Niby jestem zła na moich starszych za ten głupi numer z ciążą ale gdy dowiedziałam się o pogotowiu i złym stanie zdrowia mamy od razu pobiegłam do szpitala.
Pod szpitalem byłam jakieś 10 minut po telefonie od taty. Biegłam przez długi, szary i dość ponury korytarz i nagle spotkałam tatę siedzącego na krześle i pijącego wodę z plastikowego kubeczka.
-Co się stało? Jak czuje się mama?- spytałam zasapana.
-Sam nie wiem robią jej badania. Z tego co wiem spadła ze schodów.- tata ukrył twarz w dłoniach.
-A co z płodem? Przetrwał?- usiadłam obok taty.
- Vanessa, nie mów tak to nie płód tylko dziecko!- spojrzał na mnie zły
-Wiem przepraszam. Powoli się przyzwyczaję, obiecuje- powiedziałam szczerze.
Siedzieliśmy z tatą tak jakieś 15 minut kiedy z sali na której położyli mamę wyszedł lekarz. Tata wstał jak poparzony
-Co z nią doktorze?
-Jest pod kontrolą. Ona i dziecko mają się dobrze.- lekarz się uśmiechnął i poszedł
-Tato, czy ja moge wejść do mamy sama. Muszę jej wyjaśnić kilka rzeczy.- spytałam
-Dobrze, tylko jej nie denerwuj- weszłam niepewnie do sali i zobaczyłam mamę z opatrunkiem na ręce i lekko obitym policzku.
-Mamus jak ty się czujesz!- spytałam odruchowo.
-Dobrze. Nic mi nie jest trochę się poobijalam ale żyjemy- położyła rękę na brzuchu
-Tak się cieszę. Przepraszam, wiem że byłam nie znośna ale obiecuje że to się zmieni- usiadłam obok mamy
-Cieszę się kochanie. Bardzo poprawiłaś mi samopoczucie.- mocno się przytuliłyśmy.
-No to teraz może być już tylko lepiej- do sali wszedł tata i dołączył się do naszego uścisku.
Mama w szpitalu spędziła dwa dni i idealnie zdążyła wrócić na sylwestra. Razem z tatą wybrali się rekreacyjnie do naszej ciotki do zakopanego.
Dziś 31 grudnia. Rodzicom nie ma a Norbert wyszedł z dziewczyna na jakąś grubszą imprezę. Justyna też gdzieś bawiła z obecnym adoratorem a ja no co przed telewizorem oglądam sylwestra z polsatem. Wiem strasznie jestem rozrywkowa ale no co?. Strasznie się nudzilam. Było jakoś koło 23 kiedy ktoś zaczął dobijać się do furtki. Znudzona i zaspana poszłam otworzyć a tu kto?! No Kosa we własnej osobie. Szybko otworzyłam a ten wszedł z butelka szampana.
-Co tu robisz o tej porze?!- spytałam
-Byłbym wcześniej ale myślałem że wychodzisz i czatowalem w aucie aż do tej pory.!?- puścił mi oczko
-Coo!! Było zadzwonić wariacie.- zaczęłam się śmiać.
Nie powiem z Grzegorzem się nie nudziłam. Ta godzina starego roku minęła momentalnie. Wypiliśmy dwie butelki szampana i oboje byliśmy w cudownych nastrojach. Zaczęliśmy liczyć ostatnie sekundy do północy kiedy ten złapał mnie mocno w talii i namiętnie pocałował. Byłam trzeźwa ale nie sprzeciwiałam się, bardzo tego chciałam. W ciągu kilku sekund leżeliśmy na naszym blacie od ławy w naszym salonie. Ubrania wręcz latały w powietrzu a ja byłam gotowa by się z nim kochać. Całkiem nadzy bez żadnej gry wstępnej przeszliśmy do sedna. On całował mnie po całym ciele a ja nie byłam mu dłużna. Czułam jego mocno zbudowane ciało jak mnie obejmuje i pieści. To cudowne uczucie. Kochaliśmy się całą noc i z nikim nie było mi tak dobrze jak z Grzesiem. Rano obudziłam się wtulona w niego i pierwsze co przyszło mi do głowy to "Vanessa nie zepsuj tego".
--------------------------------------------
Dziś ten najkrótszy z krótkich. Niezbyt mi się podoba ale nic innego mi nie przychodzi do głowy. Miłego czytania. Pozdrawiam moje czytelniczki;) Buźka;**
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz