-Wszystko w porządku, coś ci jest?- odezwał się a w jego głosie wyczułam troskę.
-Nie wszystko ok, nic mi nie jest. Rozkleiłam się trochę to wszystko.- podał mi rękę i wstałam z asfaltu i wtedy do mnie dotarło że nie znam tego kolesia. Brunet, o głębokich brązowych oczach a do tego wysoki na ponad 2 metry. Przystojny, co wprawiło mnie w lekkie zakłopotanie.
-Masz, wytrzyj oczy bo troszkę się rozmazałaś.- podał mi chusteczkę i lekko się uśmiechnął pokazując mi szereg śnieżnobiałych zębów.
-Dziękuję. Już mi lepiej, to może ja już pojadę.- wskazałam swój samochód i chciałam jak najszybciej się ulotnic z parkingu.
-Nie no teraz cie nie puszczę, najpierw musisz mi powiedziec co ci jest. Czemu płakałaś.?- złapał mnie za rękę swoją wielką dłonią i coś czułam że szybko mnie nie puści.
-Ale ja cię nie znam nie będę ci się zwierzac.- popatrzyłam na niego dziwnym spojrzeniem ale ten nie dał za wygrana i po 5 minutach siedziałam z nim w kawiarni w galerii.
-Serio dzięki za zaproszenie ale ja muszę iśc nie mam czasu.- wstałam od stolika rzuciłam na blat 10 złotych.
-No dobra szkoda, po pierwsze ja stawiam a po drugie, powiedz mi chociaż jak masz na imię?- wstał razem ze mną i oddał mi pieniądze.
-Jaaa, jestem Vanessa, dla znajomych Nesska, serio muszę leciec. Dzieki za kawę i za pomoc Papaa.- usmiechnełam się delikatnie i wybiegłam z kawiarni. Szłam w stronę windy kiedy usłyszałam za sobą:
-Ejj bejbe. Czekaj na mnie?!- taak to moja Justyśka.
-Czego się dżesz wariatko?!- zaczęłam się śmiac i mocno ją przytuliłam.
-Noo, tyyy mi lepiejjjj powiedz, co toooo za ciacho co z nim w kawiarniii siedziałaś.?- zasapała sie biedna jak mnie goniła.
-Nie wiem nie znam kolesia, zaczepił mnie jak płakałam i oo tak wyszło-powiedziałam jej na odczepnego i zjechałyśmy windą na parking. Szłyśmy powoli w stronę mojego samochodu, Dżasta nie jeździ swoim bo się wstydzi, więc ja ją wożę.
-Dobra weź, nie bujaj mów zkąd znasz tego kolesia, poznaj mnie z nim?!- zaczęła mi suszyc głowę a mnie to męczy strasznie.
-Tłumaczę ci nie znam go poznałam go 15 minut temu, nawet nie wiem jak ma na imię.- syknęłąm juz wkurzona lekko na nią, no bo ona do niej nic nie dociera.
-No dobra dobra nie sycz na mniee- zaczęła się śmiac a ja ruszyłam z parkingu w stronę jej domu.
-Aa ty i Mateusz pogodziliście się?!- spytała niepewnie, wie że to drażliwy temat..
-Nie, zawziął się cholera jasna i nie odpuszcza. To chyba koniec.
-No nieee chłopak definitywnie przesadza- oburzyła się i zapatrzyła się w szybę, chociaz oprócz bloków to nie było na co patrzec.
- Nooo jesteśmy, dowiozłam cie do domu, teraz sama musze wraca i wytłumaczyc starszym jak doszło do mojej pały z matmy.
-Ojjj, cięzka sprawa, ok dzięki za podwózke i powodzenia.- poszła w strone swojej klatki przed drzwiami jeszcze się uśmiechnęła.
W domu byłam jakieś 5 minut później. Po drodze stwierdziłam że po co mówic rodzicom o jednej jedynce skoro i tak jutro to poprawię, a jeśli nie jutro to za tydzień. Mama z tatą pili herbatę i jedli ciasto w kuchnii a Norbert jak zwykle siedział u siebie i grał w te swoje głupie gry.. Poszłam do siebie do pokoju. Wyszłam na górę i od razu usłyszałam jak mój kochany braciszek krzyczy sam do siebie- "no w lewo kur**" i takie tam podobne. Weszłam do swojego pokoju powiesiłam torbę na haczyku i przebrałam się w wygodniejsze ubrania czyt. w dresy i związałam włosy. Zmyłam makijaż i położyłam sie na łóżku na kolanach trzymając laptopa. Na fejsie nie było nikogo oprócz Mariki która poza dokuczaniem mi nie ma życia więc przeżywa go w internecie. Po dwóch minutach przeglądania postów dotyczących imprezy u Pauliny (dziewczyna ma urodziny) dostałam wiadomosc od...Mateusza. cyt." Spotkajmy się w naszym miejscu za 10 min. Mateusz". Zdziwiła mnie ta wiadomośc ale postanowiłam że pójdę. Rozpusciłam i wyprostowałam włosy, pomalowałam się od nowa i zmieniłam stylizację z dresów na beżowe rurki, jeansową koszulę brązowe rzymianki i torbę i kolczyki tj. zwykłe czarne. Do tego kilka bransoletek. Wyszłam z domu jakies 8 minut później. Nie musiałam sie śpieszyc bo nasze miejsce tj. dach najwyższego wieżowca w okolicy było 3 minuty drogi stąd. Kiedy pojawiłam się na miejscu on już siedział na murku i czekał.
-Jestem! Czego chcesz??- spytałam obojętnie
-Pogadac. Bo to co się stało to nie jest takie proste.- spojrzał na mnie wzrokiem jakiego u niego nigdy nie widziałam.
-To znaczy... nie rozumiem!- usiadłam obok niego a on połozył swoją dłoń na mojej.
-Bo widzisz, ja cie serio bardzo kocham, nie chcę tego kończyc.- widziałam skruchę w jego oczach gdy to mówił.
-Ja też nie chcę ale ty nie dałeś mi szansy.
-Przepraszam, chciałem dac ci nauczke dlatego wtedy gadałem z Mariką, i zmieniłem status na fejsie. Nigdy nie chciałem z tobą zrywac chciałem żebyś zrozumiała.- usmiechnął się do mnie zalotnie.
-Cooo?! czyli to były jaja tylko. Chciałeś się odegrac. Swinia!!!- krzyknęłąm i uderzyłam go w jego lekko wyrzeźbiony tors, a on mnie przytulił.
Siedzieliśmy tak jeszcze jakieś 2 godziny po czym poszliśmy do niego. Często nie wracałam na noc, rodzice się już przyzwyczaili do tego a z Matim spotykałam się już ponad rok wiadomo że już mieliśmy to za sobą. Około godziny 6;00 obudziłam się z przerażeniem no bo hello... Dziś szkoła. Zaczęłam się ubierac w popłochu i przez przypadek obudziłam Mateusza:
-Gdzie mi uciekasz coo?!- przetarł oczy i usiadł na łóżku.
-Mam szkołę to że się pogodziliśmy nie oznacza że mam wolne.- nie patrzyłam na niego tylko zbierałam z podłogi kolejne części garderoby.
-No po takim godzeniu to uwierz że powinnaś dostac wolne- zaczął się śmiac i położył się spowrotem.
-Uspokój się śpij ja jakoś dam sobie radę.- złapałam włosy i związałam w luźnego kucyka.
-A która jest godzina.?
-6;15, śpij!.-syknęłam do niego żeby był cicho no bo obudzi wszystkich.
-Cooo?? o 7;00 zaczynam robotę w komórkowni a pierd***- no i zaczął biegac po pokoju razem ze mną.
Jakieś 20 minut później byliśmy już w samochodzie Mateusza i ten podwoził mnie do domu. Kiedy stanął przed moim domem szybko pocałowałam go w usta i pobiegłam do siebie po książki i kawę w przenośnym kubku. Szybko zbiegłam do mojego lubego:
-Dzięki kocie do szkoły pojadę juz sama!- otworzyłam drzwi do jego auta i chciałam się pożegnac.
-Coo?? jesteś pewna??-wyglądał na zdziwionego, nie wiem czemu.
-No tak no jedź do pracy bo będziesz miał problemy.
-Ok ale widzimy się wieczorem taak?!
-No pewnie,już tęsknię!!- puściłam mu oko i zamknęłam drzwi od jego auta po czym odjechał w stronę galerii.
Do szkoły dojechałam idealnie a czemu?! bo nie było korków a ja sobie nie żałuję bo autko mam dośc szybkie, więc z tego korzystam. Na wejściu jak codziennie starcie z kim no z Mariką:
-Jak tam czemu nie zmieniłaś statusu na fejsie lamerko?- syknęła, myslała że dam jej wygrac.!
-Odpieprz się, nie mam powodu żeby zmieniac status. Mateusz mnie kocha, co przykro ci.! I bardzo się cieszę.- Poszłam pod klasę z triumfalnym spojrzeniem.
W klasie na wychowawczej cała klasa odsypiała. Ja czekałam na sms-a od Matiego i nie myliłam sie bo przyszedł punkt 8;00. "Dziś zabieram cię w zajebiste miejsce, zrób z siebie bóstwo...Mat:***". Ciekawe dokąd idziemy?? I co ta moja kochana szuja planuje??. Przez cały dzień lekcyjny myślałam o co mojemu kotowi chodzi. Pochwaliłam się Justyśce że jest juz ok na co Zapiszczała ile ma tlenu w płucach co lekko zdenerwowało panią od biologii. Po zakończeniu lekcji szybko wsiadłam w auto i pojechałam do kosmetyczki na manicure, regulacje brwii, maseczkę z alg i takie tam. Zeszło mi się do 17;30 więc ile pary w silniku mojego auteczka pojechałam na chatę. Szybko wskoczyłam pod prysznic. Posmarowałam całe ciało balsamem o zapachu owocowym i zaczęłam sie szykowac. Nie wiedziałam czy mam byc ubrana elegancko czy normalnie więc napisałam Matiemu eska na co odpisał że nie muszę byc w sukni wieczorowej. Jest późna jesień więc ubrałam brązowe botki na obcasie, czarne rurki, brązową skórzaną kurtkę i czaarną apaszkę w kwiatki. Do tego moja ulubiona czarna torebka z Mohito. Mateusz zjawił się o 20;00. Zeszłam do niego po jakis 5 minutach, no tapeta jeszcze, perfumy i wgl.
-Może tak byc?- spytałam niepewnie.!
-Jest idealnie, jak zawsze chodź idziemy bo nam miejsca zajmą.- był tak podjarany że się bałam co wymyślił.
Po 15 minutach jazdy dojechaliśmy pod jakąś wielką halę sportową, było pełno samochodów.
-Co my tu robimy??- spytałam ale strasznie bałam sie odpowiedzi.
-Dziś idziemy na...mecz siatkówki. Cieszysz się.?
-Jeeej, serioo?? tak strasznie się cieszę!!!- pocałowałam Matiego w policzek i robiłam dorba minę do złej gry. No nie cieszyła mnie wizja patrzenia jak jacyś goryle przez tylke godzin odbijają sobie piłką.
Weszliśmy na halę i szybko znaleźlismy nasze miejsca, były drogie bo prawie przy boisku. Nudziłam się jak mops. Szybko zmieniłam zdanie bo zaraz po wejściu siatkarzy. Ich wielkie i umięśnione ciała mm....Eyy zaraz czy to nieee, niemożliwe to on! To to ciacho co mnie zaczepiło na parkingu. Jak to mozliwe.
-Wydaje mi się że znam.tego kolesia- uśmiechnęłam się delikatnie.
-No dużo ludzi go zna jest sławny i gra na dośc ważnej pozycji w drużynie...
-A jak się nazywa?!
-Od kiedy tak pasjonujesz się sportem coo?- spojrzał po raz kolejny ale z uśmiechem.
-Jaaa, ja się nie pasjonuję ja tylko chcę wiedziec.! Powiesz mi?
-No tak noo ten koleś ma na imię......
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nieee, jego imię dopiero w 3 rozdziale. I co domyślacie się kto to hmm??
Następny rozdział za jakieś trzy dni. Miłego czekania i po raz kolejny zachęcam do komentowaniaa:*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz