piątek, 24 stycznia 2014

Rozdział 31.

Kiedy się budzę strasznie boli mnie głowa. Nie mam siły podnieść się z łóżka. Postanowiłam nie iść na wykłady a w kawiarni mam wolne więc stwierdzam że dzisiejszy dzień spędzę w łóżku. Łyknęłam dwa ibupromy i otuliłam się kołdrą.
Mimo bólu głowy się uśmiecham. Jest mi tu tak dobrze. Może jeszcze jakby koło mnie był Kosa... Byłoby perfekcyjnie. Z myślą o nim zamykam oczy i szykuję się do snu kiedy to słyszę dzwonek domofonu. Cholera!!! Postanawiam nie otwierać.
Straszny natręt z tego mojego gościa. Dzwoni i dzwoni. Zrezygnowana wkońcu wstaję i podchodzę do drzwi.
Ja zabije tego Zbyszka. Nie dość że wczoraj kazał mi do siebie jeździć po nocy to jeszcze dziś mnie nachodzi. Niechętnie ale go wpuszczam.

-Czy ty nie masz serca człowieku?- wzdycham na jego widok.
-Wiem przepraszam ale pogadać musimy- pocałował mnie w policzek
-Idź do Iwony albo Moniki od miśka. Błagam głowa mnie boli!- zrobiłam skwaszoną minę
-Nie zajmę ci dużo czasu. Prroszę!- złożył ręce jak do modlitwy
-Oj no już dobra. Właź!- wpuściłam kolegę do domu
-Sory że tak ci truję tyłek ale...- zaczął
-Chodzi o Paulinę. Mów co się dzieje!- usiadłam
-No bo...- znowu zaczął
-Poczekaj. Chcesz może herbaty albo kawy?!- spytałam
-A weź zrób mi kawę co?!- uśmiechnął się
-No to co się takiego dzieje że do mnie przychodzisz?!- westchnęłam z kubkiem kawy w ręku
-Bo ona jest inna.- spojrzał na mnie dziwnie
-W jakim sensie bo nie rozumiem?- spytałam
-Spotykam się z nią od tygodnia. Ona sprawia że chcę być lepszy. Że myśląc o niej się uśmiecham. A kiedy jesteśmy razem czuje się jak zakochany małolat.!- uśmiechnął się
-To nic takiego. Zwyczajnie się zakochałeś. Nigdy wcześniej tego nie czułeś!?- zdziwiłam się
-No właśnie nie. Tylko ona sprawia że chce mi się rano wstać i z radością biec na trening.- westchnął
-Ty ją kochasz?!- uśmiechnęłam się
-Serio.?!- on się zdziwił
-No tak. To widać Zbysiu. I to wyraźnie. W końcu i ciebie złapało- zaśmiałam się
-Kurde chyba faktycznie.- on też zaczął się śmiać
-To jak kiedy nam ją przedstawisz?-uniosłam brwi
-Sam nie wiem. Chyba nie długo. Nie chcę jej wystraszyć!- wzruszył ramionami
-No to fakt. Siatkarze Resovi mogą człowieka wystraszyć. Widmo sobie!- pokiwałam głową
-No widzisz. Dzięki za rozmowę. Sporo przez ciebie zrozumiałem.- mocno mnie przytulił na pożegnanie
-Polecam się na przyszłość. Ale teraz to chcę zasnąć ok.- odwzajemniłam uścisk
-Sory że ci przeszkodziłem.- puścił mi oko po czym się pożegnaliśmy

Pędem zamykam drzwi i biegnę do sypialni. Chcę zasnąć, głowa mi pęka. Układam się wygodnie na poduszkach i zaraz po zamknięciu oczu zasypiam.
Jest mi w łóżku tak dobrze. Nigdzie w tym momencie nie będzie mi lepiej. Ciepło, miło. Sen mam jakiś przyjemny tylko że nie trwa on długo.

-Co do cholery!- warczę słysząc dzwonek do drzwi
-Nesska jesteś?- z za drzwi dobiega głos Grześka
-Jestem. Już idę!- wstałam z ciut większym entuzjazmem wiedząc że to Kosa
-Cześć skarbie. Co się stało. Źle się czujesz?!- wystraszył się
-Poprostu boli mnie głowa. Nic takiego!- westchnęłam
-O może jakoś cię uleczę?- uśmiechnął się
-Nie wydaje mi się ale zawsze możesz mnie przytulić!- i wylądowałam w ramionach siatkarza
-Lepiej?- spytał nadal mnie tuląc
-Troszkę- uśmiechnęłam się
-To dobrze. Chcesz się przespać.-spytał
-Z tobą. Owszem. Zawsze!- pociągnełam go za sobą do sypialni
-No to chodź tu do mnie- szepnął i chwilę później leżałam wtulona w jego klatkę piersiową
Obudził mnie piękny zapach. To Kosa robi coś w kuchni. Kiedy wstaję nagle kręci mi się w głowie. Opadam spowrotem na łóżko i chwytam się za głowę. Cholernie boli.
Powoli wstaje i idę do kuchni. Kosa zrobił obiad. Na dodatek przyniósł mi zakupy.
Łykam jeszcze jedną tabletkę i siadam na stołku obok Grześka
-Może powinnaś iść do lekarza. Nie bierz tyle tabletek. To nie zdrowe!- spojrzał na mnie krzywo
-Daj spokój. To tylko tabletka. Nic mi nie będzie. Powiedz lepiej co robisz dobrego.?!- klasnęłam w ręce  zadowolona
-Słynne naleśniki z przepisu Zbynia.- uśmiechnął się
-Te z nutellą, bitą śmietaną i bananami?!- odwzajemniłam uśmiech
-Właśnie te. Jesteś głodna?!- skończył smażyć ostatni placek.
-Bardzo. Idę się ogarnąć i zaraz jestem.- dałam Kosie soczystego buziaka i pobiegłam do łazienki

Po zjedzeniu naleśników, przy czym ja zjadłam chyba z 5 porcji poczułam się troszkę lepiej. Razem posprzątaliśmy kuchnię i Kosa zarządził spacer do parku. Chwilę się opierałam no ale jak powiedział że mnie siłą zaciągnie zmieniłam zdanie.
Przebrałam się w ciemne jeansy, brązowe wysokie botki czarną dopasowaną bluzkę i brązową kurtkę skórzaną. Kosa dobrał mi szalik, jako że on się na tym zna.
Przynajmniej on tak twierdzi. W dużo lepszym stanie wyszłam z Grześkiem na spacer.
Szliśmy przez park trzymając się za ręce ale co chwila Kosoka proszono o autograf a ja zaczynam być zła.

-Co ci jest?!- spytał jak zobaczył moją minę
-Nie nic. Jest ok!- burknęłam
-Przecież widzę. Mów i to już.- zatrzymał się w miejscu
-Nic no. Przestań robić problemy tam gdzie ich nie ma.!- westchnęłam głośno
-Chcesz iść do domu?!- spytał
-Nie. Może jeszcze ktoś będzie chciał autograf. Poczekajmy chwilę!- syknęłam
-A to o to ci chodzi. Jesteś zła że daje autografy?!- zdziwił się
-Nie. tylko ciągle nam ktoś przeszkadza!- zrobiłam krzywą minę.
-Oj przestań. Rozdawanie autografów wiąże się z byciem siatkarzem. To część mojej pracy!- westchnął
-Wiem. Sory jakoś dziwnie się dziś czuję i sama nie wiem o co mi chodzi!- wzruszyłam ramionami
-No już dobra. Chodź idziemy. Zabieram cię na kawę!- chwycił mnie za rękę i pociągnął w swoją stronę

Jakąś godzinę później okazało się że chłopaki muszą iść na trening. Odprowadziłam Kosę pod halę i tam mieliśmy się rozstać.
Kiedy idę w stronę wyjścia nagle ktoś mnie chwyta od tyłu:

-A ty dokąd?!- krzyknął Igła ciągnąc mnie w stronę trybun
-Puść mnie. W tej chwili. Igła no!!- zaczęłam się drzeć
-A co jeśli nie.?- zaczął się śmiać
-Kosa!! Pomóż mi do cholery!!- kontynuowałam wrzaski tyle że nikt nie chciał mi pomóc. Wszyscy łącznie z Kosą się śmiali
-I tak masz siedzieć!- uśmiechnął się zadowolony sadzając mnie na jednym z miejsc
-A niby czemu?!- zrobiłam krzywą minę
-Bo ja tak chcę!- uśmiechnął się
-Yyy nie przekonałeś mnie wiesz!- uśmiechnęłam się szeroko
-Oj no bo po treningu wszyscy idziemy w takie jedno miejsce.!- warknął
-Ja nie mam ochoty.- westchnęłam
-Bez ciebie Kosa nie idzie. A tam mamy być wszyscy. No weź no!!
-No już dobra. Tylko powiedz gdzie to mamy iść?!- stwierdziłam że i tak z nim nie wygram więc się zgodziłam

Trening jak zwykle nudny. Okazało się że chłopaki za dwa dni grają mecz i muszą być w formie. Kosa nigdy mi nie mówi wcześniej kiedy grają. Zawsze daje mi bilet tego samego dnia.
Po meczu wszyscy poszliśmy do takiej sporej restauracji. Zastanawia mnie po co skoro nikt nic nie zamawia. Nagle Zbyszek wpadł w panikę.

-Jest już. Tylko błagam was...-szepnął i poszedł
-No to zaraz zaczynamy.-klasnął w ręce Igła i wtedy zczaiłam że chodzi o Paulinę. Nową dziewczynę Zbynia
-Chłopaki dajcie spokój. Jemu zależy. Nie wystraszcie jej!- Nachyliłam się nad stołem
-Słuchajcie to jest Paulina. Moja dziewczyna. Paulina to są moi znajomi: Igła, Iwona, Cichy, Michał, Monika, Kosa, i Nesska.- uśmiechnął się a chłopaki zaniemówili.
-Cześć. Siadaj z nami.- Iwona pierwsza przemówiła

Po krótkiej chwili atmosfera zrobiła się luźna a Zbyszek westchnął z ulgą. Paulina się nie wystraszyła, wręcz przeciwnie odnalazła się w naszym towarzystwie.

~3 miesiące później~

Tak z nowości: jest środek grudnia, za oknami tona śniegu a no i ja i
Kosa mieszkamy już razem. Moje mieszkanie wynajmuję bo jest mniejsze a Kosy jest wygodniejsze.
Kiedy się budzę jest jakoś po 8 rano. Chłopaki mają dziś wolne i wszyscy wybieramy się na narty. Kosa już wstał. On zawsze wstaje przede mną. Są z tego plusy, bo Grześ robi pyszne śniadania. Wchodzę do kuchni i widzę pyszne jedzenie na stole.

-Cześć maleńka- Kosa uśmiechnął się szeroko
-No hej. Ale mi tu z tobą dobrze wiesz?!- odwzajemniłam uśmiech.
-No wiem. Jedz szybko bo nie mamy dużo czasu.
-No tak narty. Już się cieszę!-westchnęłam
-Ja też.- odpowiedział wyraźnie spięty
-Wszystko ok.? Spytałam w czasie jedzenia
-Tak pewnie że tak. Jedz- i poszedł do łazienki
3 godziny później jesteśmy już na stoku. Zakładamy narty ale widzę że coś jest nie tak. Dziewczyny dziwnie się na mnie patrzą a Kosa jest jakiś nieobecny. Stało się coś?!
-Mam coś na twarzy?!- spytałam do dziewczyn które się do mnie szczerzą
-Nie. Skąd.-odpowiedziały razem
-Ok. Coś dziwne dziś jesteście.-westchnęłam
-Zdaje ci się.- stwierdziła Iwona

Jeździć umiem bardzo dobrze. Rodzice zawsze zabierali mnie i Norberta w zimie do Zakopanego na narty. Jadę sobie spokojnie gdy nagle słyszę krzyk Kosy. Zanim ogarniam co się dzieje leżę już na ziemi a na mnie leży Grzesiek.

-Jezu Nesskuś nic ci nie jest.?- Grześ patrzy na mnie ze strachem w oczach
-Chyba nie. Ale jak masz na kogoś upadać to wolę żebym to była ja.- uśmiecham się mimo nie wygody
-Dobrze że tak mówisz. Chciałbym cię o coś spytać.- nagle spoważniał
 -Ok ale może wstańmy co?- chciałam żeby się uśmiechnął ale z tego nici
-Tak. to dobry pomysł.- wstał i podał mi rękę tak żebym ja wstała
-No więc teraz możesz pytać?!- otrzepałam śnieg ze spodni
-Wyjdziesz za mnie?!- nagle mnie ogłupiło
-Co?!- podniosłam oczy i zobaczyłam Grześka z pierścionkiem
-Wyjdziesz za mnie?!- uniósł brwi
-Ja... Tak... Tak.- wpadłam w śmiech ale to chyba z radości
-Tak się cieszę?!- odetchnął z radości ulgą.

Zdjęłam rękawiczkę a on wsunął mi na palec śliczny srebrny krążek. Nawet nie zczaiłam że całą scenę kamerował Igła a wszyscy znajomi na nas patrzyli. Potem były już tylko gratulacje i dużo śmiechu.

-Wy wiedzieliście?!- spojrzałam na resztę załogi
-No pewnie. To był idealnie sprecyzowany plan!- uśmiechnął się Kubiak
-No ciężko było na ciebie wpaść bo śmigasz na tych nartach jak szalona ale się udało!- Kosa się uśmiechnął
-Chwila. A co gdybym się nie zgodziła?- udaję oburzenie
-Miałem nadzieję że się zgodzisz.!- Kosa mocno mnie objął
-Yy nie rozumiem?!- spojrzałam na Kosoka
-Bo widzisz ślub bierzemy za 15 dni. Już wszystko załatwiłem.- uśmiechnął się szeroko
-Co! Żartujesz sobie!- oderwałam się od niego
-No tak. Wszystko załatwiłem z pomocą znajomych. Narazie tylko cywilny potem razem zajmiemy się kościelnym.-  uśmiech nie schodzi z jego twarzy.
-Wariat. Wariat i tyle!- spojrzałam na resztę ekipy
-No i nawet masz już sukienkę. Fajnie że macie ten sam rozmiar z Moniką. Było łatwiej kupić.- mrugnęła do mnie Iwona
-Jedynym sposobem na tą sytuację jest śmiech.
-A świadkowie?!- spytałam
-To my!- Iwona Igła i pomachali do mnie z wielkim uśmiechem
-Z wami nigdy nic nie wiadomo- ciężko wzdycham
-To fakt ale tacy już jesteśmy!- Zbyszek objął Paulinę

Przez jeszcze jakieś 2 godziny jeździliśmy na nartach. Cichy tylko próbował bo biedny nie ma o tym pojęcia. Nawet próbowaliśmy go uczyć ale on na nasze rady i próby wbicia mu do głowy jak ma jeździć jest odporny. Koło 15.00 stwierdziliśmy że pora jechać do domu. Jak zwykle Cichy miał problem ze zdjęciem nart a no i zniknął gdzieś Michał. Monika wpadła w panikę ale jak się okazało biedny zgubił rękawiczki i szukał ich nie wiadomo gdzie. Po powrocie do domu chłopaki stwierdzili że trzeba iść świętować. Jedynym na to sposobem jest wycieczka do klubu. Chłopaki traktują mnie jak jakąś królewnę. Oczywiście z każdym musiałam zatańczyć bynajmniej 3 razy więc już koło 1 w nocy odpadają mi nogi. Chcę do domu.

-I jak się czuje przyszła panna młoda.?- zaczepił mnie Zbyszek
-Dziwnie. Samo to że wszyscy o tym wiedzieli tylko nie ja.- zaczęłam się śmiać
-O to nam chodziło. A za tydzień ja oświadczam się Paulinie.- też zaczął się śmiać
-Co?! Mówisz serio?!- zdziwiłam się
-Jak najbardziej. Kocham ją to po co czekać!- wzruszył ramionami
-No tak ale nie jesteście razem nawet pół roku. To strasznie szybko.- spoważniałam
-No i co. Jesteśmy pewni swoich uczuć ok!- uśmiechnął się
-Zadziwiasz mnie Zibi- zaczęłam się śmiać od nowa

Niestety do domu wróciliśmy dopiero o 4 nad ranem. Kosa w totalnym odurzeniu alkoholem a chłopaki nie lepsi.
Jutro mam iść do Iwony na przymiarkę sukienki która podobno jest piękna.
Kładę Kosoka do łóżka a sama idę do łazienki. Muszę z siebie zmyć makijaż. Po 10 minutach gdy wchodzę do sypialni mój narzeczony mocno śpi. Patrzę na niego i nie dowierzam. Wszystko wymyślił i załatwił. Ślub jest za 15 dni czyli... Liczę i wychodzi że w sylwestra. Wtedy po raz pierwszy byliśmy razem.
Nie sądziłam że z niego taki romantyk. Z uśmiechem na ustach zasypiam.


---------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Zbliżamy się do końca historii. Jeszcze jakieś 3 rozdziały i się żegnamy:(
Chociaż w sumie to nie koniecznie bo zapraszam na mojego drugiego bloga. http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com/
Bu$$ka moi drodzy czytelnicy;****-
P.S. Dziecinko uwielbiam spacery z tobą i twoim bratem. I ten tekst "No mów coś do mnie nie" hahaha

2 komentarze:

  1. uuu jakie romantico oświadczyny, i jeszcze taki szybki ślub, szaleństwo <3 ale kochają się to jest najważniejsze
    może Zibi i Kosa razem ślub wezmą? po co czekać tyle? będą dwie pieczenie na jednym ogniu -_-
    PS, ja czekam na małego Kosiaczka ;*
    heh ja tez uwielbiam spacery <3 ale na przyszłość "mów coś do mnie" :D
    super rozdział, buźka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ehh no romantico musi być :) Ślub nie jest szybki, pnanowany wcześniej tylko Nesska nie była poinformowana <3
      Nie no ślubu razem nie wezną dla Zbynia to za wcześnie :D
      Kosiaczek będzie i to niedługo :**

      P.S. Ok "będę mówiła" hihii

      Usuń