Kiedy się rano budzę Kosa mocno we mnie wtulony smacznie sobie śpi. Stwierdzam że dziś zasłużył na to żeby to jemu zrobić śniadanie. Powoli wstaję i po cichu idę do kuchni. Nastawiam świeżą kawę do ekspresu i biorę się za omlet, tosty i krojenie pomidorów. Tak jak to lubi Grzesiek. Na stole jest też masło, nutella i sok pomarańczowy. To nie odłączna część mojego śniadania.
Kiedy stawiam na stole ostatnie rzeczy w drzwiach pojawia się Kosa.
O kurde. Czym sobie zasłużyłem.!- uśmiechnął się lekko
-Sama nie wiem o czym mówisz. Ja tylko zrobiłam sobie śniadanie- westchnęłam
-Sobie?- zdziwił się
-Nie no tyle się o kombinowałeś z tym pierścionkiem że zasłużyłeś!- puściłam mu oko
-No cieszę się że doceniłaś!- uśmiechnął się
-Siadaj romantyku. Musimy pogadać!- i zaczęłam pytać o szczegóły ślubu
-A no właśnie. Goście są zaklepani tylko twoi rodzice...- zaczął
-Dziś do nich pojadę!- zrobiłam cierpką minę
-Może nie będzie tak źle!- uśmiechnął się
-Może. Narazie muszę się szykować na spotkanie u Iwony. Sukienka itp.- westchnęłam
-Sam chciałem ją wybrać ale dziewczyny stwierdziły że nie mam gustu!- wydął usta
-Jestem pewna że go masz ale dobrze że zajęły się tym one!- puściłam mu oko
-No ja mam najlepszy gust- wyszczerzył się jak jakiś klaun
-A ty co dziś robisz?- zaczęłam sprzątać po śniadaniu
-Ja o 16 mam trening a wcześniej muszę jechać do naszego lokalu na wesele. Jest jeszcze kilka spraw...- Kosa wkłada naczynia do zmywarki
-To ja pojadę z tobą.- prawie że krzyknęłam
-Ty to masz jechać do rodziców. Jak to załatwisz przyjedziesz na halę. Wtedy pomyślimy co dalej.- uśmiechnął się szeroko
-Ok. Niech będzie.!- udałam focha
-Nie bądź taka.!- podszedł do mnie i objął mnie w talii
-Jaka. Nic mi nie jest. Boję się spotkania z rodzicami. Minęło trochę czasu!- wzruszyłam ramionami
-Może to ja pojadę z tobą co?- spojrzał na mnie nie pewnie
-Nie. Dam radę.- uśmiechnęłam się na siłę
Jakąś godzinę później wychodzę już z mieszkania i jadę do Iwony. Mam przymierzyć sukienkę, a potem jechać do rodziców.
Jakoś po 15 minutach jazdy jestem już pod blokiem Ignaczaków. Wchodzę szybko na 3 piętro. Drzwi otwiera mi zła Iwona.
-Cześć. Co się stało?!- uśmiechnęłam się
-Chodź to zobaczysz!- wpuściła mnie i pierwsze co zobaczyłam to Nowakowski i Zbyszek siedzący z Krzyśkiem w kuchni i jedzący coś z wielkim zapałem
-No to teraz rozumiem.- stwierdziłam i przywitałam się z chłopakami
Iwona zamknęła nas w sypialni i tam zajęłyśmy się sukienką i dodatkami. Okazało się że dziewczyny zaopatrzyły mnie w bieliznę na okazję nocy poślubnej. Po jakiś 2 godzinach plotek i przymierzania przez Iwonkę sukienek wychodzimy do salonu gdzie chłopaki oglądają jakiś film.
-No ja się zastrzelę! Lubię ich ale bez przesady!- westchnęła Iwona
-Chłopaki wy nie macie domu!- podeszłam do sofy na której siedzą siatkarze
-Mamy ale jak to mówią w kupie siła!- uśmiechnął się szeroko Cichy
-Aha. Spoko!- podeszłam powrotem do Iwony
-I co ja mam z nimi zrobić?- spytała
-Najlepiej stąd wyjść!- zaśmiałam się
-Ty wiesz co. Masz rację. Igła idę na zakupy- krzyknęła i wyszłyśmy razem
Sukienkę odwiesiłam w samochodzie i pożegnałam się z Iwoną. Z zaproszeniem na ślub udałam się do rodziców. Przed wejściem do domu biorę dwa głębokie wdechy. Na szczęście drzwi otwiera mi mama.
Wpuszcza mnie i woła ojca do salonu. Siadam na tak znajomej mi kanapie i patrzę na niepewny wzrok mamy:
-Zostawił cię tak.?- roześmiał się tata
-Nie i...- zaczęłam
-To po co tu przyjechałaś?- zdziwił się
-Bo mam coś dla was.- podałam mamie kopertę z zaproszeniem
-Co to jest!?- mama zaczęła otwierać i wtedy do salonu przyraczkował mój młodszy brat.
-Jej jak ty urosłeś!- uśmiechnęłam się do braciszka
-Ty sobie żartujesz!- ojciec podarł kopertę
-Nie. Jestem nadzwyczajnie poważna!- poprawiłam się na kanapie
-No chyba nie. Jesteś tak głupia czy taką udajesz?!- tata aż wstał z miejsca
-Doskonale wiem co robię.- też wstałam
-No chyba nie. Nie zgadzam się na to. Rozumiesz!?- zaczął krzyczeć
-Jestem dorosła. Kiedy to do was dotrze.- zaczęliśmy się przekrzykiwać
-To że masz dowód osobisty nie znaczy że jesteś dorosła!
-Ja już z nim mieszkam. Chcę za niego wyjść. Ty możesz to tylko zaakceptować.!
-Kpisz sobie tak.- zaczął machać rękami
-Nie. Dlaczego go tak nienawidzisz.!- z oczu popłynęły mi łzy
-On nie jest dla ciebie. To sportowiec!- krzyknął
-I co z tego do cholery?!
-Skrzywdził cię!- ojciec trochę się uciszył
-Już mu to wybaczyłam. Może ty też to zrób.- wytarłam policzki zalane łzami
-Nie ma mowy nawet.!- tata na mnie huknął
-Mamo powiedz coś.!- skierowałam się ku rodzicielce
-Co ja mogę córciu!- westchnęła
-Nie i jeśli za niego wyjdziesz to możesz nie wracać!- machnął ręką
-Pamiętasz jak mi mówiłeś że zawsze chciałeś mieć córkę. Że jestem twoim skarbem.!- spytałam
-Pamiętam. I co?- zdziwił się
-Właśnie straciłeś swoją jedyną córkę. Tą którą kiedyś uważałeś za swój skarb! Nie chcę cię znać!- krzyknęłam i wybiegłam z domu
Jakieś 20 minut jestem już z domu i płaczę w poduszkę. Zapomniałam że mam jechać do Kosy na trening. Cały czas myślę o tym jak bardzo mnie zranili. Moi rodzice się mnie wyrzekli. Nie mogę pohamować łez.
-Skarbie jesteś!?- do domu wszedł Kosa
-Tak jestem.!- szepnęłam i on podszedł do mnie do kanapy
-Co się stało.!- wytrzeszczył oczy
-Od dziś nie mam rodziców.- mocno wtuliłam się w Grześka
-Aż tak źle było?- zdziwił się
-Było gorzej. Ojciec się mnie wyrzekł.- wpadłam w szloch
-Nie płacz. Nie mogę patrzeć jak płaczesz. No już.- wytarł mi dłonią policzek
-Nie zrezygnuję z ciebie. Prędzej z nich!- wzięłam głęboki wdech
-Masz mnie. Całą moją rodzinę, no i siatkarzy. Bardzo cię kocham mała.- uśmiechnął się delikatnie
-Wiem. Ja ciebie też bardzo mocno kocham- delikatnie pocałowałam usta Kosoka
-Już jest lepiej.- spojrzał na mnie z troską
-Jak jesteś ze mną to lepiej być nie może.- westchnęłam
---
To już dziś. 31 grudnia. To dziś formalnie stanę się panią Kosok. Rodzice totalnie się odcięli, nawet mama. Święta spędziłam u rodziny Grześka i bardzo się do nich zbliżyłam. Świetnie wspominam ten czas. Tym bardziej po tym jak dostałam od Kosy pod choinkę małego owczarka niemieckiego. Nazwaliśmy go Gryzak bo już pierwszego dnia pogryzł nowe buty Grześka do gry.
Mama Grześka już zaczęła mówić na mnie "słonko", "kochanie" itp. a na siebie kazała mówić mamo. Babcia Kosy też nie ominęła szansy jaką było wyściskanie mnie i ucałowanie. To taka ciepła i kochająca rodzina że aż chce się tam zostać. Nawet na zawsze.
Po wczorajszym panieńskim jaki urządziły mi dziewczyny dalej szumi mi w głowie. Kosa szykuje się w mieszkaniu Igły, mnie pomaga Iwona. Dzięki niej wyglądam zdumiewająco pięknie. Biała sukienka do kolan w stylu greckim na jedno ramiączko, włosy uczesane na bok z wpiętym kwiatkiem i delikatny makijaż.
W ręku mały bukiecik i jestem gotowa. Ubieram biały płaszcz i białe szpilki i razem z Iwonką wychodzimy z mojego mieszkania. Na dole czeka na nas taksówka.
Kiedy podjeżdżamy pod urząd dopada mnie strach. Nerwowo wysiadam z auta i idę w kierunku zebranych znajomych.
Jak to jest że jeden szczery uśmiech Kosy działa jak lekarstwo na każdą chorobę. Od razu i ja się uśmiecham.
-I co nie chcesz się wycofać?-spojrzał na mnie niepewnie
-Właśnie o tym myślałam!- głośno wypuściłam powietrze z płuc
-Mówisz Serio?- widzę w jego oczach panikę
-Nie. Teraz już się mnie nie pozbędziesz.- uśmiechnęłam się lekko
-A kto ci powiedział że będę się chciał pozbywać co?- mrugnął do mnie zalotnie
-No to idziemy. Jesteś gotowy!- spojrzałam na Grześka
-Zdecydowanie tak!- kiwnął głową i chwilę później byliśmy już w trakcie ceremonii
Po 40 minutach wychodzimy już jako mąż i żona. Całe napięcie z nas zeszło a Igła już się podśmiewuje z Kosy że niby teraz to on zobaczy co to jest małżeństwo Gdy Iwona pyta czy coś mu nie pasuje wszyscy wpadają w śmiech. Ko kilku minutach poświęconych na życzenia, uściski i zdjęcia wszyscy wsiadamy w auta i jedziemy do przepięknego zajazdu w tatrzańskim stylu który na dzisiejszy dzień i całą noc zarezerwował Grzesiek.
Na wstępnie oczywiście nie obyło się bez słynnego "Sto Lat" z solowymi wstawkami Zibiego i Igły. Zamarłam kiedy chłopaki dopadli Kosoka i zaczęli go podrzucać do góry jak jakiś worek kartofli czy coś. Dobrze że Iwona stała obok to miał mnie kto podtrzymać żebym na zawał przedwcześnie nie zeszła.
Ile razy tańczyłam z Igłą. Po 6 razie jak mnie poprosił do tańca zgubiłam rachubę. To samo Kubiak czy Zbyszek O 24;00 padłam z nóg. Usiadłam obok dziadków Kosy i chwilę rozmawialiśmy. Ukradkiem patrzyłam jak Grześ wywija na parkiecie to z Moniką, Pauliną czy z własną mamą. Po pokrojeniu tortu zmyłam się chwilowo na górę do pokoju żeby mi nogi odpoczęły. Zdjęłam buty i usiadłam na miękki i wygodnym łóżku kiedy do pokoju wpadła Iwona.
-Mogłabyś na chwilę zejść.!- krzyknęła
-Co sie stało?- zdziwiłam się
-Bo zaraz się pobiją.!- chwyciła mnie za rękę i sprowadziła na dół do sali
Jak się okazało moi rodzice wpadli z wizytą. Ojciec szarpał Grześka i klął że ten niby zabrał mu córkę. Kosa zatrudnił ochroniarza na wypadek nie proszonych gości i to się przydało. Kosie kazałam wracać do gości a sama wzięłam płaszcz i wyszłam na pole przed lokal niemal wściekła:
-Co to za cyrki do cholery.!- warknęłam na rodziców
-Przyszliśmy sprawdzić czy jednak byłaś tak głupia.!- ojciec spojrzał na mnie z pogardą
-I co zadowolony.?- spytałam
-Z czego niby. Ten fagas nam ciebie zabrał.!- warknął i z samochodu rodziców wysiadł Mateusz (mój były chłopak)
-Ty sam ze mnie zrezygnowałeś. I co on tu robi?- prawie krzyczę
-Jak mu powiedziałem że się żenisz nie mógł uwierzyć i chciał to zobaczyć...- ojciec uśmiechnął się szelmowsko
-Po pierwsze to ja się nie żenię, ja wyszłam za mąż a po drugie...- zaczęłam
-Mateusz był dla ciebie lepszy. Co ty widzisz w tym siatkarzynie?- spytał mnie ojciec
-A powiedział ci że mnie pobił. Że rozwalił mi telefon który od ciebie dostałam i ten siatkarzyna kupił mi nowy bo wiedziałam jak zareagujesz. Kosa nigdy nie podniósł na mnie ręki w przeciwieństwie do niego.!- pokazałam palcem na Mateusza
-Córeńko tak pięknie wyglądasz. Nie płacz.!- mama otarła moją łzę
-Niszczycie najpiękniejszy dzień mojego życia. Sory mamo ale wy nie tolerujecie Grześka więc ja mam już nową rodzinę. A wy dalej unoście się honorem. Nie chcę was widzieć.!- machnęłam na nich lekceważąco ręka i weszłam spowrotem do korytarza restauracji.
Po wypiciu kilku głębszych ze Zbyszkiem mój nastrój od razu legł zmianie. Znowu bawiłam się beztrosko i zapomniałam o niezapowiedzianej wizycie rodziców.
Impreza trwała do samego rana. Iwona przywiozła mnie i Kose do domu jakoś koło 7;00 rano. Grzesiek od razu padł na łóżko myśląc że jak uda zmęczonego to nie będzie musiał wyjść z psem. Szczerze mnie tez się nie chciało więc gdy zobaczyłam sąsiadkę że wychodzi ze swoim labradorem podrzuciłam jej naszego Gryzaka. Z entuzjazmem się zgodziła i poszła.
-Ale jestem zmęczony!!! Gdzie pies?- Kosa spojrzał na mnie podejrzliwie
-Nie tylko ty jesteś zmęczony. Sąsiadka zabrała go na spacer i odda popołudniu.- rozpięłam zamek na boku sukienki.
-No i super!. -ucieszył się
-No tak strasznie bolą mnie nogi.!- zdjęła buty i zsunęła z siebie sukienkę ukazując moją nową kupioną przez przyjaciółki bieliznę
-Mmm... jaką mam piękną żonę.!- Kosa podszedł do mnie i zaczął całować mi szyję
-Ty nie byłeś zmęczony co?- odchyliłam lekko głowę
-Na pewne rzeczy zawsze znajdę siłę.!- roześmiał się i po chwili już byłam na jego rękach kiedy to układał mnie na łóżku.
Po dość męczącym poranku oboje z Kosą popadamy w jakże nam teraz potrzebny sen.Kiedy się budzę jest już po 15;00. Cholera, muszę iść po psa. I szczerze mówiąc jestem ciut głodna. Kosa jeszcze śpi a ja ubieram czarne rurki i luźną bluzkę z napisami i idę obok do sąsiadki. Okazało się że Gryzak był nawet grzeczny i nie pogryzł niczyich butów co mnie ucieszyło. Wpuściłam go do domu a ten od razu pobiegł do swojego gumowego kurczaka którego kupił mu Kosa z nadzieją że tan zajmie się zabawką a nie jego butami.
Stwierdziłam że zrobię sałatkę grecką z grillowanym kurczakiem bo akurat to mam pod ręką. Zajmuje mi to jakieś 30 minut a potem już tylko pałaszuję.
-Co robisz?- do kuchni wszedł zaspany Kosa
-Jjem. Te wszystkie wysiłki związane z ostatnimi dniami mocno wzmocniły mój apetyt.- uśmiechnęłam się
-Aha. A co dobrego masz?- usiadł obok mnie w samych spodniach od piżamy
-Masz spróbuj.!- podałam mu na widelec trochę sałatki a chwilę później już razem jedliśmy
Resztę dnia spędziliśmy mocno w siebie wtuleni przed telewizorem. Nawet Gryzak wskoczył na kanapę i wtulił się we mnie. Nawet nie wiem kiedy otulona silnymi ramionami i zapachem Kosy zasypiam.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
No i tyle:) Tak wygląda rozdział 32... Bardzo szybko zbliżamy się do końca.
Polecam mojego drugiego blooga: kochaj-i-nienawidz.blogspot.com
Jakoś tak przyjemnie pisało mi się ten rozdział.
Życzę miłego czytania:) Buziaki:**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz