wtorek, 27 sierpnia 2013

Rozdział 7.

-Hej, wszystko ok?- do łazienki wszedł Michał.
-Tak w porządku. Nic mi nie jest. Po prostu trochę się rozkleiłam. Ale tak czy inaczej musimy pogadać.- wstałam z krawędzi wanny i podeszłam do Kubiaka.
-Dobra to chodźmy do mojego pokoju.- wziął mnie za rękę ale od razu mu się wyrwałam

Weszliśmy do małego pomieszczenia które było urządzone typowo w męskim stylu. Dodatkowo było wyjątkowo pedanckie, co mnie zdziwiło.
-Mów, co cię dręczy?!- zaczął Michał
-Bo widzisz jaa, bardzo cię lubię ale dopiero co rozstałam się z Mateuszem i nie jestem gotowa na to żeby mieć nowego chłopaka.- tłumaczyłam Michałowi
-Rozumiem, czyli chcesz żebyśmy byli tylko znajomymi?.- spytał
-Przyjaciółmi ok.? Nie wykluczam że może kiedyś zostaniemy parą, ale to nie teraz.! Jesteś serio wspaniały i bardzo cię lubię ale nie śpieszmy się coo?- spytałam niepewnie
-Jasne, wszystko rozumiem.Nie będę naciskał. Bądźmy przyjaciółmi.- przytulił mnie mocno i wyszliśmy do salonu.

Zbyszek siedział nieruchomo przed ich wielką plazmą i oglądał ich ostatni mecz. Po tym jak weszliśmy do pokoju od razu zmienił kanał.

-Hej Zbyszek bo widzisz my nie jesteśmy parą tylko przyjaciółmi. Głupio wyszło ale taka jest prawda.- Michał usiadł koło niego i objął mnie ramieniem
-Coo?? ale kombinujecie. Po co to wszystko?!~- Zbyszek sie oburzył.
-Nie przejmuj się szybko nadążysz, i nie miej do niej żalu. To nie jej wina.- obaj spojrzeli na mnie
-W takim razie sory za to co ci ostatnio..- zaczął mnie przepraszać
-Zbyszek, to już nie ważne. Nie mam żalu.- uśmiechnęłam się delikatnie i wróciliśmy do oglądania filmu.

Po 10 minutach oglądania do drzwi zadzwonił dzwonek i bez czekania aż ktoś otworzy do mieszkania wparowali Kosa i Ignaczak. Kosa w ręku trzymał 3 pizze a Igła wbiegł od razu do salonu i witał wszystkich.

-Nesska.!- no hej pięknoto. Co u ciebie??- Kosa usiadł obok mnie i zaczął mnie bajerować.
-No Kosa.. ty brzydoto chyba dobrze a u ciebie.!- odpowiedziałam i zaczęłam się śmiać a za mną Michał i Igła.
-Co oglądacie.?- Igła bardzo lubi filmy i co wejdzie coś nowego to musi obejrzeć koniecznie.
-Nic ciekawego. A co byś chciał obejrzeć.?- Zbyszek zaczął skakać po kanałach.
-Tyyy, patrz Harry Potter i Książę Półkrwi, obejrzmy to coo??- Podrajaranie Kosy było zadziwiające
-No dobra niech będzie. Tylko jak wyskoczy ten kolo bez nosa to ja spadam na chatę!!- Igła zaczął się brechtać.

W śmiechu i poruszeniu filmem tak zleciał nam czas do około 24;00. Kiedy zczaiłam że pora wracać chłopaki dojadali ostatnie kawałki pizzy.

-Co wy o tej porze jjecie?!- zdziwiłam się.
-No a ty nie.? Przecież to najlepsza pora?!- Kosa spojrzał na mnie co mnie rozbawiło miał ubrudzoną twarz w sosie czosnkowym.
-Nie no niby nie ale chociaż jedzcie kulturalnie coo??- podałam Kosokowi chusteczkę.
-No no mógłbyś nam nie obrzydzać jedzenia.- Zbyszek i Ignaczak stwierdzili jednomyślnie.
-No ok chłopaki to smacznego, ja wracam do domu. Do usłyszenia, jeszcze się usłyszymy. Pewnie jakoś w wigilię.- ubierałam kurtkę, szlik, i rękawiczki
-No ejj, a czym ty wrócisz coo?!- Kosa połknął duży kawał pizzy
-No Mks-em za jakieś 6 minut mam pod samo osiedle.- poprawiałam włosy a ten zaczął sie ubierać.
-Ja cię odwiozę, nie bedziesz się szwędała po nocach ok.?- dopinał kurtkę
-Nie trzeba, dam jakoś radę wrócić.- nawet nie wiem kiedy ten złapał mnie za rękę i wyszliśmy razem.

Grzesiek jechał powoli bo było bardzo ślisko i ja go o to prosiłam. Jechalismy co prawda jakieś 15 minut dłużej ale rozmowa nam się kleiła.

-Ty wiesz, fajnie że spotkałem cię wtedy na tym parkingu.- Kosa pierwszy raz był serio poważny
-Tak mi też to wyszło na dobre. Bardzo się cieszę że was poznałam.- uśmiechnęłam się do niego delikatnie.
-No aaa właśnie słuchaj jutro z chłopakami jedziemy szukać garniturów na galę z okazji świąt. Pojedź z nami przyda nam się damskie oko coo?? Przynajmniej mi. Prrrroszę!!- Kosa zrobił te swoje oczy i nie mogłam mu odmówić
-No dobra o której.??- spytałam
-Jakoś koło 12 przyjadę po ciebie. Pasuje?!-
-Nooo dobra pasuje.- I w tym momencie zatrzymał się pod moim domem.
-No to jesteśmy. Dowiozłem cię w całości do domu.- spojrzał na mnie
-Tak, dzięki wielkie za podwiezienie. To do jutra. Paa- po czym pocałowałam Grzesia w policzek i wysiadłam z auta.

Pół godziny później leżałam na łóżku i myślałam o Grześku i reszcie siatkarzy. No bo serio mam szczęście że ich spotkałam. Kiedy całowałam Grześka w policzek poczułam jego delikatne i zarazem męskie perfumy i ten zapach czułam jeszcze przez jakieś 2 godziny. I myśląc o nim jakoś nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziło mnie hałasowanie w salonie. Spojrzałam na zegarek w telefonie i była jakoś 8;45. Zeszłam na parteri w salonie zobaczyłam rodziców z jakimiś wielkimi pudłami.

-Co wy robicie?!- weszłam niepewnie w strefę salonu
-O słonko nie śpisz już. Zobacz to twoje pierwsze śpiszki. Ooo a w tych bucikach zrobiłaś pierwsze kroki w stronę taty..-mama się rozczuliła
-Cooo.. po co to wyciągacie. A no tak nowe dziecko fajnie.- poszłam do kuchni po kawę.
-Kochanie wiem że to trudne ale damy radę. To dziecko nie stanowi problemu z czasem dla ciebie. Bedziemy go mieli obiecujemy.- tata przyszedł i zaczął nawijać jak to bardzo mnie kochają
-Dla mnie to nie jest ważne ok. Ccieliście dziecko. Ok wasza sprawa. Ja go niańczyć nie będę. Piszę maturę i zdaję na studia. Muszę się uczyć ok.- wypiłam łyk gorącej kawy.
-No właśnie wybrałaś już kierunek studiów.?- tata się zaciekawił rozmową ze mną ,NIEMOŻLIWE.
-Tak, chcę studiować Konserwację i restaurację zabytków i dzieł sztuki.- znowu napiłam się kawy
-Coo?? Co to za kierunek. Dziecko wybierz coś co w przyszłości zapewni ci dostanie życie. Medycynę albo prawo. Proszę cię..- tata zrobił oczy
-No żartowałam no. Wybrałam dziennikarstwo. Zdecydowałam że chcę być dziennikarką a kiedyś może i mieć własną gazetę. - uśmiechnęłam się do taty.
-No to to ja rozumiem. Nie tego dla ciebie chciałem ale to już coś. wyszłam z kuchni i poszłam się szykować do galerii.

Punkt 12;00 pod domem zjawił się Kosa a w środku z nim jeszcze Zbyszek, Michał i Igła. Wszyscy pojechaliśmy do galerii handlowej a oni byli baardzo oporni jeśli chodzi o garnitury. Zbyszek szalała za nowymi dresami a Kosa za butami. Cudem udało mi się zaciągnąć ich do sklepu. Po 20 minutach wszyscy trzej przymierzali każdy swój model.
-Michał a jak w tym?!- z zza kotary wszedł Kosa!
-Nie wiem Nesski pytaj.- usłyszałam w jego kabinie
-Dobra ok. I co sądzisz może być.?- spytał mnie niepewnie
-Tak, to tego szukamy. W tym modelu jest ci super.-uśmiechnęłam się szeroko
-Tak sądzisz, od pół godziny wybieram nie mogę się zdecydować.- skrzywił brew
-Tak, wierz mi ja się znam. Do tego biała koszula i..a jaki kolor sukienki ma twoja partnerka?!
-Yyy przezroczysty.!- krzyknął i poszedł patrzeć na siebie w lustrze
-Coo??- spojrzałam na niego z dziwną miną.
-No co tak patrzysz idę sam.- zaśmiał się głośno
-Aaa no to w takim razie weź czarny.- podałam mu cienki pasek materiału.
-Kosa co się śmiejesz?!- zza kotary wybiegł Ignaczak.-Nesska?! I jak może tak być- stał w jasnym garniturze i totalnie mu było nie do twarzy
-Niee, to nie ten. Masz przymierz ten powinien być ok?!- uśmiechnęłam się do siatkarza
-Dzięki, ty wiesz powinnaś na tym zarabiać.- puścił mi oko i zniknął za kotarą
-Chłopaki ja muszę do wc, wrócę za chwilę.- chciałam wyjść kiedy..
-Zaczekaj, powiedz przynajmniej czy mogę tak iść na ta galę?!- Zbyszek obrócił się i spojrzał na mnie.
-Jest...idealnie.-usmiechnęłam się delikatnie a Zibi ucieszony że już nie musi przymierzać wbiegł rozebrać się ze stroju galowego.

 Po kolejnych 20 minutach chłopaki mieli już wszystko i mogliśmy wracać do domu. Szczerze zmęczyło mnie to bieganie za krawatami dla chłopaków. Kosa poodwoził chłopaków i na końcu odwióżł mnie. Zatrzymał się pod furtką jak zwykle i miałam już wysiadać kiedy ten złapał mnie za rękę:

-Vanessa, słuchaj mam do ciebie interes znaczy prośbę.- znowu był bardzo poważny
-Co się stało?!- wyglądał powaznie to się wystraszyłam
-Jaa, chciałem spytać czy ty nie... poszłabyś ze mną na tą galę?!- spojrzał na mnie z miną zbitego psa
-Jak to? Jako para?- oniemiałam z wrażenia
-Niee, jako przyjaciele. Bo tylko ja nie mam dziewczyny.- spuścił głowę, chyb chciał mnie podpuścić
-A Michał Kubiak?- spytałam- On też nie ma panny.!
-Zaprosił kuzynkę żeby mu głupio nie było. To co pójdziesz ze mną. Proszę?!- patrzył na mnie tymi wielgachnymi oczami.
-Yyyy... dobra. Co mi szkodzi. Chętnie.- uśmiechnęłam się a on odwzajemnił uśmiech
-Dzięki Nesskuś. Kochana jesteś.- pocałował mnie w policzek
-Powiedz mi jeszcze kiedy jest ta gala. Musze kupić sukienkę.!- spytałam
-23 grudnia o 20;00 po ciebie przyjadę. Wielkie dzięki. Paa- po czym odjechał a ja w dobrym nastroju weszłam do domu.

Następny tydzień minął bardzo szybko i w mgnieniu oka z 13 grudnia zrobił się 23. Taak dzisiaj ta gala siatkarzy. Rano pojechałam do kosmetyczki na manicure i pedicure, maseczkę z alg i. Kiedy wróciłam była jakoś 2 po południu i wskoczyłam do wanny. Wydepilowałam nogi i posmarowałam całe ciało balsamem. Owinięta w puchowy ręcznik zaczęłam pracować nad fryzurą. Skończyło się na tym że wystapię uczesana na bok z lekko pokręconymi włosami. Zaraz potem dłuższa chwila na makijaż. Z przygotowaniami zeszło jakoś długo bo nawet nie wiem kiedy okazało się że już 19;45. Ubrałam specjalnie kupioną czarną długą do ziemi sukienkę i srebrne kolczyki, naszyjnik i bransoletkę. Na to płaszcz i do ręki kopertówka. Kosa punktualnie stawił się punkt 20;00. Dojechaliśmy na miejsce jakoś 20 minut później.Na imprezie nie było jeszcze Zbyszka i Michała. Zasiedliśmy do stołu z Ignaczakami. Żona Krzyśka jest naprawdę bardzo fajna mimo że jestem od niej młodsza traktuje mnie jak równą sobie. Miło się nam rozmawiało a z Krzyśkiem po prostu świetnie się żartuje i śmieje. Po 20 minutach na salę weszli Zbyszek... z jakąś obcą panienką i Michał z podobno kuzynką.

-No cześć ekipa- Zbyszek podał rękę Krzyśkowi i Grześkowi a za nim zrobił to Michał.
-Zbyszek co ty. Gdzie jest...- Kosa już miał pytać o Paulinę ale go szturchnęłam
-To jest Martyna. Martynko  to jest Krzysiek, Kosa, Vanessa i żona Kosy Iwona. -Zbyszek przedstawiał nas swojej nowej towarzysce imprezy
-Vanessa, kto cię tak nazwał?- Martyna spojrzała na mnie kpiącym wzrokiem
-No wiesz tak myślę że rodzice, a ty Martynko kto cię tak wypchał botoksem coo??- pokazałam na usta i policzki mojej nowej znajomej na co Krzysiek prawie wypluł pącz.
-Ojj, no wiesz idę do ubikacji. Przepraszam na chwilę- kiedy tylko odeszła wszyscy oprócz Zbyszka wybuchli żmiechem.
-Sory Zbysiu lubię cię bardzo ale to że ją lubię udawać nie będę.- Wysłałam buziaka koledze i śmiałam się dalej.

Impreza była przednia. Krzysiek, Iwona Kosa i ja bawiliśmy się wspaniale. Tańce, alkohol i smiechy z nabotoksowanej z każdej strony do bólu koleżanki Zibiego dopełniały naszej uciesze. Była z niej laska ale ta tapeta i botoks....fuuuuuj!!!!! Martyna i Zbyszek chyba nie bawili się zbyt dobrze bo zmyli się jakoś koło 24, godzinę po nich wyszedł Michał z tą swoją kuzynką a my bawiliśmy się do około 2 w nocy. Kiedy wróciłam do domu i zdjęłam szpilki czułam jak moje stopy odzyskują czucie. Wzięłam błyskawiczny prysznic i szybciutko usnęłam. Obudziłam się około 10;30 z okropnym bólem głowy i stóp.

Dziś wigilia. Kiedy zeszłam do salonu od razu rzuciła mi się w oczy ogromna i zielona choinka. Zapach świerka i świeżo pieczonych pierniczków roznosił się po całym domu. Po 30 minutach picia kawy i doprowadzania swojego wyglądu do ładu z Norbertem zaczęliśmy ubierać choinkę. Co roku robimy to razem. Wygłupiamy się, ganiamy po salonie jak małe dzieci. Do dziecinne ale takie nasze. Po skończeniu zawieszania bombek łańcuchów anielskich włosów itp. pomogłam mamie przy kolacji. Poszłam na górę się wykąpać i umalować, uczesać. Gdy zeszłam na dół ubrana w niebieską dopasowaną sukienkę i moje ulubione czarne balerinki w drzwiach wejściowych zobaczyłam moją ukochaną ciotkę Elę, wujka Roberta i ich synów Filipa i Jakuba. Ucieszył mnie ich widok.
Po wspólnie zjedzonej kolacji, łamaniu się opłatkiem i kaleczeniu wszystkich możliwych kolęd, każdy odebrał swoje prezenty. Od mamy dostałam srebrny naszyjnik z wisiorkiem" Vanessa", od Norberta perfumę która była wyjątkowo trafiona w mój gust a od ciotki i wujka dostałam tableta. Byłam bardzo zadowolona z prezentów jak chyba każdy. Po chwili odpoczynku zadzwoniłam do siatkarzy z życzeniami. Z każdym chwilę pogadałam, z Iwoną też zamieniłam słówko...no dobra może więcej niż słówko ale było miło. O 24 całą rodziną byliśmy na pasterce. Nie powiem trochę zmarzłam ale dało się wytrzymać.Gdy wróciliśmy do domu jakoś po 3 godzinach bo po pasterce wracaliśmy wolnym spacerkiem od razu padłam na łóżko i zasnęłam. Mój sen był dość dziwny. Śniło mi się że brałam ślub tylko nie znałam pana młodego. Do tego miałam obrzydliwą suknię ślubną. Obudziłam się około 9;00. Zeszłam na parter gdzie starsi pili kawę a chłopaki wcinali kanapki z nutellą (oni nic innego nie jedzą nawet w święta). Przywitałam się z wszystkimi i nalałam sobie gorącej kawy prosto z ekspresu i usłyszałam dzwonek do furtki. Podeszłam do kamery i zobaczyłam.. kuriera z dziwnym i dość dużym pakunkiem. Wpuściłam kolesia i gdy otworzyłam okazało się że paczka jest dla mnie. Pokwitowałam odbiór i zabrałam pudło do domu.
Zabrałam je do salonu i zabrałam się za otwieranie. Po rozdarciu papieru na prezenty i kokardy otworzyłam a w środku.......


--------------------------------------------------------------------------------------------------------------


No to tyle na dziś....:) Następny rozdział za 2 no może 3 dni. Miłego oczekiwania i pozdrowienia dla wszystkich czytelników:*** Buśśka:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz