-Nesska przepraszam.- Grzesiek patrzy na mnie tym zbolałym wzrokiem
-Jaa muszę już iść. Jestem zmęczona i... boli mnie noga. Sory i narazie wszystkim.- pożegnałam się szybko z wszystkimi i wybiegłam z hali w której odbywał się mecz.
Odjeżdżając z pod hali w głowie mam niezły mętlik. Kosa wyjeżdża.? Serio? I w tym momencie do oczu napływają mi łzy. I to teraz kiedy tak dobrze nam się układało. W dość szybkim tempie dojechałam do domu. Kurwa!!- zaczęłam uderzać rękami w kierownicę. Weszłam do domu i szybko położyłam się spać. Chcę zapomnieć o tym dniu. Ze łzami w oczach i wspomnieniem słów Kosy o jego wyjeździe zasnęłam. Nie wiem jak to się stało ale obudziłam się o 8;50 i nie obudził mnie płacz małego. Musiałam bardzo mocno spać. Wstałam ubrałam się w luźne dresy i zeszłam na dół do kuchni. Telefon zostawiłam w samochodzie więc nie wiem czy ktoś dzwonił czy nie. Zrobiłam sobie mocną kawę i poszłam do siebie. Włączyłam facebooka i oniemiałam: 10 nieodebranych wiadomości i wszystkie od znajomych siatkarzy. Każdy pyta mnie czy u mnie wszystko ok. Odpisałam że tak i zaczęłam sie zbierać w sprawie auta. Wcześniej jeszcze pojechałam na myjnię. O 14 punktualnie zjawił się chętny który się ze mną umówił. Okazało się że znam faceta a on już dawno ostrzył pazury na ten samochód. Sprzedałam go w dość szybkim tempie. Kiedy załatwiłam wszystko wróciłam do domu. Okazało się że czeka na mnie Kosa. Siedzi z mamą w salonie i ostro o czymś rozmawiają. Weszłam do salonu a on szybko wstał:
-Jesteś. Martwiłem się. Musimy porozmawiać.- patrzył z bólem w oczach
-O czym o twoim wyjeździe. Nie chcę. Sory- uniosłam ręce w obronnym geście i poszłam do swojego pokoju. Nie mięła minuta kiedy pojawił się w nim także on.
-Nesskuś. Wybacz mi to. To nie moja wina że mi to zaproponowali. Ja mam czas do namysłu. A ty? Ty możesz przecież jechać ze mną.!?
-Co?! Jak ty to sobie wyobrażasz co?! Ja nie mogę. Kosa pomyśl tylko. Nie!! Ja mam tu życie. Znajomych.!
-To tak jak ja. Ale przecież my tu wrócimy.!- patrzy na mnie tymi wielkimi oczami
-A co jeśli ci przedłużą tą umowę. Jeśli ci się tam spodoba. Nie zechcesz wrócić. Nie nawet nie chcę myśleć o wyjeździe. Nie ma tematu.
-Czyli co?! Mam odmówić.?
-Zrobisz co zechcesz. To ma być twoja decyzja. Jesteś dorosły. Nie pomogę ci.
-Kurwa. To skomplikowane. To dla mnie taka szansa na karierę ale ty, ty to szansa na życie. Na udane życie. Ja pierdolę.....
-Kosok, nie klnij tylko myśl. Ja cię przepraszam ale chcę być sama. Zadzwonię do ciebie ok?!-otworzyłam mu drzwi
-Ok. Nie będę cię męczył. Pa skarbie.- chciał mnie pocałować ale się odsunęłam
-Cześć Grzesiek.- zamknęłam za nim drzwi. Nie mija 5 minut kiedy zjawia się mama.
-Kotek co się stało. Pokłóciliście się.?- przeszła do rzeczy
-Nie to jest bardziej skomplikowane... Kosa wyjeżdża. Dostał propozycję pracy we Włoszech. Nie wie co robić.- usiadłam na łóżku
-Och to przykre. A ty co byś chciała żeby zrobił?- usiadła obok mnie
-Zeby został. To oczywiste. Tylko że ja nie mogę mu kazać. Znienawidzi mnie za to. Nie chcę go stracić mamo...- rozpłakałam się
-Wiem, wiem. Moja biedna nie masz ty szczęścia do chłopaków. Co kolwiek on zrobi ty nie możesz mu niczego zabronić. On będzie wiedział co zrobić. Daj mu czas. Niech wszystko przemyśli.- przytuliła mnie
-Boję się że to się skończy. Ze się rozstaniemy. Ja go kocham mamo...
-Widzę jak na niego patrzysz. Tak mi przykro. Nie wiem co ci powiedzieć. Ćććć... nie płacz. Ułoży się zobaczysz....
-TYDZIEŃ PÓŹNIEJ-
Kosa dzwonił do mnie kilka razy ale nie wiem czy chcę go jeszcze widzieć. Zalezy mi na nim a że on wyjeżdża nie chcę się do niego przywiązywać. Obudziłam się we wtorkowy poranek w świetnym nastroju. Dziś kupuję nowe autko. Razem z tatą jedziemy do komisu w którym upatrzyłam moje cudo. Jestem nabuzowana pozytywną energią. Po wypiciu kawy i szybkim śniadaniu wsiedliśmy z tatą w ich samochód i po godzinie wróciłam swoim nowym autkiem. Niewiarygodne że teraz można to tak szybko załatwić. Noga już mnie nie boli a lekarz na wizycie kontrolnej powiedział że już jest wszystko ok. Dziś impreza u Zbyszka i Michała. Zamierzam się tam pojawić. Wybieram na tą okazję miętową sukienkę z kokardą i dość sporym dekoltem na plecach. Do tego kremowe szpilki. Jak ja dawno nie chodziłam na obcasach. Cały dzień mam jakieś zajęcie. Kiedy widzę ile uwagi i czasu trzeba poświęcać dzieciom to odechciewa mi się być matką. Przynajmniej narazie. O 20;00 wsiadam do auta i jadę w kierunku bloku Zbyszka. Kiedy wchodzę na górę widzę że impreza już trwa. Na miejscu są już Krzyś z Iwonką, nowa dziewczyna Michała, Kurek z panienką, Kosa i sporo innych ludzi. Witam się z wszystkimi i podchodzę do Grzęśka:
-Cześć. Dawno cię nie widziałam.!- spojrzałam na niego ze smutnym wzrokiem
-Hej mała. Ja ciebie też. Słuchaj ja......
-Nie mówmy o tym teraz. Przyzwyczaiłam się do myśli że ty wyjeżdżasz. Otrząsnęłam się i teraz jest ok. Nie komplikujmy tego.- uśmiechnęłam się
-Jasne. Ale będziemy musieli o tym pogadać. Nie ma wyjścia. Ja chcę ci wyjaśnić i...
-Wypersfadować?!
-Oj tak to powiedziałem.. Nie mialem tego na myśli. W szoku byłem.- chwycił mnie za rękę.
-Rozumiem. Nie denerwuj się. Teraz to nie jest ważne. Przyzwyczaiłam się do myśli że to koniec.- uśmiechnęłam się delikatnie
-A ja nie mogę się przyzwyczaić. Gdybym tylko dostał propozycję z kraju nie wahał bym się. Został bym z wami ale nikt nie dał mi szansy. Nie chcę wyjeżdżać, ale na obecną chwilę nic mnie tu nie trzyma.
-Rozumiem. Zrobisz jak zechcesz. Kiedy miałbyś wyjechać.?!
-Za 3 tygodnie. Cały czas jeszcze się waham.
-Jedź. To dla ciebie niesamowita szansa. Drugi raz możesz jej nie dostać. Sam mówisz że nic cię tu nie trzyma...
-Oj źle się wyraziłem....
-Nie.! Nie tłumacz się bo nie masz z czego. Jakoś źle się czuję. Wracam do domu. I nie chcę cię więcej widywać bo ciężej będzie mi znieść twój wyjazd. Przepraszam!?- odwróciłam się i skierowałam w stronę drzwi.
Wybiegłam z klatki bloku Zbyszka i Michała. Wsiadłam do mojej nowej audicy i w lusterku wstecznym zobaczyłam Kosoka rozglądającego się po parkingu. Nie wie że zmieniłam auto, nie zdążyłąm się pochwalić co teraz wyszło w sumie na dobre. Nie chcę z nim rozmawiać. Za dużo mnie to kosztuje. Po jakiejś minucie zrezygnował i wrócił do klatki. Wtedy odpaliłam auto i skierowałam się do domu.
Wjechałam na podjazd włączyłam alarm i weszłam do domu. Wszyscy już śpią. Mały potrafi wykończyć wszystkich domowników co mnie nie dziwi. Wzięłam szybki prysznic i od razu spać.
Obudził mnie dopiero dzwięk sms-a. Przetarłam oczy i co widzę... Wiadomość od Mateusza?! Zapomniałam że dziś są moje urodziny a on przesyła mi życzenia. Dobre co?! On pamięta a ja nie... Odpisałam że dziękuję i wstałam. W luźnych dresach i związanych włosach bez makijażu zbiegłam na dół po kawę. Co zastałam?! Gotową kawę i urodzinowe śniadanie.Zjadłam bez większego pośpiechu i odebrałam prezent od rodziców i brata. Ucieszyłam się z iPoda i łańcuszka z literą V. Po włożeniu naczyń do zmywarki poszłam do siebie ubrać się wyjściowo. Ubrałam białe spodenki czarną luźną bluzkę z nadrukiem ciemne okulary i czarne conversy. Spięłam włosy w koczka i zarzuciłam na ramię moją ulubioną torbę. Wyszłam z domu jakoś koło 11;30 i udałam się do galerii handlowej a potem na basen. Po zrobieniu rundki po sklepach i zakupieniu kilku nowych rzeczy właśnie miałam wsiadać do mojej audiki kiedy ktoś wyraźnie mnie zawołał:
-Nesska?? Czekaj?- odwróciłam się by zobaczyć kto to..
-Zbyszek?! No cześć.. A co ty tu robisz.!- podszedł do mnie wysoki brunet
-A jak myślisz... Zakupy.! A ty czemu wsiadasz do obcego auta coo??
-TO auto jest moje. Kupiłam ledwie wczoraj może...Tak się złożyło
-Czemu wczoraj tak szybko wyszłaś... Miałem nadzieję że ostro pobawimy a tu...
-Ja wiesz źle się....
-Kosa!. Się nie tłumacz. On też wczoraj szybko wyszedł. Weźcie wy się dogadajcie do cholery.!
-To nie jest takie proste. On wyjeżdża a ja nie chce go zatrzymywać i go blokować.- spuściłam głowę tak że patrzę teraz w asfalt
-Hejjj.... Żadko zdarza się żeby dwoje ludzi tak do siebie pasowało jak wy dwoje...
-To nie ma znaczenie Zbyszek!!! To koniec...
-Szkoda. Pasujecie do siebie a tu ten cholerny kontrakt na dwa lata- wzruszył ramionami.
-Tak bywa. Może kiedy wróci jeszcze kiedyś się spotkamy...
-Narazie to ja zapraszam cię na kawę. I nie ma żadnego ale oki?!- złapał mnie za rękę i prowadzi do pobliskiej kawiarni
Posiedzielismy jakieś 30 minut a ja zapomniałam o Kosie i tym jak bardzo będę za nim tęskniła. W pewnej chwili do Zbyszka przyszła wiadomość. Po odczytaniu jej spojrzał na mnie ze złością:
-Czemu nic nie mówisz co!? Masz dzisiaj urodziny dziewczyno!!!
-Coo? O czym tu mówić. Z roku na rok coraz starsza i mam jedną zmarszczkę więcej.- uśmiechnęłam sie
-Mało czasu na zorganizowanie imprezy ale dam radę. Dziś idziemy do klubu Olimp. Innej opcji nie ma. Dam znać ekipie. Ty masz być przed wejściem punkt 20;00. Ja musze lecieć, a rachunek zapłaciłem. Paa.- cmoknął mnie w policzek i wybiegł.
-Co czekaj. Zbyszek!!!- usmiechnęłam się sama do siebie
Wróciłam do domu jakoś koło 16;00. Pobiegłam na górę i zaczęłam grzebać w szafie. Na imprezie wystapię w kremowej szerokiej bluzce włożonej w czarną skórzaną spódnicę i w czarnych szpilkach. Nic innego nie jestem dzis w stanie wymyślić. Wskoczyłam do wanny pełnej wody, pachnącej jaśminowym płynem do kąpieli. Wykąpana posmarowałam całe ciało delikatnym balsamem i zajęłam się włosami. Zakręciłam je w delikatne fale. Paznokcie pomalowałam na czarno. Zamówiłam taksówkę na 19;30. Zamierzam pić więc autko zostawiam w domu. Ucałowałam braciszka pożegnałam się z rodzicami i wyszłam gdy tylko zjawiła się taksówka. Pod klubem zjawiłam się o 19;55. Przed wejściem czeka na mnie Zbyś.
-No jesteś. Czekam i czekam. Chodź wchodzimy.- chwycił mnie za rękę
-Halo. Jestem punktualnie. Nie czepiaj się.- mrugnęłam do kolegi
-No jesteście. Już się baliśmy że zwialiście. - Igła jak zwykle z kamerą kiedy podeszliśmy do naszej lozy
-A no jesteśmy. No to dajemy- i wszyscy zaczęli śpiewać "Sto Lat"
-Nie no błagam... Nie lubię tego. Haloo!! Słyszy mnie ktoś?!- Chciałam żeby przestali ale nic z tego
Chwilę później Iwonka, Krzyś, Kubiaczek, Zbyś, Kurek i Cichy składali mi pojedynczo życzenia. Następny podszedł do mnie Kosa:
-Wiem że mnie nie chcesz widzieć ale...
-To nie jest tak że nie chcę cię widzieć. Ja nie chcę robić nam krzywdy. Zrozum to.- uśmiechnęłam się przez ból
-Wiem. Kocham cię mała. I życzę ci spełnienia wszystkich marzeń. I ja wiem że one się spełnią.- pocałował mnie i mrugnąl do mnie
-Dzięki. Chyba jednak nie wszystkie. Mam takie jedno co się nie spełni.- do oczu napłynęły mi łzy
-To się okaże. Nie płacz. Świętuj z nami. Cieszmy się.- chwycił moją dłoń
Po godzinie impreza trwa w najlepsze. Rytualnie muszę zatańczyć z każdym siatkarzem. Z Iwoną też się pobawiłyśmy. Lekko wstawiona ale zadowolona- tak się czułam. O 24;00 chłopaki wniesli mój prezent: Pluszowego miśka ludzich rozmiarów z założoną koszulka Resovii. Na koszulce napisane były życzenia i dzisiejsza data + podpisy wszystkich. Cału klub w tym czasie śpiewał " Sto Lat" na wyraźne polecenie Bartmana. Nie wiem czy to wina alkoholu czy szczęścia że mam takich przyjaciół, ale lekko się popłakałam. Oprócz tego dostałam jeszcze śliczną bransoletkę od Iwonki i prezent od Kosy ale kazał mi go otworzyc dopiero w domu. Schowałam go do torebki i w dlaszym ciągu wygłupiałam się głównie ze Zbyszkiem. Lepszego partnera do kaleczenia śpiewu i tańca nie miałam nigdy.
Misiaka nazwałam "Asseco" z myślą że to chłopiec. Wyszliśmy z klubu coś koło 4 nad ranem. Chłopaki uparli się żebyśmy wracali na piechotę więc nie było sperzeciwu. Biednego misia niósł na przemian albo Michał Kubiak albo Zbysiek Odprowadzili mnie do domu, zabrałam pluszaka i ledwo patrząc na oczy ze zmęczenia przytulona do niego zasnęłam w moim łóżku. Obudził mnie mój ukochany młodszy brat patrząc na zegarek aż boli mnie głowa. I to nie dlatego że jest 7;25. Przywaliłam głowę poduszką i tak dospałam jeszcze do jakiejś 9;00. Gdy się obudziłam głowa już tak nie boli, patrzę na telefon i widze eden sms. Od Kosy " Otworzylaś prezent??". Niechętnie podeszłam do komody na którą wczoraj o ile pamiętam rzuciłam torebkę i wyjęłam małe czarne pudełko.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jest:) Rozdział 21. Totalny brak pomysłu na to co dalej... Zapraszam do czytania:) Następny może za tydzien a może i wcześniej. Dziś totalny brak mocy na cokolwiek. Buśśka dla wszystkich i miłego dnia:**
świetny rozdział :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam, i życzę weny :*