- pocałowałam go w policzek
-Nie ma sprawy. Niech pani uważa na tego pana Batmana bo on często zmienia panie.- puścił mi oko i wybiegł do drugiego pokoju
-Hahaaaaa- wszyscy wpadli w paniczny śmiech
-Ejj, no tu nie ma się z czego śmiać ok?! Igła ale dowcipny ten twój syn. - Zibi zrobił dziwną minę
-No co on tylko ostrzegł Vanessą. To nic takiego.- Iwona poklepała Zibiego po ramieniu
-To dżentelmen pełną gębą. - usiadłam obok Igły.
-Pozwolił ci wyjść. Ehh ta rybka źle na niego działa.!- Igła westchnął
-A to czemu niby?- zdziwiłam się
-Bo zwykle to mały Casanova. Jeśli mu się spodobałas to jeszcze po ciebie wróci.
Ehh chyba nie. Twoja córka powiedziała mi żebym zajęła się panem Batmanem. Stwierdziła że jest ładny.- zaczełam sie smiać
-A co, może to nie prawda?!- oburzył się Zibi
-Nie no specjalnie przyszłam do ciebie póki wolny jesteś Batmanie- i wszyscy po kolei zaczęliśmy się śmiać
-Ale mam córkę. Gust po.. yyy.... napewno nie po mnie. Syn to co innego.- Igła sie zaśmiał
-No Vanessa wyraźnie mu się spodobała
-Dobrze wiedzieć. Gratuluję wam pociech. To naprawdę świetne dzieciaki.- uśmiechnęłam się do Iwony i Krzyśka
-Ty też kiedyś będziesz takie miała, wtedy zrozumiesz że nie jest tak kolorowo.
-Ojj chyba nie prędko Krzysiu.! A poza tym...
-Czemu nie prędko... My chcemy mini Grzesiów, no nie?!- spojrzał na resztę ekipy
-Ty, lepiej nie mów o tym..A no właśnie... Co u Kosy.? Jak kontrakt. Podoba mu się we Włoszech.!- spytałam Miska
-To ty nie wiesz. Kosok zrezygnował z tego kontraktu. Nie wyjechał.!- Kubiak spojrzał na mnie zdziwiony
-Yy co ty mówisz. Ja widziałam go na lotnisku ale wiesz... przyszedł za późno
-Wiemy mówił nam że chciał cię zatrzymać ale się mu nie udało.
-Gdzie on teraz jest.!?
-Nie wiem. Nikt nie wie. Nie pokazuje się już z 4 dni. W mnieszkaniu go nie ma to napewno. Sprawdzalismy. - Zbyszek dodał od siebie
-Cholera. Ja go muszę znaleźć.- wzięłam telefon i zaczęłam do niego dzwonić
-I coo?!
-Nie odbiera! Cholera!.! -wstałam i wyszłam z ich mieszkania. Po czterach próbach w końcu odebrał
-Kosa?! Grześ no w końcu. Gdzie jesteś?!-ucieszyłam się słysząc jego głos
-A czy to ważne. Po co ci to.?
-Eyy, chcę się z toba zobaczyć. Gdzie jesteś.?
-Ehh jestem nad jeziorem. Naszym jeziorem.- westchnął
-Już do ciebie jadę. Nie ruszaj się stamtąd.- wsiadłam w moją audikę. Dzięki Bogu że jest sportowa i mogę nią szybko jechać. Po 15 minutach byłam na miejscu.
-Co ty robisz w kraju. Nie wyleciałaś nigdzie??- zdziwiony spojrzał na mnie z wielkimi oczami
-Byłam u Dżasty w Londynie. A ty czemu nie poleciałeś? Co się stało.- westchnęłam
-Chłopaki powiedzieli mi że wiesz o Resovii. Wtedy zrozumiałem że najbardziej boję się stracić nie kontrakt tylko ciebie. Przeraził mnie twój widok z walizką. Przedłużyłem kontrakt z Resovią. Nigdzie nie jade.!- wzruszył ramionami
-Oj Grześ. Tak cię bardzo kocham. Było mi to napisać na fejsie. Wróciłabym wcześniej.
-Nie potrzebnie. Dobrze mi to zrobiło. I tobie chyba też.
-No to fakt. Coś w tym jest- mocno przytuliłam Grzesia i usiedliśmy przy namiocie i ognisku które zmontował.
Spędziliśmy nad jeziorem całą noc. Rozmawialiśmy kąpaliśmy się itp. Kilka
razy dzwonił do mnie Zbyszek ale napisałąm mu tylko że jest ok i wyłączyłam
telefon. Nawet nie wiem kiedy wtulona w
nagi tors Grzesia, odurzona jego zapachem zasnęłąm. Wyspałam się jak nigdy. To
dlatego że byłam jednocześnie zmęczona i zadowolona. Obudził mnie trzask
gałęzi:
-Co się tak skradasz co?! Chcesz mi zrobic krzywdę czy jak?!
- Yyy nie ja chciałem poprostu ... nie ważne. Wyspana?!- spytała z błyskiem w oku
-Bardzo!! Ale wracajmy już do domu coo?! - podniosłam się z materaca i kołdry
-Nie podoba ci się tu?!
-Podoba. Poprostu wszyscy się o ciebie martwią. A ja mam sporo spraw do załatwienia.Wracajmy?!!- zrobiłam proszące oczy
-No dobra. Już składam wszystko. Daj mi 30 minut ok?!- mrugnął zalotnie i poszedł w stronę auta
Kiedy wróciłam do domu było jakoś po 13. Rodziców i małego nie ma w domu. Ogólnie mówiąc jestem sama. Wskoczyłam pod prysznic i ubrałam swieże ubrania. Kiedy szłam w stronę kuchni zrobiło mi się jakoś słabo. Nawet nie wiem kiedy osunęłam się na podłogę a w oczach zrobiło mi się jakoś ciemno.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Wybaczcie ale na dzień dzisiejszy to tyle. Następny koło czwartku. Zapraszam do czytania.
Zapraszam na mój nowy kolejny bloog o siatkarzach: http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/
Przepraszam, że tak w punktach to komentuje, ale dużo mam do skomentowania i oo..
OdpowiedzUsuń1. Całe szczęście, ze Kosa i Neska się pogodzili, że wrócili do siebie i w ogóle.
2. Małe Ignaczątką są świetne, Dominisia czyżby podkochiwała się w Zbyniu?
3. Dzieci z Grzesiem? Zawsze i wszędzie! Nie ważne jak, ważne żeby było ich jak najwięcej.. Może od razu drużyna siatkarska :D
4. Powinnam cię zamordować (ale to jutro) coś ty zrobiła Nesce? ey! ey! ey~! chyba jej mi tu nie uśmiercisz? :(
5. Mam taką skrytą nadzieję, że może to omdlenie, z powodu ciąży? Ja bym była very happy!, Wtedy też punkt piąty, wynikałby z czwartego, albo odwrotnie, nie wiem, nie lubię matmy, pogubiłam się już w tym liczeniu :*
ahh i jeszcze
6. Nowy blog? Si Si Si bella ;*
Buźka ;*
Ad 1. Narazie między Kosą a Nesską będzie ok.;)
UsuńAd2. Oj dzieci tak przeurocze a Dominika bardzo Zbynia lubi.
Ad 3. Na dzieci za wcześnie jeszcze chociaż może i się pojawią. Trzeba być cierpliwym.
Ad 4. Narazie Nesska nie umrze to mogę obiecać ale om dlenie to nie przypadek.
Buziak ;**