-No Kosa gdzie masz pierścionek?- zaśmiał się Zbyszek
-Cichoo!- szturchnęła go Iwona
-No więc Vanessa, nie jestem godny żeby prosić cię o rękę ale chyba mogę błagac żebyś mi wybaczyła.!- uśmiechnął się.
-Nie rób z siebie głupka. Wstawaj!- warknęłam
-Nie dopóki mi nie...
-Dobra. Ok wybaczam a teraz wstawaj bo stracę cierpliwość.!- założyłam ręce
-No i git. Czyli skoro mi wybaczyłaś to teraz mogę zrobić to..- podniósł sie i od razu wpił się w moje usta
-Co ty do cholery robisz?1- odepchnęłam go od siebie
-Sory. Chciałem sprawdzić czy dalej tak zajebiaszczo smakujesz.!-uśmiechnął się do mnie
-Musze do ubikacji.!- wbiegłam do małej łazienki chłopaków. Musze pomyśleć. Dobrze jest poczuć na swych ustach usta Kosy.
Wyszłam jakoś po 5 minutach i wszyscy zajęli się już albo rozmową albo jedzeniem.Samo to... Jeść o 1 w nocy.! Ale do takich rzeczy trzeba być siatkarzem Resovii.
podeszłam do blatu kuchennego i nalałam sobie kawy z ekspresu kiedy poczułam za sobą znajomo cichy oddech.
-Odejdź nie mam nastroju!- warknęłam
-Nie mogę. Kiedy cie widzę to mnie do ciebie ciągnie. Nic na to nie poradzę.!- Kosa znowu zaczyna
-Prosze cię nie mów mi takich rzeczy bo nachodzą mnie wątpliwości.!- szepnęłam tak żeby te ostatnie wyrazy średnio usłyszał
-Coo? wątpliwości co do czego?- uniósł brwii
-Do tego czy słusznie dałam sobie z tobą spokój!- krzyknęłam w złości
-Wiedziałem!!- też krzyknął i znowu zaatakował moje usta swoimi
-Eyy, tyle że...-odepchnęłam go
-Coo?- złapał oddech
-W sumie pieprzyć to!- i teraz to ja wpiłam sie w usta Grześka
-Ty patrz pogodzili się.!- Cichy ze Zbyszkiem weszli do kuchni
-Zero prywatności...-westchnął Kosa na co ja sie zaśmiałam
-To moja kuchnia!- wtrącił Zibi
-No ii....- Kosa poruszył dziwnie brwiami
-Eee, to ja juz pójdę. Jutro od rana mam wykłady. -Chwyciłam swoją dżinsową kurteczkę
-Odwiozę cię!- zaoferował się Kosa
-Dzięki. Ci dwaj troblodyci przywieźli mnie tu na chama nie pytając o zdanie.!- pokazałam język Igle i Zibiemu
-No to chodź. Jedziemy.- Grzesiek wyjął z kieszeni klucze od auta i pożegnawszy się z wszystkimi wyszliśmy z mieszkania chłopaków
W samochodzie Grześka panuje absolutna cisza. Żadne z nas nie wie jak zacząć rozmowę. Przez 10 minut jazdy zawzięcie myślę o tym czy dobrze zrobiłam. Czy związek z Kosą ma szanse.?
Wysiadłam z samochodu Grześka lekko zawiedziona. Mimo wszystko mam ochotę na bliższe spotkanie z Kosokiem.
-No to narazie.!- Kosa wzruszył ramionami
-Eee, tak no to pa.!- wyjąkałam
-Mam nadzieję że to nie jest nasze ostatnie....- zaczął
-Wejdziesz na górę.!?- wtrąciłam się
-Jasne.! Dzięki.!- cos odpowiedział zbyt szybko
Czułam że ten wieczór nie skończy się zbyt szybko więc jak najszybciej się dało weszliśmy do mojego mieszkania.. Nawet nie wiem kiedy znalazłam sie zamknięta w mocnym uścisku Grześka walcząc z jego językiem. Wszystko działo się szybko, najpierw niezdarne przejście z korytarza do salonu na kanapą a potem szybkie rozbieranie się. Pragnę tego. Tak bardzo tego pragnę. W ciągu kilku sekund po wylądowaniu na kanapie ogarniam że jestem już bez koszulki i spodni. Kosa też szybko wyzbył się ubrania. Jednym zgrabnym ruchem pozbywa się mojego stanika a potem... potem jedyne co pamiętam to szczęście. Uczucie błogiego szczęścia.
-Jak się czujesz?!- spytał oparty na łokciu, spoglądający na mnie
-Świetnie a ty?- oddycham z ulgą.
-Też. Od prawie trzech miesięcy naprawdę świetnie.!- westchnął
-Ja dokładnie!- usmiechnęłam się delikatnie
-To jak co jutro robimy?!
-Grześ ja jutro od rana mam wykłady, później się już umówiłam?!- wyszeptałam
-Z kim się umówiłaś??- użył groźnego tonu
-Hahaa z rodzicami głupku.! Co ci przyszło do głowy. Może że ze Zbyszkiem co?- roześmiałam sie
-No sory no. Teraz jak już tu jestem z tobą i jest ok to nie chcę żeby się coś popsuło.!- westchnął
-No to trochę wyluzuj. Żebyś miał nade mną całkowitą kontrole to musiałbyś być moim mężem.- roześmiałam się
-Ty wiesz że to nie głupi pomysł!- poruszył dziwnie brwiami
-Że jaki niby?- podniosłam się tak że siedziałam obok niego
-No z tym mężem.!- też się podniósł
-Nawet tak nie żartuj. Mam dopiero 20 lat. A poza tym moi rodzice...
-Cholera.! Twój ojciec mnie chyba znielubił co?!- Kasa nagle sie zdenerwował
-Eee.. no tak trochę. Wkurzyło go to jak się zachowałeś. Przepraszam!- wzruszyłam przepraszająco ramionami
-No ale ty mi wybaczyłaś wszystko no nie.!- pochylił się nade mną
-Tak, a tak swoją drogą to jesteś bardzo szybki w działaniu. Dość szybko sprawiłeś że mi złość na ciebie przeszła.!- westchnęłam lekko
-Tak. A teraz jak już się rozkręciłem to dopiero zobaczysz jaki jestem szybki!- Grzesiek poruszył brwiami
-Hahaaa, no nape...- i Kosok wpił się w moje usta tak że nie jestem w stanie się odezwać
Budzi mnie szmer w kuchni i zapach świeżo parzonej kawy. Ja przyjemnie obudzić się po tak mile spędzonej nocy z. Grześkiem. Nie patrząc na zegarek wkładam koszulkę Kosy i wychodzę z sypialni po kubek kawy. Kiedy nalewam ją sobie do kubka czuję się obserwowana. Nie zwracając na to uwagi( bo wiem że to Kosa na mnie patrzy) pociągam łyk kawusi. Mmmmm jaka dobra.
Sekundę później czuję na szyi delikatne pocałunki składane przez siatkarza. Odchylam głowe tak żeby on miał lepszy dostęp do mojej szyi i dostrzegam godzinę.
-Cholera. Już prawie 9;00. Jestem spóźniona.!- postawiłam kawę na blacie i szybko ruszyłam do łazienki. Jedyne co usłyszałam to śmiech Kosy.
Ogarnięcie się zajęło mi jakieś 10 minut. Ubrana w skandynawskie biało- czarne legginsy, biały golf, ocieplane botki na koturnie i czarną kurtkę wybiegłam z sypialni. Włosy związałam w koczka i nałożyłam lekki makijaż.
-Nie no jestes bardzo szybka. I jak ślicznie wyglądasz mimo spóźnienia.!- roześmiał się Kosa sącząc moją kawę
-Spadaj. Cze,mu mnie nie obudziłeś?!- warknęłam
-Bo myślałem że jak się spóźnisz to już całkowicie olejesz te całe wykłady. - westchnął
-Mówiłam ci już że nie mogę. Musze tam być. Zuza się wścieknie bo mam jej notatki.- zaczęła gorączkowo zbierać zeszyty do torby
-Zróbmy tak. Podwiozę cię na uczelnię, oddasz jej notatki a potem jesteś już moja ok?- wyszczerzył się
-Eee, ale dziś mam wykłady z... no muszę tam być na liście. Inaczej mnie obleją.- wzruszyłam ramionami
-Wystarczy że będziesz na liście??
-Tak. Ale jak tam nie będę to jak się podpiszę??- uniosłam brwii
-Jakos to załatwię. Chodź jedziemy!- wstał i otworzył mi wejściowe drzwi po czym szybko zbiegliśmy do auta Grześka
Samochód Grześka mknie jak marzenie. Nie zwracam nawet uwagi jak szybko podjechał on pod moją uczelnię. Oczywiście uparł sie że wejdzie ze mną do auli a ja nie mam prawa sprzeciwu.
Jak wpadliśmy przed aulę akurat trwa przerwa między wykładami. Widzę Zuzę pijącą samotnie kawę.
-Słuchaj może ja jednak zostanę na te wykłady co?- spojrzałam niepewnie na Kosoka
-Nie ma mowy. Gdzie jest ta twoja koleżanka. Aa i jak coś to nie jesteśmy razem ok?- chwycił mnie za ramię
-Coo? Co ty kombinujesz?- uniosłam lekko brwii
-Nic. O widze ją. Chodźmy.!- puścił mnie pierwszą
-Cześć Zuza!- krzyknęłam radośnie
-No hej. Co jest znowu zaspałaś?- zaśmiała się
-Tak jakby. Mam twoje notatki.- podałam jej zeszyt.
-O matko. To Kosok. Grzegorz Kosok. Nie powinieneś grać we Włoszech teraz?- i znowu Zuza się podjarała
-Cześć. Nie wiesz wpadłem do koleżanki. Chciałbym zabrać Vanessę na kawę ale musi miec podpis na liście. Czy nie mogłabyś podpisać się za nią.!- i w romantyczny sposób załozył jej pasmo włosów za ucho a ona odleciała
-Jasne hihihihi...- zaczęła chichotać a ja tez nie mogłam powstrzymać się od śmiechu
-Ale nie zapomnisz?- Grzesiek uśmiechnął się zalotnie a Zuza bezproblemowo się zgodziła
-Co to było?- roześmiałam się wychodząc z uczelnie z Grześkiem
-Mój czar osoblisty.!- stwierdził z dumą
-Taaa, jasne. Coś bardzo go ukrywasz bo ja tam go nie widzę.!- spojrzałam na niego z uśmiechem
-Wczoraj ci go nie pokazałem?!- oburzył się
-Nie. Wczoraj zachowałeś się jak zwierzę.- udałam złą
-No to dziś ci pokażę.! Choćby teraz!- i ruszył za mną a ja zaczęłam uciekać
-To nie fair. Ja mam obcasy.!- zaczęłam krzyczeć jak ten złapał mnie w talii i zaczął całować za uchem
-Życie nie zawsze jest fair mała. Wsiadaj!- puścił mnie i otworzył drzwi od samochodu
Udając oburzenie wsiadłam do samochodu. Kocham tego wariata i co na to poradzę. Kiedy on wsiadł nie mogę się powstrzymać i zaczęłam się przeraźliwie śmiać. I to oznacza kompatybilność bo on mimo tego że chyba nie wie z czego ja się śmieję to śmieje się razem ze mną. W doskonałych humorach jedziemy przez jakieś zalesione drogi, potem przez jakąś wieś kiedy nagle pytam:
-Chcesz mnie na Ukraine wywieźć czy co?- zaśmiałam się
-Dość kuszące ale nie!. Zabieram cię....sam nie wiem gdzie!- roześmiał się głośno
-Co? Jak to?- teraz się zdziwiłam
-Normalnie! Takie dziwne. Będziemy sami. Źle??- teraz to on się zdenerwował
-Nie no super, ale ja mam kolację z rodzicami więc wiesz...- zaczęłam się jąkać
-Pamiętam. Odwiozę cie na czas.!- westchnął
-Co ty się taki obrażalski zrobiłeś co?
-Ja? Wcale nie jestem obrażalski.!- przewrócił oczami
-Nie no przestań. Jak nie zmienisz nastroju to ja wysiadam!- zdenerwowałam się
-Oj no dobra. O jesteśmy na miejscu!- Kosa ucieszył się jak dziecko
-Co to za miejsce?- zaczęłam sie rozglądać
-Bo widzisz... znalazłem to miejsce w necie.! Raz mówiłaś że nigdy nie jeździłaś konno. No to teraz masz okazję spróbować.!- spojrzał na mnie niepewnie czekając na moją reakcję
-Żartujesz... Przywiozłes mnie do stadniny koni?!- zrobiłam wielkie oczy
-Nie. Mówiłaś że to jedno z twoich marzeń. Jeżdżenie konno.! Coś się zmieniło??- spanikował na widok mojej miny a ja wysiadłam z auta
-Grzesiek to miejsce jest piękne. I te konie. Tyle że ja się....boję koni!- zarumieniłam się
-No co ty?- zarechotał
-Spadaj. Ty się nigdy niczego nie bałeś?- warknęłam
-Bałem, ale wiesz jak mówią najlepsza na strach jest szokoterapia. No chodź wsiądziesz na konia i przestaniesz się bać.!- złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę stajni
Jakieś 30 minut później siedzę już na koniu. Ile było moich protestów to brakło by palców u obu rąk żeby zliczyć ale teraz się cieszę że wsiadłam na konia. To świetne uczucie, i zawsze chciałam tego spróbować. Bardzo fajna dziewczyna powiedziała mi co i jak i można powiedzieć że nieźle sobie radze. Na drugim koniu siedzi Grzesiek i szczerzy się do mnie tak że mam ochotę go wyśmiać. Kiedy tak na niego patrzę to przeraża mnie to jak bardzo mi na nim zależy.
W stadninie spędziliśmy jakieś 4 godziny jeżdżąc po okolicznych terenach. Z żalem zsiadłam z mojego czarnego konia i wsiadłam do samochodu Kosoka. Potem wybraliśmy się na szybki posiłek i ruszyliśmy w drogę powrotną. Teraz to ja się szczerzę.
-Co się tak cieszysz?!- Grześka zaintrygował mój uśmiech
-Dziękuję.!- wyszeptałam
-Za co?!
-Za to że mnie zabrałes na konie. Za to że poprostu jesteś ok?!- westchnęłam
-Fajnie że dobrze się bawiłaś bo i ja też super się bawiłem. A jutro...- zaczął
-Jutro mam wykłady. Nie ma mowy o wagarach. Nawet Zuza ci to powie- roześmiałam się
-Szkoda. To gdzie teraz mam cię zawieźć?
-Do domu. Wezmę prysznic i jadę do rodziców.!- poprawiłam się na siedzeniu
-Aha. Może pójdę z tobą?- uniósł brwii
-Ooo to chyba zły pomysł. Ojciec by cie zabił a mama wydrapała oczy. Ja im jakoś to wytłumaczę a potem do nich pójdziemy.!- spanikowałam
-Ok. Masz rację. A w sobotę jedziemy do moich dziadków. Tak tylko informuję.!- uśmiechnął się
-Ohh.. dobrze wiedzieć. W sumie bardzo ich lubię. Bardziej niż swoich.!- odwzajemniłam usmiech
-Oni tez cię pokochali.!
-Bo ja jestem taka urocza.!- zatrzepotałam tak uroczo rzęsami
-Nie da się ukryć.!- roześmiał się
Droga powrotna minęła zaskakująco szybko. Razem z Kosą kaleczylismy piosenki lecące w radiu i wygłupialiśmy się. Zaskakuje mnie to jaki on potrafi być jeszcze dziecinny a zarazem dojrzały. Jakoś o 18;30 Grzesiek parkuje przed moim blokiem.
-Dzięki za wspaniały dzień. Oby było takich więcej.- uśmiechnęłam się.
-Ja tobie też dziękuję za nową szansę. Za wszystko ci dziękuję.!- westchnął
-Musze lecieć. Do jutra. Paa- sprzedałam mu buziaka i wybiegłam w pośpiechu z jego auta
-Pa mała.!- usłyszałam zamykając drzwi
W lamparcim tempie wzięłam prysznic i doprowadziłam się do normalnego stanu. Ta jazda konna nieźle mnie wymęczyła. Kolacja u rodziców jest o 19;00 więc powinnam zdążyć. Przebrana i od nowa umalowana wsiadam do mojej audiki i ruszam w stronę rodzinnego domu. Ruch jest w miarę mały więc droga nie powinna mi zając więcej niż 20 minut.
Punkt 19;00 wchodzę do domu rodziców. Mama od razu wyczuwa że coś się u mnie zmieniło. Zasypuje mnie mnóstwem pytań:
-Wyglądasz inaczej. Bardziej promiennie. Stało się coś?- docieka
-Nic takiego. Odpowiednia osoba umie dużo zmienić.!- westchnęłam
-Poznałaś kogoś. To doskonale. Zapomnisz o tym fatalnym siatkarzynie.!- wtrącił ojciec
-Ale...- zaczęłam się tłumaczyć
-Nie broń go skarbie. Nie ma sensu. Dla nas on jest skończony.!- mama też zaczęła najeżdżać na Grześka
-Mama ma rację. Wszyscy widzieliśmy co przez niego przeszłaś.!- no i jeszcze opinia Norberta
-Dobra tylko on wrócił. I ja się z nim widziałam. Pogodziliśmy się.!- krzyknęłam i zamknęłam oczy czekając na wymówki rodziców.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Witam moi kochani czytelnicy. Rozdział dość zaskakujący. W sumie mnie też zaskoczył. No ale tak musi być.
Wszystko było by ok gdyby nie to cholerne przeziębienie.
Następny rozdział jakoś może koło środy. Zachęcam do czytania i komentowania:*
Buziaki:**
Juuupi!!! Pogodzili się. Na to liczyłam. A Kosa mnie też mógłby tak załatwiać obecności na wykładach. Nie obraziłabym się.:P
OdpowiedzUsuńI te konie... Kosa jest kochany:*
Tylko reakcja rodziców mnie martwi, tylko nie psuj szczęścia Nesski, prrrroszę!!!
Buziaki:*
No Kosa ma ten swój osoblisty czar.!
UsuńChodziło mi o to żeby Kosa spełnił jedno z marzeń Nesski!.
A rodzice będą chcieli namieszać nie zaprzeczam.!
Buziaczki:***
Haha tak ma byc. Neska ma byc.z Kosa i koniec.
UsuńPs. Lubisz Greya to wstaw jakas scene heh moze w zwiazku z tym bd male kosoczatko hehe
Swietny rodzial, buziaczki :*
No i może tak będzie:) Się okaże jeszcze.!
UsuńGreya lubię i pomyślę może w następnym rozdziale cos się pojawi :)
A Kosoczątko będzie, tylko jeszcze musisz poczekać na niego.!
Buziaki:**
he he, "troblodyci" a to dobre...
OdpowiedzUsuń