Kiedy wraca mi świadomość ogarniam że nie mogę otworzyć oczu. Słyszę głosy wokół mnie ale moje ciało odmawia mi jakiego kolwiek posłuszeństwa. Słyszę Zbyszka, Michała, I Kosoczka. Są też moi rodzice. Rozmawiają między sobą i kiedy walczę ze sobą żeby podnieść powieki od razu zasypiam. Kiedy się budzę znowu ogarniam że nie otworzyłam oczu. Co jest do cholery. Czuję czyjś dotyk na swojej dłoni. Wszędzie poznam tą dużą dłoń. To mój Grześ!!! I kiedy w duchu się usmiecham dostrzegam światło. Taaaak!! Udało mi się otworzyć oczy. Najpierw czuję się oślepiona a potem już tylko zszokowana. Błądzę oczami po wielkim białym pomieszczeniu i gdy ruszam lekko dłonią Kosa ogarnia że nie śpię.
-No wreszcie.! Odleciałas nam na dwa dni. Tak się cieszę.- mocno mnie pocałował
-Co się stało. Gdzie jestem??- jeszcze do końca nie ogarniam
-W szpitalu. Zemdlałaś w domu. Już wszystko jest ok.!- uśmiechnął sie
-Jak to zemdlałam. Mi nic nie jest.- i wtedy zczaiłam że jestem podpięta pod kroplówke i jakieś inne wymyślne urządzenie
-Taak>?? To czemu zemdlałaś. Lekarze nie wiedzą co ci jest a ty wiesz. Leż a ja wołam kogoś. Bez ruchu.- kiwnął palcem i wyszedł.
Chwilę potem badał mnie jakiś koles w podeszłym wieku i zadawał mnóstwo dziwnych pytań. Czy mam mdłośći?? Czy nie boli mnie głowa?? i takie tam różne.W sumie czuje sie dość dobrze i chcę wracać ale muszę zostać dopóki lekarze nie dowiedzą się co mi jest. Rodzice warczą na mnie że narzekam na szpital ale co mogę zrobić. Chwilę później w drzwiach widzę moich siatkarzy i Iwonkę z dziećmi.
-Cześć. Przepraszam ale nie miałam ich z kim zostawić.- wzruszyła ramionami
-Hej. Nic się nie dzieje. Nie przeszkadzają mi- uśmiechnęłam się
-Przepraszam, co pan Batman pani zrobił.- spytał Seba
-Ooo nie nic mi nie zrobił. Ja sama sobie zrobiłam. W sensie to moja wina- rozbawił mnie
-No i ma pan szczęście.- mały pogroził Zibiemu na co wszyscy wpadliśmy w śmiech
-A poważnie jak ty się czujesz.?- Iwonka spytała z troską
-W sumie ok. Tak jakos dziwnie ale ok.!
-Nikt nie wie co ci jest. To podejrzane.- Zibi nabąknął
-Nie ma jeszcze wyników badań geniuszu.- pokazałam mu język
-No ale lekarze dziwnie na ciebie patrzą. Nie zauważyłaś?!
-Ej Zbyszek. Nie strasz mnie. Weźź- przeraziłam się trochę
-Ehh Zbyszek ty jak co palniesz to ni się śmiać ni płakać.- Igła go ochrzanił
Siatkarze posiedzieli chwilę ale póżniej mieli trening więc musieli się zmywać. Pożegnałam buziakiem każdego po kolei i zostałam sama. Nudzi mi sie strasznie, na sali leżę sama więc mnie trochę ponosi. Rodzice obiecali dowieźć laptopa ale do tego czasu to ja chyba zgłupieję. Przeszłam sie trochę po oddziele ale to nudne więc wróciłam do łóżka. Wzięłam telefon i zaczęłam pisać sms-y do znajomych. Dziś wieczorem mają być wyniki badań. Zbyszek mnie poddenerwował i teraz za każdym razem jak widzę lekarza skacze mi ciśnienie. Jestem w szpitalu pełnym lekarzy więc staje się tak bardzo często. I jeszcze ta szpitalna piżama. Poprostu chce mi się płakać. Czas leci nieubłaganie powoli a ja nawet nie mam z kim pogadać. Po dwóch godzinach do szpitala dotarli rodzice. Mama przywiozła mi moją piżamę a ja od razu się przebrałam. Dowieźli też laptopa i kilka osoblistych rzeczy.
-Jak się czujesz mała.?- tata usiadł na skraju łóżka
-Dobrze. Nie wiem po co oni mnie tu trzymają i łóżko blokują.! Ja chcę do domu.- zrobiłam smutną minę
-Ejj musiał być powód że zemdlałaś. Nie było cie z nami przez dwa dni, to nie jest normalne. Zrobią badania i się dowiemy.!- tata mnie skarcił
-Ale kiedy mnie nic nie jest. Nie rozumiem.!
-Dziecko.! Nie szukaj sposobu żeby stąd wychodzić. Zostaniesz tu dopóki nie będzie wiadome co ci jest.!- mama ułożyła mi na szafce sok i pomarańcze.
-Ale kiedy mnie się tu nudzi mamo! Jestem zdrowa!- syknęłam
-Zdrowe nastolatki nie mdleją.!- odpowiedziała mi
-To prawda.! Twoja mama ma rację!.- w drzwiach pojawił się Grześ
-Cześć.! Jesteś... Jak fajnie.!- pokazałam mu gestem żeby usiadł obok mnie i tak zrobił
-I co masz już wyniki.?- mocno mnie objął
-Jeszcze nie ma.! Denerwuje mnie to leżenie.- wydęłam wargi
-To może się zamienimy i pobiegasz sobie przez 1,5 godziny coo??- zaśmiał się
-A czemu nie. W tej chwili energia mnie rozsadza.!
-Dobrze to wy sobie pogadajcie a my z ojcem pódziemy do lekarza. Może się czegoś dowiemy.- mama z tatą stali i wyszli.
Grześ położył się obok mnie i tak leżeliśmy przez jakieś 30 minut a może i dłużej. Wtulona w niego zapomniałam o tym że w szpitalu jestem i że coś może mi być. Z tego stanu wyrwali nas rodzice a z nimi lekarz z zakładką w ręku.
Grzesiek automatycznie wstał i ja też się podniosłam tak że siedziałam. Przywitał się z nami przedstawił i patrzył na moje wyniki. Rodzice mieli miny jakby czekali na wyrok a Grześ, ten to wyglądał jakby sam miał zaraz zemdleć.
-No więc tak Vanesso! Sprawa jest dość poważna.!- zaczął a mnie przeszły dreszcze
-To coś poważnego.?- mama spytała i usiadła obok mnie
-Na to wygląda. Czeka panią jeszcze kilka badań ale jedno jest pewne. Znaleźliśmy coś niepokojącego okolicy pani lewego płuca.
-I dlatego zemdlałam.?
-Nie omdlenie było przyczyną niedożywienia i zmęczenia. Tą plamę- pokazał mi na zdjęciu- znaleźliśmy dopiero podczas badania. Musimy sprawdzić co to jest i to usunąć.
-Czyli narazie nie wiadomo co to?- mama dociekała
-Niestety nie. Zrobiliśmy za mało badań by być pewnym ale prawdopodobnie ma pani guza na lewym płucu. Nie chcę straszyć ale równie dobrze może to być początek choroby nowotworowej.- powiedział a ja zaniemówiłam
-Ale jak to?! Ja nigdy nie chorowałam. Z czego to się wzięło.?- wydukałam
-Nie wiemy dokładnie. Musimy poszerzyć zakres badań. Wszystkiego dowiemy się jutro i będziemy mogli działać. Na razie to tyle. W razie jakiś nowych wiadomości będę państwa informował. Dowidzenia!!- i wyszedł
-Mamooo! Ja, ja jestem chora. Ja mam raka?! Nie chcę umrzeć.!- spanikowałam
-Skarbie nie umrzesz.! Nie pozwolimy na to. A poza tym niewiadomo co to jest.!- mama stara się mnie pocieszyć
-Nie martw się. Nic ci nię będzie. Jeśli będzie trzeba to załatwimy najlepszego specjalistę. Tylko nie płacz proszę.- Grześ ociera moje łzy
-Widzieliście go. Był prawie pewny. Ja się boję. Cholera!!! Czemu akurat mnie to spotyka. Zawsze mam pod górkę. Cholera!!!- wpadłam w szloch
-Wszystko będzie dobrze.- mama gładziła moje ramię
-Nic nie będzie dobrze!- rzuciłam się na łóżko
-Proszę cię nie płacz.!- Grześ próbuje mnie pocieszyć
-Idźcie stąd. Chcę być sama Nie chcę was widzieć. Już wynocha!!!- pokazałam palcem na drzwi
Rodzice i Kosa wyszli. Jestem w totalnej rozsypce. Nie moge być chora. Jestem za młoda. Przecież nic złego nie zrobiłam czemu mnie to spotkało. Te myśli ciągle męczą moją głowę. Przez szybę widze Grześka i mamę którzy się mi przyglądają z troską w oczach ale nie mam siły słuchać tego że wszystko będzie ok, że wyzdrowieję. Zawsze tak się mówi, tyle że to nie prawda. Zamknęłam oczy z nadzieją że zasnę i więcej się nie obudzę. I faktycznie zasnęłam tyle że obudziły mnie głosy dochodzące zpod drzwi.
-Nie mów mi co mam robić. I tak do niej wejdę.!!- Zbynio przekrzykuje Kosę
-Alee...
-Nie obchodzi mnie to Grzesiek. Ona nas potrzebuje. Nie może być teraz sama.- i zielonooki wparował do mojej sali a ja otworzyłam oczy
-Zbyszek jaa.....- zaczęłąm
-Wiem nie chcesz nikogo widzieć. Kosa mnie uświadomił. Nie dam za wygraną. Musimy pogadać. I nie ma ale..- usiadł obok mnie
-No dobra. Ale nie oczekuj jakiejś euforii z mojej strony...
-Nie oczekuję. Oczekuję że weźmiesz się w garść do cholery. Nigdy nie widziałem tak silnej i mądrej dziewczyny jak ty. Nie możesz wiecznie płakac w poduszkę. To nie jest koniec świata. Cała drużyna stoi za tobą murem a ty chcesz się poddać.? Nawet tak nie żartuj. Jesteś ważna dla rodziców, rodzeństwa, znajomych a przede wszystkim jesteś ważna dla mnie ok?! My nie możemy cię stracić. Nie płacz.!!
-Zbyszek ja, ja nie umiem. Chcę ale nie umiem. Przeraża mnie to strasznie. Wiem że powinnam się ogarnąć ale tak strasznie się boję...
-Nie ma się czego bać. Masz nas wszystkich.- pokazał na szybę a tam wszyscy znajomi i rodzina
-Zbyszek. Wiesz co ty jeden wiesz co mi powiedzieć żebym się podniosła z dołka. Naprawdę jesteś niesamowity z tym pozytywnym myśleniem. Dziękuję- rozpłakałam się i mocno objęłam Zbysia.
Zaraz po nim do sali wparował Kosok, Igła z Iwoną Cichy, Kubiak i kilka innych osób. Ogólnie było ich pełno. Wszyscy dodają otuchy i mówią że będzie ok. Aż powoli sama zaczynam w to wierzyć. Zdenerwowana czekałam na wieczorną wizytę lekarza i ostateczną diagnozę. Oczywiście wszyscy czekali razem ze mną. Nie mogłam się ich pozbyć, chociaz w sumie chyba nie chciałam. Po raz pierwszy od 12 godzin jestem pewna że komuś na mnie zależy. Około 18;00 do sali wszedł lekarz a na widok wszystkich bardzo wysokich panów aż mu się okulary osunęły z nosa:
-A co was tu tyle panowie??- pytanie skierował do siatkarzy
-My jesteśmy jako grupa wsparcia.- odezwał się Zbynio
-Obawiam się jednak ze jest was tu za dużo...
-Panie doktorze. Niech oni zostaną. Bardzo proszę. I niech pan mi powie.! Mam tego raka czy nie.!- westchnęłam
-Cóż zobaczmy wyniki....- zaczął sprawdzać papiery a Zbyszek usiadł i chwycił moją rękę
-No iii... -Kosa się niecierpliwi
-Obawiam się że....- zaczął mówić a ja zamarłam
-O nieee... -do oczu napłynęły mi łzy
-Proszę nie wchodzić mi w słowo. Obawiam się że postawiłem nietrafną diagnozę. To na 100% nie jest rak. To poprostu jakiś mały guzek. Krótki zabieg i po problemie.- uśmiechnął się
-Nie jestem chora??- zdziwiłam się
-Niee!!! Prosze mi wybaczyć że narobiłem stracha ale teraz już jestem pewien. Nic złego pani nie jest.- do oczu napłynęły mi łzy
Lekarz wyszedł a ja zanoszę się płaczem. I co ciekawe sama nie wiem dlaczego. Jestem zdrowa. Chłopaki mnie całują i ściskają a ja dalej nie dowierzam. Czuję jakby mi ktoś zabrał coś ciężkiego z głowy i mi ulżyło. Niesamowita sprawa. Po 30 minutach niestety wszyscy musieli wyjść. Ja ułożyłam się na dość niewygodnym łóżku szpitalnym i zasnęłam.
Obudził mnie szmer i szybko otworzyłam oczy. Okazało się że to pielęgniarka coś robiła przy maszynie stojącej obok łóżka. Po śniadaniu czyli jakims obleśnym grysiku i bułce z miodem do sali przyszedł ten sam lekarz który wczoraj uratował mnie od depresji. Dziś mam mieć zabieg usunięcia tego czegoś z mojego płuca. Podobno to nic strasznego i nie mam się czego bać ale jednak stres się pojawia.
Ostatnie co widzę tego dnia to rząd białych prostokątnych lamp a potem już tylko ostre światło i rozmazane twarze. Kiedy się budzę spowrotem leże w mojej sali a obok mnie siedzi Zbyszek. Dziwi mnie że to akurat on siedzi przy mnie ale z drugiej strony bardzo cieszy:
-Zbyś.? Co ty tu robisz??- uśmiechnęłam się delikatnie trochę obolała
-No Nesska. Wkońcu. Czekam aż otworzysz te piękne ślepia. Grzsiek poszedł po kawę. Zaraz przyjdzie. Jak ty się czujesz?!
-Dobrze. Trochę obolała ale jest ok.- puściłam oko siatkarzowi
-Martwiłem się. Podobno coś się skomplikowało podczas zabiegu. Z tobą zawsze coś jest nie tak mendo.!
-Spadówa!! Było się nie martwić. Po co sie martwiłes.?
-Aleś ty głupia. Jak mogę się o ciebie nie martwić. Jesteś dla mnie ważna. Dla nas wszystkich.
-To mówisz że Kosa też tu jest. -zarumieniłam się od wyznania Zibiego
-Tak. Powinien już być. Może automat do kawy jest zbyt skomplikowany.- zaśmiał się
-Wcale niee!1 Jestem- Kosa wparował do sali z dwoma kubkami kawy
-Cześć Kocie.!- uśmiechnęłam się
-No hej mała. Jak się czujesz.!?- pocałował mnie w policzek
-Dobrze. Chcę wracać do domu. Źle działa na mnie to miejsce.- obejrzałam się po pomieszczeniu
-Wiem, ale narazie nic z tego. Przez tydzień zostajesz. Nie martw się nie zostawimy cię tu samej co nie Zbychu.? -usmiechnął się
-A jak. Nie uwolnisz się od gości. Zobaczysz. Na pewno nie będziesz się nudziła. JA na pewno będę codziennie.!- Zbyszek wybuchł ze swoim wyznaniem
-Hahaaa- zaczęłam się śmiać ale zabolała mnie klatka piersiowa i przestałam
~Tydzień później ~
Wczoraj wyszłam ze szpitala. Kiedy mama z tata przywieźli mnie do domu poczułam ulgę. Nie wolno mi się przemęczać ale i tak nie miałam zamiaru tego robić. Gdy weszłam do domu czeka na mnie największa niespodzianka jaką w życiu widziałam: Norbert sprowadził do domu wszystkich moich przyjaciół. Są siatkarze, znajomi ze szkoły, dziadkowie, i rodzina. Zbyszek i Kosa wystrzeliwują konfetti a babcia w rękach trzyma wielki tort. W moich oczach pojawiają się łzy. Po minucie już przytulam sie z wszystkimi i dziękuję za niespodziankę każdemu z osobna. Mały się obudził więc wzięłam go na ręce i chodziłam z nim po domu. Tak dawno nie trzymałam go na rękach.
Wszyscy dobrze się bawią łącznie ze mną. Co prawda nie mogę pić alkoholu ale i tak jestem zadowolona. Siedzę i śmieję się do kamery w kolejnym ujęciu nastepnego odcinka " Igłą szyte" kiedy do drzwi dowoni dzwonek. Wstałam i w pospiechu podbiegłam do drzwi. Bez zastanowienia otwieram i zaraz tego żałuję.
-Co tu robisz?!- pytam zdenerwowana na widok Mateusza
-Jak się czujesz?!- spytał z uśmiechem
-Dobrze. Po co przyszedłeś?!- kontynuuje
-Chciałem cię zobaczyć. Czytałem o tobie w gazecie. Jesteś teraz sławna.! Gratuluję.!- syknął
-O czym ty bredzisz?! Jakiej gazecie?!
-To ty nic nie wiesz. W lokalnej gazecie pojawiła się notka o tobie i tym twoim siatkarzynie.!- zaśmiał się
-Coo?! W której?- moje oczy są wielkie jak spodki
-O tej.! Proszę. Poczytaj sobie. Narazie.!- podał mi zwinięty rulon i sobie poszedł.
Zamknęłam drzwi i wzięłam się za czytanie. Z sekundy na sekundę coraz bardziej rozwierały mi się usta ze zdziwnienia.
"Jak podaje nasz dziennikarz sportowy, rzeszowski siatkarz Grzegosz Kosok ewidentnie się zakochał. Namierzyliśmy go pod szpitalem na ul. Jana Pawła II gdzie przyjeżdżał codziennie. Najpierw snuliśmy domysły, iż może chodzi o jego rodzinę. Kiedy zapytaliśmy go kto jest dla niego aż tak ważny że codziennie odwiedza go w szpitalu odpowiedział : Jestem teraz niesamowicie szczęśliwy. Vanessa, to najwspanialsza dziewczyna jaką znam. Więcej nie mogę na ten temat powiedzieć. Nie mamy wątpliwości że to do ukochanej siatkarz codziennie przyjeżdżał do szpitala. Jesteśmy jedynie ciekawi kiedy jeden z gwiazd Resovii pokaże nam swoją wybrankę. Pozostaje nam tylko czekać."
-Nessa, co ty robisz. Chodź Zbyszek chce grać w butelkę z twoją mamą. Ktoś musi go ogarnąć.- Kosa podszedł do mnie cały w euforii
-Jaaa... czytam. -pokazuję mu artukuł
-Eee chyba nie jesteś zła że podałem twoje imię.- jego wyraz twarzy wyraźnie się zmienił
-Nie. To piękne co powiedziałeś. Serio.!- ucałowałam go mocno
-Czyli nie jesteś zła??- uniósł brwii
-Nie no co ty.? Jestem szczęśliwa. Chodź do tego Zbyszka.- podałam mu ręke i poszlismy do salonu
Przez resztę wieczoru bawiłam się świetnie. Ostatni goście wyszli jakoś koło 3 w nocy. Zbyszek zasnął na kanapie i mama nie kazała go budzić. Jutro będzie w szoku jak obudzi się u nas. Kosa jutro jedzie do rodziców więc musiał pojechać do domu. Ja położyłam się jakoś koło 4;00 nad ranem. Ledwie zasnęłam kiedy usłyszałam nad sobą głos atakującego:
-Nesska, ta kanapa na dole jest niewygodna. Mogę z tobą?!- zrobił swoje maślane oczy
-Ehhh, no dobra właź, ale masz być spokojny. Spróbuj się wiercić a zobaczysz ze cię zepchnę.- pokazałam język koledze
-Dobra, dobra.- wskoczył pod kołdrę.
I tak ja po prawej stronie a on po lewej stronie łóżka poszliśmy spać. Kilka razy musiałam ciągnąć kołdrę na swoją stronę ale ogólnie ze Zbysiem spało mi się nie najgorzej. Tylko to co zastało mnie rano po przebudzeniu wprawiło mnie w lekki szok i zakłopotanie.
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Noo i rozdział 23 dodany :) Czy tylko ja się czuję tak źle?! Jak sie psuje to już wszystko;/ I dla jasności taka miłość jak Vanessy i Kosy się nie zdarza, a przynajmniej ja w to nie wierzę. Zapraszam do czytania tego i mojego nowego blooga : http://kochaj-i-nienawidz.blogspot.com Tam też pojawią się siatkarskie ciacha :)
Następny pojawi się za jakieś 3,4 dni. Buśśka :***
No i tak ma być! Cieszę się, że Neska żyje, że nie ma raka, że z Kosą wszystko okay!
OdpowiedzUsuńCzekam na więcej, Pozdr ;3
No narazie postanowiłam nie komplikować. Ale to tylko narazie :P Z niecierpliwością czekam na nowości u ciebie czekoladowe-uniesienie :***
OdpowiedzUsuńNo ja ci dam Raka!! Nesska ma żyć. I najlepiej wziąść ślub z Kosoczkiem.!
OdpowiedzUsuńA no i znajdź dla Zbysia dziewczynę tak żeby nie był sam :*