czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdzial 8.

No więc w pudełku było mnóstwo pociętych kawałków kolorowej bibuły. Kiedy otworzyłam wieko zaniemówiłam. Zaczęłam grzebać w środku czy nie ma tam czegoś oprócz papierków. I znalazłam kolejne pudełko tylko dużo mniejsze a do niego przyczepiony liścik. Oderwałam go żeby zczaić kto mi to wysłał. Na karteczce widniał napis " Wesołych świąt Nesska. I dzięki za wczoraj G.". Uśmiechnęłam się sama do sienie na myśl że to Grześ mi to wysłał. W pośpiechu otworzyłam to małe pudełeczko a w nim nasze wspólne zdjęcie zrobione wczoraj oprawione w ramkę. To słodkie- pomyślałam. Od razu pobiegłam do siebie i postawiłam je obok mojej lampki nocnej na szafeczce obok łóżka. Szkoda tylko że ja mu nic nie kupiłam. Nadrobię kiedy się spotkamy to coś mu dam. Zeszłam spowrotem do salonu złapałam kawałek mojego ulubionego kakaowego sernika i pobiegłam na górę ogarnąć się przed przyjazdem dziadków i reszty rodziny. Dziś wszyscy mają się dowiedzieć o naszym nowym dziecku. Pobiegłam do siebie i wyjęłam czarne rurki białą bokserkę( nówkę nie śmiganą) i na to mój beżowy żakiet. Do tego moje lakierkowane szpilki na platformie. Lekko sfalowałam włosy założyłam biały zegarek na rękę i poszłam się malować. Nałożyłam lekką warstwę podkładu, do tego liner i tusz do rzęs. Na usta oczywiście truskawkowa pomadka. Na szyi nosiłam już nowy łańcuszek od mamy i kolczyki które kupiłam sobie sama. Gdy zeszłam na parter mama i ciocia nakrywały do stołu. Pomogłam im ze sztućcami i kieliszkami do wina i gdy dopracowywałam detale, no ja tak mam że musi być perfekcyjnie okazało się że goście już są. Norbi ich wpuścił i po chwili wszyscy siedzieli już przy stole oczekując na obiad. Atmosfera była miła mimo że nie miałam nikogo oprócz brata i kuzynów do rozmowy.

-Skarbie, coś blado wyglądasz- babcia zwróciła mamie uwagę.
-A no bo, mam taki zły okres narazie. To minie- uśmiechnęła się delikatnie i spojrzała na tatę.
-Mamo daj im spokój. Porozmawiajmy- tata chciał ją odciągnąć od naszego tematu
-Oj synku masz taką szczęśliwą rodzinę. Mam tylko was. Gdyby nie ten twój brat..ehh same z nim problemy. Z Klementyną są w separacji. Rozwód będzie.- zaczęła wymachiwać łyżką naokoło.
-Mamuś, bo widzisz  Irena jest w ciąży. Bedziemy mieli trzecie dziecko.- tata się zdenerwował i chlapnął bez większego wstępu.
-Coo?? Naprawdę. Dzieci to wspaniale. Syneczku taka jestem szczęśliwa.- Mój nowy kochany wnuczuś- babcia podbiegła do mamy i głaskała ją po brzuchu, a wszyscy gratulowali nam nowego członka rodziny.

Po 5 minutach każdy wrócił na swoje miejsce i ponownie zaczęliśmy konsumować obiad. Babcia przeżywała tą nowinę i bez zachamowań opowiada że nigdy nie cieszyła się z wnuka tak jak z tego nowego na co my z Norbertem jednym głosem wstaliśmy od stołu i powiedzieliśmy:
- My już dziękujemy, Wystarczająco się najedliśmy...I nasłuchaliśmy.!
-Oj dzieciaczki moje to nie tak!!- Babcia chciała ratować sytuację ale my byliśmy już w drodze na górę.
-Słuchaj Norbert chodź jedźmy gdzieś. Nie wiem na przykład na ten koncert świąteczny. Ona zaraz będzie za nami chodziła i nas przepraszała. A ja mam dosyć serdecznie tej sielanki.- zwróciłam się do brata
-Ok. Też mam tego dosyć przebież się i wychodzimy.- rozeszliśmy się do pokoi a po 3 minutachja byłam gotowa- Brązowe kozaki na obcasie z dość wysoką platformą, czarny płaszczyk i brązowy komin i rękawiczki. Razem z Norbertem zeszliśmy na parter a babcia od razu na nas napadła:

-Dzieci moje, ja nie chciałam tak tego ująć. To nie jest prawdą- chodziła za nami kiedy ja zabierałam klucze a Norbert dokumenty. Bo on miał kierować moim autem.
-My wiemy o co ci chodziło. My wychodzimy a wy cieszcie się NOWYM POTOMKIEM!!- Trzasnęłam drzwiami wejściowymi i szliśmy we dwoje do mojego auteczka a za nami wybiegli rodzice.
-Dzieci, nie obrażajcie się, to trudna sytuacja.!- mama nas zatrzymała
-Trudna. Ja tego nie wytrzymam. Idzcie do babci dajcie się jej nacieszyć twoim brzuchem. Po co mamy tego wysłuchiwać coo??! Bo widzisz to nie jest miłe. Już teraz jesteśmy przez nią pomijani. Przez cały dzień nawet na nas nie spojrzała, a widzi nas raz do roku a gdy dowiedziała się o ciąży mało co stołu nie rozwaliła biegnąc do ciebie. My się przestajemy liczyć już teraz a co będzie potem. Idź bo zmarzniesz i nie daj Boże stracisz to cudowne dziecko a babka nas znienawidzi że pozbawiliśmy ją upragnionego wnuka- na co trzasnęłam drzwiami od auta i ruszyliśmy z podjazdu.

Z Norbertem krążyliśmy po Rzeszowie kompletnie bez celu. Mama dzwoniła jeszcze jakieś 6 razy po czym odpuściła. Nie chcieliśmy wracać do domu, to napewno ale też nie było gdzie się podziać. Wpadłam na mysl i pojechaliśmy do mojego mieszkania. Kupiliśmy chipsy, popcorn i jeszcze jakieś tam słodycze i oglądaliśmy tv. Norbi odkręcił kaloryfery i szybciutko zrobiło się ciepło. Po 30 minutach oglądania z zaciekawieniem zadzwonił Grzesiek.

-Cześć Kosa.! Wesołych Świąt.- powiedziałam bez entuzjazmu.
-Co się stało. Czemu masz taki głos.?- spytał
-Nie ważne. Dziękuję za prezent. Ty też dostaniesz przy najbliższym spotkaniu.- Poprawiłam swój głos
-EE... tam nie potrzeba mi. Lepiej powiedz co robisz. Robimy imprezę wpadniesz.?!- był pełen entuzjazmu.
-Wiesz siedzę z bratem w moim mieszkaniu i oglądamy telewizję. A kto na owej imprezie będzie.?- rozważałam wybranie się na nią.
-Yyy no Ja Michał, Zibi, Igła z żonką,i Kurek z panienka. Poza tym jeszcze kilku siatkarzy. Przyjedziesz to poznasz. Wbijaj śmiało. I weź ze sobą brata.- Kosa zaczął nawijać
-Ok co mamy wziąć ze sobą?!-spytałam.
-Nic wszystko jest. Wbijajcie do mieszkania Zibiego i Michała. I nie ma żadnego ale.- rozłączył się a my zaczęliśmy się zbierać.

Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na stację benzynową i kupiliśmy 2 buteleczki 0,7 i wtedy pojechaliśmy na tą imprezę. Pojechaliśmy taksówką bo oboje chcieliśmy się coś napić. Po 20 minutach rozbierałam się z płaszcza i witałam z Iwoną. Norbert zapoznawał się z siatkarzami. Około 22;00 byłam już lekko wstawiona. Większość czasu spędzałam z Grzesiem. Z chwili na chwilę podobał mi się coraz bardziej. Impreza się kręciła a Norbert szybko się zaklimatyzował. Jakoś koło 24 lekko otrzeźwiałam. Siedziałam na blacie kuchennym z Iwoną i tak sobie plotkowałyśmy i gadałyśmy o życiu.

-Mówię ci nienawidzę tego bachora. Jak oni mogli?!- gadałyśmy o moim nowym "braciszku"
-No wiesz mówisz że to była wpadka- Iwona próbowała mnie pocieszyć
-Nie obchodzi mnie to, teraz to kompletnie nas oleją. Chociaż w sumie może to i lepiej.- uśmiechnęłam się do niej
-Nie przesadzaj. Kochają was. Wy też jesteście ich dziećmi.
-Tak, tylko na papierze. Nienawidzę ich!-  łyknęłam wina z kieliszka
-Kogo nienawidzisz?- do kuchni wpadł Grzesiek.
-Moich starszych. Dobrze że mam Norberta i was bo bym nie wytrzymała- pocałowałam go w policzek i wyszłam z kuchni.

Do domu wróciliśmy jakoś koło 3 w nocy. Nie byliśmy bardzo pijani ale humory nam się poprawiły. W domu wszyscy spali. Zdjęliśmy buty i po cichutku każde poszło spać do siebie. Rano obudził mnie potworny ból brzucha i głowy. Wstałam z łóżka i momentalnie zachciało mi się żygać.W ubikacji przesiedziałam jakieś 20 minut. Przy okazji się wykąpałam i ogarnęłam. Ból nie ustawał więc poszłam do kuchni po krople na rzołądek. Jak na złość spotkałam tam babcię i mamę pijące herbatę. Starałam się nie odzywać ale nie obyło się bez kazania:

-Gdzie wyście wczoraj tyle byli. Martwiliśmy się. Nie wolno wam tak martwić mamy. To nie fair.!- babcia zaczęła.
-Taak?! A fair jest olewać nas. Dla nas to też nie jest fajne ani łatwe. Czy nas ktoś pytał czy chcemy mieć rodzeństwo. No chyba nie. A ty bnnie masz prawa mnie pouczać. Nagle mnie zauważyłaś. Bo myślałam że masz jednego wnuka. Tego jeszcze nienarodzonego. Tyle mam do powiedzenia w tym temacie.- łyknęłam kilka kropli i poszłam się położyć.

Norbert wpadł do mojego pokoju i położył się obok mnie.

-Tobie też urządzili kazanie?!-spytał
-Próbowali, ale ja się nie dałam.!- usmiechnęłam się do brata
-Niech te święta się skończą. Mam dosyć tej sytuacji.- Norbert spojrzał na mnie i usłyszelismy pukanie do drzwi i ruch klami a za nimi babcię.
-Nie powiedziałam proszę!- syknęłam
-Wiem. Wybacz że tak wchodzę ale to musimy porozmawiać. To nie jest tak że was dzieci kochane nie kocham. Ja was uwielbiam tylko że wy jesteście już dorośli.- zaczęła monolog
-Nie chcę tego słuchać- przerwałam jej
-Ja też nie-Norbert dodał za mną.
-Ale dzieci...- chciała mówić ale ją wyprosiłam

Z Norbertem spędziliśmy prawie cały dzień. Leżelismy razem jakoś do 12;30, potem poszlismy do niego grać na konsoli. Jakoś koło 14 spacer przez 3 godziny łącznie z łyżwami i obiad na mieście. Gdy wróciliśmy dziadków juz nie było. Ciotka i kuzyni właśnie wychodzili. Zdążyliśmy się pożegnać i każde z nas weszło do domu. Rozebralismy się chwycilismy po kawałku makowca i pobieglismy do salonu oglądać telewizję.

-Dziadkom było przykro że się z nimi nie pożegnaliście!- tata wpadł za nami i usiadł obok nas
-I co w związku z tym. Nam wczoraj było bardziej przykro.!- spojrzałam na ojca z kamienną mina
-Wiem babcia przesadziła ale ona już taka jest...- tata chciał ją tłumaczyć.
-Jaka... Z resztą nie obchodzi mnie to!- wstałam i poszłam do siebie.

Wykąpałam się szybko i położyłam się spać. Długo leżałam kręcąc się z boku na bok kiedy o 22;22 zadzwonił Kosa.

-Jołl Piękna.Jak minął dzień?!- spytał
-Cześć przystojniaku. Beznadziejnie. Może spotkamy się jutro. Dostaniesz swój prezent.- zaczęłam rozmowę
-Pewnie, ale nie idę dla prezentu tylko dla spotkania z tobą- i zamilkł
- Ok głowa nie boli po wczoraj?! Dałeś czadu...- teraz to ja spytałam
-Eee nawet nie. W sumie jest ok. To co do jutra taak?!
-Tak do jutra. Papa- rozłączyłam się i nie wiem czemu ale jego głos zabrzmiał jak kołysanka bo po 3 minutach już spałam.

Następnego ranka obudziłam się jakaś szczęśliwa. Wszystko wydawało mi się fajne. Ubrałam się umalowałam i popędziłam do sklepu po prezent dla Grzegorza. W galerii szybko wybrałam dla niego śliczne bokserki w czerwone serduszka, perfumę  i t-shirt. Wszystko zapakowałam w ozdobna torebkę i o 12;30 spotkałam Kosę w naszej kafejce. Ucieszył mnie jego widok. Usiedliśmy a on rozpakował prezent. Spytał mnie na jaką okazję ma ubrać te bokserki, moja odpowiedź go zdziwiła bo odpowiedziałam mu że na naszą noc poślubną. Oboje wpadliśmy w atak śmiechu ale Grzesiek mnie kręcił i to coraz bardziej. O 15;00 się rozeszliśmy bo musiał gnać na trening a ja jechałam do mojego mieszkania. Teraz byłam pewna że chcę odejść z domu. Zaczęłam mysleć już nad samodzielnością itp.
Ten dzień był bardzo, bardzooo długi. Mamie i tacie przeszła złość na nas o kłótnię z babcią i w domu znowu daje się żyć. Co mnie niesamowicie ucieszyło Dżasta dziś wróciła do domu. I kiedy tylko się odezwała pobiegłam do niej zdać jej relację z ostatnich dni. Gadałyśmy długo... Zostałam u niej na noc i mogłyśmy plotkować do bólu. Około 10;00 kiedy wygłupiałysmy się u niej jedząc płatki na mleku zadzwonił do mnie tata, ale tego co mi powiedział w życiu bym się nie spodziewała.


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Rozdział 8 jaki jest każdy widzi. Sorki za treść ale tylko na tyle dziś mnie stać. Komputer totalnie odmawia posłuszeństwa co lekko przeszkadza w pisaniu;// NArazie to tyle. Zapraszam do czytania i komentowania:) Kolejny za jakieś 3 dni<może>. Pozdrawiam gorącoo.... Buśśka:********

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz