niedziela, 20 października 2013

Rozdział 17.

-Mateusz, to ty?!- odezwałam się do cienia stojącego niedaleko nas.
-Nesska masz omamy. Nikogo tam nie ma.?!- Grzes zaczął się ze mnie śmiać.
-Eee może masz rację. Jestem przewrażliwiona. Jedz już tylko bądź ostrożny. Kocham cię głupku?!!- pocałowałam Kosę w policzek
-No jadę mała. Śpij dobrze. Uwielbiam cię lalka.- sprzedał mi soczystego buziaka w usta.
-Jak dojedziesz do domu to się odezwij, inaczej nie usne.
-Powinnaś się wyspać ale skoro chcesz to pewnie odezwę się. Ciao bella mia.
Mój luby wsiadł do auta i odjechał w stronę swojego mieszkania. Ja odwróciłam się w stronę furtki do domu kiedy znowu zobaczyłam ten cień i szmer. Zdenerwowana szybko pobiegłam do środka. Wbiegłam pędem na piętro i udałam się pod prysznic. W łazience spędziłam dobre 20 minut ale nie miałam powodu żeby się śpieszyć. Ogoliłam wszystkie możliwe miejsca mojego ciała nawilżyłam włosy odżywką i oczyściłam twarz maseczką. Jakoś koło 1 w nocy poszłam do łóżka. Cały czas czekam na telefon od Grzesia. Miał zadzwonić jak dojedzie. A w telefonie cisza. Stwierdziłam że ja zadzwonię. Dzwoniłam chyba ze 3 razy i cały czas odzywa się poczta.Całkiem padnięta w końcu zasnęłam. Obudził mnie blask słońca rażący mnie prosto w oczy.Patrzę na budzik na którym widnieje 9;26. Wstałam i skierowałam się do łazienki Ogarnęłam się czyt. wyczesałam włosy w wygodnego koczka, umalowałam się, ubrałam bordowe jeansy, czarną bokserkę i na to przykrutką kurteczkę jeansową. Zeszłam na dół do kuchni gdzie tata popijał świeżo parzoną kawę.
-Dzień dobry tatku.! Wyspałeś się?!- zaczęłam temat
-Witaj skarbie. Tak dziś już tak. A ty jak tam. Grzesiek nie został u cb na noc?!- podśmiewa się ze mnie
-Nie, nie został. A no właśnie. Muszę zadzwonić. Sory- chwyciłam telefon
-Daj chłopakowi spokój pewnie odsypia po waszym wczorajszym spotkaniu.
-Nie miał zadzwonić a nie zadzwonił. Martwię się.
-Ehh córa, za stary już chyba jestem na dzieci. Nie nadążam za wami....
-No masz, to po co ci był następny dzieciak coo?!- hahaaa
-Eyy, eyy, bez takich do ojca...
-No dobra dobraa...Oh Grześ jesteś.. Mendo miałeś zadzwonić...- Grzesio odebrał ode mnie
-Przepraszam mała... Miałem wypadek...Auto do kasacji...długa historiaa.
-Coo?! Kocie nic ci nie jest?! Matko gdzie ty jesteś.! Jadę do ciebie...
-Niee, nic mi nie jest nie musisz przyjeżdzać. W domu jestem. Jakiś koleś wyskoczył mi na drogę i wparowałem prosto w drzewo. Nic takiego.
-O matko!!! Grześ i tak do ciebie jadę.! Za 20 minut u ciebie jestem.
-Alee...
-Nie ma żadnego ale.. Do zobaczenia Kosok.
Wybiegłam z domu jak poparzona. Wsiadłam w auto i jak opętana jechałam prosto do niego.Wbiegłam do jego klatki i po schodach na 4 piętro. Co dziwne zajęło mi to połowę mniej czasu.Wbiegłam do mieszkania Kosoka i co zobaczyłam.! Mój chłopaczek ma szramy na lewym policzku i prawą rękę w bandażu.
-Grześ! Moja sieroto, jak ty wyglądasz. Wiesz jak się martwiłam.!- podeszłam do niego żeby dać mu buziaka na dzień dobry
-Wiem, wybacz ale wszystko działo się szybko. Jechałem do domu. Było w miarę spokojnie nie było ruchu. I tam wiesz na przejściu przez ulicę z jednego parku do drugiego na jezdnię wyskoczył jakiś młody koleś. Wystraszyłem się że zrobię mu krzywdę więc instynktownie skręciłem i walnąłem prosto w drzewo.
-Matko!! A on stało mu się coś.- Dotknęłam obolałego policzka Kosoka
-Nie on najzwyczajniej zwiał. Dziwna sytuacja. Pewnie był pijany. Dobrze że tak to się skończyło.
-Dobrze.!? On nawet nie sprawdził czy jesteś cały?! Cholera. Nawet nie chcę myśleć co by było...
-Nie panikuj. Zbynio mnie zgarnął a po auto przyjechała moja firma ubezpieczeniowa. Nic mi nie jest.!
-Sory ale ty zawsze byłeś i jesteś świetnym kierowcą a takie incydenty ci się nie zdarzały. Nie rozumiem- i w głowie mrugnęła mi czerwona lampka z treścią "MATEUSZ"
-Daj spokój. Więcej to się nie zdarzy!.- Grzesiek mocno mnie przytulił.
-Mam nadzieję. A poznałeś kto to był za koleś?! Znasz go?? W końcu to niedaleko od twojego mieszkania.!
-Nie ale wydawał mi się znajomy z budowy ciała. Nie gadajmy o tym. Chce cię przytulić.! Żadna laska nigdy się tak o mnie nie martwiła. To fajne.- wciągnął mnie w swoje ramiona.
-A dużo miałeś tych lasek??
-Ehh było ich z 15. Nie dużo.!?
-Nie dużo? Wiesz co lovelas z ciebie szujo jedna. Serio pytam.!
-Tak serio to przed tobą były tylko dwie. Głupie i nic nie warte znajomości. A ty ilu kawalerów miałaś coo?!
-Był tylko Mateusz. myślałam że on będzie na całe życie. Zwykły błąd.
Nasza rozmowa rozwinęła się tak że chwilę potem wtuleni w siebie leżeliśmy w jego salonie na kanapie.

W ramionach Grześka jest mi bajecznie. Człowiek zapomina o wszystkim. Obejrzeliśmy jakieś dwa filmy a ja nie chciałam wysuwać się z jego silnych objęć. Nawet nie wiem kiedy z 11;00 godziny zrobiła się 18;00. Dotarło to do mnie kiedy zadzwonił dzwonek do jego mieszkania. Niestety musieliśmy wstać.

-Synku, co tak długo nie otwierasz. Przeszkadzam ci?!- to jego matka!!!!!
-Nie mamo. Ja nie jestem sam. Ale chętnie cię poznam z...
-Daj spokój przecież znam Marlenkę. Poznałyśmy się w święta.
-Tylko że to nie jest...
-Dzień dobry.- Weszłam w słowo Grzesiowi wychodząc do przedpokoju.
-Yyyy, dzień dobry?! A ty jesteś...!- jego mamusia nie jest mną zachwycona
-Vanessa. Miło mi panią poznać.!- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Van-es-sa?! Co to jest za imię. Twoi rodzice nie znają polskich imion.!
-Znają. Osobliście uwielbiam swoje imię. Nie podoba się pani.!?
-Nie jestem zwolenniczką takich .... nawet nie wiem jak to nazwać.!
-Mama przestań.! Vanessa próbuje być miła a ty jesteś źle nastawiona.- Grzesiek próbuje ratować sytuację
-To nic złego że lubiłam Marlenę. Czemu się rozstaliście. To była miła gustownie ubrana dziewczyna robiąca magistra. W podobnym wieku a nie.. jakaś małolata. Nie jesteś aż tak zdesperowany Grzesiu?!. Proszę cię co ty widzisz w tej dziewczynce. Myślałam że masz lepszy gust.  -spojrzała na mnie z widoczną pogardą.
-Mamo, ja lubię Vanessę to moja znajoma....
-Ja i Grzesiek jesteśmy tylko znajomymi. Przyszłam Pożyczyć od niego książkę. Wezmę ją i już pójdę.- Poszłam do salonu i z regału chwyciłam pierwszą lepszą książkę.
-Vanessa, jaa..- Grzesiek nie umie wybrnąć z tej sytuacji.
-Nie przestań. Jesteś dobrym kolegą. To tyle. A panią było mi bardzo miło poznać. Już lepiej pójdę. A ty Grzesiek pozdrów Marlenę.!- starałam się nie wypowiedzieć tego z sarkazmem ale chyba mi się nie udało.

Wybiegłam z jego mieszkania ze łzami w oczach. Przed wyjściem z klatki najzwyczajniej w świecie się rozryczałam. Wsiadłam w auto i na siedzenie pasażera rzuciłam tą cholerną książkę. Po chwili chwyciłam ją i wróciłam do klatki. Wrzuciłam ją do skrzynki na listy Grześka. Potem pojechałam prosto do domu. Jak on mógł?! Wstydzi się mnie przed matką?>. Może faktycznie to prawda. Nie pasujemy do siebie?!. Cholera. Wszystko się zjebało.Zaraz po przyjeździe do domu otuliłam się w miękki koc i ułożyłam w salonie przed telewizorem. Norbert i tata siedzą u mamy i małego Bartka. Nie minęła godzina kiedy w drzwiach zobaczyłam Grześka. Jak na złość byłam lekko rozmazana i ciut załamana. Wstałam z kanapy odgarnęłam włosy z policzka przetałam oczy i podeszłam do holu. Stał nieruchomo wpatrując się we mnie:

-Książkę zostawiłam w twojej skrzynce. Kolego!- syknęłam na dzień dobry
-Huj z nią! Musimy pogadać. Skarbie przepraszam. Nie chciałem żeby tak wyszło...
-Nie skarbuj mi teraz. Ta akcja była tak niezręczna dla mnie a ty nie powiedziałeś słowa w mojej obronie. Wiesz jak się poczułam kiedy nazwałeś mnie tylko swoją znajomą. Wstydzisz się mnie przed własną matką...- I znowu się rozpłakałam
-Nie to nie tak.. Ja... Wybacz
-Ja chce mieć chłopaka który jest twardy i zdecydowany a nie ciotę która boi się własnej matki.!
-Ja się jej nie boję. Ona jest wymagająca. Nie znasz jej.
-I nie chcę poznać.- Wbiegłam mu w słowo- Jest straszna, ocenia ludzi po pozorach. Oceniła mnie już po pierwszej sekundzie. Ja, ja nie wiem czy ona mnie kiedyś zaakceptuje. I po tym wszystkim ja sama siebie nie akceptuję przy tobie. I teraz nie chcę o tym mówić. Chcę być sama.!-  pokazałam mu drzwi wyjściowe
-Vanessa, ja bardzo cię przepraszam. Zachowałem się jak dupek. Rozumiem że nie chcesz ze mną gadać. Pójdę już.. Paa- chciał mnie pocałować ale szybko się cofnęłam.

Wyszedł a ja się rozkleiłam. Tak bardzo kocham tego debila. Było już tak dobrze aż pojawiła się jego matka. Wszystko popsuła. Wyłączyłam telewizor i poszłam na górę. Weszłam do wanny wypełnionej wodą z moim ulubionym płynem do kąpieli Na relaksowaniu się spędziłam jakąś godzinę. Po wykąpaniu się i ułożeniu w łóżku było jakoś po 20. Już miałam zasnąć kiedy na mój smartfon przyszedł sms. To od Krzyśka Ignaczaka. Przypomina mi o jutrzejszej imprezie w naszym klubie. Kurwa!! Kompletnie zapomniałam.Jutro mama i Bartuś wychodzą ze szpitala a poza tym nie mam ochoty na imprezę. Stwierdziłam że nie będę zamykać się w domu i pójdę. Zmęczona i wkurzona na świat poszłam spać. Sen miałam dość dziwny. Śnił mi się Mateusz i rodzice a do tego nasz maluszek. Obudziłam się jakoś po 6 rano. Wstałam wskoczyłam w dreski i pobiegłam do parku. Lubię biegać. Mogę wtedy dużo spraw przemyśleć. Przebiegłam przez dwa parki i kilka alejek. Gdy wróciłam do domu było po 9;00.Ojciec zwarty i gotowy czekał na mnie bo razem mamy jechać po mamę..

-Wiem przepraszam. Daj mi 10 minut. Ogarnę się.! Krzyknęłam do taty i pobiegłam pod prysznic.Zrboienie się na gotową zajęło mi jakieś 15 minut. Z torebką i kluczykami do auta zbiegłam do taty i razem udaliśmy się do szzpitala. Mama ubrana i gotowa do wyjścia a mój maluszek w nosidełku. Kilka podpisów i wychodzimy ze szpitala. Tak, teraz to jest bardzo proste. Około 11 byliśmy w domu a mama sprawdzała czy jest porządek. Ona ma jakąś manię. Ja uspałam małego i siedząc przy jego łóżeczku włączyłam na tablecie fejsa. 4 wiadomości od Kosy i 2 od Dżasty z Londynu. Odpisałam koleżance a tamte zostawiłam bez komentarza. Zlajkowałam kilka zdjęć sama co nieco napisałam w poście a potem się wylogowałam. Dzień lekko męczący. Mama wysłała mnie na zakupy do pobliskiego sklepu. Potem przewijanie braciszka i kąpiel a gdy już spał ja zaczęłam zbierać się na imprezę. Wybrałam malinowe rurki, do tego biała bluzka i żakiet, beżowe szpilki na platformie i neonowe dodatki. Całość wygląda w sumie ładnie. Nie chce mi się przebierać więc o 20 tak ubrana wychodzę z domu. Gdy wchodzę do klubu w środku jest już całkiem sporo osób ale i tak bez zbędnego szukania znajduję naszą ekipę. Krzyś z Iwonką, Kurek z dziewczyną, Zbynio z Michałem, Ruciak i Nowakowski i jeszcze kilku wysokich chłopaków. Podeszłam do Zbynia i usiadłam obok niego.

-Oo moja mała. Jakiego drinka pijesz?! Albo nie!!! Zaskoczę cię.!- Zbysiek wyskoczył z loży i pobiegł do baru...
-A gdzie Kosa?! Myślałam że będziecie razem?!- Iwona spojrzała na mnie podejrzliwie zaczyna drążyć temat.
-Nie jesteśmy razem. To taka przerwa. Przyda nam się.!- westchnęłam do koleżanki a wszystkie oczy spoczęły na mnie
-Jestem. "Sex on the beach" czy jakoś tak. A potem możemy iść na plażę i wiesz...- Zbynio zabawnie poruszył brwiami co mnie rozśmieszyło.
-Dzięki Zbysiu. Przyda mi się procent.- dałam mu buziaka w policzek po czym chwyciłam drinka i zaczęłam pić.

W połowie imprezy byłam już lekko na fazie. Wywijaliśmy z Zibim i Miśkiem na parkiecie. Byłam w niezłym nastroju. Zbyszek obracał mnie i obejmował a gdy mnie przechylił mało nie zemdlałam. A to dlatego że zobaczyłam Kosoka przyglądającego nam się spod loży. Zignorowałam go i do końca piosenki bawiłam się z siatkarzami. Po podejściu do loży atmosfera znacznie uległa zmianie.

-Widzę że dobrze się bawisz!. Ze Zbyszkiem!!- Kosa używał sobie żeby mnie urazić.
-Wybacz ale Zbyszek to mój przyjaciel. A on umie traktować kobiety z szacunkiem.
-Co proszę a ja niby nie?!!- Grzesiek się oburzył
-Zbyszek czy byłbyś gotowy przedstawić mnie swoim rodzicom jako swoją dziewczynę?!- spytałam Zbysia
-Noo, a czemu by nie. Polubili by cię.!- Zbyszek pocałował mnie w policzek- A czemu o to pytasz.!??
-Bo widzisz Kosa wczoraj przedstawił mnie matce jako swoją znajomą.
-Coo>?? Ile wy jesteście razem?! Co ty odpierdalasz Kosa?!- Igła się oburzył
-To nie tak. Nesska nie spodobała się mamie. Zaczęła ją obrażać. Ja.....
-Broniłeś jej tak?! Wyjaśniłeś jej kim jest dla ciebie Vanessa- Ignaczak dociekał
-Nie ja wyszłam a on został z mamusią.! Nie jestem najwidoczniej zbyt dobra dla niego. Sory ale zrobiło się drętwo. Idę do domu. Miło mi było z wami imprezować. Ciao!!!- chwyciłam żakiet, torebkę i udałam się w stronę drzwi. Chodniki są o tej porze ciepłe więc zdjęłam buty i szłam boso. Jakieś 10 metrów od klubu dogonił mnie Zbynio.
-Odprowadzę cię. Trochę się wstawiłaś. Nie powinnaś iść sama.
-Dzięki Zbysiu. Będzie mi raźniej.- uśmiechnęłam się delikatnie do Zbyszka i szliśmy sobie powolnym krokiem w stronę mojego domu który był jakieś 15 minut drogi spod klubu. Szło się nam całkiem miło tylko pod koniec drogi pożałowałam zdjęcia obuwia.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Na dziś to by było tyle. Kolejna 17 części historii Nessy i Kosy. Komu się podoba proszę o pozostawienie komentarza:*** Następny jakoś za 2 góra 3 dni. Krótki bo i czasu mało. Obiecuję że będę nadrabiała zaległości. Zachęcam do czytania. Buśśka:***

1 komentarz:

  1. Ey! Ale kanalia z tego Kosy, takie zachowanie, wobec Nessy? Ja się pytam co to jest!? Widzę, że syneczek mamuni? O.o
    Ale Zbynio no no , szcuneczek. Ciekawe jak skończy się, ten powrotny spacer do domu ; d
    pozdr :*

    OdpowiedzUsuń