Stoimy ze Zbyszkiem w poczekalni przed gabinetem lekarza głęboko patrząc sobie w oczy a nasze usta dzielą od siebie tylko milimetry. W jednej chwili zapominam o Kosie i interesuje mnie tylko Zibi. Nagle otrzeźwia mnie i szybko odsuwam się od siatkarza.. Staram się omijać jego spojrzenie ale jakoś mi nie wychodzi. Te jego zielone oczy są poprostu....
-Przepraszam cię. Zapomniałem się. Jakoś tak wyszło. Nie chcę cię prowokować.!- zarumienił się
-Nie no nic się nie stało. Nie zrobiłeś nic na co ci nie pozwoliłam.- uśmiechnęłam się
-To co zabieram cię na obiad. Lubisz włoskie żarcie?!
-Hmmm włoskie?! Uwielbiam. Świetnie że mnie zabierasz bo jestem strasznie głodna.- zadowolona pokuśtykałam ze Zbyniem do auta
Jakieś niecałe 10 minut później składamy już zamówienie w bardzo nastrojowej włoskiej knajpce. Zamówiliśmy dużą prawdziwą włoską pizzę i po mega dużej pepsi. Siedzimy sobie a Zbyszek za wszelką cenę chce mnie rozśmieszyć w momencie kiedy piję. Cwaniak. Po 15 minutach kiedy już jjemy podchodzi do nas jakaś laska z tekstem do Zbyszka " Mogę autograf i fotkę z najprzystojniejszym sportowcem w tym kraju" na co prawie pepsi wypłynęło mi nosem. Zbyszek grzecznie podpisał serwetkę dziewczyny i zrobiłam im zdjęcie. Kiedy ta poszła myślałam że się zajdę ze śmiechu.
-Zbyszku, sportowcu idziemy już...?!- docinam mu teraz
-Tak idziemy a jeśli nie chcesz mieć drugie nogi przetrąconej to siedź cicho...- oburzył się
-Przepraszam poprostu rozbawiło mnie to.... nie chcę cię urazić przystojniaku.
-Wiesz co odstawię cię teraz do domu bo mam kilka spraw na mieście.
-Coo>?? ja nie chcę do domu.! Weź mnie ze sobą.... Proszęęęęęę.....- prawie go błagam
-Nie mogę. Masz chorą nogę. I nie próbuj mnie urabiać bo nie da rady. Jedziesz do domu i nie ma dyskusji.
-Ale Zbyszek noo..
-Nie i nie dyskutuj. Zachowujesz się jak głupia małolata. Chodź.!- podał mi rękę tak żeby mi było lepiej wstać od stolika
-Dobra łaski bez. Narazie.!- wyminęłam go i kuśtykałam przed siebie prosto do drzwi
-Oj nie obrażaj nie.... Nie chciałem tak...- Zbyszek zatrzymał się przy barze żeby zapłacić a ja nie patrząc na niego szłam przed siebie. Kiedy wyszedł z lokalu ja byłam już kawałek za jego autem
-Dokąd ty idziesz?! Wracaj.!- zaczął drzeć mordę na mnie
-Przed siebie. Zaraz przyjedzie moja taksówka. A ty jedź. Nie musisz już spędzać czasu z głupią małolatą. Dowidzenia.
-Oj przestań wiesz że nie chciałem. Chodź cię odwiozę. - chwycił mnie za rękę
-Nie... nie chcę. Wolę wracać pieszo niż z tobą jechać.. Daj mi spokój- wyrwałam swoją dłoń z jego uścisku
-Nie wygłupiaj się..
-Ja. Ty powiedz o co ci chodzi. Najpierw jesteś tak miły że wydaje mi się że ci się podobam a potem... A daj ty mi spokój. O patrz jest moja taksówka. Dowidzenia.- Machnęłam ręką i wsiadłam powoli do auta.
Podczas drogi powrotnej Zbyszek dzwonił jeszcze jakieś 3 razy ale potem odpuścił. Gdy dojechałam do domu złość mi w miarę przeszła. Przykuśtykałam do domu i co widzę. Słodki widok, Norbert usypia młodszego brata. Usiadłam obok nich w salonie i z wyciągniętą stopą zamknęłam oczy by odetchnąć.
-Tyy, dzwoniła do ciebie mama. Listonosz przynióśł do ciebie kopertę. Dużą leży na komodzie.- Norbert wydarł mnie z moich przemyśleń. Chwyciłam kopertę i otworzyłam. Zaniemówiłam.
-Osz cholera....
-Co jest. Nakaz aresztowania czy coo- brat zaczął się śmiać
-Niee... to jest odpowiedż na moja aplikację dotyczącą studiów...
-I co dostałaś się??- spojrzał na mnie wielkimi oczami
-Niee.... cholera...- wkurzyłam się
-Ojj to głupio. Dasz radę.! Napewno przyjmą cię gdzie indziej. A przyszła odpowiedż z Krakowa?!
-Nie jeszcze nie ale tam pewnie też mnie nie przyjmą. Aaaa jestem zła.- rzuciłam kopertą i poszłam do swojego pokoju.
Położyłam się na łóżku i ze łzami w oczach nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie dopiero wchodzący do mojego pokoju Kosoczek.
-Cześć mała.?! Jak tam stópka. Boli???- uśmiechnął się delikatnie
-No boli. I noga i serce.... jestem dziś zła...
-No wiem Zbysiek mówił że wybuchłaś...- zaczął się śmiać.
-Żalił ci się???
-Nie no co ty. Sam spytałem. Ale widzę że nie tylko Zibi cię wkurzył. Co jest?!
-Nie dostałam się na studia....- wybuchłam płaczem
-Ojjj daj spokój. Nie te to inne. Albo spróbujesz za rok. Nie płacz coo?!- przytulił mnie
-Czemu jestem taka beznadziejna. Nogi rozwalam na studia mnie nie przyjmują. A tak marzyłam o tym Krakowie.
-Krakowie
-Tak chciałam studiować prawo...Marzyłam o tym od zawsze
-Ojj daj spokój. Może to i dobrze. Nie zniósł bym tego gdybyś musiała wyjechać.- pocałował mnie w czoło.
-Ty spełniasz marzenia. Ta też tak chce.
-Ja od początku nie chciałem być siatkarzem. To potem wyszło. Ty też jeszcze znajdziesz swoje powołanie. Zobaczysz.
-Jeśli nie dostanę się do Warszawy to zostaję w Rzeszowie i zajmę się marketingiem i zarządzaniem. Tak postanowiłam kiedy spałam.- uśmiechnęłam się
-No widzisz. Dasz radę. Moja silna dziewczynka.- jeszcze raz mocno mnie przytulił.
Siedzieliśmy chyba z dwie godzinki z Grześkiem gadając o różnych sprawach. Kiedy dowiedział się o co poszło mi ze Zbyszkiem biedny mało nie popłakał się ze śmiechu.
-Mów co chcesz ale ja z nim nie gadam.!- wzburzyłam się
-Ale na mecz jutro wpadniesz... O i masz załóż to.!- podał mi zawiniątko.
-Co to jest??- rozwinęłam koszulkę drużyny Asseco z numerem 6 i jego nazwiskiem na plecach.
-To moja koszulka... Na jutrzejszy mecz.!
-A tobie się nie przyda?! A poza tym nie wiem czy się pojawię. No wiesz noga i wgl...
-Rozumiem ale fajnie jakbyś była. A koszulki wkładać nie musisz. Chcę żebyś ją miała.- uśmiechnął się.
-Dzięki Grześ. Kochany jesteś chłopaku.- mocno go ucałowałam
Grzesio siedział u mnie do późnego wieczora. Oglądaliśmy filmy i śmialiśmy się. Rozmawialiśmy. Mama zniosła do mojego pokoju chyba całą lodówkę w rozkazem "Grzesiu jedz!!". Śmieszyło mnie to jaki był uprzejmy mimo że nie miał już ani siły ani miejsca w brzuchu żeby dalej jeść. Zmył się jakoś koło 22;00. Jutro od samego rana trening a potem mecz. Kiedy tylko wyszedł ja wskoczyłam pod prysznic i od razu potem poszłam spać. Kilka razy jeszcze zapiszczała moja komórka bo dostałam esemesa. Stwierdziłam że jutro sprawdzę i odpiszę. Sen miałam dość dziwny. Stoję w białym pomieszczeniu a obok mnie dwaj wysocy mężczyźni. Nie znam ich ale mimo że rozum podpowiada mi że mam iść z jednym to wybieram sercem i idę z tym drugim. Nie rozumiem. Budzi mnie budzik- a mówiąc prościej. Mój młodszy braciszek znowu o 5 nad ranem robi wszystkim pobudkę. Założyłam słuchawki i z muzyką w tle zasnęłam. Obudziłam się znowu ale jakoś koło 9;00 Wstałam, ogarnęłam włosy w warkocza na bok. Umalowana i ubrana w czarne trampki, krótkie czarne spodenki i białą bokserkę zeszłam do kuchni po kawę. Wszyscy byli już po śniadaniu. Nasypałam sobie do miseczki musli. Zalałam je jogurtem naturalnym i tak wygląda moje śniadanie. ?Bardzo lubię taki posiłek. Noga już mniej boli więc mam lepsze samopoczucie. W trakcie jedzenia wzięłam telefon i sprawdzam sms-y. Wszystkie 3 od Zbyszka. W jednym mnie przeprasza. W drugim pyta czy będę na meczu, a w 3 pyta czy dalej się gniewam. Odpisuję mu jednym zdaniem: " Nie wiem". Natychmiast przychodzi sms " OK".
Sadowię się wygodnie na kanapie z laptopem na kolanach. Szukam nowego auta. Ten mój obecny mocno mnie wkurza. Nie podoba mi się już. Sprawdzam róźne modele i stanęło na białym sportowym Audi TT RS. W sumie nie jest drogie rodzice obiecali mi dołożyć ale najpierw muszę sprzedać obecny samochód. Szybko się za to wzięłam. Wystawiłam auto na tablica.pl, Allegro.pl. Facebooku itp. Dostałam kilka odpowiedzi na ogłoszenie. Mój obecny samochód jest całkiem nowy i bez zarysowań i stłuczek. Jakiś koleś chce za niego dać 30 tys. Oszalał?! To auto nie jest tyle warte. Nawiązując z nim dialog okazuje się że chce go dla córki której bardzo on się podoba. Umówiłam się z nim na jutro na 14;00. Już się cieszę na nowe autko.Mama i tata też są zadowoleni. W kompletnej euforii odbieram telefon od Kosy:
-Hej mała. I jak się dziś czujesz?!- pyta z wyczuwalną czułością
-Dobrze. A ty nie masz treningu teraz?!
-Mamy przerwę. I jak będziesz na meczu??- docieka
-Może.! Szukaj mnie na trybunach może mnie znajdziesz.!- zasczynam się śmiać.
-Oj ktoś tu ma dobry humor.! Ok nie dociekam. Muszę już kończyć bo chłopaki robią zadymę. Będę cię szukał. Ciao!
-No faktycznie tak jest. Dobra leć już. Całuję. Pa.!- rozłączam się a stojąca w progu mama patrzy na mnie z uśmiechem
-No co?!- uśmiecham się do niej
-Nic, patrzę tylko jak ten cały Kosa cię uszczęśliwia. Cieszy mnie to.- podchodzi do mnie a ja poprawiam się na kanapie
-To prawda. Nawet Mateusz nie dawał mi takiego szczęścia.- moje oczy nabierają tego błysku
-I co jedziesz na ten mecz. Nesska twoja noga!.
-Mamuś. Będę tam siedziała a poza tym z nogą już lepiej. Będę uważać.Obiecuję..- robię błagalny wzrok
-Ehh... i tak cię tu nie zatrzymam. Jedź do niego.- pociera moje ramię i odchodzi.
Siedzę w swoim pokoju i wybieram ubrania na mecz. Zajęło mi to jakieś 30 minut ale w końcu wybrałam. Położyłam je na łóżku i poszłam pomóc mamie przy obiedzie i młodszym bracie. Dzień zleciał mi nawet nie wiem kiedy. O 18;00 zaczęłam zbierać się na mecz. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Jasne dziurawe jeansy czarne trampki i lużna bluzka na ramiączkach z napisami. Na to czarna skórzana ramoneska i jestem gotowa. Wsiadam w auto i jakoś o 18;45 jestem pod halą. Grześ załatwił mi miejsca dla bliskich znajomych zawodników ale zamieniłam miejsca i siedzę w całkiem innym miejscu. Przyglądam się rozgrzewce siatkarzy i widzę jak Grześ błądzi wzrokiem po trybunach. Zbyszek podchodzi do niego i chwilę potem razem rozglądają się po hali.
Mecz kończy się wynikiem 3;1 i wygraną Resovii. Siatkarze podają ręce przeciwnikom i po chwili rozdają autografy a niektórzy udzielają wywiadów np. Zbyszek który w meczu doznał kontuzji kostki. Już schodzę do Grześka kiedy widzę że zagaduje go jakiś koleś w garniaku. Rozmawiają przez 10 minuta ja w tym czasie witam się z Kubiaczkiem Igłą i Iwonką. Gdy przychodzi Grzesiek nie dostrzega mnie nawet. Podchodzi do Zbyszka i mówi wesoło:
-Stary słuchaj dostałem propozycję gry z Kurkiem we Włoszech. Na 2 lata. Ja pierdolę....Ale szansa
-Yyy a co z Nesską?!- Zbyszek zerka na mnie wiedząc że to słyszę
-Aaa jakoś jej to wypersfaduję.... zrozumie. Narazie jej nic nie powiem
-Tyle że ona już wie.- Zbyś kiwa palcem w moją stronę a Grzesiek się obraca i widzi moje załzawione oczy...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na dziś to tyle. Rozdział jest taki jak mój nastrój.. Do kitu. Zapraszam do czytania i komentowania. To bardzo motywuje.Buśśka :*
jakieś to takie ucięte Karolinko ! i co dalej ja się pytam?
OdpowiedzUsuńszkoda trochę dziewczyny, nie dostać się na wymarzone studia :( ech
ale cóż takie życie!
super rozdział, pozdr :3