niedziela, 27 października 2013

Rozdział 19.

-Kosok, do cholery. Powiesz mi dokąd mnie uprowadzasz?!- już prawie syczę na mojego chłopaka ze złości
-Cierpliwości maleńka.Dowiesz się w swoim czasie oki?!- jego bawi moja złość.
-Co do mojej cierpliwości. To uwierz że mało mi jej zostało. No proszę cię powiedz mi noo!!.- Zaczęłam smyrać go za ramię.
-Przestań. Bo dojdzie do wypadku. Opanuj się trochę. Już nie daleko.
-Zatrzymaj się. Niedobrze mi.!- skłamałam go, a gdy się zatrzymał wysiadłam z auta
-Lepiej ci. Możemy jechać?!- podtrzymał mi rękę
-Nigdzie nie jadę. Nie dopóki mi nie powiesz gdzie mnie wieziesz.!- złożyłam ręce i patrzę na jego zdziwioną minę
-Cooo?? Nie wygłupiaj się i wsiadaj.! Nie zachowuj się jak dziecko.!.
-To powiedz mi do cholery dokąd jedziemy. Od 30 minut cię pytam a ty udajesz głuchego. No więc.???
- Ehhh, nie mam siły do ciebie. No dobra. Jedziemy do moich rodziców. Pasuje.! Odpowiedziałem. Szczęśliwa.
-Co?? Oszalałeś. Ja nigdzie nie jadę. Nie po słowach twojej matki. Nie ma mowy.- uniosłam ręce w geście obronnym
-Przestań. Obiecałem że powiem matce o nas i to zrobię. Dziś. Daj już spokój. Wsiadaj.- otworzył mi drzwi
-Nie. Ja nie chcę tam jechać.! Proszę nie zmuszaj mnie...
-Skarbie, nie gadaj głupot. Oni cię polubią. Twoi lubią mnie więc moi cię pokochają. Zobaczysz.!
-Ja naprawdę nie chcę jej stawiać czoła. Ona mnie nie lubi. Ja to wiem i boję się naszej konfrontacji. Nie chcę żeby to się stało już dziś. Błągam cię. Kosa....
-Nie rozumiem jesteś tak silna a boisz się mojej matki?! Niewiarygodne.!- uśmiechnął się.
-Kosa ja się jej nie boję ok?! Ona mnie przeraża.!!! To tyle w tym temacie. Ja nie jadę.
-Ale już nas umówiłem. Roszę cię Nesskuś. Błagam. Zrób to dla mnie.  Prrrrroszę.!- i zrobił te swoje oczy
-Nawet nie jestem stosownie ubrana. Twoja matka mnie wyśmieje. W takich ciuchach?! Nie i koniec.!
-Kurwa! Wsiadaj bo się zdenerwuję. Rozumiesz?!- to się zdenerwował i huknął na mnie.
-Kosa?! Nie bulwersuj się. Nie wsiadam bo nigdzie nie jadę.
-Bez dyskusji. Liczę do trzech.! Raz.... Dwa...... Trzy!......- złapał mnie w talii i na chama wsadził do samochodu.
-Nie myśl sobie ja i tak nie idę do twoich rodziców. To nie fair że mi o tym mówisz dopiero teraz. Chcę wracać do domu.!
-Dobra. Zadzwonię i powiem że źle się czuję. Nie jedziemy szczęśliwa.?!
-Nie odzywaj się do mnie.! Ty chciałbyś żeby ktoś stawiał cię w takiej sytuacji. Chyba nie?! Ty nic nie rozumiesz.!- syknęłam i całą drogę patrzyłam w szybę nie odzywając się do niego.
Odwiózł mnie pod sam dom a ja bez żadnych słów pożegnania wysiadłam z auta i udałam się do domu. Ten też w złości odjechał do domu. Stwierdziłam że nie będę siedzieć i smęcić tylko wezmę małego na spacer. Ubrałam go i przykryłam kocykiem po czym w eleganckim wózku wyprowadziłam go z domu. Wyszłam przed furtkę i kogo zobaczyłam. Mój Zbysiek czeka na nas.
-Co ty tu robisz?! Umawialiśmy się?!
-Nie ja tak wpadłm. Muszę pogadać z kimś a wszyscy są nie w sosie. Coś ty Kosokowi zrobiła?!
-Długa historia. Wkurzył mnie.
-Mamy czas. Mogę iść z wami na spacer??- puścił mi oko
-Pewnie zapraszamy. Co nie mały??- spojrzałam na małego i naciągnęłam na niego kocyk
-No więc co Kosa zrobił?!
-Bez zapowiedzi chciał poznać mnie z jego rodzicami. Po tym jak miałam spięcie z jego matką.!
-Ii?- zdziwił się że tylko o to poszło.
-I ja nie jestem gotowa ok.!
-Bez urazy ale zachowujesz się jak dziecko. Najpierw chciałaś żeby powiedział matce a jak chciał to zrobić to ty nie. Zastanów się czego ty chcesz ok.
-Przestań tak mówić bo czuje się winna. Głupio wyszło wiem ale co ja mam zrobić że się wystraszyłam. Jego matka jest straszna.- chyba Zbyszek ma rację.
- Wiem miałem okazję ja poznać. Jeśli zależy ci na Kosie to staw temu czoła i jedź do niej. Kosa cię kocha i to się powinno liczyć nie zdanie jego matki.
-Masz rację. Ale jestem głupia. A ty jesteś wbrew pozorom bardzo romantyczny. Dzięki Zbysiu.- dostał nocnego całusa w policzek.
-No wiem taki mój urok. Tylko nikt tego nie docenia.- zaśmiał się
-Ja doceniam. A ty chciałeś pogadać. Co się stało?!
-Już nic. Twój problem otworzył mi oczy. Nie ważne. Już rozwiązałem swój dylemat. Jest ok.- spojrzał na mnie takim dziwnym wzrokiem.
-No dobra cieszę się że mój problem ci pomógł.
-No ja też się cieszę.
I tak śmiejąc się i wygłupiając obeszliśmy cały park po czym powolnym krokiem z czekoladowymi lodami w rękach wróciliśmy pod mój dom. Odprowadziłam małego do domu i szybko przebrałam się w brzoskwiniową prostą sukienkę z cienkim paskiem kremowe sandałki i jasna kurtkę jeansową. Zeszłam do salonu gdzie o dziwo dalej siedział Zbyszek.
-Nie pojechałes? Czemu.-zdziwiona wydukałam z siebie.
-Boli cię noga więc moim obowiązkiem jest zawieźć cię do Kosy. I bez sprzeciwu.?!
-A kto się sprzeciwia. Uwielbiam twoje auto. Jest takie duże i wygodne.
-Aha no ok. Dobrze wiedzieć. A teraz chodź już...
Pół godziny później wspinałam się na 4 piętro do mieszkania Kosy. Stanęłam przed drzwiami jego mieszkania i ogarnął mnie strach. Sama nie wiem czemu ale jakoś tak jest. Zadzwoniłam do drzwi i po minucie otworzył mi Kosa ze złą miną.
-Coś się stało że przyszłaś. Myślałem że jesteś zła na mnie.
-Wiem przepraszam. Mogę wejść?!
-Jasne wejdź.-zaprosił mnie ręką
-Zachowałam się jak dziecko. Sama nie wiem czemu ale boję się że twoi rodzice mnie nie zaakceptują. Zależy mi na tobie Kosok i nie chce tego zepsuć.
-Zaskoczyłaś mnie. Chciałem dobrze, chociaż mogłem cię uprzedzić. To było głupie. Sory Nesska. Oboje się wygłupiliśmy. Zapomnijmy o tym.- chwycił w dłonie moją twarz i sprzedał mi soczystego buziaka w usta.
-Lubie się z tobą godzić.!- odwzajemniłam całusa
-Oni zaraz tu będą. W sensie że moi rodzice. Zdenerwowało ich odwołanie obiadu i się martwią.
-Aha... Jeśli jeszcze chcesz nas poznać ze sobą to ja jestem gotowa. I będę o nas walczyła z twoją matka. Decyzja należy do ciebie.!?
-Cieszę się. Napewno cię pokochają. Zobaczysz. Tylko głupi nie widzi twojego uroku.
-Nie słodź Kosa bo się nie opamiętam i skończymy w łóżku.
-Ahaa to to może potem. Teraz chodź do salonu.- chwycił mnie za rękę i poszliśmy usiąść na białej skórzanej sofie w kształcie litery L.
Cieszę się z tego że Grześ traktuje mnie poważnie ale boję się że spanikuję i jego matka mnie przegoni. Te 15 minut czekania mijają bardzo bardzoo powoli. Kosa mnie uspokaja ale cała się trzęsę. Mam jakieś złe przeczucia.
Nagle dzwoni dzwonek do drzwi. Wpadam w lekką panikę. Grzesiek poszedł otworzyć a ja w tym czasie poprawiam sukienkę i włosy. Do salonu pierwszy wchodzi ojciec Grześka. Zaraz za nim pojawia się jego matka. Po kilku sekundach do salonu pewnym krokiem wszedł Kosa. Podszedł do mnie i chwycił moją całą trzęsąca się dłoń.
-Mamo, tato to jest...- zaczął
-Va.ne.ssa prawda? Poznałyśmy się już. Znajoma Grzesia.
-Tak Vanessa. Pamiętam.- przytaknełam
-Vanessa to nie znajoma. Ona jest moją dziewczyną. Już jakiś czas temu chciałem wam powiedzieć.
-Kłamałes mnie ostatnio.? Zawiodłam się Grzegorz.! I jeszcze ty...- pokazała na mnie palcem
-Mamo przestań. Nie interesuje mnie twoje zdanie na temat Nesski! Jest moją dziewczyna i tego nie zmienisz. Lepiej to zaakceptuj bo ona zajmuje połowę mojego życia.
-Grześ.! Proszę cię zastanów się jeszcze. Ona jest za młoda dla ciebie.
-A ja się nie zgadzam z tobą kochanie.- wtrącił ojciec Kosy
-Andrzej!? Co ty mówisz?!
-Tak. Mi podoba się ta dziewczyna. W jej oczach widzę szczerość a Grześkowi przyda się dziewczyna która trochę go odmłodzi. A poza tym jest śliczna.
-Chyba nie wiesz co mówisz. Grześkowi. Przyda się stabilny związek.
-Przepraszam ale ja sam wiem czego potrzebuje. A w tym momencie jedyne czego potrzebuje to Nesska i siatkówka. I tak jest mi dobrze. A wy się przyzwyczajcie do tego.- Grzesiek wtrącił się do dyskusji rodziców.
-Synu ja jestem po twojej stronie. Rób tak żebyś był szczęśliwy.- ojciec poklepal Kosę po ramieniu.
-Dzięki tato. A ty mamo co mi powiesz?!
-Ja, ja tego nie akceptuje! Moim zadaniem jest ciebie chronić a ona cię skrzywdzi. Zobaczysz?!
-Dlaczego ocenia mnie pani nie znając mnie?! Ja kocham Grzesia. Mam prawie 20 lat. Wiem czego chce a pani nawet nie chce mnie poznać.!- objęłam Grzesia i postanowiłam walczyć
-Dobrze. Dam ci czas ale wiedz że cię obserwuje. Jestem Krystyna.- podała mi dłoń.
-Vanessa. Miło że dała mi pani szansę.- uścisnęłam delikatna dłoń jego matki.
Wszyscy usiedliśmy na sofie po czym atmosfera uległa zmianie. Okazuje się że tata Kosy to czarujący i śmieszny pan. Bardzo się polubiliśmy. Jego matka nadal trzyma mnie na dystans. Posiedzieli jakieś 3 godziny po czym ich pożegnaliśmy. Gdy wyszli wkońcu odetchnełam z ulga. Kosa zamknął drzwi na zamek i spojrzał na mnie swoim śmiesznym wzrokiem. Wiem czego on chce ale postanowiłam uciekać. I tak oto gonił mnie przez pół korytarza bo z moją bolaca nogą daleko nie pobiegnę. Złapał mnie przerzucił przez ramię i zaniósł do sypialni. Stawianie oporu nie miało sensu. Też tego chciałam. Po stawieniu czoła jego matce potrzebuje tego. Chce wiedzieć że on jest cały mój. Napisałam mamie że nie wracam do domu i cały wieczór i noc spędziłam z moim Grzesiem. Było bardzo miło. Obudziłam się z uczuciem nadmiernego gorąca Okazało się że to Grzesiek położył się na mnie. Delikatnie wysunęłam się z pod niego i ubrana w jego granatową koszulę poszłam do kuchni zrobić sobie kawę. Zerkam na zegarek i widze 8;45. Dość długo spałam. Może to dlatego że w domu dziecko budzi mnie do trzech razy codziennie. Wyjęłam puszkę z kawą i wstawiłam wodę gdy usłyszałam pukanie do drzwii. Ktoś jest bardzo nachalny bo dość energicznie puka. Podeszłam do drzwi i z lekkim zwątpieniem otworzyłam. Po drugiej stronie stoi Zbyszek z oczami wielkimi jak spodki.

-Cześć. Nie wiedziałem że nocujesz u Kosoka. Wiesz co przedwczoraj zostawiłem u niego moją kartę do bankomatu przez przypadek. Mogę ją zabrać?!- wygląda na skrępowanego.
-Jasne wchodź.. Nie musisz mnie pytać to nie moje mieszkanie. Ogólnie to sory za mój strój ale...Poczekaj zaleję sobie kawę i przyjdę.
-OOo zrób mi też co?!- Dziś rano jeszcze nie piłem.
-Spoko bardzo mocną chcesz?!
-No taką samą jak tobie.!- mrugnął do mnie
-A skąd wiesz jaką ja piję...?- patrzę podejrzliwie na niego
-A nie ważne zrób mi ok?! Ja poszukam w salonie tej karty.- ledwie zdążyłam zalać mu tą kawę on pojawił się z kartą w ręku
-Znalazłeś?! Masz i pij a ja pójdę się ubrać.!- pokazałam palcem drzwi łazienki
-Zostań. Nawet nie wiesz jak apetycznie teraz wyglądasz. Mnie się tak podobasz.- uśmiechnął się dleikatnie
-Apetycznie powiadasz?! To ciekawe. Wiesz co Vanessa idź się ubierz a ja koledze dotrzymam towarzystwa.- Kosa stał w progu kuchni w samych spodniach od dresu i uśmiechał się szyderczo
-Nie idź Vanessa. Widok półnagiego Kosy nie jest tak apetyczny jak ty.! Zostań.!- Zibi się rozrechotał
-Wiesz co teraz to przesadziłeś. Vanessa szoruj do łazienki a ja tu koledze wytłumaczę żeby sobie znalazł dziewczynę i na nią patrzyl takim wzrokiem.- podszedł do Zbyszka a ten podkulił się w śmieszny sposób
-To ja pójdę. A powiedz chociaż kawa dobra Zbyszku?!- kiwnęłam na Zbyszka
-Pyszna. Nikt nie parzy kawy jak ty.
-To delektuj się bo to ostatnia jaką piłeś. Kosa się zbulwersował
-Nie rzucaj się. Masz wypij moją.- podałam mu kubek z kawą i delikatnie pocałowałam go w usta

Doprowadzenie się do porządku zajęło mi 20 minut. Z łazienki wyszłam całkiem odmieniona. Włosy ujarzmione, spięte w koczka i lekki makijaż.Gdy wyszłam z łazienki chłopaki debatowali nad powtórką meczu siatkarek:

-Mówię ci ta się lepiej rusza. Popatrz se.!- Zbyszek się podjarał
-Co ty pierdolisz. Patrz na tą. Jest lepsza.
-Chłopaki nie przeszkadzam wam?- wpadłam do kuchni
-Oo Nesska. Wiesz wolałem cię w poprzedniej wersji.- Zbyszek celowo wkurzał Kosoka
-Dobra przestań już. Nesskuś jakie masz plany na dziś.?- wstał i podszedł do zmywarki wrzucił oba kubki po kawie.
-Dziś ide na zdjęcie opatrunku. Boję się co lekarze powiedzą. No ale muszę iść.
-Kurde. Poszedłbym z tobą ale nie mogę. Mam kupę spraw. Przepraszam.- Kosa podszedł do mnie i pocałował mnie w czubek głowy
-Nie szkodzi. Fajnie jak byś był ale...
-Ja pójdę. Już raz z tobą byłem. Jeśli sama się boisz to mogę potrzymać cię za rękę.!- Zbyszek się zaoferował.
-Naprawdę. Było by fajnie. Kosoku nie masz nic przeciwko.?-spytałam
-Nie no co ty. Fajnie że ktoś tam z toba będzie. Na którą masz?!
-Na 11.00. Kurcze, musze się zbierać.!- wpadłam w lekką panikę.
-Przecież masz czas. Gdzie ci się śpieszy?!- Grzesiek spojrzał na kuchenny zegarek
-Musze wpaść do domu po świeże ubrania. Zbysiu moglibyśmy już wyjść?!- zrobiłam maślane oczka
-Spoko. Kosa i tak też już wchodzi.- złapał kluczyki i wyszliśmy z mieszkania

Z Kosokiem rozeszliśmy się na parkingu. On pojechał w lewo a my  w prawo. Poniedziałek. Zajebiste korki. Wpadłam do domu szybko wskoczyłam na piętro po śiweźe ubrania. Założyłam długa do kostek spódnicę w kolorze zielonym i białą bokserkę. Do tego mała przepasana torebeczka i rzymianki. Zbyszek siedzi w salonie zabawiając mi braciszka. Wpadłam do salonu ucałowałam małego i wyszlismy bo przez te korki gotowi jesteśmy się spóźnić. Co Zbyś się o klął w aucie na innych kierowców to masakra. Zanosiłam się śmiechem co jego też bawiło. Ale udało nam się nie spóźnić i o 10;55 stawiłam sie przed gabinetem. Jakaś miła pielęgniarka wprowadziła nas do gabinetu i kiedy leżałam na tym czymś co robi tam za łóżko Zbyszek posłusznie cały czas trzymał mnie za rękę wiedząc że boję się tego co powie lekarz. Przeforsowałam ta nogę i może mi się za to oberwać. O 11;00 dość punktualnie do gabinetu wszedł lekarz. Koleś w podeszłym wieku z okularami na nosie w białych lateksowych ękawiczkach.

-A tak panią prosiłem żeby się pani oszczędzała. Noga się nie zagoiła. I trzeba znowu szyć. Jest pani nieodpowiedzialna.!- spojrzał na mnie zpod byka
-Bardzo przepraszam. Tak wyszło. Nie wiedziałam że tak się to skończy.
-Dobrze. Zszyję to teraz ale jeśli pani znowu coś wymyśli tak koniec. Nie mam cierpliwości. -Doktor Jasiński się na mnie wkurzył. Zszył nogę i zabandażował. Po zabiegu jeszcze przytrzymał nas na chwilę.. 
-I co teraz się zagoi tak?!- spytałam zestresowana
-Tak jeśli tylko będzie się pani OSZCZĘDZAĆ.- dodał z wyróźnieniem ostatniego słowa
-Będę obiecuję. I przepraszam bardzo.
-Nic się nie dzieje. To jest pani recepta. A pan niech pilnuje swojej dziewczyny żeby się pilnowała. Nie żal panu żeby pana dziewczyna tak cierpiała podczas tych zabiegów. Niech ją pan przywiąże do łóżka.
-Tak właściwie to jest mój..- chciałam wytłumaczyć.
-Słyszysz kochanie co doktor mówi. Obiecuję doktorze że zajmę się moją dziewczyną. Następna wizyta będzie już ostatnia. Dowidzenia.- Zbyszek wszedł mi w słowo. Wyszliśmy z gabinetu
-Czemu nie dałeś mi wyjaśnić że jesteśmy tylko znajomymi.
-No bo...... - spojrzał na mnie tymi głębokimi zielonymi oczami


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na dziś to tyle. Następny znowu za jakieś 3, 4 dni. Męczący tydzień. I coraz mniej czasu. Czytanie Greya i pisanie do tego praca i obowiązki potrafią człowieka wymęczyć. Zapraszam do czytania i komentowania:*** Buśśka wszystkim:)

1 komentarz: